NR 2          10 kwietnia 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Fidrowanie w łachach - wędrowna DS
  • Wędkarski survival - Pochwała ogniska
  • Selfservice - woblery Sławka Rybickiego
  • Wielka Rzeka - Jazie o zmroku
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - Łowić na kluska
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Na Żuławach
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Fidrowanie w łachach
Wędkarski survival

Selfservice

Wielka Rzeka
Przegląd sprzętu
Tam łowimy
ARCHIWUM


FOTOREPORTAŻ "TW"

Kliknij!
Gdzie patyki tam wyniki. Każdy zna doskonale tę śpiewkę. Rzut, ściąganie przynęty i... zaczep, klnę pod nosem i wiążę kolejny wobler. I znowu po kilku rzutach historia się powtarza. W amoku nie liczymy kosztów, dopiero w domu mina nam rzednie.

     Sam rwę sporo i dlatego do moich zapasów przynęt dorzuciłem "samodziały"; co prawda nie są tak ładne jak firmówki, ale zdecydowanie tańsze. Późną jesienią i w zimie, zamiast kolejny raz przerzucać sentymentalnie swój arsenał, strugam nowe. A ponieważ są kłopoty ze zdobyciem niektórych materiałów, korzystam z najprostszych, najłatwiejszych do kupienia.
     Kiedy 2 lata temu zaczynałem robić woblery, zrobiłem podstawowe założenie - im większy tym łatwiejszy. Błąd był tylko w jednym - wyszedł mi produkt wobleropodobny. Wyglądał nieźle, ale nijak nie chciał prawidłowo poruszać się w wodzie (pardon: w wannie). Kolejne próby były coraz lepsze. Przeglądałem wszystkie artykuły dotyczące woblerów i... robiłem kolejne.
      Większość z nich to woblery pływające, wykonane balsy. Kołki z balsy można kupić w sklepach modelarskich, a do tego łatwo je obrabiać nożykiem do tapet i papierem ściernym. Najpierw tnę kołek na krótsze odcinki odpowiadające długością przyszłym woblerom. Następnie w małym imadle wycinam wzdłuż rowek na stelaż i drugi poprzeczny do zamocowania steru.
   Stelaż wyginam z drutu stalowego (nie biegam za dentalem) o grubości zharmonizowanej z wielkością woblera. Zawsze robię długie oczka do zaczepiania kotwic, bo potem łatwiej je dopasować do moich wymagań co do pracy przynęty.
     Kształt stelaża jest zawsze jednakowy, jednolity kawałek drutu z oczkami do dwóch kotwiczek i zaczepu karabińczyka. Dlaczego ? Ano zawsze mogę zrezygnować z przedniej kotwiczki i przyczepić tam ciężarek ołowiany.
     W woblerach pokrywanych materiałem (brokatowy pięknie naśladuje łuskę) nie wklejam stelażu. Elastyczny materiał łatwo opina woblerek a w szczelinę po stelażu wpycham naddatek materiału i ewentualne dociążenie. Dopiero teraz wypełniam szczelinę Distalem, a kiedy wyschnie, kolejne zanurzenia w bezbarwnym lakierze utwardzają powierzchnię woblera.
      Drugi sposób wykończenia powierzchni to pokrycie balsy Distalem. Pięknie spływa i daje absolutnie jednorodną, gładką powierzchnię. Potem pozostaje kwestia malowania. Generalnie używam białego podkładu, a dalej to kolorowe spraye, flamastry, farby modelarskie, no i na koniec lakier bezbarwny.
      Pozostaje tylko zrobić ster. Bardzo dobrze do mniejszych woblerków sprawdziły mi się stery zrobione z butelki po Coca-Coli lub blaszki wycięte ze starych żaluzji, które łatwo uformować nad wodą. Kilka dużych woblerów wyposażyłem w ster metalowy, który daje fantastyczne rozbłyski w wodzie.
      W zeszłym roku zrobiłem kilka woblerów-pilkerów (diabli wiedzą jak to nazwać). Rurka PCV o grubości pół cala, z jednej strony ścięta pod dużym kątem. Wrzuciłem do środka kilka drobnych kulek od łożyska i zaślepiłem z obu stron. Drut przechodzący przez środek służy jako zaczep kotwicy i karabińczyka. Pokryłem je brokatowym materiałem i w tym roku wypróbuję nad wodą. Pływa to to ciekawie, albo idzie pod wodą jak wobler z grzechotką, albo przy szybszym ruchu - po powierzchni, chlapiąc przy tym niemiłosiernie.
      I jeszcze patent Jacka, czyli Jóźwiacze Jajo opisywane kiedyś w RO. Zrobiłem i muszę pochwalić pomysł, bo w zeszłym roku trafiły na nie 2 zębole.
    Na koniec jedno zastrzeżenie. Przez te kilka miesięcy przekonałem się, że to nie przynęta jest ważna ale sposób jej prowadzenia. Nawet dwa moje potworki (odrzuciłem je kiedyś bo nijak nie mogłem zmusić ich do poprawnej pracy) w pewnych specyficznych okolicznościach pokazały, że i na nie można łowić. A ja mam co robić zimą.

Sławomir Rybicki



Reklamy KrokusSystemy CMSZdjęcia rybPrzygotowanie drukuEtykiety samoprzylepneMetki