NR 8          22 maja 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Słońce i księżyc - wschody i zachody
  • Drapieżniki - Zderzenie z początkiem
  • Kropkowańce - Jeden ruch naprzód
  • Wędkarski survival - Przeżyć, by pojeść
  • Reportaż - Nie ma silniejszej rzeki
  • Konkretna ryba - Bieg przez płotki
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - Złapać gryfa
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Połowić z Łodzi
  • Po sąsiedzku - Dookoła głowy
  • Globalna wioska - Precedens... i po zawodach
  • Muchowy koszyk - Zapraszamy do zerówki
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Słońce i księżyc
Drapieżniki
Kropkowańce
Wędkarski survival
Reportaż
Konkretna ryba

Przegląd sprzętu

Tam łowimy
Po sąsiedzku
Globalna wioska
Muchowy koszyk

ARCHIWUM

 

To, że gryf wędziska jest budowany z korka jest w dużej mierze kwestią tradycji. Z biegiem lat surowiec bowiem surowiec ten drożeje w iście geometrycznym postępie, a jego jakość maleje odwrotnie proporcjonalnie do ceny. Firmy dostarczające komponenty do budowy wędzisk na ogół wytwarzają gotowe, wyprofilowane już moduły, wymagające tylko rozwiercenia. Swoją przyciągającą oko gładkość zawdzięczają one w wielkim stopniu maskującej ubytki szpachlówce. A jednak… co korek, to korek.

     Typowa korkowa rękojeść zbudowana jest ze sklejonych ze sobą plastrów. Im są one cieńsze, tym lepiej, ponieważ i słoje na korku są przez to krótsze. Ideałem byłoby zbudowanie gryfu z cieniutkich, klejonych do blanku sztuka po sztuce pierścieni, następnie ukształtowanie całości i zamaskowanie ewentualnych defektów szpachlówką. Dobrze w tej roli sprawdza się wypełniacz do drewna w kolorze sosny: zarówno dwuskładnikowy, na bazie żywicy epoksydowej i - dla ułatwienia obróbki - pumeksu, jak i jednoskładnikowy akryl, wygodny, bo przed utwardzeniem zmywalny wodą. W praktyce trzeba polegać na tym, co dała fabryka…
     Przy okazji parę słów o przyszłej konserwacji. Zabrudzonego korkowego gryfu lepiej nie myć i nie szorować szczotką. Jego wygląd można odświeżyć drobnym papierem ściernym, o gradacji raczej nie mniejszej niż #200. Nowy lub odświeżony korek warto ponadto zakonserwować preparatem Trondak U-40 Cork Seal. Utwardzi go to powierzchniowo i w znacznym stopniu zabezpieczy przed dalszym brudzeniem.

Rozwiercenie rękojeści

uformowanej w fabryce i pozornie gotowej nie jest sprawą prostą. Korek powinien przecież jak najlepiej przylegać do blanku. Jeśli otwór poszerzać okrągłym pilnikiem, najwięcej materiału zostanie wybrane przy końcu i nie da się tego uniknąć. Poza tym, do długiego korka standartowy pilnik zwykle jest za krótki. Lepiej zatem długi moduł przeciąć prostopadle piłką włosową na pół, albo nawet trzy części, każdą z nich rozwiercać z osobna, po czym - już na blanku - ponownie skleić. Otwór nie musi biec idealnie centrycznie, więc części trzeba dopasować, wzajemnie je obracając.
     W pewnym brytyjskim katalogu znajduje się często skanowana przez różne wydawnictwa seria zdjęć, obrazująca etapy rozwiercania korka za pomocą paska płótna ściernego, spiralnie nawiniętego na drewniany kołek. Naśladownictwa nie polecam. Wystarczy, że kilka ziarenek ścierniwa odpadnie, wbije się od wewnątrz i nieszczęście gotowe.
     Podczas sprawdzania, czy otwór już ma odpowiednią średnicę - a przecież ma ciasno wchodzić - z pewnością porysujemy blank, na przykład w połowie. Coś takiego mógł wymyślić tylko kanapowy teoretyk, na dodatek bez wyobraźni. Zatem pozostaje okrągły pilnik lub inne stosowne metalowe narzędzie.
     Teraz trzeba korek przymocować. Najlepszą metodą jest

przyklejenie go bezpośrednio

na blanku, choć spotkałem się i z tym, że blank bywał wstępnie owijany papierową taśmą samoprzylepną. Ma to umożliwiać ewentualny demontaż praktycznie bez śladu. Bezpieczniej jednak jest przykleić korek bez takiej przekładki. Raz - a dobrze.
     Stosowany klej powinien spełniać pewne kardynalne kryteria. Musi być elastyczny - nawet po latach, nie może mieć skurczu podczas utwardzania, powinien też mieć dużą lepkość, utrudniającą wsiąkanie w korek. Prawie każda firma oferująca komponenty do budowy wędzisk ma w ofercie coś takiego. Poza tym lepiki spełniające te warunki stosuje się też i do innych, bardziej przyziemnych celów i nie trzeba ich zaraz szukać za oceanem. Wystarczy na przykład Bison Power Pur z muszlą klozetową na etykietce.
      Na tanich wędkach korek jest tylko na zewnątrz. Pod spodem znajduje się poliuretanowa pianka, jako że w masowej produkcji liczy się każda oszczędność. Doszło do tego, że powstały firmy dostarczające gotowe gryfy zamówionej długości, zbudowane na tanich szklanych rurach, w które tylko wkleja się na parę centymetrów właściwy blank wędziska. Jeśli ktoś do tej pory nie zastanawiał się co oznacza zapis "blank thru", mający nobilitować wyrób, teraz już wie. Wytwórca po prostu chwali się, że nie oszczędzał na materiale, z którego dałoby się zrobić pół szczytówki, a którego i tak nie widać, bo jest zakryty korkiem.
     Podstawowym parametrem użytkowym gryfu jest jego długość. Jeśli dolnik nie wystaje za łokieć na więcej niż około trzy palce (lub, jak kto woli, pół szklanki), wędzisko z kołowrotkiem o stałej szpuli można przekładać swobodnie z ręki do ręki, a wspomniany już dolnik nie wchodzi do kieszeni podczas łowienia na siedząco z łodzi.
     Większość wędkarzy

chwyta nóżkę kołowrotka

między palce: wskazujący i środkowy, choć ja akurat między najmniejszy i resztę. Budując wędzisko warto zapytać, jak właściwie użytkownik je trzyma i oczywiście uwzględnić fakt, że może mieć budowę boksera wagi muszej lub goryla z rękami do kolan. Znani mi są nawet osobnicy "łowiący inaczej", którzy stale trzymają kij całą dłonią za korek poniżej kołowrotka. Im nie przeszkadza dowolnie długi dolnik.
     Krótkiego spinningu, oczywiście jeśli nie jest zbyt mocny, nie trzeba wyposażać w gryf sięgający do łokcia. Jednak powinien być on odpowiedniej minimalnej długości, dającej oparcie nie wyłamujące ręki. I jeszcze jeden drobiazg. Otóż mniej więcej w połowie przedramienia znajduje się "bolące miejsce". Jeśli akurat w nie przez kilka godzin napiera koniec gryfu, jest w stanie zatruć całą przyjemność łowienia.
     Naprężone wędzisko musi być na odpowiednio długim, stosownym do swojej mocy i długości odcinku podparte przedramieniem. Jak daleko, pozostaje indywidualną kwestią. Do długości 275 cm, właściwie każde wędzisko pod kołowrotek o stałej szpuli może mieć dolnik niewiele wystający za łokieć lub nawet równy z nim. Powyżej, na konieczną długość gryfu zaczyna w większej mierze wpływać niezbędne przecież wyważenie.
     Co najmniej tak samo ważne jest jednak i zachowanie odpowiedniej dźwigni w czasie rzutu, tak więc dolnik kija na przykład 320 cm, dowolnej zresztą mocy, zwyczajnie nie może się kończyć równo z łokciem. Długość wędziska ma czemuś służyć, nie da się po prostu założyć, że dłuższe jest lepsze, zawsze i wszędzie - tylko dlatego, że dłuższe. Przykładowe 320 cm absolutnie nie jest przecież przeznaczone do łowienia na siedząco z łódki, gdzie zawadzać może każdy centymetr dłuższego gryfu.
     Odcinek korka

przed miejscem na kołowrotek

zwany bywa z angielska foregripem. W delikatniejszych wędziskach pełni właściwie tylko rolę kosmetyczną, w cięższych i dłuższych kijach - gdy koniec dolnika oprzemy o biodro - stanowi właściwy punkt uchwytu w czasie holu dużej ryby. Dla wygody zatem w ciężkich konstrukcjach powinien mieć szerokość dłoni.
     Typowy uchwyt na kołowrotek o stałej szpuli jest zwykle mocowany na wędzisku gwintem do dołu. Niektóre firmy postępują odwrotnie, co trudno mi racjonalnie uzasadnić. Po co w takim razie w ogóle stosują korek, jeśli taki montaż powoduje, że dłoń w żadnym punkcie nie dotyka foregripu? Przyznaję, że nie wiem. Argument, iż kołowrotek pewniej siedzi w odwróconym uchwycie jakoś do mnie nie dociera.
     W spinningach używa się spinningowych uchwytów do kołowrotków. To ważne! Choć bardzo kusząco prezentuje się uchwyt muchowy, przeznaczony do dużego łososiowego kołowrotka, zupełnie się do tego celu nie nadaje. Na nic egzotyczne drewno, kiedy stopka kołowrotka muchowego ma inny profil. Poza tym, nikt go nie projektował dla wielogodzinnego obejmowania dłonią.
     Wewnętrzna średnica rurki uchwytu jest zazwyczaj sporo większa od średnicy blanku. Do jego osadzenia wiele firm

zaleca "grafitowe" pierścienie

tak na prawdę wykonane z zabarwionej na czarno, łatwej w obróbce, poliuretanowej pianki. Dają się zastosować jednak tylko do bardzo cienkich blanków. Równie dobrze można je wykonać we własnym zakresie - z korka.
     Jeśli grubość blanku jest niewiele mniejsza od otworu uchwytu, w miejscu klejenia blank trzeba "pogrubić" poprzez ciasne nawinięcie papierowej samoprzylepnej taśmy. Nie należy owijać całego odcinka blanku, na który będzie nasunięty uchwyt. Wystarczą dwa, trzy punkty podparcia. Uchwyt można przykleić tym samym klejem, co korek. W końce powinny - choćby małymi odcinkami - podchodzić korki zarówno z dolnika, jak i foregripu. Gryf buduje się oczywiście etapami, od gałki, poprzez uchwyt, do foregripu.
     Dla miękkich, głęboko pracujących spinningów najlepszy i niezastąpiony jest, o wiele prostszy zresztą w montażu, uchwyt z pierścieniami. Wystarczająco solidnie trzymają stopkę kołowrotka tylko pierścienie metalowe, ale pod warunkiem, że stanowią z korkiem komplet. Mówiąc inaczej, korek ma mieć odpowiednią do nich średnicę i twardość.

Leonard Świdlicki

W następnym odcinku - o wyważeniu wędziska.


Reklamy KrokusOdooStowarzyszenie Wędkarzy InternautówDarmowy ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooEtykiety samoprzylepneOdoo