NR 11          12 czerwca 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb - wykres na nadchodzący tydzień
  • Słońce i księżyc - wschody i zachody
  • Techniki wędkarskie - Jak drapieżne zwierzę...
  • Biała ryba - Bolszewickie zanęty
  • Wędkarski survival - Ostrożnie! Woda!
  • Reportaż - Sznurowanie Bugu
  • Przegląd sprzętu wędkarskiego - Pałeczka tyrolska
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Detroit River
  • Kij w mrowisko - Powrót gigantów
  • Na pokładzie - Miejscówka z powietrza
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Słońce i księżyc
Techniki wędkarskie
Biała ryba
Wędkarski survival
Reportaż
Przegląd sprzętu
Tam łowimy
Kij w mrowisko

Na pokładzie


ARCHIWUM

Przez wiele lat ponton służył mi na rzece do krótkich skoków w interesujące miejsca. Przypływałem nim na rafy, na wyspy, osiągałem interesujące przykosy. Kilkusetmetrowy skok i znajdowałem się w miejscu, które niewielu było dane. Dzięki tym krótkim skokom znalazłem na Wiśle, Narwi i Bugu miejscówki tak rybne i tak odległe od świata, że ponton na stałe wpisał się w moje wędkarskie wycieczki.

      Łowienie z obiektu pływającego rezerwowałem jednak dla łodzi. Twardy kawałek pokładu wydawał mi się warunkiem nieodzownym do rozpoczęcia prawdziwego wędkowania. Wyłaziłem więc z dmuchanej łódki na środku rzeki i brodziłem po rafach, przykosach i gliniastej zendrze. I przez lata marzyłem o kilku krokach dalej, tęsknie spoglądałem na miejsca, do których nie mogłem dotrzeć w spodniobutach. Bo prąd zbyt ostry i zbijał z nóg, bo woda 10 cm za głęboka, bo po drodze kurzawka...

PRZEŁOM

      Przełomem był spływ, jaki w 1991 roku odbyłem z przyjaciółmi. Spływaliśmy z Sandomierza do Góry Kalwarii w 6 pneumatyków. Wszyscy byliśmy wędkarzami, więc przez niemal trzy tygodnie wyprawy zatrzymywaliśmy się dość często, by tu i ówdzie połowić przez kilka godzin.
      Dwa tygodnie były zgodne ze standardem pontonowych łowów - dopływaliśmy do interesującego miejsca, rzucaliśmy kotwicę, wyłaziliśmy z naszych gumowych łódek i hasaliśmy po pas w wodzie po interesujących stanowiskach.
      Któregoś jednak dnia oczom moim ukazała się rafa z tak kapitalnym napływem, że zamiast wpływać na przemiał, zakotwiczyłem dwadzieścia metrów przed pierwszymi zwarami na wodzie. Było głęboko, około czterech metrów. Nurt niezbyt szybki równomierny, tak że pontonu nawet nie nosiło specjalnie na boki. I oto po raz pierwszy - wygodnie się rozsiadłszy w miękkim zaciszu gumowej łódki - posłałem w bełt na przemiale ukochaną białą aglię dwójkę. Pierwszy rzut, pierwsza ryba, drugi rzut, druga… Nie były to klenie oszałamiającej wielkości, ot, takie konsumpcyjne "matiasy", ale za to na napływie było ich mnóstwo. Korzystałem wówczas, zgodnie z panującą modą, ze sztywnego wędziska o tzw. akcji szczytowej, więc pustych pobić miałem sporo. Bywało, że z jednego rzutu trzy, cztery. Znalazłem się w wędkarskim raju. Do końca wyprawy wychodziłem z pontonu jedynie na nocnych popasach. To było fantastyczne. Cała rzeka stanęła przede mną otworem. Wisła była moja.
qPlan
      Z towarzyszących mi załóg tylko jedna zdecydowała się na podobny krok. Po kilku dramatycznych sytuacjach musieliśmy swój zachwyt nieco ograniczyć i uszanować obawy przyjaciół. Ponton otóż jest zupełnie przyzwoitym wędkarskim stanowiskiem na środku rzeki, ale nigdy nie zastąpi prawdziwej łodzi. Na zawsze pozostanie miejscówką z powietrza. Łowienie z pontonu niesie za sobą sporo ryzyka, przeżywa się sytuacje mocno stresujące. I przez cały czas trzeba pamiętać o tym, że nasza jednostka pływająca w kilka sekund zmienić się może w niesioną nurtem gumowaną szmatę. Rozbita butelka, kawałek blachy, wiadro z odstającym dnem, zbrojeniowy pręt, ostro zakończona gałąź mogą być przyczyną poważnego zagrożenia...
      Ale po kolei...

PONTON

      Do łowienia z pontonu, zarówno na przepływankę, jak i na spinning, nadaje się właściwie każda łódź pneumatyczna. Jest jednak kilka warunków, które muszą być spełnione, żeby wędkarska ekspedycja nie zakończyła się pasmem wstrząsających wydarzeń.
      Po pierwsze, ponton musi mieć co najmniej dwie komory wypornościowe. Powinien mieć ich cztery, a na dodatek dmuchaną podłogę, ale nie każdego stać na wydatek rzędu 2 tysięcy złotych, czy nawet więcej.
      Sytuacja na rynku pneumatyków stała się nieco paranoiczna - obok tworzywowych, plażowych pontonów oraz importowanych "turystycznie" pneumatyków z krajów WNP i państw bałtyckich za 350-500 złotych, spotykamy w sklepach łodzie z grudziądzkiej Delfy za 1700-3000 PLN. Za tę kwotę można kupić przyzwoitą "twardą" łajbę z niezłym używanym silnikiem.
      Na moje pytania o koszta produkcji i rzeczywistą wartość pontonów z Grudziądza nie otrzymałem odpowiedzi podczas przedostatnich i ostatnich Krajowych Targów Wędkarskich. W końcu zirytowany młody człowiek obsługujący stoisko powiedział mi, że "dobre musi być drogie". Profesjonalny marketing, nieprawdaż...
Ceraciak      Od dwóch lat korzystam więc z ceraciaka firmy Sevylor, plażowego pontonu za 350 PLN. Ma interesująco rozstawione dwie komory i dmuchaną podłogę. Komory ustawione są na okrągło - jest wewnętrzna i zewnętrzna, tak że można pływać nawet podczas defektu jednej z nich, a łowić, gdy uszkodzeniu ulegnie wewnętrzna. Jednak niespecjalnie polecam pontony plażowe - częste są pęknięcia na spawach i istnieje konieczność oddawania ich co i raz do punktów serwisowych lub ciągłego klejenia ich aquashurem. Ja robię to ostatnie i obawiam się, że te dwa sezony to wszystko, czego od tej jednostki można oczekiwać.
      Ta sama firma wytwarza ponton z grubszego tworzywa, specjalnie przeznaczony do wędkarskich wypraw. Jest to jednostka wykonana dużo staranniej, lepiej pomyślana. Kosztuje ok. 1000 PLN. Ma 4 komory oraz dmuchaną podłogę.
      Równie dobre - i także niedrogie - są pneumatyki zza naszej wschodniej granicy. To łodzie brzydkie, ale na lata. Trwała gumowana tkanina, łatwość naprawy powodują, że w następnym sezonie kupię właśnie taki ponton.
      O droższych pontonach nie piszę, są bowiem poza moim zasięgiem i trzeba za nie przepłacać, a to robię bardzo niechętnie.
      Drugi warunek - po komorach - to właściwa wyporność jednostki. Zasadą jest, że z pontonu łowi się w pojedynkę. I to bez względu na uprawianą technikę wędkarską. O ile na wyspę czy na przykosę przeskoczyć można w dwójkę, o tyle nie da się machać wędziskiem, holować i lądować ryby na minimalnej powierzchni pokładu. Jedna osoba będzie miała zapewnioną stabilność, komfort i wygodę, jeżeli łowić będzie z pontonu o wyporności czterokrotnie przekraczającej masę ciała wędkarza. Ja ważę ponad 100 kg. Mój ceraciak ma 550 kg wyporności, na zewnętrznej komorze 350 - i to jest to, czego potrzebuję.
      Trzecia rzecz: obszerne i wygodne wnętrze - można to od biedy nazwać kokpitem - powalające wygodnie się rozsiąść i zabrać ze sobą wyposażenie nawet na kilkudniową wyprawę. Jestem zwolennikiem i propagatorem łowienia z wnętrza pontonu, nie polecam siadania na burtach. Dlatego też dmuchaną podłogę lub przynajmniej mocną, nie uginającą się podłogę uważam za warunek następny.
      Koniecznością jest także posiadanie przez ponton uszek wzdłuż zewnętrznej strony burty służących do przewleczenia linki - zapewnia to możliwość uchwycenia się pontonu po wpadnięciu do wody, poza tym do tej linki wiąże się sznur kotwiczny, co pozwala na odpowiednią do głębokości regulację jego długości i prawidłowe kotwiczenie.

WYPOSAŻENIE

      O wiosłach i pisać nie będę - mają być lekkie i mieć zabezpieczenie uniemożliwiające wypadnięcie z dulek. Kilka słów o pompkach - do niczego są plastikowe, dołączane do tworzywowych pontonów. Napełnienie przy ich pomocy wszystkich komór to istna udręka. Dlatego polecam dokupienie do zachodnich wyrobów zwyczajnej, gumowej, półokrągłej pompki od "ruskich" pontonów.
      Jeżeli ponton nie ma drewnianej ławeczki, koniecznością wydaje mi się wysoka pneumatyczna poduszka pod pupę. Podnosi ona wędkarza do trochę wyższej i wygodniejszej pozycji, co zapobiega pokusie potępianego przeze mnie siadania na burcie. Poza tym równo rozkłada ciężar człowieka na podłodze i nie pozwala na zapadnięcie się tyłkiem "poniżej linii wodnej".
      Linka wzdłuż burt powinna być dobrej jakości, najlepsze są 6 -8. mm linki żeglarskie. Z przodu jednostki konieczna jest 5-10. m linka cumownicza; może to być wolny koniec liny przyburtowej.
      Linka kotwiczna powinna mieć co najmniej 15 m długości. Prawidłowe zakotwiczenie na nurcie nad 5-6. m dołkiem wymaga sporego skosu - niekiedy kotwica chwyta w takich miejscach dopiero po wypuszczeniu za burtę 20 m sznura.
      Kotwicą może być ołowiany lub żeliwny odważnik o okrągłych kształtach. Ja sam używam 2,5 kg, dwuramiennej kotwicy żeglarskiej, samorozkładającej się, która znakomicie grzęźnie nawet w kurzawkowatym piasku "pracującej" przykosy. Ideałem jednak dla pontoniarzy są kotwice proponowane przez Minn Kotę - napełnione śrutem ołowianym pojemniki z miękkiego plastiku ze specjalnymi "chwytnymi skrzydełkami". Są w pełni bezpieczne dla gumy i tworzywa pontonu, bardzo rzadko zdarza się ich mocne uwięźnięcie między kamieniami, co niestety jest dość częste podczas korzystania z kotwic ramiennych.
      Do kompletu wyposażenia, jako człowiek leniwy, dodaję rozkładany wózeczek (zakupowy) do ciągania pontonu.
      Koniecznością jest zadbanie o własne niebezpieczeństwo. Od kilku lat można kupić w Polsce kamizelki wędkarskie z wkładem ratunkowym. Od standardowych kamizelek ratunkowych różnią się barwą ochronną oraz mnóstwem kieszeni. I tylko one zapewniają pełnię bezpieczeństwa.

DRAMATY

      Kilka sytuacji, na które narażony może być mniej doświadczony wędkarz zaczynający dopiero łowienie w miejscówkach z powietrza.

      1. Uwięźnięcie kotwicy - zdarza się, że kotwicząc przed przelewem, szczególnie, gdy korzysta się z metalowej kotwicy ramiennej, uwięźnie ona w kamieniach. Wyrwać da się ona jedynie wówczas, gdy istnieje możliwość podciągnięcia się bezpośrednio nad nią, a jeszcze lepiej podpłynięcia kilka metrów w górę rzeki. Dlatego też nie należy kotwiczyć przed najatrakcyjniejszymi nawet stanowiskami, jeżeli prąd jest zbyt wartki. Przy niezbyt dużej wyporności, podciąganie do kotwicy spowodować może nawet zanurzenie pontonu, zaczerpnięcie wody i zatopienie jednostki przez rzeczny nurt. Jak spławik od przystawki...
      Pamiętam, jak kotwica uwięzła mi przed jedną z praskich raf - dociągnięcie się do niej i wyrwanie jej z zaczepu było potwornym wysiłkiem, po którym miałem dość łowienia. Nie dałem natomiast rady podciągnąć się, lekkomyślnie zakotwiczywszy na Bugu przed przelaną główką i musiałem przeciąć sznur. Aha, dobry, koniecznie składany nóż musi znajdować się w wyposażeniu każdego pontoniarza. Dwie reguły podstawowe - nie kotwiczyć na szybkim nurcie oraz ciąć linkę kotwiczną w sytuacji, gdy przy podciąganiu woda zaczyna dochodzić do krawędzi burty.

      2. Hak w pontonie - zdarza się, niestety, że podczas manewrów z przynętą spinningową hak kotwicy wbija się w ponton aż za grot. Nie należy go wyciągać. Koniecznym zabiegiem jest ucięcie drugiej kotwicy i pozostałych grotów oraz pozostawienie wbitej przynęty aż do zakończenia łowienia. Nie ma specjalnego niebezpieczeństwa - tworzywo i guma zaciskają się na drucie kotwicy i upływ powietrza jest minimalny. Dopiero po powrocie do domu kotwicę należy wyjąć i nałożyć łatkę. Pośpieszne wyciągnięcie po przybiciu do brzegu skończyć się może wielogodzinnym poszukiwaniem maleńkiego otworu.
      Zapobieganie temu nieszczęściu jest dość proste; myślenie o długości zwisu podczas każdego rzutu oraz korzystanie przy lądowaniu ryby z podbieraka na długim trzonku zmniejsza do minimum niebezpieczeństwo. Także przyjęcie za kanon holowania ryby wzdłuż burty (nigdy do rufy) ze szczytówką wędziska w bok od pontonu (nigdy do rufy) ogranicza zagrożenie.
      Każdemu z nas zdarzyło się "wyplucie przynęty" przez rybę w ostatniej fazie holu. Prędkość, z jaką wabik wystrzelić potrafi z wody, bliska jest niekiedy karabinowej kuli. Hol na rzece odbywa się z reguły pod prąd, więc prędkość błystki może być niesamowita. Może skończyć się nie tylko wbiciem haka w tworzywo, ale wręcz rozpruciem powłoki.
      Miałem taki przypadek - podczas nieostrożnego holowania dużego szczupaka do rufy przynęta wypadła mu z pyska i duża kotwica trafiła idealnie na spojenie dwóch komór, rozpruwając obie na odcinku 5 cm. Skutek - utrata całego sprzętu i kupa strachu, gdy znosiło mnie w bełt na rafie. Bez kamizelki byłbym już trupem.

      3. Odpłynięcie pontonu - to nieszczęście może się zdarzyć tym, którzy nie umieją wiązać prawidłowo żeglarskich węzłów lub nie stosują zasady: załoga ze statku dopiero po wyrzuceniu kotwicy lub przycumowaniu jednostki. Z pontonu wychodzi się po wyrzuceniu na brzeg lub na płyciznę kotwicy i dopiero potem ewentualnie cumuje ponton na brzegu.
      Tej zasady trzeba się trzymać z żelazną konsekwencją, szczególnie na środku rzeki. Odpłynięcie "okrętu" w chwili, gdy znajdujemy się na pracującej, kurzawkowatej przykosie kilkaset metrów od brzegu, to wydarzenie beznadziejne, dramat porównywalny do losu Robinsona Kruzoe. Co prawda dzięki kamizelce nie grozi utonięcie, ale odrobina wyobraźni wystarczy, by się wzdrygnąć i pilnować. Dlatego też zasada o kotwicy za burtą i częste sprawdzanie nawet najstaranniej zawiązanych węzłów jest koniecznością.

(jaj)



Reklamy KrokusDarmowy ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooeZPublishOpenERPKominiarki strażackieNazwisko.pl