NR 14 - 10 LIPCA

RYBIE OKO
Mapa serwera
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 14
TW - Archiwum
TW - Wejściówka

MOJE BOJE Z LAMIGLASEM
Siadając do pisania tego tekstu długo nie mogłem się zdecydować, którą wędkę z mojej kolekcji powinienem - i chciałbym - wam przedstawić. Nie dlatego, żebym miał w domu ogromną ilość sprzętu - po prostu w moim mniemaniu oznaczało to wybór tej najbardziej "ulubionej" i "lepszej" od innych. W końcu padło na Lamiglasa X96JS o długości 2.9 m i masie wyrzutowej 7 - 21 g.

Kij uzbrojony jest w przelotki typu SIC oraz rękojeść firmy Fuji. Jak na mój gust, akcja tego wędziska jest szczytowa, chociaż producent określa ją jako medium. Zakupiłem je w okolicach lutego, więc jak do tej pory była ze mną tylko na kilku wyprawach.

*****


      Pierwsza, kwietniowa, zawiodła mnie i nowy nabytek nad Bug i Narew. Ryby, niestety, nie chciały brać, ale poobserwowałem za to pracę wędziska pod różnymi przynętami. I tu pierwsza uwaga: wartość graniczna, zadeklarowana przez producenta na 21 - wydaje się być odrobinę zaniżona. Moim zdaniem, powinna wynosić 25. Nadto do kijka trzeba się "przyzwyczaić". W moim przypadku trwało jakąś godzinie, po której wędka zaczęła robić to, co chciałem.
      Kolejny kwietniowy wyjazd, tym razem na Mazury - skazał mnie na korzystanie z pomostu. Trzy kolejne dni nie przyniosły rozstrzygnięcia, co do przydatności wędki i jej cech użytkowych - a to z powodu ryb. Znowu miały ochoty brać.
      Ostatniego dnia tuż przed wyjazdem dostaje od żony dyspensę i idę na pomost z synem. On w wózku śpi, a ja bez specjalnego przekonania rzucam w wzdłuż pomostu małym 5 cm riperkiem i... jest okonek. Może nic specjalnego, bo jakieś 25 cm, ale po trzech dniach kompletnej "pustyni" to prawdziwa uczta. Wędka sprawuje się bez zarzutu.
      Kolejne rzuty przynoszą podobne 3 okonie i za każdym razem nie mam powodów uskarżać się na wędzisko. Może tylko przyzwyczajony do bardziej parabolicznej akcji poprzedniej wędki mam kłopoty z prowadzeniem ryby.

*****


      I w końcu moje modły zostały wysłuchane. Czuję naprawdę mocne uderzenie - wędka ładnie wygina się, a ryba stawia duży opór, który po 10 sekundach holu kończy się luzem na kiju.
      Co jest ? OK - nie zrażam się i rzucam dalej. Znowu mocne uderzenie, 15 sekund zabawy i znowu spina mi się ryba. No to już przesada, siadam i zastanawiam się gdzie popełniam błąd. Jednak chyba "akcja" wędki, do której nie jestem przyzwyczajony, robi swoje. Odrobinę reguluje hamulec kołowrotka, kilka głębokich wdechów - i zaczynam od początku.
      Po 20 minutach nie ma śladu kontaktu z rybą.
      - Jeszcze 10 minut i się "obrażam" - myślę. I jest znowu mocne uderzenie, hol. Praca wędki - tym razem biorę poprawkę na "sztywność",a może na własne przyzwyczajenia - spełnia wszelkie moje oczekiwania. Naprawdę ładny, kilogramowy okoń kończy na brzegu.
      No, chyba wiem w końcu, gdzie tkwił błąd. To prawda, że przyzwyczajenia są druga naturą człowieka. Sposób prowadzenia musi być "nowy", uwzględniający inną prace wędziska. Teraz przy większej rybie wędka sprawuje się naprawdę znakomicie, a jej akcja, która była do tej pory przeszkodą - teraz okazuje się jej podstawową zaletą. W pełni ocenić to bądę mógł dopiero w maju, na szupakach.

*****


      No i jest maj - a z nim kilka dni wyżebranego urlopu. Na jeziorze można wypożyczać już łodzie, więc rezerwuje jedną na trzy dni z góry. I tu pech - przez trzy dni leje, a nad ranem są przymrozki. Drugiego dnia nie wytrzymuje jednak i mimo paskudnej pogody ruszam na jezioro.
      Obserwuje wędkę, prowadząc siedmiocentymetrową rapalę. Kij pięknie pracuje. Przez tę obserwację niemal przegapiam pierwsze branie. Zacięcie, hol - i po 15 sekundach pusto. Znowu przyzwyczajenie mnie zgubiło...
      OK. Zaczynam od początku. Efekt - przez dwie godziny rzucam "na pusto".
      Zaczynam eksperymentować: różne gumki z różnymi główkami, co pozwala mi przy okazji ocenić prace wędki pod różnymi obciążeniami. I kolejne zaskoczenie - wędka niemal w całym zakresie podanym przez producenta pozwala na wyczucie przynęty i jej dokładne prowadzenie.
      Decyduję się więc na jeszcze większy kaliber. Polspingowska Aglia dwójka wędruje do wody i... zaczep. Ale jakiś taki dziwny, bo sam zaczął płynąć w moją stronę... Tym razem w sukurs przychodzi mi długość wędziska i kołowrotek o dużym przełożeniu. Odzyskuję kontakt z "zaczepem", który teraz usiłuje schować się pod łódkę i znowu 2,9 m okazuje się bardzo przydatne. Po chwili prawie trzykilowy szczupak ląduje w podbieraku - i z powrotem w wodzie. Z tego wszystkiego nie miałem okazji przyjrzeć się pracy wędziska. Jedyne co pamiętam, to brak problemów z holem.

*****


      Następny dzień zaczynam od wahadłówki. Tej, która nie zawiodła mnie wczoraj. Po chwili moim łupem padają trzy szczupaki - od 1 do 1.5 kg.
      Także podczas tych holów wędzisko pokazuje swoją klasę (a moje przyzwyczajenia zostają przezwyciężone). Lamiglas pozwala na całkowitą kontrole nad rybą.
      Na zakończenie wyprawy, tego samego dnia po południu, na nieśmiertelną wahadłówkę kusi się kolejny 2,9 kg szczupak. Dopiero przy nim wędka pokazuje, na co ją stać. Wszystkie odjazdy ryby są pięknie amortyzowane, a ja zaczynam wierzyć producentowi w napis "Medium" umieszczony na blanku wędki.
      Podsumowując: wędzisko przypadło mi bardzo do gustu i - po zmianie nawyków - pozwoliło na bezproblemowy hol szczupaka mojego życia (zacząłem spininigować dopiero w zeszłym roku, a "na żywca" łapać nie lubię). Staranne wykończenie i wysokiej jakości materiały dobrze świadczą o producencie. Rozglądając się za czymś delikatniejszym, na pewno zajrzę na półkę sklepową z napisem Lamigals.

Radek Gościmski

 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusForum wędkarskieSystemy CMSOpen source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooŻbikowscyWędkarstwo - archiwum