NR 15 - 18 LIPCA

RYBIE OKO
Mapa serwera
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 14
TW - Archiwum
TW - Wejściówka

NA GUMIE
Atrakcyjne łowiska - takie jak opaski, tamy, ujścia rzeczek i starorzeczy często oblegane są przez wędkarzy. Są jednak i takie piaszczyste łachy, przykosy i rafy, gdzie wędkarzy praktycznie nie ma, panuje spokój, a ryb jest więcej niż na "zagęszczonych" miejscówkach.

 Tajemnica polega na tym, że miejsca te są niedostępne z lądu. Można dostać się jedynie wodą. Wcale nie trzeba w tym celu kupować solidnej wędkarskiej łodzi, nawet jeśli upatrzone łowisko mieści się na środku wielkiej rzeki. Wystarczy zwykły ponton. Oto garść praktycznych porad dla osób, zamierzających użyć pontonu jako środka transportu na takie łowiska. Poniższe sugestie są owocami moich kilkuletnich doświadczeń w spływach "gumowcem" po Narwi.

Transport

      Nie wszędzie nad wodę da się dotrzeć samochodem. Ponton bez silnika może tylko spływać z prądem rzeki. Powrót do środka transportu musi odbyć się na nogach i zdarza się, że cały majdan trzeba przenieść na plecach nawet kilka kilometrów. Pakunek musi więc być możliwie najlżejszy i wygodny do dźwigania.
      Mój mieści się w specjalnie przygotowanym pokrowcu. Uszyłem go z grubego materiału i zaopatrzyłem w paski - jak plecak. Obszerny worek oprócz pontonu mieści nadmuchiwaną poduszkę, mieszek oraz kotwicę wraz z liną. Całość waży ok. 8 kg.
      Zostały jeszcze wiosła. Wiążę je sznurkiem razem z wędkami w pokrowcach - taki pakunek łatwiej jest nieść podczas marszu. Ekwipunek uzupełnia założona na ramię torba z akcesoriami wędkarskimi. W ten sposób można bez zmęczenia przejść parę kilometrów...

Porządek

      Z pontonu nie łowi się najwygodniej. Nie można w nim stanąć, jest ciasny i ciągle trzeba uważać, żeby nie przedziurawić powłoki, o co wędkarzowi nietrudno. Dlatego regułą musi być utrzymywanie przemyślanego porządku na pokładzie.
      Siedzę na nadmuchiwanej poduszce - podczas częstego wchodzenia i wychodzenia zawsze do środka nabierze się woda. Z tego też powodu pompkę i puste pokrowce kładę na dnie zawinięte w foliową torbę.
      Część przynęt zawczasu przenoszę do kieszonek kamizelki wędkarskiej, resztę akcesoriów przechowuję w otwartej torbie. Umieszczam ją w dziobie pontonu tak, by móc sięgnąć ręką bez potrzeby podnoszenia się czy przekładania rzeczy. Wędki montuję jeszcze na brzegu i kładę wzdłuż burty mając ich szczytówki zawsze na oku. Wiosła blokuję w dulkch okapkami (są to gumowe pierścienie, które można kupić w sklepach żeglarskich).

Kotwica

      Jej zadaniem jest nie tylko zatrzymać ponton w nurcie, ale również pewnie zacumować jednostkę do brzegu (nie ma gorszego widoku niż odpływający ponton, gdy samotnie łowisz z przykosy na środku rzeki !). Musi być przy tym lekka i bezpieczna, bez ostrych krawędzi.
      Najprostszą kotwicą jest obwiązany sznurkiem kamień. Kamienie mają jednak wady. Muszą mieć odpowiedni kształt, są ciężkie i lubią się uwalniać z linki w najmniej pożądanym momencie. Dla tych, którzy mogą liczyć tylko na kamienie, podpowiadam proste rozwiązanie. Jeśli nie ma pod ręką jednego dużego, weź kilka małych kamieni o odpowiedniej wadze i włóż do zwykłej foliowej torby. Torbę ściśnij by uszło powietrze, a otwór obwiąż sznurkiem - tak jak worek z mąką. Opuszczona na dno torba nie uwolni się z linki i trzymać będzie ponton równie pewnie jak pojedynczy głaz.
      Według mnie, znacznie lepszym rozwiązaniem jest moja "autorska" kotwica. Jej korpus wykonano ze stalowej, pustej w środku rurki. Prostopadle owej rurki przyspawane jest ucho do mocowania linki, a na drugim końcu tzw. "kantówka" - zagięta pod kątem prostym blacha 5 mm. Umiejscowienie ucha sprawia, że kotwica zawsze opada na dno szerszą stroną kantówki. Trafiając na piaszczyste podłoże, pod naporem pontonu pusta rurka wypełnia się piaskiem, a kantówka zagłębia w grunt niczym pług. Dzięki temu lekka konstrukcja (waży nie więcej niż 0,5 kg) jest w stanie utrzymać ponton nawet w silnym nurcie.
      Gdy uciąg wody jest szczególnie duży, zatrzymany ponton obraca się i kolebie na boki. Trudno jest w takich warunkach precyzyjnie prowadzić przynętę. Wygodniej będzie więc zacumować rufą do brzegu. Ponton ustabilizuje się wtedy, gdy nurt mocno dociśnie burtę do brzegu. Kształt mojej kotwicy umożliwia łatwe zaczepienie jej o wystający korzeń, nadbrzeżne kamienie lub nisko zwisające gałęzie.

Linka

      Do kotwicy dołączona jest linka długości 7 m. Co metr zawiązałem na niej pętelki. Pełnią one dwie funkcje. Po pierwsze, pomagają przy badaniu nowego łowiska. Spływając nieznanym odcinkiem rzeki sporo czasu poświęcam na badanie dna. Nurt spycha ponton, a ja opuszczam kotwicę na napiętej linie i "pukam" w dno. Łatwo jest wyczuć, czy kotwica uderza w piasek, glinę, czy kamienie, pętelki zaś wskazują głębokość łowiska. W ten sposób odkrywam śródrzeczne rafy, kanty przykos i doły.
      Po drugie, pętelki służą do kotwiczenia. Nie ma potrzeby wysnuwać całej długości cumy, by zatrzymać ponton. Gdy kotwica spocznie na dnie, wysnuwam jeszcze trochę linki i zahaczam najbliższą pętelkę o uchwyt na burcie. W poprzednim, pozbawionym uchwytu pontonie, na okalającej go linie zamocowałem haczyk z grubego, izolowanego plastikową koszulką drutu i o niego zaczepiałem pętelki.
      Im uciąg wody większy, tym więcej linki wysnuwam. W ten sposób kotwica bardziej zagłębia się w dno, gdyż pontonu naciska na nią pod większym kątem. Uchwyt do blokowania pętelek umiejscowiony jest w zasięgu ręki, na rufie łajby. Nie muszę przemieszczać się po pontonie, żeby położyć kotwicę na dnie lub unieść ją do góry.

Siedzisko

Jeżeli nastawiam się na dłuższą zasiadkę w jednym miejscu, to sprawa wygodnego siedzenia nabiera dużego znaczenia... Siedzenie na burcie ma wiele wad -cierpną nogi, boli krzyż, często moczy się "siedzenie", a drewniana ławeczka jest ciężka i niewygodna w noszeniu. O wiele lepiej jest zrobić prowizoryczne siedzisko z wioseł. Wyjmuję je z dulek i kładę na burtach w ten sposób, że na każdym z piór opiera się drążek drugiego wiosła. Powstaje wówczas dosyć szeroka i stabilna żerdź, z której można we względnej wygodzie łowić przez kilka godzin.
      Pomimo udogodnień, wciąż utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma to jak łowienie ze stałego lądu. Nie zrezygnuję jednak z usług pontonu - to niezastąpiony środek wodnego trnsportu.
      Planując kolejną wyprawę typuję kilka miejsc, gdzie warto byłoby zarzucić wędkę. Ponton woduję powyżej pierwszego z nich i staram się cicho spłynąć w pobliże łowiska. Ląduję przed, a końcówkę drogi odbywam na piechotę. Po dokładnym obłowieniu wracam do pontonu i spływam z prądem w kolejne wytypowane miejsce. Jeśli głębokość na to pozwala, to wychodzę z pontonu i brodzę w spodniobutach. Trzymam go jednak ręką za burtę. W ten sposób nie grzęznę w niespodziankach, jakie kryją się na dnie rzeki. Choćby takie lotne piaski...

tekst i foto Marcin Jóźwik

 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusWędkarstwo - archiwumSystemy CMSDarmowy ERP i CRM - Odoo - dawny OpenERPOpenSource CMSZdjęcia ryb