NR 9          29 maja 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Słońce i księżyc - wschody i zachody
  • Techniki wędkarskie - Piaskowa gruntówka
  • Drapieżniki - Sandacz w granatach
  • Kropkowańce - Wyjście z dołka
  • Wędkarski survival - Pod piorunem
  • Reportaż - Rejs pod kogutem
  • Konkretna ryba - Zatoka świń
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - Równowaga
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Wetlina
  • Globalna wioska - Ryby spod klonów
  • Muchowy koszyk - Sznur
  • Własnymi rękami - Wiązanie much
  • Przegląd prasy - Wędkarz Polski
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Słońce i księżyc
Techniki wędkarskie
Drapieżniki
Kropkowańce
Wędkarski survival

Reportaż

Konkretna ryba
Przegląd sprzętu
Tam łowimy
Globalna wioska
Muchowy koszyk
Własnymi rękami
Przegląd prasy

ARCHIWUM

Mają bardzo dużo pracy, kiedy nad Wisłą coś się dzieje. Mają też wówczas konkretne efekty. Pierwszorzędnym zadaniem policjantów z Komisariatu Rzecznego Policji jest ratowanie ludzkiego życia. Ratują więc...

     Dwa lata temu, w czerwcu, zabezpieczali warszawskie wianki. Widać ich było na rzece w świetle rac i fajerwerków, na tle przygotowanej przez pirotechników ściany ognia spadającego kaskadami z Mostu Gdańskiego, pomiędzy świecami puszczonych na wodę wieńców... Starszy sierżant sztabowy Przemysław Gawęcki przycumował łódź przy którejś z ostróg praskiego brzegu. Zagadali się z kolegą. Ale coś mu kazało spojrzeć na rzekę. To "coś" jest w tym fachu podstawą egzystencji - jak się okazuje, nie tylko własnej.
     W wartkim nurcie przy warszawskim brzegu to znikał, to pojawiał się jakiś okrągły przedmiot. Bulk - jest, bulk - wsysała go woda... To przypominało wielki, wędkarski spławik - mówi po kilku miesiącach. Zanim potrafił wyrazić słowami myśl, że jest to ludzka głowa, włączyli "koguta" i byli już na środku Wisły. W ślizgu! Policyjna motorówka rozwija prędkość ponad 60 km na godzinę.
     Przeskoczyli przez rzekę w ostatniej chwili. Tonący mężczyzna wyskamlał płaczliwie:
     - Ja już nie mam siły...
     Nie mogli oderwać jego rąk od relingu. Na nic zdały się zapewnienia, że trzymają, że nie puszczą, że uratują na pewno. Tej nocy Gawęcki zrozumiał, że warto wierzyć ludowym porzekadłom. To o tonącym i brzytwie wyraża cały ludzki strach, cały instynkt samozachowawczy i ostatnią chwilę życia. Inny policjant opowie mi, jak przed kilku laty wyławiali z wody samobójczynię, która na brzegu pozostawiła list pożegnalny. W ostatnim momencie zapragnęła żyć. Chwyciła się przepływającej gałęzi. Za małej, by uratować. Tę gałąź udało się wyjąć z jej dłoni dopiero anatomopatologowi podczas sekcji.
     Dwa lata temu Wisła pokazała, że

potrafi być straszna.

Wyjątkowo wysokie stany spowodowały, że mieszkańcy Warszawy nie wchodzili do niej tak często. Nawet mocno pijani nie zbliżali się do wody.
     Niewiele brakowało, żeby w Porcie Praskim, przy którym przycupnął budynek komisariatu, zabrakło wodowskazu. Było 646 cm. Co prawda, podinspektor Zbigniew Falana, komendant warszawskiej "rzecznej" pamięta wyższą wodę, ale nie przypomina sobie, by kiedykolwiek przybierała tak szybko.
     Ich głównym zadaniem była obrona Mostu Syreny. Polegało ono przede wszystkim "na zgonieniu z wody wszystkich obiektów pływających"... To tylko pozornie było nietrudne i oczywiste. Wydawać by się mogło, że dyrektorzy przedsiębiorstw pracujących na Wiśle sami z siebie odwołają z wody i każą odprowadzić w bezpieczne miejsca wszystkie pogłębiarki, barki, szalandy, refulery. Otóż nie - bywa regułą, że "aż tak wielkiej wody" nikt się nie spodziewa, choćby w górze rzeki kulminacja spowodowała niebywałe spustoszenia.
     Więc miał Falana co robić. Tłumaczył, przekonywał, wrzeszczał, toczył męskie rozmowy, w których ciężkie słowa też były argumentem. A i tak nie wszystko udało się odprowadzić do zacisznych portów. Na rzece pozostała jedna z pogłębiarek obsługująca Miejskie Wodociągi. Woda tak rwała, że dwa najsilniejsze pchacze nie były w stanie przesunąć jej o centymetr pod prąd. Przywiązali ją więc do "Grubej Kaśki", opasali potrójną liną, zakotwiczyli w kilku miejscach. Zapadła decyzja, że w wypadku zagrożenia obiekt zostanie zatopiony. Tyle, że bagier zatopić można łatwo, natomiast rozciągnięty na żelaznych pontonach refuler, rurę, którą tłoczy się wodę z piaskiem, zatopić się praktycznie nie da. Co prawda Falana bliski był zamówienia w policyjnej zbrojowni cekaemu i rozstrzelania pontonów, ale na całe szczęście woda zaczęła opadać.
     - Gdyby pogłębiarka, czy nawet sam refuler poszły na niski Most Syreny - tłumaczy swoją determinację - to konstrukcja mogłaby nie wytrzymać. A winnego zaniedbania chyba bym rozerwał...
     Chyba rzeczywiście by rozerwał. Z Wisłą związany jest od kilkunastu lat. W komisariacie rzecznym przeszedł wszystkie szczeble policyjnej kariery. I właśnie on najlepiej wie, co potrzebne jest policji wodnej. I jak bardzo potrzebna jest rzece i miastu ona sama.

Walczy więc od lat

- o łodzie, o wyższy limit motogodzin, o ludzi. Czasem przegrywa, tak jak przegrał dwa doskonale wyszkolone owczarki niemieckie, które na motorówce czuły się wspaniale i których jak ognia bali się wszyscy wiślani kłusownicy. Dla psów nie wystarczyło miejsca w komisariacie, nie znaleziono pieniędzy na wybudowanie im boksów z prawdziwego zdarzenia, na żarcie, na pełne psie etaty.
     Funkcjonariusze, którzy do zwierząt przywiązali się bardzo - i vice versa przecież - patrzyli bezradnie, jak wilczury odwożone są do innych zadań.
     Niekiedy jednak udaje mu się wygrać. I choć pamięta czasy, kiedy na stanie komisariatu było 26 łodzi, to cieszy go 10 obec-nie posiadanych. Szczególnie że kilka to wygodne, sprawne motorówki kabinowe. Pieniądze na nie "wydębił" z Funduszu Ochrony Środowiska. Należało się - policyjni wodniacy, to chyba najbardziej proekologiczni gliniarze. Do ich zadań należy także chronienie rzeki i jej brzegów przed zanieczyszczeniami, obrona zwierząt, pilnowanie, by nie naruszane były przepisy o rybactwie.
     Falana i jego ludzie od lat tępią zawzięcie wiślanych kłusowników. Co roku wyciągają z wody po kilkadziesiąt sieci, łapią na gorącym uczynku "szarpakowców", łobuzów, którzy przy pomocy ogromnych kotwiczek zatopionych w ołowiu wyszar-pują za boki ryby z zimowisk, kalecząc przy okazji setki innych. Ścigają ich rzeczni policjanci - od strony wody, od lądu, a gdyby mogli, to gonili by ich i z powietrza. Co prawda helikoptera nie dostaną, ale zbliża się dzień, gdy na stanie komisariatu znajdzie się poduszkowiec, który będzie mógł wpłynąć wszędzie, nawet po lodowej pokrywie, po krze, po śryżu. Od kilku miesięcy obowiązuje zaostrzona ustawa o rybactwie śródlądowym, która zmienia kwalifikację kłusownictwa z wykroczenia w przestępstwo. To kolejna szansa dla rzeki. Pod warunkiem, że prokuratury i sądy nie wrzucą kłusownictwa do wygodnego worka pod nazwą "znikoma szkodliwość społeczna".

(jaj)



Reklamy KrokusPrzynęty wędkarskieTygodnik WędkarskiAukcje wędkarskieŚwiat DrukuZdjęcia ryb