NR 4          24 kwietnia 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Cykada - nie tylko na bassy
  • Kropkowańce - Szajba w kropki
  • Wędkarski survival - Przetrwać noc...
  • Gruntówka inaczej - A mi to wisi!
  • Konkretna ryba - Co słychać u okoni?
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - Multiplikatory
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Drwęca
  • Po sąsiedzku - Nasze płazy
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb

Cykada

Wędkarski survival
Gruntówka inaczej
Kropkowańce
Konkretna ryba
Przegląd sprzętu
Tam łowimy
Po sąsiedzku

ARCHIWUM

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego cykada tak długo nie może wedrzeć się do podstawowego arsenału polskiego spinningisty. Od tylu lat jest już na rynku. Swoje miejsce znalazły gumy, fanów pozyskały woblery. Do tego stopnia, że są już zaprzysięgli gumkarze, są woblerzyści. Jedynym natomiast znanym mi "cykadziarzem" jest Marek Pokutycki, znakomity wędkarz z Tarnobrzega, notabene jedyny z prawdziwego zdarzenia wytwórca polskich cykad.

      W "życiorysie" każdego chyba poważnego spinningisty odnotować można krótkotrwały epizod z cykadami. Najczęściej wygląda to tak - po przeczytaniu artykułu w wędkarskiej prasie, czy po zasłyszeniu opinii o niezwykłej skuteczności tych wabików idzie się do sklepu, kupuje kilka sztuk, a potem nad wodą błyskawicznie je wyrywa. Nie łowi się przy tym najczęściej żadnej ryby. Skutek jest do przewidzenia - nigdy więcej żadnych cykad!

Amerykańska przynęta na bassy

      - takie podsumowanie w Polsce to pewny uwiąd korzystania z wabia, którego dotyczy. Prawdą jest, że w Stanach na cykady łowi się zazwyczaj bassy. Tyle że w Ameryce Północnej łowi się głównie bassy. Na każdy rodzaj przynęty zresztą. Podobnie jak na każdy rodzaj łowi się też inne ryby - od pstrąga, łososia po wielkiego jeziorowego jesiotra.
      Cykady są tam przynętą dość popularną. Doczekały się nawet kilku opracowań książkowych, są pisma, które poświęcają im po kilka stron w każdym wydaniu. Bardzo spodobało mi się zdanie wprowadzające z recenzji do takiej książeczki, którą znalazłem w internecie. Zacytuję je w całości, jest bowiem tak proste, że dopiero po zastanowieniu się nad jego sensem zaczyna się je rozumieć... Jak każda przynęta, tak i cykada nadaje się do zastosowania wyłącznie w pewnych okolicznościach.
      I w tym zdaniu zawiera się przyczyna klęski cykady w Polsce, gdzie zawsze szuka się rzeczy dobrych na wszystko, uniwersalnych. Miałem sezon poznawania tych przynęt - bo takie były moje obowiązki zawodowe - więc wiem, że cykady BARDZIEJ od innych przynęt nadają się do zastosowań specyficznych. Zastosowane w innych warunkach grzęzną na wieki w pierwszej napotkanej zawadzie.

Nie na bassy to wabik

      lecz na pewne rodzaje łowisk. Ale tutaj kolej na kilka zdań o rodzajach cykad, bowiem nawet w świecie owadów jest wiele gatunków tych stworzeń. Warto więc każdą cykadę obejrzeć starannie, zważyć w dłoni i z góry przeznaczyć do bardzo ograniczonych zastosowań.
Obecne u nas na rynku i piekielnie drogie srebrne cykady rodem z Ameryki mają dwie cechy, które wyróżniają je jednoznacznie od innych. Po pierwsze, ich obciążnik wykonany jest z bardzo lekkiego stopu. Po drugie, ich skrzydełko jest jednostronnie wykrępowane. Po trzecie wreszcie, mają pojedynczy otwór do podczepiania, notabene położony niemal centralnie. Są to cykady bardzo płytko chodzące, można je prowadzić dosłownie po powierzchni - we wspaniałej, widowiskowej smudze odkosu, który zdaniem Amerykanów świetnie wabi ryby, zdaniem Polaków zaś okrutnie je płoszy. Cykada nie należy do przynęt, które daje się prowadzić na zasadzie szybciej-wolniej. Każdy model ma niewielki zakres prędkości prowadzenia, w którym pracuje optymalnie. Nam się najczęściej cykada płynąca tuż po powierzchnią nie podoba, zwalniamy skręcanie żyłki i urywamy kolejną złą przynętę.
      Najbardziej znaną w Polsce cykadą jest dziwadełko wymyślone przez firmę D.A.M., nazywane woblerocykadą z racji zastosowania obciążnika w kształcie nibysteru. Ten paradoksalny pomysł przyniósł jednak świetne efekty - to najbardziej uniwersalny model wibrującego ostrza (tak się określa w Ameryce cały ten rodzaj wabików). Ma największy zakres możliwych do zastosowania prędkości prowadzenia, można też operować nimi w różnych warstwach wody - od strefy dna w głębokich zbiornikach, do smużenia po powierzchni włącznie.
      Trzeci rodzaj obejmuje już wszystkie kształty ostrzy - to blaszka o rozmaitym profilu z naklejonym lub wtopionym ciężarkiem.

Wady i zalety...

      Wad jest dużo. O pierwszej już wspomniałem - to raczej przynęta równomiernego prowadzenia. Wyjątkiem są głębokie zbiorniki, gdzie daje się ją prowadzić podobnie do jiga, po drodze przypominającej zęby piły. Znakomicie pracuje zarówno podczas wznoszenia, jak i w opadzie, pod warunkiem, że przynęta opada na napiętej żyłce. Z moich doświadczeń na głębokich płaniach Soliny wynika, że dobrze kontrolowana spora (7 cm długości i 12-15 g wagi) cykada może być tajną bronią na zawodach z łodzi. Uderzenia sandaczy w opadającą na naprężonej żyłce przynętę mają niespotykaną moc - to niekiedy walnięcia iście łososiowe.
      W większości jednak przypadków trzeba po prostu praktycznie wyczuć najlepszą prędkość prowadzenia tej przynęty i tak ją po prostu prowadzić. Głębokość prowadzenia jest więc poniekąd także znacznie ograniczona, aczkolwiek wędkarz nie jest całkiem bezradny - można sobie pozwolić na lekkie zwolnienie lub przyśpieszenie, a poza tym cykady znakomicie reagują na podniesienie i opuszczenie szczytówki kija i to ze znacznych odległości. Wad jest - jak widać- sporo i to niemałych. Więc właściwie po co zawracać sobie głowę cykadami, skoro istnieje tyle sprawdzonych przynęt innego rodzaju?
      Ba, ale dwie tylko zalety mogą sprowokować wprawnego w posługiwaniu się nimi wręcz do szukania owych specyficznych warunków, w których cykady dają się zastosować.
      Już pierwsza by wystarczyła - to przynęty niesamowicie łowne. Ich ruch, kształt, rodzaj fali hydroakustycznej mają w sobie coś takiego, że wyrywają w odrętwienia najbardziej nażarte ryby. Fakt, iż można je skompletować w niesamowitej feerii barw lub pokolorować według własnego gustu, też jest nie bez znaczenia. Dwa lata temu Sławek Lach pisał w Świecie Spinningu, że odkrył łowność robionych przez siebie cacuszek na okoniach z ujścia Rządzy. Sprawdziłem, znając kapryśność tego łowiska. Nie brały na nic - w drobne cykadki waliły zaś na wyścigi.
      Druga zaleta, to niebywała dalekosiężność tych przynęt. Bodaj czy nie lepsza od ołowianek - jest w ich kształcie coś takiego, że o ile w wodzie wpadają w wibrację, to powietrze tną niczym małe F 16. Małe modele, których sporo obecnie na rynku, były dla mnie odkryciem sezonu dwa lata temu na Narwi. Bardzo chętnie biją w ostro zabarwione cykadki jazie i klenie. Łowiska dotychczas dla mnie niedostępne stały się kopalniami jaziowego złota. Głębokie, kamienne rafy, znaczące się 50-60 m od brzegu, gdzie mieszkają ryby głupie i niespłoszone, przy zastosowaniu żyłeczki 0,15 mm były moje. Podobnie jak bolenie bijące nawet w odległości 75 m od brzegu. Biała lub srebrzysta cykadka długości 5-7 cm i 10-15 g wagi była przez rapy wręcz ganiana.
      Dalekosiężność mogłem też docenić na Kanale Żerańskim i Zalewie Zegrzyńskim - w tym ostatnim po raz pierwszy w życiu w miarę regularnie udawało mi się łowić sandacze z brzegu, rzecz nie do pomyślenia podczas stosowania innych przynęt.
      Nie stanę się jednak "cykadzistą" - tych wabików rwie się potwornie dużo. Zawsze jednak mam ich kilka w swoim dyżurnym pudełku. Wyjmę je na pewno, gdy tylko podczas swojej wędrówki natknę się na owe specyficzne warunki... Na potrzebę wykonania długiego rzutu i głęboką wodę...

(jaj)



Reklamy KrokusUbrania strażackieZdjęcia wędkarskieHydroizolacja - Osuszanie bydynkówInstalacja i konfiguracja OpenERPŚwiat Druku