NR 14 - 10 LIPCA

RYBIE OKO
Mapa serwera
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 14
TW - Archiwum
TW - Wejściówka

ZE STAREGO ALBUMU
Nadal jesteśmy w latach siedemdziesiątych - i w nich już pozostaniemy do końca moich wspominków. Szukając haczyków muchowych , czyli z oczkiem - stwierdziłem brak takowych na rynku wędkarskim. Trzeba coś wykombinować... Tylko nie bardzo wiem - co i jak?

      W sklepach są tylko haki węgorzowe, bardzo duże i grube, nie nadające się do robienia muszek. Robię więc muszki na zwykłych mustadach z łopatką , zaczynając od przywiązania żyłki przyponowej. Noszę je na zwijadełkach do przyponów
.       Dostałem trochę radzieckich haczyków, mają proste oczka, bez podgięcia i długi trzonek - ale to nie stanowi żadnego problemu. Gorzej z piórami na skrzydełka - jest po sezonie polowań, używam piór gęsi domowych. Wszyscy znajomi przynoszą mi pióra kogutów i kur. Nikt nie żałuje pierza, a moje arcydzieła przypominają wielkością i wyglądem pompony na dziecięcych czapeczkach. Na pożytecznych pracach szybko mija zima i "wczesną" wiosną pod koniec kwietnia wybieram się na pstrąga - tym razem nad Gwdę i jej dopływy.
      Zakrzaczenie i głębokość wody ograniczają moje łowiska do Rurzycy . Rzeka jest piękna, niestety - nie posiada wymiarowych pstrągów, poza jednym przypadkiem, kiedy jakaś bardzo duża ryba zerwała mi przypon. Pewnie to to kleń, bo widziałem kilka całkiem niezłych okazów... Postanawiam czekać do czerwca i wtedy odbiję sobie na mojej Wdzie.
      Dzięki doskonałemu połączeniu kolejowemu trafiam do Wojtala zgodnie z rozkładem, ok. 9.30. Mam dużo czasu na łowienie, ostatni pociąg ok. 19.30, a w domu będę i tak po północy - chociaż to tylko 150 km. Rzeka wygląda na pustą , ale - pamiętając zeszłoroczne sukcesy - powoli obławiam każdą dostrzeżoną rynnę i głęboczek. Szkoda tylko, że bez brań... Na dodatek niewinne dotąd chmury zaczynają ciemnieć, po chwili zaczyna padać drobny, ciepły deszczyk. Chowam się pod wiaduktem kolejowym i korzystając z okazji jem śniadanio-obiado-kolację.
      Na powierzchni wody pojawiły się jakieś duże owady . Domyślam się, że to jętka majowa - tylko dlaczego w czerwcu? Nie mam czasu na rozmyślania, bo woda ożywa, na jej powierzchni co chwilę głośne chlapnięcie zdradza stanowisko ryby. Wygląda to jak wieczorne oczkowanie stad uklejek na Wiśle. Nerwowo zmieniam zestaw na moje pompony, bo tylko one odpowiadają wielkością - niestety, nie chcą pływać. Natłuszczam muchy smarem do sznura i usiłuję coś skusić.
      Horror , tyle ryb, a ja tu nic!
      Wreszcie znajduję odpowiednie miejsce - leżące w wodzie drzewo odbija nurt, a w nim jakaś ryba nie przepuszcza żadnej jętce. Po kilkunastu rzutach udaje mi się w miarę prawidłowo przeprowadzić moje straszydło. Chlapnięcie, zacięcie i ...po krzyku. Widzę, jak duży pstrąg wyskakuje kilkukrotnie ponad powierzchnię wody, uciekając z moja najlepszą muchą.
      Do wieczora udało mi się złowić jednego czterdziestaka. No, takiego prawie... Ale obserwowałem w kilku miejscach ogromne pstrągi, szalejące na płyciznach za jętką . Skąd się wzięły tak duże ryby w stosunkowo płytkiej wodzie, bo nie przekraczającej wysokości woderów - i bez specjalnych ukryć?
      Wracając do domu przeżywam to wszystko jeszcze raz , analizując przyczyny niepowodzenia. W kole rozpytuję o muszkarzy. Obiecują skontaktować mnie z kimś , kto łowi na muszkę. Sympatyczny wędkarz opowiada o kleniach na chrabąszcza, o płotkach łowionych na dotyk.
      Uzbrojony w kilka bezskrzydłowych białych muszek jadę po tygodniu nad Wdę. Rójka jętki dopiero ok. 15.00. Pstrągi zbierają, omijają jednak skwapliwie moje - o dziwo, pływające - muszki.Spotykam wędkarza - łowi na muchę!. Rozmawiamy długo, pokazuje mi prawidłowe wymachy muchówką, jakieś tam tempo raz - zatrzymać, dwa - zatrzymać... Po kilku minutach prób mucha ląduje daleko i cicho, bez chlapnięcia.
      Muszę jeszcze opanować wymachy pomiędzy "godziną 11 a 13". Dowiaduję się, że ryby przestały zbierać jętkę, bo są nią objedzone, a zbierają teraz mniejsze owady, na które nie zwracałem dotąd uwagi. Przy rozstaniu otrzymuję w prezencie imitację jętki i małą muszkę, która ma zadziwiające właściwości. Doskonale utrzymuje się na powierzchni wody, a po wcięciu jej w wodę udaje mokrą. Następnie parę wymachów i znowu mam suchą muszkę . Teraz wiem, że to była prawidłowo skonstruowana sucha muszka, ale wtedy były to dla mnie czary.
      Robię przegląd posiadanych materiałów. Po tym zabiegu z poduszki pierza pozostaje mi tylko kilkanaście piór i jedna para skrzydeł kaczki. Gorzej z haczykami. Zaczynam obcinać oczka w posiadanym zapasie, następnie rozhartowuję trzonek i na szpilce formuję nowe oczko. Wychodzą z tego całkiem zgrabne haczyki, na których konstruuję całkiem ładne suche muszki. Mokre zresztą też są niezgorsze.
      Jeżdżę tylko na Wdę. Powoli poznaję całą rzekę, stanowiska i zachowanie ryb. Dzięki temu mam wyniki, chociaż bez specjalnych rewelacji.
      Udało mi się kupić Germinę - czuję się muszkarzem całą gębą. W optymistycznym nastroju kończę sezon.

Romek Wigura

 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusŚwiat Druku - ciekawe linkiDarmowy ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooWszywki i metki odzieżoweForum wędkarskieeZPublish