NR 16 - 7 SIERPNIA

RYBIE OKO
Mapa serwera
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 16
TW - Wejściówka

BAGNO
Nie wiem czemu, ale prawie wszyscy survivalowe wyprawy nieodłącznie kojarzą z bagnem. Z pokonywaniem bagien. Z burym błockiem. Z kąpielą w brunatnej mazi. Z chybotliwym gruntem. Z kępkami bagiennych traw i dusznym, odurzającym zapachem - zapachem bagna.

Jest w bagnach jakieś surowe piękno, jakiś posępny urok. Jest w bagnie coś pierwotnego, coś, czego człowiek nie stłamsił. Może dlatego bagna fascynują? Fascynują i przerażają. Bagno wciąga - można w nim przepaść bez śladu.
Tych wielkich, rozległych bagien, tych opisywanych w literaturze, już nie ma. Osuszono je, zmeliorowano. Zamieniono w pocięte rowami łąki. Pozostały tylko namiastki bagnisk w dolinach rzek, na pojezierzu, jakieś resztki w lasach. Te się ostały i mogą cieszyć jeszcze przyrodników.
Bagna -

rezerwaty, ostoje ptactwa

i grubej zwierzyny. Stanowiska rzadkich roślin. Miejsca specjalnych wycieczek i specjalistycznych badań.       Coś dla hobbystów, podobnych nam, wędkarzom, wariatów. Ale my, wędkarze, spotykamy się z bagnami, bagienkami, mokradłami i rozmaitym błockiem dość często. Niemalże na każdej naszej wyprawie! Niekoniecznie nad Czarną Hańczą, Biebrzą, Narwią czy dolną Wartą. Choćby na zwykłym, króciutkim wypadzie.
      Chcesz skrócić sobie drogę przez łączkę? A tu teren obniża się, grunt mięknie i już woda chlupie pod nogami. Próbujesz dojść na odległość celnego podania, schylasz się, kryjesz za wysokimi trawami i nagle uświadamiasz sobie, że koniec, klops. Nie dojdziesz. Ostatnie pół metra, to czarny, naniesiony przez wodę namuł. Nic z tego - nie wejdziesz. Odwrót.
      Korci cię niewielkie jeziorko, wyobraźnia maluje piękne, złotozielone liny, okrąglutkie karasie. Woda cicha, nieruchoma jak lustro. Na niej listki świeżej, zielonej roślinności, a przed nią jakieś skrzypy, pałki, sitowie, trochę wysokiej trawy i... kilkanaście metrów sprężystej niczym tapicerka spleji. Ugina się to-to pod stopami, faluje. Strach iść dalej. A oczko kusi. Złote karasie czekają. Trudno, pozostaną niedostępne. Bywa i bardziej prozaicznie: zwykły trochę szerszy rów zagrodził ci drogę. Próbujesz przeskoczyć - chlup - i już tkwisz po pas w ohydnej mazi.
      Takie sytuacje zdarzają się często i musimy sobie jakoś radzić. By

znaleźć się w opałach

nie muszą to być zaraz wielkie bagna. Zresztą, to, czy bagienko zajmuje obszar kilku metrów kwadratowych, czy kilka hektarów, nie ma żadnego znaczenia dla kogoś, kto wpadnie po pachy w grząską topiel!
      Każde podmokłe miejsce, z miękkim gruntem, takim, który nie daje stopom trwałego oparcia - może być poważną przeszkodą albo nawet groźną pułapką. Nad każdą meandrującą rzeką wklęsły brzeg zakola jest miejscem, w którym odkładają się drobne cząstki mułu. Przez prawie każdą łąkę przechodzą rowy melioracyjne, które z czasem zarastają i zamulają się. Pod prawie każdym wyższym stokiem są miejsca mokre, zasilane wysiękami płytkich wód gruntowych albo nawet silnymi źródłami.
      Takie niewielkie, czasem niepozorne błotka mogą być bardzo zdradliwe. Źródlana woda żłobi w twardym gruncie głębokie jamy wypełnione delikatnym, stale poruszanym piaseczkiem. Taka dziura wydaje się nie mieć dna.
      W bagnach ginęli ludzie, topiły się całe wielotysięczne armie. Bagno jest

trudną i groźną przeszkodą

- ani po nim iść, ani płynąć. Jak poruszać się po takim terenie? Najlepiej bagno... obejść. Tak, bez potrzeby nie warto pakować się w tarapaty, ryzykować, taplać, moczyć. A jeżeli już, to nigdy samemu! Ten drugi powinien iść z tyłu kilka kroków i nie następować pierwszemu na pięty.
      Po bagnie nie da się iść szybko, to droga dla cierpliwych. Trzeba stawiać kroki w miejscach, które mogą dać jakieś, niechby tylko chwilowe, oparcie. Wyszukiwać kępki silniejszych traw, stawać w pobliżu krzewinek, drzewek. I już myśleć o następnym kroku. Idąc przez bagno, najlepiej kierować się w stronę drzewa. Przy pniu zawsze znajdzie się oparcie dla stopy, Gałęzie mogą zapewnić uchwyt, tak potrzebny, gdy noga uwięźnie w błotnej mazi.
      Na bagnie rosną karłowate brzózki, pokręcone cudacznie sosenki, wierzbiny. Ich korzenie nie sięgają stałego gruntu, trzymają się powierzchni torfu, splątanego materaca. Łatwo takie drzewko przewrócić, wyrwać wraz z korzeniami. Jeżeli dostrzeżemy wyższe drzewa, olchy, sosny, brzozy, to znaczy, że rosną one na trwałym gruncie. Takim drzewom można zaufać, choć tuż, tuż obok nich jest rozpaćkane grzęzawisko. Idąc przez bagno, warto kierować się w stronę wyższych drzew.
      Bezpieczniej zabrać na taką przeprawę długą żerdź, która przyda się

do wyłażenia z topieli.

      Wyłażenia? Raczej wypełzania. Gdy noga ulgnie wyżej łydki, już jest nieprzyjemnie. Jak wpadniemy w błoto po kolana - groźnie. Nie mamy oparcia w nogach, musimy ratować się rękami.
      Najgorzej, gdy ktoś przyzwyczajony do brodzenia, wpadnie w woderach po pachwinę. Oj, trudno mu będzie wydostać się z lepkiej mazi! Za pomocą żerdzi, wędek, rosnących w pobliżu krzewów trzeba starać się wypełznąć na powierzchnię.
      Rozpoczliwe ruchy nogami pogarszą tylko sytuację. Bardzo przyda się wtedy lina, którą idący z tyłu koledzy mogą wyciągnąć nieszczęśnika. O ile... sami stoją na twardszym gruncie. Na bagnach lina nie daje stuprocentowej gwarancji.
      Błotko można pokonać

moszcząc sobie drogę

gałęziami, patykami, trzciną, wiązkami faszyny, deskami - zależnie, czym tam dysponujemy. Takie gałęzie poukładane w kratownicę zwiększają powierzchnię nacisku i choć ciężar ciała wciśnie je powoli w błoto, pozwolą przejść.
      Szykowanie drogi zajmie sporo czasu. Warto potrudzić się, gdy przeszkoda nie jest rozległa albo jeżeli koniecznie chcemy dostać się do upatrzonego jeziorka. Wtedy warto nawet poświęcić na szykowanie dojścia cały dzień.
      Układanie gałęzi niewiele pomoże na rzadkim błotku. Nie zagwarantuje nam także bezpiecznego przejścia po cienkim kożuchu.
      Miejsc porośniętych tylko wełnianką i trawką, takich, gdzie każdy krok wzbudza falowanie spleji, unikajmy. Żadne ryby nie są warte ryzyka. Zwłaszcza, że często te urokliwe oczka rozczarowują. Raczej nie natrafimy w nich na potwora. W czerwonobrunatnej, kwaśnej wodzie żyją karłowate okonki, zagłodzone szczupaczki, niewydarzone karaski. Zupełnie niegodne zachodu. Lepiej podziwiać bagienne jeziorka z daleka. Po co burzyć legendę o zamieszkującym je monstrum?

Andrzej Trembaczowski

 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy Krokusopinie OpenERPSystemy CMS eZPublishStowarzyszenie Wędkarzy InternautówSklep wędkarskiNazwisko.pl