NR 3          17 kwietnia 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Drgająca szczytówka - Pierwsze pikanie
  • Kropkowańce - Pstrągowy kodeks
  • Kij w mrowisko - Spinning kontra mucha
  • Wielka Rzeka - Leszcze w Wielkiej Rzece
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - Cykady Pokutyckiego
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Środkowa Wkra
  • Po sąsiedzku - Wprowadzenie
  • Wędkarska proza - Rytuał
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Drgająca szczytówka
Kij w mrowisko
Kropkowańce
Wielka Rzeka
Przegląd sprzętu
Tam łowimy

Po sąsiedzku

Wędkarska proza

ARCHIWUM


     Elegancko ubrany facet z Centrum Meteo kreślił na ścianie nad komodą spodziewane ruchy chmur jutrzejszego popołudnia. Jacek westchnął z ulgą. Skupił się na jego słowach, a gdy ten skończył, powiedział półgłosem:- Koniec transmisji. Hologram zafalował i prezenter zniknął z pokoju. Coś cicho pstryknęło w telewizorze. Tak, jutro będzie dobra pogoda. Niezły dzień.

     Czekał na to od miesięcy. Ten Rytuał przechodził w jego rodzinie z ojca na syna od pokoleń. Niewielu już pozostało takich jak on. Można powiedzieć - elita. Niektórzy mówią też - wariaci...
- Czas się przygotować - pomyślał i wszedł do niedużego pokoju na końcu korytarzyka. Błysnęło światło. Jego wzrok padł na stojący wzdłuż ściany rząd metalicznych tub. - Nie, to nie to. Do Rytuału potrzeba czegoś specjalnego.
Dotknął ściany. Prawdziwe drewno. Zniszczone i popękane, ale drewno. Skarb. Niewielu stać teraz na pokój wyłożony boazerią. Fragment ściany odjechał i odsłonił niedużą wnękę. Do tej szafy zaglądał rzadko. Jeszcze rzadziej pokazywał ją komuś. W stojaku stały wędki opatulone w archaiczne pokrowce z impregnowanej bawełny. Niektóre miały ponad dwieście lat. Na półkach leżały śmieszne mechaniczne urządzenia do zwijania linki. W pudełkach równo poukładane przynęty. Jednym słowem - muzeum. Jednak dla Jacka nie było tu nic nieznanego. Każda z tych rzeczy miała swoją historię.

     Zamyślił się przez chwilę, ale szybko się otrząsnął. Nie czas teraz na wspomnienia. Sięgnął do ciemnozielonego pokrowca i wyjął lśniący blank. Szybko połączył obie części. Wytarta, korkowa rękojeść dobrze leżała w dłoni.
- Trochę ciężki ten kij - pomyślał - ale cóż, to przecież tylko stary grafit.
Kilka kontrolnych wymachów, ot tak dla lepszego wyczucia. Dopasowanie jednego z kołowrotków. Może ten z taką dziwną podwójną korbką. Z szuflady wyjąć szpulę z tą nitką z polimerów. Do oddzielnego pudełka kilkanaście wybranych przynęt. Nieco toporne, ale kiedyś ponoć ryby za tym szalały. Wszystkie te czynności wykonywał prawie machinalnie, myśląc już o jutrzejszym dniu. Kiedy wrócił do sypialni i ułożył się do snu, jeszcze raz w pamięci dokonał przeglądu sprzętu.

     Ranek był ciepły i pogodny. Początkowo bramka w przejściu do busa nie chciała go przepuścić z tak dziwnym wyposażeniem. Na szczęście kontroler był znajomy i wiedział o jego pasji. Kiedy dojechali nad kanał, poczuł przypływ adrenaliny. Tą rybę miał namierzoną od czterech lat. Mieszkała niedaleko mostu nr 59. W miejscu, gdzie jeszcze czterdzieści lat temu rosło drzewo. Kilka tygodni temu, kiedy zdecydował się, że odbędzie Rytuał, odtworzył z płytki swoje zapiski i szkice. Teraz porównywał, co zmieniło się od ostatniej jesieni. Wymieniono część brzegu. Widać stary już zaczynał się kruszyć... Ale poza tym nic nowego. Podszedł powoli do upatrzonego stanowiska. Rozłożył wędkę. Na początek przypiął dziwny biały kawałek tworzywa z miękkim końcem.

     Rzut i powolne ściąganie. Dopiero pod nogami zauważył, że jego "tajna broń" w wodzie faluje nieco zbyt wolno. Wyjął ją i obejrzał. No tak, trochę za sztywna. Zmienił wabik na pęk kolorowych włókienek. Podobno niegdyś dobra przynęta. Niestety i to nic nie dało. Kolejna zmiana. Tym razem kawałek wyprofilowanego metalu ze śladami ręcznej obróbki. To jedna z najstarszych przynęt jakie posiadał. Szkoda byłoby stracić - pomyślał. Nagłe szarpnięcie i opór. Więc jednak. Atawizm nakazujący atak zadziałał. Ryba, która w całym swoim życiu nie zobaczyła innej, zaatakowała kawałek zwykłej blachy. Chwila walki. Wędzisko wygięło się nieznacznie. Zaniepokoił się - te stare linki nie wytrzymują zbyt długo w tym, co teraz jest wodą.

     Ryba jakby wiedziała, że to Rytuał. Ani myślała popuścić. Zdecydował się pociągnąć. Nagle poczuł, że ryba zmienia kierunek ucieczki i - nie, tylko nie to! - wyskakuje nad wodę. Przez chwilę patrzył jak urzeczony, jak próbuje nagłymi skrętami ciała wytrząsnąć z pyska kotwiczkę. Gdy spadła, bryzg wody zachlapał mu szybę od kasku i kombinezon.
Doholował wygiętą śmiertelnie rybę do brzegu. Wyjął i odczepił. Patrzył na jej wysychające ciało z żalem. Gdyby tylko nie wyskoczyła... Może udało by się uwolnić ją w wodzie i złowić za kilka lat. Posiedział jescze trochę w zadumie, a potem ruszył do domu.

     Wieczorem usiadł przed monitorem. Dotknął klawiatury i wpisał - www.pzw.eu - kliknął w napis "Brania". Podumał przez chwilę, westchnął ciężko i zaczął wypełniać tabelę.

  • Data - pierwszy maja 2236.
  • Miejsce połowu - kanał Wisła na trzydziestym kilometrze odcinka zwanego "warszawskim".
  • Metoda - spinning.
  • Największa ryba - szczupak 38 cm.
  • Opis - Złowiłem dziś ostatniego szczupaka w Europie Środkowej…
     A satelity przekazały wiadomość do jego przyjaciół. Elity... Wariatów...

Geralt



Reklamy KrokusWszywki i metki odzieżoweeZ PublishŻbikowscyeZPublishWędkarstwo