NR 3          17 kwietnia 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Drgająca szczytówka - Pierwsze pikanie
  • Kropkowańce - Pstrągowy kodeks
  • Kij w mrowisko - Spinning kontra mucha
  • Wielka Rzeka - Leszcze w Wielkiej Rzece
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - Cykady Pokutyckiego
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Środkowa Wkra
  • Po sąsiedzku - Wprowadzenie
  • Wędkarska proza - Rytuał
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Drgająca szczytówka
Kij w mrowisko

Kropkowańce

Wielka Rzeka
Przegląd sprzętu
Tam łowimy
Po sąsiedzku
Wędkarska proza
ARCHIWUM


Nie ma prawdopodobnie na świecie spinningisty, który choć raz w życiu nie wybrałby się na "kropkowanego". Ilu zaś jest wśród nich takich, którym wyprawa owa nie przyniosła nic poza ubłoconymi butami i twarzą pokąsaną przez komary? Każdy z nas, osobliwie na początku swojej wędkarskiej drogi, przeżył na pewno swoje "pstrągowe Waterloo". Waterloo, którego można było uniknąć.

     Pstrągi łowię już od wielu lat. Przez ten czas dopracowałem się nie tylko w miarę skutecznych metod polowania na te drapieżniki, ale i własnego kodeksu zasad, którymi kieruję się podczas wypraw na te waleczne ryby i podczas obcowania z naturą w ogóle.

Wszystko - lekkie jak nic

     Pierwsza zasada - zasada opytmalnego łowiska - wbrew pozorom nie dotyczy samego łowienia, tylko przygotowań do wyprawy. Dlaczego najpierw łowisko? Od niego bowiem zależało będzie praktycznie wszystko - strój, przynęty, żyłka, kijek… No, i ryby, rzecz jasna. Przede wszystkim staram się wybrać taką wodę, która w danym momencie stwarza szansę na spotkanie z pstrągiem , a równocześnie jest na tyle blisko od mojego domu, że mogę w pełni wykorzystać czas, którym dysponuję.
     Po rzece przychodzi czas na wędkę. Dobieram ją według zasady: im mniejsza rzeka, tym krótszy kijek. Preferuję modele w przedziale 2,3 m do 2,7 m, o akcji szczytowej, ponieważ pstrąga trzeba jak najszybciej odciągać od wszelkich zaczepów. Kołowrotek dopasowuję do wędki tak, aby zestaw był wyważony i nie męczył zbytnio ręki. Następnie sprawdzam jego stan techniczny, szczególny nacisk kładąc na hamulec. Powinien on działać bezawaryjnie i mieć dużą, płynną skalę regulacji. Na szpulę nawijam żyłkę o średnicy przynajmniej 18 mm, a nawet 0,20 - 0, 23 mm. Rzeczki pstrągowe są bowiem zazwyczaj niewielkie i mocna linka pozwala na pewniejszy hol oraz daje większą szansę na pomyślne wyjęcie ryby.
     Najtrudniejszym zadaniem jest odpowiedni dobór przynęt. Staram się zazwyczaj przygotować tyle, by potem, na łowisku, nie zaskoczył mnie brak którejkolwiek z nich. Nie trzeba, oczywiście, popadać w przesadę i zabierać ze sobą wszystkiego, co dotychczas udało nam się zgromadzić… Ciurki rzadko kiedy przypominają spacerowe aleje i po kilku kilometrach przedzierania się przez chaszcze każde dodatkowe pudełko potrafi ciążyć jak spora cegłówka. Tymczasem komfort łowienia to jeden z ważniejszych elementów udanych pstrągowych łowów. Najrozsądniej będzie chyba zawierzyć łowieckiemu instynktowi, popartemu wiedzą na temat danego akwenu i specyfiką pory roku, podczas której łowimy.

Drobiazgowa przyjemność łowienia

     O powodzeniu decydują detale. Wie o tym każdy spinningista, który choć raz znalazł się nad wodą bez szybkoschnącego kleju czy zapasu agrafek z krętlikami. W mojej wędkarskiej torbie, oprócz przedmiotów wyżej wspomnianych, znaleźć można jeszcze: pisaki wodoodporne (niezbędne, gdy okazuje się, że ryby biorą na zupełnie inne przynęty niż te, które zabrałem z domu), szczypce chirurgiczne (zadziorowe kotwice niełatwo wyhaczyć z rybiego pyska), okulary polaryzacyjne (przydatne nie tylko na rzece, o czym wiedzą wszyscy kierowcy), ostry nóż, osełkę do kotwic oraz - optymista! - torbę na ryby, które zamierzam zabrać.
     Nie mniej istotną kwestią "detaliczną" jest odpowiednie ubranie. Sztuka to nie lada, musi ono bowiem być ciepłe zimą, przewiewne latem, a przy tym nie krępować ruchów, jako że to, co wyprawia się nad pstrągową rzeką można porównać do intensywnej gimnastyki. Do tego wodery (kwestię, czy neoprenowe, czy z gumy powinien rozwiązać każdy sam, po sprawdzeniu zawartości portfela) i - koniecznie! - czapka. Nakrycie głowy chroni mnie nie tylko przed palącym słońcem, ale i przed kleszczami, żyjącymi z reguły na tych krzakach, przez które się akurat przedzieram… Zawsze też noszę ze sobą cienki płaszcz przeciwdeszczowy, który po zwinięciu zajmuje tyle miejsca, co małe pudełko na błystki i niewielką bawełnianą szmatkę, aby móc - co jest szczególnie ważne zimą - wytrzeć ręce do sucha.

Tupanie surowo wzbronione

     Każdy pstrąg to ryba chora na nerwicę, na dodatek z oczami dookoła głowy. Najmniejsza złamana pod nogą gałązka, nie mówiąc już o poruszaniu się w pozycji wyprostowanej po nieosłoniętym brzegu - wypłoszy kropkowańca na długi czas. Dlatego - i jest to zasada trzecia - polowanie na drapieżnika zaczynać trzeba od podchodów, kontynuować jako podchody i na podchodach kończyć.
     Wędrując z prądem rzeki, wykorzystuję każdy krzew i każde drzewo, aby zza niego wykonać rzut. Jeżeli brzeg jest odsłonięty, niejednokrotnie posyłam przynętę klęcząc lub wręcz leżąc na ziemi. Wędrówka pod prąd pozwala na odrobinę mniejszą ostrożność - podchodzimy wszak ryby od ogona - ale i tak wszelkich gwałtownych ruchów unikać należy jak ognia. Przynętę zarzucam więc maksymalnie płynnie i kładę na wodą jak najdelikatniej, zawsze w miejscu nieco oddalonym od domniemanej kryjówki ryby.

Czyste no kill

     Niewielu wędkarzy zdaje sobie sprawę z tego, jak istotna rzeczą jest właściwe odhaczenie pstrąga. Z tymi, których nie zamierzam zabrać ze sobą, postępuję jak z surowym jajkiem. Uwalniane bowiem od grotów kotwicy nieumiejętnie - mogą tego zabiegu nie przeżyć.
     Przy odczepianiu kotwic nie wyjmuję pstrąga z rzeki. Zamiast tego delikatnie przytrzymuję go dłonią w wodzie, tak, aby jak najmniej uszkodzić śluzową powłokę - naturalną ochronę ryby przed drobnoustrojami i pasożytami skóry. Odkładam wędkę i drugą ręką ostrożnie wyjmuję kotwicę z rybiego pyska. Jeżeli przynęta została połknięta głęboko, wspomagam się szczypcami chirurgicznymi. Przed wypuszczeniem sprawdzam ponadto, czy ryba jest w stanie odpłynąć sama. Jeśli nie - ustawiam ją pod prąd i po chwili, gdy już się dotleni - uwalniam.
     Większość łowionych przez mnie salmonidów wraca do wody. Jednak gdy stwierdzę, że powoli zaczynam zapominać, jak smakuje pstrągowy tatar - część kończy w torbie na ryby. Trafiają tam również i te, które po zabiegu odhaczania nie rokują szans na przeżycie. Pstrąga przeznaczonego do zabrania natychmiast uśmiercam, patroszę, po czym zawijam w suchą szmatkę, aby mięso nie straciło walorów smakowych.

     Każdy z Was może sobie stworzyć swój własny kodeks. Nie musi być wcale podobny do mojego. Wystarczy, by dzięki tym zasadom udawało się skutecznie - a zarazem przyjemnie - łowić pstrągi, nie niszcząc przy tym tego, co nam jeszcze w rzekach pozostało…
     I na koniec jedna mała uwaga, a właściwie prośba. Zostawiajmy porządek nad wodą, zabierając ze sobą wszelkie śmieci, które zdołaliśmy "wyprodukować". Z powodzeniem można je wyrzucić do domowego kosza. Nad zaśmieconą rzeką znika zapał i pogoda ducha, tak potrzebne do osiągnięcia sukcesu w wędkarstwie.

Robert Cembalski

W następnym odcinku - o zaletach i wadach łowienia z prądem rzeki i pod prąd.



Reklamy KrokusOsuszanie budynków - osuszanie ścianHydroizolacja - Izolacje fundamentówUsługi poligraficzneOdooWędkarstwo