NR 10         5 czerwca 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Słońce i księżyc - wschody i zachody
  • Techniki wędkarskie - Raj w dopływach
  • Drapieżniki - Jak się zostaje raperem?
  • Kropkowańce - Chodzony z trocią
  • Wędkarski survival - Coś bardzo ostrego
  • Reportaż - Ładny początek sezonu
  • Konkretna ryba - Jelce po włosku
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - Serce czyli kręgosłup
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Tanew, roztoczańska księżniczka
  • Globalna wioska - Prawo polskie i inne
  • Muchowy koszyk - Kręcić czy kupić?
  • Morskie opowieści - Okonie w Zalewie
  • Wędkarska proza - Mój pierwszy raz
  • Po sąsiedzku - Było, nie minęło
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Słońce i księżyc
Techniki wędkarskie
Drapieżniki
Kropkowańce
Wędkarski survival
Reportaż

Konkretna ryba

Przegląd sprzętu
Tam łowimy
Globalna wioska
Muchowy koszyk
Morskie opowieści
Wędkarska proza
Po sąsiedzku

ARCHIWUM

O jelcu wszyscy zapomnieli. Nie pisze o nim wędkarska prasa, nie zajmują się nim autorzy książek. Trochę szkoda, ponieważ jest to rybka waleczna, ma ciekawe obyczaje, a w niektórych rzekach występuje powszechnie i daje się łowić wieloma metodami.

     Więcej czasu poświęcają jelcom Brytyjczycy. Może dlatego, że na Wyspach ryby te zazwyczaj dorastają do 35 cm i mieszkają niemal we wszystkich rzeczkach i rzeczułkach. Anglicy lubią też finezyjne techniki łowienia, więc z jelcami spotykają się częściej niż wędkarze bardziej od stylu ceniący sobie komfort.
     Ale przecież w Polsce rzek i rzeczek jelcowych jest także bez liku. Są nawet takie, w których w cieplejszych miesiącach i przy niskich stanach innej ryby niemal się nie uświadczy. A jelce będą - dużo jelcy - i będą chętnie brały.
Z jelcem jest trochę tak, jak do niedawna było z boleniem... Jest rybą lekceważoną, a nawet pogardzaną. Nie przez to, że ma niesmaczne mięso (w przypadku jelca to wierutna bzdura powtarzana bez końca za Wyganowskim), że jest nieduża, niezbyt waleczna, lecz przez to, że wydaje się trudna do złowienia.
     Tymczasem jelce w czystych rzekach bardzo często osiągają trzydzieści centymetrów długości i ćwierć kilo wagi. Taka rybka na delikatnym zestawie zachowuje się bardzo dziarsko, walczy jak podróbka pstrąga, jak kleń, jak dorodna płoć. Poza tym jelce penetrują rzekę stadami, nawet dość licznymi, więc wstrzelenie się w dobre miejsce, rozsądne podnęcenie łowiska może przynieść równą ilość radości wędkarskiej i kulinarnej frajdy.

SZKOLNA RYBA

     Trudność złowienia tej uroczej rybki nie wynika z jej przesadnej ostrożności czy przebiegłości - przeciwnie, jelec nie jest zbyt mądry - lecz z faktu, że rybka ta lubi dość szybko płynącą wodę, płycizny w twardym piaskiem na dnie, okolice środka rzeki, a więc miejsca, w które ogół wędkarzy nie sięga, ba, które najczęściej omija się szerokim łukiem.
     Poza tym jelce podczas ociepleń przenoszą się w wyższe warstwy wody i pasjami żerują na spływających owadach. Wiedzą o tym doskonale muszkarze, którzy na jelcach roztrenowują swoje umiejętności, zamierzając je wykorzystać później, podczas polowania na szlachetne salmonidy.
     Jelce mogą być "rybkami edukacyjnymi" nie tylko dla facetów łowiących na sznurek, ale także i dla normalnych, przyzwoitych wędkarzy... Wyczynowcy łowiący na laski wiedzą o tym i znam kilku, którzy Wkrę i górny Orzyc doceniają jako miejsce treningu. Ja sam nie uznaję za wędkę gołego blanku bez przelotek i kołowrotka, dlatego przez wiele lat śliniłem się na widok oczkujących jelcy pośrodku rzecznego nurtu.
     Przed kilku laty pojawiła się jednak bolonka. Nie metoda, nie technika połowu nawet, a styl wędkarski zwany różnie. Już to odległościówką włoską, już to francuską, już to po prostu techniką bolońską.
     Odległościówkę wymyślili - i skomplikowali do przesady - Anglicy. Technika to o tyle piękna, co złożona i nie bardzo dająca się zastosować w rzekach o szybszym nurcie. Abstrahując już od logarytmów rozkładu obciążenia, żyłka zanurzona w wodzie - co jest kanonem matchówki - nie pozwalała na kontrolowanie zestawu w zmiennych prądach rzecznych.
     Ktoś, kto pierwszy zaczął łowić na bolonkę, zastosował przekorne rozwiązanie - żyłka między szczytówką a spławikiem nie ma prawa nawet dotknąć wody. I to jest bolonkowy kanon.

JELCE I KANONY

     Na początku wiosny jelce raczej trzymają się dna. Potem podnoszą się coraz wyżej, by w koncu wylądować pod powierzchnią. Na swoje stanowiska wybierają długie rynny o równomiernym i zdecydowanym uciągu oddalone najczęściej od brzegu na kilkanaście metrów i głębokie na 2-3 m. Tam czekają na spływające kąski, głównie bezkręgowce, ale także roślinne i zwierzęce szczątki. Podobnie jak klenie i jazie - większe ryby z rodzaju Leuciscus - są wszystkożerne.
     Jednak w chłodniejsze dni - a także te najbardziej upalne - wracają na dno. Zwłaszcza te ostatnie stanowiska znakomicie nadają się do pierwszej części kursu łowienia na włoską odległościówkę. Pozwolą zarówno na zrozumienie zasad, a także na zdobycie doświadczenia i opanowaniu bolońskiego rzemiosła. No więc zestaw - jak to w odległościówce, możliwie delikatny. Jak najdelikatniejszy wręcz. Na precyzyjnym kołowrotku żyłka 0,12 mm, przypon 0,10. Spławik - w zależności od szybkości nurtu i głębokości łowiska. Korzystam z tych samych bombek z długim metalowym kilem, którymi posługują się wyczynowcy. Inaczej trochę obciążam zestaw - pojedynczą oliweczką z kanalikiem zabezpieczonym rurką igelitową. Nie dociążam spławika - jeżeli więc ma on 5 g wyporności, to zakładam oliwkę 4 g, jeżeli 12, to 10 g. Nie jest to specjalnie profesjonalne postępowanie, ale nie jestem przecież zawodnikiem, więc mogę sobie pozwolić na to, by oprócz antenki wystawał nad powierzchnię kawałek korpusu. To wygodniejsze - spławik nie ginie z oczu przy lada jakim muśnięciu zestawu o dno. Jelce biorą dość agresywnie, zdecydowanie. Nawet malutka rybka zatopi duży spławik, pod warunkiem, że różnica między wypornością a obciążeniem nie będzie przesadnie wielka. Najwyżej 2 g, lepiej 1 g.
     Haczyk także nie musi być malutki, jelec ma bowiem gębę jak się patrzy. Używam dwunastek Kushiro lub Gamakatsu o krótkim trzonku i lekkim przygięciu grotu w kierunku trzonka.

DO WODY!

     Nie kombinuję z przynętami. Wczesną wiosną drobna kalifornijka jest przez jelce chwytana najchętniej. Teraz, na przełomie maja i czerwca przewagę mają białe robaczki, a jeszcze później najlepsze będą jasnobrunatne castery lub kanapki - caster plus biały robak.
     Podaję zestaw w rynnę. Zarzucam w górę rzeki, po skosie. Trochę dalej, niż wynosi długość wędziska. Jakieś 8-9 m. Natychmiast zbijam kabłąk i wybieram luz żyłki. W tym czasie zestaw spływa jakieś 2-3 m., przynęta osiąga strefę przydenną. Zaczyna się "spływ roboczy"...
     Wędzisko lekko tylko wzniesione. Żyłka napięta, nie dotyka wody. Zestaw spływa. Z trudem powstrzymuję się od wybierania żyłki kołowrotkiem. Nie trzeba tego robić, by nie dopuścić do zbyt dużego zwisu i opuszczenia żyłki na wodę. W tym cała filozofia bolonki - to się robi kijem. Zestaw spływa, a ja podnoszę szczytówkę. W chwili, gdy spławik znajdzie się na wprost mnie, wędka jest uniesiona niemal prostopadle. Zestaw mnie mija, a ja zaczynam opuszczać top.
     Reakcja na branie jest dzięki takiemu prowadzeniu zestawu natychmiastowa. Wystarczy dynamiczny skręt nadgarstka i można zaczynać hol. Bolonka nie różni się więc właściwie niczym od klasycznej delikatnej przepływanki. Jej tajemnica zawiera się w sprzęcie - w długości kija, który pozwala na dłuższy "spływ roboczy" i w jego lekkości umożliwiającym czynne wędkowanie nawet przez cały dzień.
     Opanowanie tej techniki łowienia nie powinno zabrać zbyt wiele czasu. Na jelcowych rzekach trening i nauka mogą być bardzo przyjemne. Na początku trzeba myśleć jeszcze o wszystkim - o prawidłowym zarzucaniu, błyskawicznej redukcji żyłki, o tym, by nie przełożyć szczytówki za plecy, a przede wszystkim o tym, żeby żyłka nie poniewierała się po wodzie.
     Jelce, jeżeli tylko dobrze wybierze się miejsce i zanęci kilkoma zwięzłym kulami zanętowymi, brać będą jeden za drugim. Nauczą stylu bolońskiego szybciej niż treningi na wielkich rzekach i wielkich rybach. Prowadzenie zestawu po drugiej, trzeciej wyprawie będzie już odruchem warunkowym. Odruchem jelcowym, można powiedzieć...


Reklamy KrokusSznury galowe OSPmetki tekstylne i żakardoweFundusze ETF: ETF.COM.PLŻbikowskaOdoo