NR 16 - 7 SIERPNIA

RYBIE OKO
Mapa serwera
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 16
TW - Wejściówka

NAD WIEPRZEM
Widzieliście kiedyś dzikie gęsi? Pewnie tak. Ich przylot zwiastuje wiosnę, odlot - jesień. Nie sposób przegapić ciągnących kluczy. Trudno nie usłyszeć charakterystycznego gęgania. Zwraca uwagę. Unosi się wtedy głowę, patrzy w górę - gęsi lecą...

Z pewnością każdy z nas widział je w locie. A z bliska? Zmęczone podróżą ciężkie ptaki siadają na wodę. Odpoczywają. Może podziwiać je wtedy jesienny spinningista. A ja podpatrywałem dzikie gęsi w środku lata! Pasły się najzwyczajniej na łące, na zielonej trawce, niczym te zwykłe, udomowione. Udało mi się do nich zbliżyć na kilkanaście kroków. Nie odleciały - odmaszerowały dalej na piechotę, całkiem jak te wiejskie. Szkoda, że nie miałem przy sobie teleobiektywu.
Było to w zeszłym roku

nad dolnym Wieprzem.

      Patrzyłem oczarowany.
      Pokazali mi te okolice klubowi koledzy, starzy lubelscy wędkarze. Zawieźli w swoje ulubione miejsca. Jeden złowił na groch kilka jazi, drugi zerwał potężnego karpia. A jeszcze nie tak dawno przysłuchiwałem się ich opowieściom z niedowierzaniem. Uważałem, że więcej w tych gadkach nostalgii i sentymentu niż faktów. Mnie wymieniane nazwy nadwieprzańskich miejscowości nie kojarzyły się ani z rybami, ani z łąkami pachnącymi sianem, ani z dzikim ptactwem. Wieprz? Wieprz nie był atrakcyjny - odstręczał burą wodą i smrodem ścieków.
      Ale to już przeszłość. Minęło kilka lat i Wieprz odżył. Znów stał się czystą, rybną rzeką. Rzeką malowniczą, dziką, przepiękną. I rzeką sporą!
      Płynie jak chce, przez żyzne łąki Lubelszczyzny, wywija zakrętasy, podcina wysokie brzegi, zwala drzewa i żłobi jamy. Nurt ma silny, wartki, a głębokością potrafi zaskoczyć. Kilkumetrowe doły nie są niczym szczególnym, trudno o takie nawet w Wiśle. Wieprz... W końcu Wieprz jest największą rzeką Lubelszczyzny. Płynie przez ponad 300 km i zgarnia wody z przeszło 10 tys. km kw. Nic dziwnego, że po deszczach wzbiera i wylewa na łąki. Lubelska lessowa gleba sprawia, że często wodę ma żółtą, mętnawą. Trudno - taka jego wieprzowa uroda.
      A ryby? Ryb jest sporo! Spotkamy w Wieprzu chyba

wszystkie nizinne gatunki.

      Są piękne płocie, ukleje i kiełbie. Są klenie i jazie. Są wielkie leszcze i potężne karpiska. Złowimy w Wieprzu lina i karasia, a w dolnym odcinku - brzanę. Amator przepływanki, przystawki czy gruntówki z koszyczkiem będzie miał zabawę gwarantowaną. A drapieżniki? Owszem, według upodobania! Do wyboru mamy szczupaki, sandacze, okonie. Proszę bardzo, można na spinning można na żywcwówkę. Spinningista znajdzie bolenie, a miłośnicy nocnego czatowania mogą liczyć na suma, węgorza, miętusa lub... imigranta z Ameryki, kolucha.
      Rozpaliłem nieco wyobraźnię?
      Nie napisałem najważniejszego: gdzie? Właśnie, w tym sęk, że miejsc godnych polecenia jest sporo! Sam nie wiem, który odcinek Wieprza wolę.

O wyborze miejsca

bardziej decyduje odległość, czas i środek transportu. Lubię łowić powyżej Lublina; pod Łęczną, w okolicach Łańcuchowa, Pełczyna, Dorohuczy i Trawnik. Wieprz tam jest węższy, lecz szybki i głęboki. Jeżdżę też bliżej, całkiem blisko, do Kijan, do Nowogrodu, gdzie rzeka wgryzła się kanionem w wapienną skałę. Lubię okolice Kocka, gdzie Wieprz łączy się z największym swoim dopływem, Tyśmienicą albo zapuszczam się niżej, na szerokie aż po horyzont łąki, w okolice Ruskiej Wsi, Blizocina, Jeziorzan. Albo wyprawiam się jeszcze dalej, do Baranowa, gdzie kończy się less i zaczynają piachy...
      Ryby są wszędzie, okolica wszędzie cudna. Wszędzie są łąki, wiosną ozłocone kaczeńcami, mokre i niedostępne. Wszędzie wzdłuż rzeki ciągną się wikliny i rosną grube, poskręcane dziwacznie, udekorowane jemiołą wiekowe drzewa. Coraz częściej widuję drzewa ścięte przez bobry, zmyślne stworzenia, które zawładnęły Wieprzem aż po Wisłę. Widać dobrze im tu. Oprócz bobrów spotykam na łąkach sarny, zające i sporo ptactwa. Czasem mignie w zaroślach ruda lisia kita.
      Warto do wędkarskiego ekwipunku dołączyć lornetkę i dobry aparat z teleobiektywem! Miłośnicy przyrody mają co obserwować - raj. Nic dziwnego, w dolnym odcinku nadwieprzańskie wioski leżą daleko jedna od drugiej i można przejść wiele kilometrów nie spotykając prawie nikogo. Owszem, są i miejsca często odwiedzane. Świadczą o tym wydeptane klepiska w krzakach, niedopałki papierosów, obok wbite w ziemię widełki i - niestety - sterty śmieci. Ale tam, gdzie trudniej dojechać samochodem, już jest pusto, świeżo, zielono.
      Po deszczach

przy wysokiej wodzie

Wieprz nie mieści się w korycie, wychodzi na łąki, zalewa je. Trudno wtedy dojechać, trudno łowić. Ryby korzystają z nowych kryjówek, włażą w krzaki, stają się nieosiągalne. Wpływają także w liczne rozlewiska, w starorzecza, bajorka. Zasiedlają je i żyją w nich sobie - przynajmniej dokąd nie wygarnie ich stamtąd siatka miejscowego kłusownika.
      Kłusownictwo sieciowe ma tu swoje tradycje i trudno je zwalczyć, jednak nie sądzę, by mogło poważnie ograniczyć rybią obfitość.
      Naprawdę groźne - zabójcze - były ścieki. Ścieki z cukrowni, z mleczarni, z garbarni, z browarów, z wszelkich zakładów i miast Lubelszczyzny spływały do Wieprza prawie już od samych źródeł. I zamieniały wody tej pięknej rzeki w cuchnącą bezrybną maź. Niszczyły życie.
      Na całe szczęście to przeszłość. Wieprz odżył. Dziś, znowu piękny, może obdarzyć nawet rekordowym okazem. Zapraszam nad Wieprz na letnią wyprawę z wędką, namiotem i plecakiem. Warto!

Andrzej Trembaczowski

 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusPrzygotowanie drukuHydroizolacja - Izolacje fundamentówŻbikowskiopinie OpenERPSystemy CMS