NR 1          3 kwietnia 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Łopata spod krzaczka - rzeczne przybory, leszcze na przystawkę
  • Wędkarski survival - z wędką i plecakiem
  • Pstrągowe podstępy - pudełko z przynętami
  • Starorzecza - płocie, płocie
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - LECIUTKO Z ST.CROIX
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Nida
  • Pogoda na weekend i na przyszły tydzień
 

Mapa serwera

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Łopata spod krzaczka
Wędkarski survival
Pstrągowe podstępy
Starorzecza
Przegląd sprzętu

Tam łowimy - NIDA

   Nida jest rzeką, którą znam chyba najlepiej spośród moich wszystkich łowisk. Po raz pierwszy zobaczyłem ją ponad 10 lat temu i od razu zostałem nią oczarowany. Jest to niewielka, typowo nizinna rzeka o równym i dość silnym uciągu. Jej szerokość nie przekracza dwudziestu kilku metrów, choć zdarzają się i większe rozlewiska, a nawet małe wysepki. Głębokość wody w Nidzie wynosi średnio 1,5 m, dość często jednak można trafić na 2-3 metrowe dołki.

   Podczas wędrówki należy uważać na zalegający gdzieniegdzie muł, w którym można ugrzęznąć nawet po pas. Wygrzebywanie się z takich bagien nie należy do przyjemności.
   Według mnie, najlepszy dla wędkarzy odcinek tej rzeki rozciąga się od Pińczowa, przez Wiślicę, Nowy Korczyn aż do ujścia do Wisły. Kiedyś wybrałem się w "celach zwiadowczych" nad Nidę powyżej Pińczowa. Miejsce według starej niemieckiej mapy wydawało się być obiecujące - dużo rozlewisk i starorzeczy, w których jak podpowiadała wędkarska wyobraźnia kryją się wielkie ryby. Rzeczywistość jednak momentalnie sprowadziła mnie na ziemię. Rzeka została zamieniona w metrowej głębokości kanał poprzecinany wysokimi kaskadami (oczywiście bez przepławek). Na dodatek miejscowi kłusownicy wybierali za pomocą siatek i więcierzy resztki ryb spod brzegów, gdyż tam znajdowały się ich jedyne kryjówki. Zresztą nie tylko kłusownictwo i melioracje są problemem dla tej pięknej rzeki.
   W zeszłym roku, w okolicy Starego Korczyna zastałem naprawdę nieoczekiwany widok. Wszystkie drzewa, a także krzewy, niezależnie od tego, czy były to grube olchy, czy cienkie jak zapałki wikliny, zostały wycięte przy samej ziemi. Sprawcami tego byli prawdopodobnie miejscowi, którzy tanim kosztem załatwili sobie opał na zimę. Boli jednak to, że wycinali wszystko jak leci nie myśląc o pozostawieniu przynajmniej młodszych drzew.

   Nida nie jest rzeką łatwą dla wędkarza. Trzeba ją dobrze poznać, żeby zacząć łowić systematycznie. Występują tu prawie wszystkie nizinne gatunki ryb. Są więc płocie i leszcze, trochę okonia, szczupaki, ponoć są też i sandacze, jest dość sporo jazia i trochę mniej klenia. Występują tu także brzany i świnki choć te ostatnie zostały mocno przetrzebione, można trafić również karpia i karasia, sporadycznie lina. Panem Nidy jest sum, a w przypowierzchniowej warstwie wody lubi szaleć rapa. Widziałem także złowionego miętusa.
   Podstawowymi metodami połowu stosowanymi przez miejscowych jest przede wszystkim przystawka ze spławikiem, rzadziej ciężki grunt. Ten ostatni, to domena głównie przyjezdnych wędkarzy. Łowi się tu także na przepływankę, zaś wiosną można spotkać miejscowych łowiących na tzw. wypuszczankę.
   Używanymi przez autochtonów przynętami są groch i pszenica, dobre są też czerwone robaki kompostowe. Można również z dość dobrym skutkiem łowić na białego robaka, a jeśli nastawiamy się na karpia, to skuteczny okazuje się gotowany ziemniak i kukurydza z puszki. Na sumy miejscowi stosują pęk rosówek lub żywca.
   Szczupaka można łowić na uklejkę lub równie dobrą żabę trawną - odradzam jednak zamęczania tych zwierząt, nie tylko ze względów etycznych, ale także dlatego, iż przynęty sztuczne są tak samo, a czasem nawet bardziej efektywne.
   Chciałbym tutaj wspomnieć, że rekord polski zarówno szczupaka (24,10 i 128cm) jak i sandacza (15,60 i 109cm) pochodzą właśnie z przeuroczej Nidy.
   Nie należy jednak sądzić iż sam przyjazd nad tę rzekę uczyni nas rekordzistami. Po pierwsze trzeba ją dobrze poznać a poza tym okazy tak jak wszędzie zdarzają się rzadko.


   Delikatną przystaweczkę należy stawiać na granicy nurtu i zastoiska wtedy możemy spodziewać się najwięcej brań. Zarzucanie zestawu, nawet z dość ciężkim ołowiem dennym, w poprzek nurtu nie jest dobrym pomysłem ze względu na duży uciąg wody - i tak zostanie on ściągnięty do brzegu. Myślę, że bardzo dobrą metodą połowu może być także delikatny pikerek. Niestety nie dane mi było - jak dotąd - tego wypróbować.
   Ze względu na to, że łowimy blisko brzegu należy pamiętać o zachowaniu ciszy. W przeciwnym wypadku nie liczmy na sukcesy. Nie nęćmy także zbyt obficie, wystarczy nawet kilka rozgniecionych ziarenek grochu czy garść pszenicy. Zastawiając się na sumy poszukajmy głębokich dołów i tam wrzućmy pęk rosówek. Brania można spodziewać się raczej w porze nocnej. Nocą na naszych gruntówkach lubią wieszać się 20 - 30 centymetrowe "okazy" zagłoby naszych wód. Pamiętajmy wtedy, że w Nidzie NIE MA sumików karłowatych i bez zastanowienia wypuszczajmy te maluchy, aby za 5-10 lat móc zmierzyć się z prawdziwym przeciwnikiem.
   Najwięcej kilometrów schodziłem nad Nidą ze spinningiem. Zresztą tam zaczęła się moja miłość do spinningu. Na jednym z wyjazdów podpatrywałem młodego chłopaka, który tak jak ja, z ojcem, wybrał się na wakacje nad rzekę. Całymi dniami spinningował. Ja, oczywiście zazdroszcząc mu, już drugiego dnia zmontowałem spiner i ruską wahadłówką obrzucałem miejsca niedaleko naszego namiotu. Po około dwóch godzinach bombardowania wody, kiedy już miałem dość tego wszystkiego, wykonałem rzut rozpaczy. Ponieważ niezbyt dobrze wyszedł, zacząłem szybko ściągać blachę tak, że ślizgała się po powierzchni wody.
   To musiało wreszcie wkurzyć tego zębacza, któremu od dłuższego czasu zakłócałem spokój. Zobaczyłem fontannę wody i poczułem miły pulsujący ciężar. Nie był duży, ot, dobry kilowiec. Dla mnie jednak był najpiękniejszy i jak można było się spodziewać, do końca wyjazdu nie wziąłem innej niż spinning wędki do ręki.
   Nidzki szczupakPiszę o tym, gdyż jedynie szczupak jest rybą, którą z premedytacją i nieprzypadkowo potrafię w Nidzie łowić. Przynęty jakie należy mu podrzucać muszą przypominać nidzkie uklejki. Najlepsze są rippery białe lub lepiej perłowe z czarnym grzbietem - polecam Mannsa - później idą wahadłówki Gnomy lub gnomopodobne.
   Pamiętać należy, że zbyt duże rozmiary mogą utrudnić zacięcie, no chyba, że polujemy tylko na okazy. Dobrze jeśli na kotwiczce znajdzie się czerwony chwościk. Nie powinny one za bardzo błyszczeć, a zwłaszcza odradzam stosowanie modeli niklowanych - to odstrasza zębacze.
   Doskonałe są też woblerki malowane na uklejkę. Jeśli te przynęty nie skutkują, można sięgnąć po obrotówki lub inne gumy, ale prawde mówiąc, nie sądzę, żeby to coś pomogło. Jedyne przynęty, których nie sprawdziłem na tamtejszych szczupakach to cykady. Mogą okazać się takim samym odkryciem jak dawniej ripper.
   Zębaczy należy szukać głównie w pobliżu zwalonych drzew, w warkoczach roślinności lub wzdłuż brzegów. Dobrze rokuja podmyte burty brzegowe i faszynowe lub kamienne umocnienia.

   Jeśli chodzi o inne ryby poławiane na spinning, to proponuję spróbować na początek uklejkokształtnych przynęt. Okonie dobrze reagują na twistery oraz obrotówki i tutaj nie ma jakichś sztywnych reguł, ale radzę spróbować także black-fury.
   Bolenie potrafią przyprawić łowcę niemal o palpitację serca. Niestety nie udało mi się upolować jeszcze takiego hałaśliwego bolka, gdyż bardzo ciężko jest go podejść. Nidzkie klenie są piękne i grube z pomarańczowo-czerwoną płetwą odbytową. Niestety widziałem złowionego na spinning tylko jednego żarłoka i to przy okazji łowienia szczupaków. Połakomił się na 5cm perłowo-czarnego rippera.
   Za to można go dość łatwo złowić na przepływankę z ziarnem grochu lub kostkę sera żółtego. Na czereśnię jakoś nigdy nie próbowałem, ale kto wie...
   Jazie łowiłem tylko na groch lub białe robaki, ale sądzę, że jakby wypatrzeć żerujące ryby to podanie czegoś mniej strawnego ale ruchliwego (np. woblerka albo obrotówki) również sprowokuje je do ataku. Na dużego gnoma złapałem za to piękną ... barwenę. Prawie do końca byłem pewny że to szczupak. Za to sandacza nigdy nie upolowałem, ale wiem, że są, i to ładne sztuki. Piękne głowy wiszą np. w restauracji "PONIDZIE" w Wiślicy.
   Czy warto przyjechać nad Nidę musicie ocenic sami. Ja osobiście uwielbiam wracać nad tę "czarną" wodę, mimo iż nigdy nie jestem pewien, czy coś złowię.
   Przetrzebiona przez kłusowników i "bardzo głodnych wędkarzy" nie zawsze obdarzy nas rybą, ale piękne i dzikie jeszcze jej brzegi obdarzą nas niezapomnianymi wrażeniami. Przecież wędkarstwo to także ta spłoszona naszymi krokami kuropatwa czy zając, piękna sarna skubiąca trawę, przepływający przez rzekę piżmak, dzwoniec, który przyleciał pożywić się resztkami naszej zanęty, a nawet nietoperz trącający nocą żyłkę i podrywający nas z drzemki dźwiękiem zdenerwowanego dzwoneczka. Przyjeżdżajcie więc nad "moją" rzekę i pamiętajcie, aby nie zabierać jej wszystkich skarbów.

Piotr "Skubi" Jakubowski



Reklamy KrokusWszywkieZ PublishOpen source ERP i CRM - Odoo (dawniej OpenERP)WędkarstwoCMS eZ Publish