NR 16 - 7 SIERPNIA

RYBIE OKO
Mapa serwera
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 16
TW - Wejściówka

ZE STAREGO ALBUMU
Handel wymienny to potęga. Swoją 8-mio metrową Germinę wymieniam na angielski kołowrotek muchowy i DWA pływające sznury. Po transakcji obie strony pukają się wymownie w głowę. Uważam, że jednak ja zrobiłem lepszy interes, bo w czasie bocznego wiatru moja Germina obracała mnie wokół osi, a sznury pływają bez żadnego smarowania!

      Na posiedzeniu Kapitanatu Sportowego dowiaduję się, że w Grudziądzu jest ktoś, kto coś tam niezrozumiale opowiada o muszkach. Tak poznaję Zbyszka i Leszka. Natychmiast umawiamy się na ryby. Oczywiście, tylko muchówki. Gonimy lipienie od Kasparusa do Starej Rzeki. Każda wyprawa kończy się sukcesem któregoś z nas, czasami nawet wszystkich.
      Leszek opowiada o Lędyczku i złowionych tam chyba 50 lipieniach w ciągu kilku sezonów. Wynik przyzwoity, chociaż niezbyt imponujący. Ciśnienie podnosi mi dopiero skromne stwierdzenie, że liczył tylko te powyżej 45 cm... Umawiamy się na kilkudniowy wyjazd. Na miejscu rzeczywistość okazuje się mniej "różowa" - po dwóch dniach nie mamy nic.
      Miejscowy wędkarz opowiada o kompletach łowionych tuż powyżej mostu, a my szukaliśmy ryb dość daleko, jeżdżąc po okolicy.
      Wieczorne łowienie przynosi wyjaśnienie zagadki. Rzeczywiście, zatrzęsienie lipieni, tylko żaden nie ma więcej niż 27 cm. Widocznie miejscowych obowiązują inne wymiary. Tu należy się pewne wyjaśnienie, żeby nie było niedomówień: tym wędkarzem nie był Heniek, najbardziej znany wędkarz z Lędyczka.
      Wda jest nam łaskawsza, więc wracamy na stare śmieci i tam mamy skromne, ale pewne sukcesy.
      Sukcesy, to specjalny temat bliski sercu każdego wędkarza - wiec i mnie. Początek października, jedziemy na Wdę w trójkę: Leszek, jego syn Tomek i ja. Obstawiamy Wdę na odcinku Kasparus, Łuby, Błędno - każdy na swoim. Rozpoczynam łowienie od mostku w Łubach. Na wodzie mała szara, więc powinno być dobrze. Po krótkiej chwili widzę z daleka "miarowe" kółko. Podanie muszki i pierwszy lipień jest mój. W zasięgu rzutu jeszcze dwa, więc do boju. Wyjmując trzeciego mam mieszane uczucia - łowię 10 minut i mam już trzy, tylko wszystkie chyba małe jak na tak dobre żerowanie - bo mają po 32 cm. A mam schodzić do Błędna przez Krzywe Koło!
      Wypuszczam trzeciego, postanawiając szukać czterdziestaków, po prostu obawiam się, że koledzy połowią takie właśnie komplety. Lipienie żerują bardzo intensywnie, tylko wszystkie są z jednego rocznika. W połowie Krzywego Koła obniżam wymiar do 35 cm, bo takiego kolosa udało mi się złowić.
Patrzę na zegarek, do końca łowienia pozostała mi jeszcze godzina, a ja mam w koszyku tylko 3 sztuki. Obniżam wymiar do 30 cm i pędzę na ostatnie dwie pewne łączki. Już mi nie zależy na komplecie czterdziestaków, tylko - żebym złowił ten upragniony komplet.
      Żerowanie wyraźnie się kończy, kiedy udaje mi się złowić czwartego. Oczy łzawią od wypatrywania zbiórek. Pozostaje mi już tylko nieciekawa prosta przed mostem w Błędnie, kiedy dostrzegam żerującego lipienia pod drugim brzegiem i kilka metrów niżej drugiego. Nerwy puszczają i pozostawiam muszkę w pysku pierwszego. Robię szybki rachunek sumienia - do tej pory złowiłem 18 wymiarowych lipieni, w koszyku 4, brakuje tylko jednego do kompletu. I aż jednego.
      W pudełku nie znajduję żadnej odpowiedniej muszki na haczyku 16-ce, tylko na 14-ce, a muszki o innym ubarwieniu nie prowokowały lipieni. Wiążę 14-kę, podaję i widzę, jak lipień w ostatniej chwili cofa się od niej i przestaje wychodzić. Czekam cierpliwie kilka minut na jego powrót.
      Wreszcie zebrał. Wiem, że mam dokładnie jedną szansę, żeby go skusić. Gorączkowo kombinuję, jak go oszukać, podaję muszkę i lekko ją przytapiam stawiając wszystko na jedną kartę. Muszka spływa długo, niesamowicie długo. Wydaje mi się, że już dawno minęła stanowisko ryby, kiedy widzę wyjście. Zacinam. Siedzi. Tylko... Jakoś słabo chodzi. Czyżby krótki? Ręce mi drżą, kiedy przykładam go do miarki. Jednak wymiar. Dobrze że mam komplet, chociaż bez kardynałów, jak moi koledzy - myślę sobie.
      Na moście już czekają Leszek z Tomkiem, pytając o wyniki. Niechętnie odpowiadam słysząc, że oni nie widzieli nawet najmniejszego kółeczka przez cały dzień. Wreszcie mówię, że coś tam złowiłem i rzucam się do ich koszyków, zresztą oni czynią to samo...
      Od tej chwili nie poszukuję na siłę kompletu czterdziestaków, chociaż jak dotąd nie miałem tak rybnego dnia.

Romek Wigura

 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusOpenERPOpenERPSystemy CMSZdjęcia rybDyskusje wędkarskie