NR 14 - 10 LIPCA

RYBIE OKO
Mapa serwera
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 14
TW - Archiwum
TW - Wejściówka

KTO ZARZĄDZIŁ NA RZĄDZY?
Zaczęło się w ubiegły czwartek. Rządzą - uważaną dotąd za jedną z najczystszych rzek Mazowsza - popłynęły śnięte ryby. W sobotę brzegi usłane były już tysiącami rybich trupów, wokół unosił się nieznośny fetor, wodę pokrywały tłuste, niebieskie plamy. O zanieczyszczenie podejrzewano pobliski CPN. A jednak to nie chemia winna jest dramatowi pstrągowego ciurka.

Jak ustalił Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, nie ma mowy o żadnym skażeniu chemicznym. Rzekę zatruły substancje organiczne: bakterie i wiciowce. W czasie ostatnich upałów rozwinęły się one bujnie, dopingowane dodatkowo przez gnijące trawy i spływającą z pól gnojówkę. W rezultacie stężenie tlenu w rzece spadło o 100 procent. Jednak, zdaniem fachowców, przyducha nie jest jedynym winowajcą. Pierwsze wyniki badań wskazują bowiem na to, że do rzeki

dostały się ścieki fekalne

czyli inaczej mówiąc szambo z okolicznych posesji. To właśnie one miały przede wszystkim pochłonąć tlen. Niektórzy twierdzą nawet, że ścieki te płyną Rządzą przez cały rok, ale póki temperatura jest niska, nie dzieje się nic złego. Natomiast w takiej sytuacji jak obecnie - kiedy po czerwcowych wylewach (wody stały na łąkach, a nawet zalały część domów) nastąpiły upały - wszystko, co trafiło do Rządzy wraz z ustępującą wodą, zaczęło gnić.
To nie tłumaczy jednak, dlaczego musiało dojść do katastrofy. Wszak nie pierwsze to gorące lato w kraju, a i Rządza co roku występuje z brzegów i rozlewa się po nawożonych gnojówką polach, po łąkach i po ludzkich obejściach... Tyle, że dotychczas liczba tych obejść była mniej więcej stała. Ostatnio zaś, kiedy sława Rządzy - najczystszej rzeki Mazowsza - dotarła do świadomości tzw. działkowiczów - liczba domów zaczęła rosnąć w błyskawicznym tempie. Domów - ale już nie przydomowych kanalizacji... Najlepiej widać ten problem w Załubicach, modnej wśród "warszawki" miejscowości u ujścia rzeki do Zalewu Zegrzyńskiego, którą część specjalistów typuje na głównego sprawcę nieszczęścia. Paradoksalnie, to mieszkańcy tej właśnie miejscowości jako jedni z pierwszych zauważyli śnięte ryby i już w czwartek dali znać o tragedii rzeczułki. I tu wyszła na jaw kolejna klęska. Pierwsze "służby" pojawiły się nad Rządzą dopiero w sobotę. Okazało się bowiem, że powiatowe stacje sanitarno - epidemiologiczne są

zupełnie nie przygotowane

do pracy w warunkach sytuacji kryzysowej, a instytucje wyższego szczebla kompletnie nie potrafią ze sobą współpracować. Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska wiedział o problemie już w piątek. Przekazanie tej informacji dalej, do mieszczącego się w Warszawie wojewódzkiego sanepidu, zajmującego się m.in. badaniem czystości kąpielisk, zajęło jednak tej instytucji całe trzy dni...
Nie wiadomo też było dokładnie, kto właściwie powinien zajmować się sprawą Rządzy. Zalew Zegrzyński, do którego trafiła zanieczyszczona woda leży bowiem w powiecie legionowskim, sama zaś Rządza - w powiecie wołomińskim. Na dodatek w tym pierwszym w ogóle nie ma sanepidu, więc wszystkimi sprawami związanymi z terenem zajmuje się się stacja w Nowym Dworze. Stacja ta zaś nie ma swojego laboratorium i wszystkie próbki wozić musi do Warszawy. W Wołominie teoretycznie jest nieco lepiej - powiat ma własny, wyposażony w laboratorium, sanepid. Tyle, że - jak ironizuje starosta wołomiński - nadaje się ono, co najwyżej, do badania serka homogenizowanego... O badaniu czystości rzeki nie może być mowy.
Więc i te próbki trafiają do stacji warszawskiej. A w Warszawie badania rozpoczęto dopiero w poniedziałek, ponieważ wcześniej nikomu nie przyszło do głowy powiadomienie tej instytucji o sprawie. Co ciekawe, część zatrudnionych tam osób o problemie dowiedziała się z telewizji...
Znajdujące się w wodzie związki teoretycznie nie zagrażają zdrowiu ludzi. Zakaz kąpieli w zalewie, wydany profilaktycznie przez starostę legionowskiego będzie jednak obowiązywał aż do uzyskania wyników badań sanepidu. A to potrwa kilka dni.
Przy okazji zakazu wyszła na jaw jeszcze jedna "niemożność". Nie wiadomo bowiem, kto właściwie powinien

reagować jako pierwszy

w obliczu ekologicznej katastrofy. Na zdrowy rozum, zakaz kąpieli winna wydać ta instytucja, która jako pierwsza dowiedziała się o skażeniu, czyli w tym wypadku Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska W rzeczywistości nie jest to takie proste - WIOŚ nie ma bowiem takich uprawnień. Co najwyżej może stwierdzić, czy woda jest brudna, czy nie... Zakaz wydać może np. sanepid właśnie.
Nie trzeba wiele wyobraźni, by uświadomić sobie, co by się stało, gdyby woda w Rządzy została skażona chemicznie.
W najbliższym czasie Rządzy i Zalewowi grozi jeszcze jedna ekologiczna klęska. W powiecie wołomińskim zebrano do tej pory ponad tonę śniętych ryb. Ryby leżą w upale i rozkładają się, bowiem nie wiadomo, co właściwie należałoby z nimi zrobić i kto powinien o tym zadecydować. Chodzą słuchy, że zostaną przerobione na paszę dla zwierząt...
O wiele więcej rozsądku niż urzędnicy wykazali zwykli ludzie, mieszkańcy nadrządziańskich wiosek. Gdy rzeką zamiast wody zaczęła płynąć gęsta maź, ludzie ci przenosili zdychające z braku tlenu ryby, gdzie tylko się dało: do kanałów melioracyjnych, stawów, podwórkowych oczek wodnych czy nawet do dołków z wodą dla psów. Razem z rybami do "nowej" wody trafiały też raki, a nawet ślimaki błotniarki. Te, które przeżyły, wpuścili w poniedziałek do rzeki z powrotem.
Pierwsze

słomiane zapory sorbcyjne

pojawiły się nad wodą w sobotę - dwie przy ujściu Rządzy, trzecia kilka kilometrów dalej, na Rudzie. Osadzającą się na nich maź strażacy zbierali do beczek co pół godziny. W niedzielę sytuacja poprawiła się nieco - wystarczało czyszczenie raz na parę godzin, w poniedziałek było jeszcze lepiej. Padłe ryby zbierano z powierzchni wody z łodzi. W sobotę były to łodzie pożyczone - bączek straży nie nadawał się do pracy... Zdaniem strażaków, o nieszczęściu poinformowano ich za późno. Gdyby dowiedzieli się natychmiast, przeniknięcia skażonej wody do zalewu można by uniknąć.
Powołany przez wojewodę sztab specjalistów pojawił się nad Rządzą dopiero w poniedziałek. Od tego czasu rzeka jest napowietrzana specjalnymi maszynami, używanymi między innymi do hodowli ryb.
Mieszkańcy nie wierzą, by przyczyną klęski były tylko obornik i szambo. Ich zdaniem, w pierwszych dniach wyraźnie widać było plamy ropy na powierzchni Rządzy, woda stała niebieskawa i "skrzepła", co świadczy o tym, że rzekę mógł skazić CPN w Emilianowie. Jednak Straż Pożarna zdecydowanie wyklucza taką możliwość.
Katastrofą praktycznie wcale nie przejęli się letnicy. W chwili, gdy legionowski starosta wydawał zakaz kąpieli w zalewie, rodzaj zanieczyszczenia był nieznany. Mimo to większość plażowiczów

nie przestrzegała zakazu

uważając na przykład, że jeśli wejdą płytko, to nieszczęście ich nie dosięgnie. W poniedziałek na plaży w Nieporęcie wypoczywało kilkadziesiąt ignorujących ostrzegawcze tablice osób. Dorosłych, mających nierzadko pod opieką dzieci. I te kilkadziesiąt osób kąpało się w najlepsze, mimo iż w tym momencie zakazem objęty był już cały zalew. Niektórzy argumentowali, że tu nigdy czysto nie było...
Tymczasem, jak twierdzą specjaliści z działu higieny komunalnej sanepidu, woda na pewno nie nadaje się do kąpieli, a konsekwencjami lekkiego stosunku do zanieczyszczenia może być tak wysypka, jak i zapalenie płuc.
Na szczęście nic nie grozi za to wodzie pobieranej przez wodociąg północny. Ujęcie - monitorowane co godzinę - jest czyste.

Małgorzata Jurczyszyn

Pisząc ten tekst korzystałam z artykułów, opublikowanych w Super Expressie, Życiu Warszawy, Gazecie Stołecznej, Polskiej Agencji Prasowej oraz z informacji nadawanych w telewizji i radiu. Zdjęcia pochodzą z serwisu pap i z Życia Warszawy on line.
 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusGetSimplePrzynęty wędkarskieWszywki odzieżoweTygodnik WędkarskiKominiarki strażackie