NR 10         5 czerwca 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Słońce i księżyc - wschody i zachody
  • Techniki wędkarskie - Raj w dopływach
  • Drapieżniki - Jak się zostaje raperem?
  • Kropkowańce - Chodzony z trocią
  • Wędkarski survival - Coś bardzo ostrego
  • Reportaż - Ładny początek sezonu
  • Konkretna ryba - Jelce po włosku
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - Serce czyli kręgosłup
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Tanew, roztoczańska księżniczka
  • Globalna wioska - Prawo polskie i inne
  • Muchowy koszyk - Kręcić czy kupić?
  • Morskie opowieści - Okonie w Zalewie
  • Wędkarska proza - Mój pierwszy raz
  • Po sąsiedzku - Było, nie minęło
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Słońce i księżyc
Techniki wędkarskie
Drapieżniki
Kropkowańce
Wędkarski survival

Reportaż

Konkretna ryba
Przegląd sprzętu
Tam łowimy
Globalna wioska
Muchowy koszyk
Morskie opowieści
Wędkarska proza
Po sąsiedzku

ARCHIWUM

Kolega dokręca hamulec i pompując odzyskuje stracone metry. W pobliżu naszej łodzi zdobycz znowu podrywa się do walki. Ryszard popuszcza żyłkę. Przyglądam się uważniej, bo coś mi tu nie pasuje. Walka jakoś dziwnie przypomina przeciąganie liny...

      Nareszcie połowimy! - Myślałem pierwszego czerwca, ruszając o czwartej rano nad Zalew Zegrzyński. Razem z Ryszardem mieliśmy polować na sandacze, w znanym sobie dołku. Po niecałej godzinie zajeżdżamy na miejsce. Na brzegu stoi już kilka samochodów, więc szybko wodujemy łódź, pakujemy manele i - na wodę.
      Niedobrze - na naszym miejscu stoi już kilka łajb, ich załogi dziarsko machają kijami, a sandaczowców przybywa bardzo regularnie. Kotwiczymy i również bierzemy się do roboty. Dołek jest w odległości około 100 metrów od brzegu i nadciągający łowcy kotwiczą wokół jego krawędzi tak, że łódki pomału tworzą koło. Sytuacja przypomina łowienie w wielkiej balii - wszyscy celują w środek i ciągną przynęty ku brzegom. Ponure skojarzenia przerywa mi głos Ryśka:
      - Mam coś! - Mówi po cichu.
      Widzę, jak prowadzi zdobycz przez kilka metrów.
      - E, chyba zaczep - stwierdza po chwili. - Nie! Ruszył w lewo...  
      Ucieczka jest na tyle gwałtowna, że Ryszard luzuje hamulec. Ryba skokami prze w kierunku łodzi sąsiadów, jakby chciała się wyrwać z kręgu łowców.
      - Lepiej ją zatrzymaj - doradzam - bo wejdzie w linę kotwiczną tamtych wędkarzy.
      Kolega dokręca hamulec i pompując odzyskuje stracone metry. W pobliżu naszej łodzi zdobycz znowu podrywa się do walki. Ryszard popuszcza jej żyłkę, podholowuje pod burtę. Ryba ponownie ucieka. Przyglądam się uważniej, bo coś mi tu nie pasuje. Walka jakoś dziwnie przypomina przeciąganie liny, odejścia ryby następują zawsze w jednym kierunku. Sąsiedzi z łodzi po lewej także od dłuższego czasu mocują się z - jak do tej pory sądziliśmy - sumem. Jednak w obu przypadkach zauważam pewną regularność...             - Dociśnij hamulec - mówię do Ryśka, a sam obserwuję poczynania konkurencji. Jeszcze przed chwilą dzielnie pompowali zdobycz. Od chwili, gdy Ryszard zaczął podciągać swoją rybę przestali i wyraźnie widać, że oddają żyłkę.
      Wybucham śmiechem i wyjaśniam koledze swoje podejrzenia. Rysiek luzuje hamulec i sąsiedzi łatwo dociągają zdobycz do burty swojej łodzi.
      - Słabnie - słyszymy z oddali rozentuzjazmowane głosy.
      Ryszard klnie, jednak po chwili śmieje się razem ze mną, gdy tamci podbierakiem "lądują" kawał starej szmaty z zahaczonymi przynętami: swoją i naszą. Trafiła kosa na kosę. Przez ponad 5 minut, zgodnie z kanonami sztuki, obaj łowcy toczyli bój jak równy z równym. Nachodzi mnie myśl, że doświadczony wędkarz mógłby lepiej wypaść w roli ryby niż autentyczne zwierzę. Nie ma co, ładny początek sezonu!

Marcin Jóźwik



Reklamy KrokusSprzęt wędkarskiUrlop: wy-Wczasy.plStowarzyszenie Wędkarzy InternautówSprzęt wędkarskieZ Publish