NR 14 - 10 LIPCA

RYBIE OKO
Mapa serwera
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 14
TW - Archiwum
TW - Wejściówka

PRZY GROCIAKU
Wisła w świadomości większości mieszkańców Warszawy nie istnieje. A jeśli już istnieje - to jako brudny ściek, w którym dawno już zamarło wszelkie biologiczne życie. Miejscowi wędkarze jeżdżą na ryby na Mazury, nad Bug, nad Narew.. Tymczasem wędkarskie szczęście czeka na nich o wiele bliżej, prawie w centrum miasta. To opaska przy moście Grota - Roweckiego.

Opaska jest bardzo ciekawym letnim łowiskiem, na którym spotkać można praktycznie wszystkie gatunki ryb występujące w rzece. Co więcej, presja wędkarska jest w tym miejscu zaskakująco niska. Można liczyć nawet na chwile samotności, o co w ostatnich czasach trudno nie tylko na miejskich łowiskach.
      Wycieczkę proponuję rozpocząć od 517 km rzeki. W tym miejscu znajduje się

wysoka betonowa tama

poniżej której rozpoczyna się wymieniona opaska. Sama ostroga jest dość atrakcyjnym łowiskiem, i pewnie stale jest przez kogoś zajęta. Na napływie można połowić klenie, w warkoczu bije rapa, zaś we wstecznych prądach siedzą nieduże szczupaki. Właśnie one są chyba tam najpewniejszą zdobyczą. Wieczorem i w nocy można liczyć na niewielkiego sandacza.
      Przemieszczając się w dół rzeki dojdziemy do miejsca, w którym prąd odbija się od brzegu i wraca w stronę główki. Poniżej, za strefą wolnej wody, nurt płynie już "właściwie" - w dół rzeki. Miejsce to warto obłowić wachlarzem: ustawić się w strefie zastoiskowej i podać przynętę w dół lub w górę rzeki - i tak zawsze będzie pracowała pod prąd. Między pojedynczymi kamieniami stoją tu szczupaki, wieczorem podchodzą sandacze, cały obszar "patrolują" bolenie.
      Na całej tej długości w odległości kilkudziesięciu metrów od brzegu ciągnie się rafa. Miejsce to jest jednak trudne, a wręcz niemożliwe do obłowienia z brzegu. Warto też pamiętać, że cofka zmienia swoje położenie wraz ze zmianą stanu wody - im jest on niższy, tym znajdziemy ją bliżej tamy.
    Zejdźmy troszkę niżej, tam, gdzie na brzegu królują krzaki,

krzaki i jeszcze raz krzaki.

      Ta istna Mandżuria to miejsce, gdzie na dobre rozpoczyna się nasze łowisko. Kamienna prostka - tak określiłbym te kilkadziesiąt metrów wody. Głębokość jest tu większa, nurt szybszy. W pewnym momencie trafimy na lekkie spowolnienie. To niezłe siedlisko okoni. Właściwie podana przynęta powinna skusić kilka sztuk...
      Poniżej, przy niższym stanie wody, da się zauważyć kilka większych kamieni. Odbijający się od nich nurt tworzy małe warkocze. Przy samych kamieniach spotkać można okonia i klenia - tego drugiego niestety mniej. W samych warkoczach zaś biją rapki i to nie byle jakie. Warto się na nie zasadzić, tym bardziej, że mocno zakrzaczony jest dobrym sprzymierzeńcem w drodze do sukcesu.
      Dalej, tam, gdzie krzaki się przerzedzają, trafimy na pierwszy miniprzelewik. Jest to poprzeczny garb usypany z kamien, wchodzący w wodę na około 5 metrów. Najbardziej zaskakujące są tam wieczorne balety boleni. Rapy urządzają taki taniec, o jakim słyszy się tylko w opowieściach. Nie wiem czemu, ale nigdy nie tam próbowałem łowić tych ryb. Zawsze stoję z otwarta gębą i podziwiam widowiskowość ataków. Swoją drogą, "współczuję" wtedy strasznie uklei... Kiedy patrzę na jej paniczne, wręcz rozpaczliwe próby ucieczki - zawsze o tym myślę.
      Spektakl trwa 10 - 15 minut. Potem robi się już cicho i całkiem ciemno...       Po zapadnięciu zmroku proponuję

zejść parę metrów niżej

za drugi miniprzelewik. Za cofką, w obszarze płytszej i wolniej płynącej wody, przy wyższym stanie wody powinny pokazać się jazie. Nie jest to idealne jaziowisko - na większą ilość brań nie ma co liczyć - ale częstym gościem jest tu także kleń i sandacz. Dlatego warto tam zatrzymać się na dłużej.
      Może być i tak, iż mimo usilnych starań nie uda nam się zapiąć żadnego jazika. Nie pozostaje wtedy nic innego, jak iść dalej na kolejne wypłycenie. Punktem orientacyjnym będzie dla nas boja na rzece, oznaczająca jakąś podwodną przeszkodę.
      Podchodzą tu grubsze ryby. Najlepsze efekty można osiągnąć po zmroku: jest szansa na przyzwoitego sandacza, klenia i jazia. Dodam tylko, że nie każda nocka jest dobra, trudno mi wskazać tu jakąś regułę.
      Dalej zaczyna się długi nasyp - kamienny łuk oddzielający rzekę od klatki ze stojącą wodą. Osobiście w klatce nie łowię, bardziej interesuje mnie strona prądowa tej części opaski. Ostry spad i silny nurt, tak można by pokrótce scharakteryzować początek tego odcinka. Ryby stoją na samym spadzie, przy brzegu, dosłownie pod samymi nogami. W połowie długości znajdują się dwa mniniprzelewiki, nurt lekko zwalnia, tworzy się kolejne wypłycenie. Miejsce to jest jednak trochę trudniejsze technicznie. Główną zasadą tej części opaski jest właściwy sposób poruszania się. Jeden nierozważny krok - i po rybach. Małe wrócą za kilkanaście minut, te większe za godzinę, dwie - lub wcale.
      vWreszcie dochodzimy do

kolejnej części opaski

z betonową półką. Ten odcinek wody także ma różnorodny charakter, jest jednak bardziej eksploatowany przez wędkarzy. Większe ryby są tam płoszone, często na dobre. W tym miejscu liczyć można na spotkanie z okoniem, kleniem, trafia się szczupak. Więcej ryb kręci się przy małym bergieliku, my jednak - z wiadomych chyba przyczyn - zejdziemy niżej, pod sam most. Tu też niestety sporo ludzi, a oprócz wędkarzy kręcą się okoliczni żule z pobliskich kanałów.
      Za mostem, przy kilku większych głazach, od których odbija się nurt spotkać można dyżurnego bolenia. Ciężko go tam będzie skusić - proponuję więc iść dalej. Kolejne kilkadziesiąt metrów półki cieszy się także sporą popularnością. Z reguły tam nie łowię, manewrowanie między gruntówkami nie ma większego sensu.
      Zatrzymam się dopiero w miejscu, gdzie kończy się beton i opaska znów staje się kamienna. To kolejny szeroki łuk rzeki, charakteryzujący się większą głębokością i mocniejszym nurtem. Jest kleń, jaź, boleń, oraz sandacz. Ryby są "przyklejone" do kamieni w pasie brzegowym. Szczególnie obiecujące są wszelkiego rodzaju przeszkody załamujące nurt - obok nich nie powinno się przejść obojętnie.
      Wreszcie wychodzimy na ostatnią prostą. Nurt rzeki nieco tu zwalnia. Poniżej, za malutkim cypelkiem, znajduje się nieduża wrzynka z głębszą wodą. Tam też zawsze ktoś stawia gruntówki, ale jeśli nikogo nie ma - warto spróbować. Kolejny, ostatni już kawałek opaski jest "klasyczną" prostką.
      Nasze łowisko kończy się na cyplu, przy ujściu portu na Żeraniu. Sam cypel zaś jest podobno niezłym miejscem, lecz jest na tyle popularny, iż zazwyczaj go omijam...

Tomasz Klimek.

 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusOpenSource CMSWszywki tekstylneZdjęcia wędkarskieWszywki odzieżowePozycjonowanie stron