NR 6-7           9-16 maja 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Słońce i księżyc - wschody i zachody
  • Techniki wędkarskie - DS na kanale
  • Drapieżniki - Odległy boleń
  • Kropkowańce - Poniżej Piekła
  • Wędkarski survival - Strzałka na północ
  • Nasze brudy - Rząd nad Wisłę
  • Top secret - Szczupak spod sufitu
  • Konkretna ryba - Słodkie srebrniaki
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - Wędki są garbate
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - W górę od Lublina
  • Po sąsiedzku - Małe majowe porno
  • Notes Marka Kaczówki - Rybki i kwiatki
  • Muchowy koszyk - Jazie na muchę
  • Morskie opowieści - Szczury morskie
  • Reportaż - Ostatnie SWI
  • Jak to wygląda naprawdę - Zawodowcy
  • Recenzje - Zanim wyruszysz...
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Słońce i księżyc
Techniki wędkarskie
Drapieżniki
Kropkowańce

Wędkarski survival

Nasze brudy
Top secret
Konkretna ryba
Przegląd sprzętu
Tam łowimy
Po sąsiedzku
Notes Marka Kaczówki
Muchowy koszyk
Morskie opowieści
Reportaż
Jak to wygląda naprawdę
Recenzje

ARCHIWUM

Po co wędkarzowi kompas? No właśnie - po co? Zmotoryzowani korzystają przecież z dróg, drogowskazów, atlasów samochodowych. Zresztą, zawsze mogą kogoś zapytać o drogę. Tych kilka nałożonych kilometrów nie stanowi problemu. Piechur każdy dodatkowy kilometr odczuje w nogach, ale i on w końcu dotrze na miejsce. Nie zgubi się, nie zabłądzi. Czyż można zabłądzić na rybach, nad rzeką?! Okazuje się... że można.

Wybrałem się kiedyś na Wisłę, na nocne wędkowanie. Dzień był powszedni, pojechałem po pracy. Na miejsce dotarłem późną porą. Czas naglił, więc poszedłem na skróty poprzez pola i łąki. Wreszcie wbiłem się w gąszcz wiklinowy. Zaraz za nim miały być błonia i zejście na moją tamkę. No i zaczęło się przedzieranie. Zamiast kilku - kilkunastu minut brnąłem już prawie godzinę. Zrobiło się ciemno, a ja wciąż tkwiłem w tych krzalach. Wisła była tuż, tuż - wciąż nieosiągalna. W końcu wycofałem się na otwarty, wyższy teren i na tle nieba rozpoznałem charakterystyczne czubki dużych drzew. Teraz trafiłem bez trudu. Okazało się, że brnąłem przez te wikliny... wzdłuż rzeki. I kląłem w żywy kamień swoje lenistwo - przecież mogłem wsadzić w kieszeń kamizelki ten niewielki i tak pożyteczny w terenie przedmiot.
      Kompas ułatwia orientację.
      Jest niezastąpiony wtedy, gdy brak innych punktów odniesienia. Kiedy wokół otaczają nas chaszcze, trzcinowiska, w lesie, w pochmurną noc, we mgle. Kompas się nie myli i bezbłędnie pokazuje kierunek północny (w Polsce można wszelkie poprawki zaniedbać).
     Do pełnej orientacji to jednak jeszcze nie wszystko. Cóż komu z tego, że wie, gdzie jest północ, jeżeli nie wie, gdzie sam się znajduje ani gdzie jest to miejsce, do którego chce dotrzeć? Pełny ogląd sytuacji daje mapa, czyli pomniejszony obraz terenu narysowany znakami umownymi. Są teraz dobre, rzetelne mapy i jadąc gdzieś, warto się w nie zaopatrzyć.
Na dobrej mapie jest wszystko. Można odczytać nie tylko położenie interesującej nas wody, ale odszyfrować czy ma brzegi niskie - w domyśle podmokłe, czy wysokie ze skarpami. Z zaznaczonych poziomic można ocenić, czy nurt wody jest szybki. Można wyobrazić sobie otoczenie wody; czy jest to las, zagajnik, łąka czy pola uprawne. Można więc zaplanować sobie całą wyprawę. Mniej będzie wówczas niespodzianek, mniej nadrabianych kilometrów, mniej straconego czasu. Przed wyruszeniem w trasę prześledźmy ją sobie na mapie, zapamiętajmy charakterystyczne obiekty, pomierzmy, lub przynajmniej oszacujmy, odległości, zapamiętajmy kierunki. Oceńmy teren, w jakim przyjdzie nam się poruszać. Maszerowanie nie będzie wtedy udręką - ba, stanie się przyjemnością.
     Aby mapa rzeczywiście opisywała przedstawiany kawałek terenu,
     należy zorientować ją
według stron świata. I tu znowu przyda się kompas. Układamy mapę na równej płaszczyźnie, kładziemy na niej kompas, najlepiej w lewym górnym rogu, i obracamy mapą wraz z kompasem tak, by zgrać pionowe linie mapy z kierunkiem północ-południe. Następnie szukamy na mapie miejsca, w którym jesteśmy. A potem wystarczy wybrać wyróżniające się obiekty, zapamiętać, pod jakim kątem (licząc od kierunku północnego) prowadzi do nich linia z miejsca naszego postoju i... śmiało w drogę!
     Nikt rozsądny oczywiście nie będzie brnął bez potrzeby na przełaj, przez chaszcze rowy i płoty. Po co? Jednak obchodząc wokół przeszkody, pamiętajmy, w którą skręcamy stronę. Znowu przyda się kompas, by skorygować dalszą wędrówkę. Nie trzymajmy go jednak w pobliżu noża lub innego żelaznego przedmiotu!
     Oprócz zmierzonego kierunku musimy mieć jeszcze "licznik kilometrów w nogach", a tą umiejętność wyrabia się po kilku wyprawach. Wędrówkę z kompasem i mapą warto polubić. Kto wie, może taka zaprawa przyda nam się na jakimś poważniejszym wyjeździe, gdzieś w dzikim, odludnym, zakątku świata, na Alasce czy w jakimś innym wędkarskim eldorado? Czego wszystkim życzę.

Andrzej Trembaczowski



Reklamy KrokusFundusze ETF: ETF.COM.PLWędkarstwoWędkarstwo - archiwumWszywki odzieżoweStowarzyszenie Wędkarzy Internautów