NR 5          1 maja 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Słońce i księżyc - wschody i zachody
  • Techniki wędkarskie - Bolonka
  • Drapieżniki - Z prądem czy pod prąd?
  • Kropkowańce - Pstrąg Brdy'99
  • Wędkarski survival - Czy masz bandaż?
  • Nasze brudy - Pamiątka z celulozy
  • Konkretna ryba - Duży lin z małej wody
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - O przelotce prawie wszystko...
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Wieprz, rzeka nadziei
  • Po sąsiedzku - Jeść czy nie jeść?
  • Przegląd prasy - Wędkarz Polski
  • Recenzje - Świat Spinningu
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Słońce i księżyc
Techniki wędkarskie

Drapieżniki

Wędkarski survival
Nasze brudy
Kropkowańce
Konkretna ryba
Przegląd sprzętu
Tam łowimy
Po sąsiedzku
Przegląd prasy
Recenzje

ARCHIWUM

Nareszcie piątkowy wieczór. Po pracowitym tygodniu, zmęczony codzienną szarością z przyjemnością zanurzam ręce w wędkarskie pudełka. Pieszczotliwie przekładam wybrane błystki, zmieniam wysłużoną żyłkę na kołowrotku, delikatnie składam spinning i niecierpliwie myślę o dniu jutrzejszym… Już jutro przez samochodową szybę, jadąc nad moją ulubioną rzekę, będę podziwiał budzące się do życia pola, pokryte zielonkawą mgiełką wschodzącego na wiosnę zboża...

      Nadbrzeżna, rozjeżdżona droga doprowadzi mnie wprost do łowiska. Podejdę do brzegu: do rozlanej rzeki, powoli toczącej swe wody, a może bystrego potoku, miło szemrzącego w uszach. Chwilę popatrzę, popodziwiam i ruszę wzdłuż brzegu…
No właśnie! Jak zawsze, w tym momencie rodzi się we mnie pytanie - pójść w lewo, czy też w prawo, łowić z nurtem, czy pod prąd rzeki? Niejednokrotnie

dopiero moneta daje odpowiedź

ponieważ obydwa sposoby podchodzenia ryb mają swoje zalety i wady.
      Schodzenie z prądem rzeki i wyrzucanie przynęty w przeciwnym kierunku wydaje mi się - nie wiedzieć czemu, ale tak jest - bardziej naturalne. Prowadząc przynętę pod prąd odczuwam wyraźny komfort. Każdy obrót skrzydełka błystki, każde wahnięcie woblera, czy ripperowego ogonka jest świetnie wyczuwalne, gdy staram się, by przynęta przezwyciężyła prąd. Odnoszę wtedy wrażenie, że jestem w stanie spenetrować wszystkie kryjówki ryb, że mogę na napiętej żyłce wyczuć nawet najdelikatniejsze branie ryby. Mogę również dowolnie długo bawić się przynętą, przytrzymać w jednym miejscu, prowokując tym ukrytego w wodnej toni drapieżnika. Mogę też zaskoczyć go niespodziewanie - pojawiającym się od "ogona" wabikiem.
      Wykorzystanie prądu rzeki pozwala na kontrolę przynęty podczas prowadzenia jej po łuku. Umożliwia wypuszczenie pływającego woblera na dowolną odległość, tak aby osiągnąć nim stanowisko żerującej ryby, będąc jednocześnie dla niej niewidocznym.
      Właśnie, niewidoczność...

Podchodząc ryby "od głowy"

nie mogę skutecznie ukryć się przed ich wzrokiem. Nie można zapominać, że pole widzenia ryby jest o wiele większe niż się nam wydaje. Kąt widzenia, w zależności od gatunku, może dochodzić nawet do 300 stopni. Na dodatek nadbrzeżny obraz, przechodząc przez powierzchnie wody ulega załamaniu, co jeszcze bardziej utrudnia nam - poruszającym się po odkrytym brzegu czy brodzącym - pozostanie nie zauważonymi.
Tak wiec ryba z reguły pierwsza dostrzega wędkarza i jedynie błysk jej łusek, czy zawirowanie na powierzchni wody zdradza oddalającą się zdobycz. Mało tego - łowienie z dużej odległości zmniejsza szanse wędkarza na skuteczne zacięcie, nawet gdy zastosuje on praktycznie nierozciągliwą plecionkę.
      Istnieje jeszcze jedna istotna niedogodność, dotycząca wędkarzy brodzących niejednokrotnie po pas w wodzie. Posuwając się z nurtem rzeki trzeba zwracać szczególną uwagę na ukształtowanie dna, po którym się stąpa. Jeden nieostrożny krok na granicy przykosy może spowodować niebezpieczną kąpiel. Po czym poznać to miejsce? Najbardziej charakterystycznymi oznakami zbliżającego się uskoku są: załamanie nurtu na powierzchni wody i uciekający spod stóp piasek. To już ostatni dzwonek, aby wykonać kilka kroków do tyłu.
      Właściwie wszystkie

zalety łowienia z nurtem rzeki

to jednocześnie wady łowienia pod prąd - i na odwrót. Bywają jednak okoliczności, gdy - nie mając innej możliwości złowienia drapieżnika - musimy go podejść od przodu. Ta niedogodność - ryba wszak może nas zobaczyć na długo przedtem, nim my dojrzymy ją - ma i swoje dobre strony.
      Często można się spotkać z sytuacja, gdy drapieżnik stoi przyczajony za uskokiem, jaki tworzy rzeczna przykosa. Nie bez przyczyny obiera on to stanowisko. Płytsza woda przed zagłębieniem jest miejscem żerowania drobnicy, jego śniadań, obiadów i kolacji. Drapieżnik czyha wiec na nieostrożne rybki, które często w ferworze żerowania zapuszczą na skraj uskoku lub też robi wypady do "stołówki", wracając potem do swojej spokojnej kryjówki.
      Pamiętam przygodę z jaziami. Buszowały na granicy nurtu i zalanych krzewów. W żaden sposób - ze względu na wysoki poziom wody - nie mogłem ich podejść od czoła. Powątpiewając w sukces posłałem małą, dobrze pracującą wirówkę pod prąd, kilka metrów przed stanowisko ryb. Jakież było moje zdziwienie gdy na wolno prowadzoną z nurtem błystkę zapiął się kilogramowy jaź. Podczas niedługiego holu narobił tyle hałasu, że reszta stadka spłynęła swoim zwyczajem kilka metrów z nurtem i stanęła dosłownie pomiędzy moimi nogami, po czym, stwierdziwszy realne zagrożenie ze strony nie znanej im wodnej przeszkody rozpierzchła się na wszystkie strony.
      Bywa więc, że konieczność prowadzenia wabika z nurtem otwiera przed wędkarzem szansę - pozwala na

naturalne podanie przynęty.

Często na kilkusetmetrowym odcinku rzeki, prowadząc przynętę z nurtem i obławiając kolejne piaszczyste przykosy, miałem po przynajmniej jednym uderzeniu drapieżnika na każdej z nich. Bywały wśród nich i bolenie, i szczupaki, i sandacze… Zdarzyło się również, że pokaźnych rozmiarów dołek za przykosą obrało sobie za stanowisko stadko całkiem ładnych garbusów, które dawały się wydłubywać jeden po drugim na dość szybko prowadzonego z prądem rippera, atakując go, gdy tylko przekraczał próg przykosy.
      Warto zauważyć, że wiele naturalnego pokarmu, będącego pożywieniem ryb drapieżnych jest unoszone z prądem rzeki. Nie widziałem w życiu pijawki, czy innego bezkręgowca, który z powodzeniem pokonywałyby nurt, przeciwstawiając się jego sile. Albo żaby - rzadko mają tyle siły, aby przez dłuższy czas wiosłować inaczej niż z biegiem rzeki. Pływanie chorej czy zranionej rybki również ogranicza się do swobodnego dryfowania, przerywanego czasami próbą oderwania się od powierzchni wody…
      Za i przeciw można jeszcze znaleźć wiele. Tak przy łowieniu pod prąd, jak i z prądem rzeki. Tak naprawdę, sukces nie zależy od kierunku, tylko od wędkarza, jego inwencji i tego, czy w pełni potrafi wykorzystać walory obranej metody połowu…

Robert Cembalski



Reklamy KrokuseZ PublishZdjęcia wędkarskiePozycjonowanie stroneZ PublishWędkarstwo muchowe