NR 12-13        29 czerwca 1999
    W NUMERZE:
  • Aktualności
  • Aktywność dobowa ryb
  • Słońce i księżyc - wschody i zachody
  • Techniki wędkarskie - Próbowanie nocy...
  • Konkretna ryba - Dziwak od początku do końca
  • Wędkarski survival - Obozowisko
  • Reportaż - Grabić nad Grabią
  • Drapieżniki - Trociowe kanony
  • Tam łowią ludzie z RYBIEGO OKA - Ryby na słupie
  • Muchowy koszyk - Ze starego albumu
  • ABC intermuchy - Kołowrotki i przypony
  • Nauka i wędkarstwo - Roczniki Naukowe PZW. Tom I
  • Globalna wioska - Wszystko o Alandach
  • Wędkarska proza - Jak nie zmarnować niedzieli...
  • Przegląd prasy - Lipiec w WP
 

Wędkarstwo - Portal

Aktualności
Aktywność dobowa ryb
Słońce i księżyc
Techniki wędkarskie
Konkretna ryba

Wędkarski survival
Reportaż
Drapieżniki
Tam łowimy

Muchowy koszyk

ABC intermuchy
Nauka i wędkarstwo
Globalna wioska
Wędkarska proza
Przegląd prasy

ARCHIWUM


 

Poczułem mocne uderzenie w kiju - i nic więcej . Poprawiłem sznur i coś po raz drugi szarpnęło moją wędką . Jakaś ryba mocno wygięła muchówkę . Chwila zdecydowanego holu, ryba jest przy nogach, tylko ten mocno wygięty kij nie pozwala mi na pochwycenie jej ręką. Szybka decyzja: do brzegu i wyślizgiem. Radzę sobie znakomicie, kij - o dziwo - wytrzymuje, chociaż taki miękki. Oglądam z zaciekawieniem rybę. To lipień. Mój pierwszy lipień.

      Alarmujące artykuły o sytuacji lipienia na rzekach pomorskich przywołały obrazy z lat 70-tych. Gdzieś tam w zakamarkach mózgu otworzył się album ze starymi fotografiami .Obrazy te są tak różne od obecnych, że pragnę się nimi podzielić.
      Bardzo chciałem złowić lipienia. Po kilkukrotnym przestudiowaniu Wędkarstwa Wyganowskiego, pełen wiadomości i wiary we własne umiejętności rozpocząłem kompletowanie sprzętu. Nie stanowiło to większego problemu: niedoceniona klejonka Dunajec, kołowrotek czeski i taki sam sznur, wspaniałe muszki produkcji krakowskiej Spółdzielni kupiłem w sklepie Polsportu. Przy planowaniu wyprawy kierowałem się zaś intuicją i możliwością dojazdu PKP. Wybrałem Wdę - od Wojtala do Czarnej Wody.
      Po trzech godzinach brodzenia w krystalicznej i "bezrybnej" wodzie zobaczyłem drewniany mostek w Czarnej Wodzie... Ryb nie ma, do odjazdu pociągu jeszcze sporo czasu - może zobaczyć, co jest poniżej miejscowości? I tak znalazłem się w Złym Mięsie.
      Obłowienie okolic kładki dało rezultaty identyczne z dotychczasowymi - nadal byłem bez ryby. Na dodatek szybka woda nie pozwalała na jakiekolwiek prowadzenie muszki, krzaki zaś przeszkadzały w wykonaniu zamachu wędką.
      Po kilkunastu bezowocnych próbach postanowiłem wreszcie "ukoić" nerwy papierosem. Wsadziłem kij pod pachę, sznur został w wodzie, a na nim miotana prądem muszka. Poczułem mocne uderzenie w kiju - i nic więcej. Poprawiłem sznur i coś po raz drugi szarpnęło moją wędką.
      Tym razem byłem przygotowany. Zacięcie. Ryba mocno wygięła muchówkę. Chwila zdecydowanego holu, ryba jest już przy nogach, tylko ten mocno wygięty kij nie pozwalają mi na pochwycenie jej ręką. Szybka decyzja: do brzegu ją i wyślizgiem. Wysokie burty i jakieś gałęzie w wodzie przeszkadzają mi wprawdzie, ale radzę sobie znakomicie. Płynny ruch i lobuję rybę na brzeg. Kij, o dziwo, wytrzymuje, chociaż taki miękki.
      Po chwili oglądam z zaciekawieniem lipienia. To mój pierwszy, chyba wymiarowy, ale mierzę go jeszcze dla pewności. Ma 44 cm - więc dobry!
      Wracam do wody. Już wiem, gdzie są lipienie i jak je łowić. W chwilę później wyjmuję następnego. Jest ciut mniejszy - tylko 36 cm. Następnych kilkanaście jest niewymiarowych. Widocznie więcej wymiarowych nie ma.
      Następne wyjazdy - aż do jesieni - nie przyniosły poprawy wyników. Chyba jednak mało ryb w tej rzece. A jesienią wystąpił nowy problem. Lipienie zaczęły zbierać muchę z powierzchni, a moje przynęty nie pływały, tak samo zresztą jak i sznur. Radzę sobie, smarując sznur i muchy wazeliną. Zestaw pływa i czasami udaje mi się coś złowić. Nie są to oszałamiające wyniki, ale zawsze dwa, trzy lipienie trafiają do torby. Dzięki oczkowaniu poznaję wreszcie zasobność rzeki - jest oszałamiająco dużo ryb, jednak te moje natłuszczone, pływające na boku muszki nie są tym, co najbardziej lubią lipienie.
      Po sezonie postanawiam popracować nad sprzętem i muszkami. Powracam do mokrych muszek, mam dużo brań. Z zacięciem ryby mam jeszcze kłopoty, szczególnie, kiedy muchy spływają swobodnie. Najczęściej trafia mi się lipień gdy sznur jest naprężony i muszki wypływają na powierzchnię. Ale mam już ulubione łowisko - odcinek pomiędzy Czarną Wodą a Zimnymi Zdrojami. Jest to moje prywatne wędkarskie Eldorado. Ryby sporo, a wędkarzy brak.

Romek Wigura

 


Reklamy KrokusŚwiat DrukuOsuszanie bydynków - izolacja pionowaOpenSource CMSWędkarstwo muchoweBlog o CMS