NR 16 - 7 SIERPNIA

RYBIE OKO
Mapa serwera
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 16
TW - Wejściówka

Mityng Pstrągowy: oczami uczestnika
Wraz z Marcinem Strzeleckim wyruszyliśmy pełni nadziei w podróż do Wałcza w piątkowe popołudnie. Po drodze mieliśmy tylko jeden postój, w Poznaniu, bo z pustymi rękoma przyjechać nie można. Co ciekawe, w stolicy Wielkopolski można kupić wszystkie piwa - oprócz poznańskich.

      Wałcz okazał się miastem gościnnym, chętnych do wskazania właściwej drogi nie brakowało, tak więc około 23-ciej "zadomofoniliśmy" do drzwi Gospodarzy.
      Nocne Polaków rozmowy, zwłaszcza wymiana doświadczeń i toastów wędkarskich były już mocno zaawansowane, więc bezzwłocznie przystąpiliśmy do wyrównywania stężenia. Nie było to proste - peleton uciekał.
      W czasie podlewania Zdzisiek Ptaszyński kusił oczy mityngowiczów własnoręcznie wykonywanymi muchami, streamerami, nimfami. Są tak finezyjne i realistyczne, że niejedna żona wędkarza rozdeptałaby je z obrzydzeniempo podłodze, gdyby wypadły z pudełka. Wojtek Żbikowski nie mógł się zdecydować na wybór jednego z Jackowych dwudziestopięciocentymetrowych woblerów. Następnego dnia zamierzał łowić nimi lipienie... Gosia skakała z radości, obściskując mikroskopijne, owadopodobne woblerki. Żuczki, chrząszcze i inne biedronki są jej ulubionymi przynętami.
      Po kurtuazyjnej wymianie przynęt - dostałem garść cykad Pokutyckiego i przedostatni z wytwarzanych przez Jacka woblerów - poszliśmy, a właściwie upadliśmy na zasłużony spoczynek.

*******

      Poranne przebudzenie okazało się bolesne, ale około 10-tej wyjątkowo sprawnie spakowaliśmy sprzęt wędkarski do samochodów i z pewnymi problemami uruchomiliśmy maszyny. Najtrudniejsze okazało się zapalenie Renaulta Dawida Garczarka. Samochód albo miał ukryty alkomat odcinający zapłon, albo (jak i my) się zalał. Po długich namowach jednak ustąpił.
        W drodze nad wodę zatrzymaliśmy się na słynne "szwedzkie" schabowe i... klina. Większym od piwa powodzeniem cieszyła się jednak Jackowa muchówka. Mityngowicze wprost wyrywali ją sobie z rąk, żeby, w zależności od stopnia wtajemniczenia: spróbować, poćwiczyć lub pokazać swój kunszt. Ci bardzie doświadczeni na czas machania nie wypuszczali kufla z ręki.
      Po wspaniałym śniadaniu wylądowaliśmy nad rzeką. Podzieliliśmy się na trzyosobowe zespoły i poszliśmy nad wody Piławy. Rzeka po prostu zatyka. Jest tak czysta, że prawie jej nie ma. Nawet w licznych głęboczkach można obserwować ziarna piasku na dnie. Niesamowitym wrażeniem jest spinningowanie, gdy przez cały czas prowadzenia widzi się przynętę. Gorzej było z rybami. Widać było niewielkie klenie, czasem woblerek lub obrotówka atakowana była przez potoka-niewymiarka.

******

      Dzień przed wyjazdem do Wałcza straciłem lekki spinning. Łowiłem warciane okonie i krótkie sandaczyki. Na napływie sąsiedniej główki mój niewielki, oliwkowo- złocisty wobler podskubywały klenie. Zaciąć się jednak nie dawały... Rzut, przytrzymanie przynęty w polu rażenia, wyraźne puknięcie ryby, zacięcie z nadgarstka, oddanie kilku centymetrów żyłki i luz. I to samo za każdym razem.
      Niestety, nie miałem ostrzejszych kotwiczek odpowiedniego rozmiaru, więc postanowiłem dokręcić hamulec kołowrotka. Dwa oczka mocniej i próba na sucho - czy nie przesadziłem. Suchy trzask wędki - przesadziłem... Z założenia spinning - trzymetrowy Mikado Light Destroyer (do 10 g) stał się swing-tipem.
      Zgodnie z polskim przysłowiem - nie ma tego złego... W Wałczu miałem możliwość przetestowania efektów współpracy Krokusa z Arturem Banachowskim. Na sucho, spośród spinningów, najbardziej przypadł mi do gustu "Premier". Wojtek Żbikowski udowodnił mi empirycznie, że pomimo delikatności wędki nie jestem w stanie jej złamać. Podobnie jak w przedwojennej reklamie prezerwatyw "...prędzej serce ci pęknie". Nad wodą wędka potwierdziła swoje walory.

******

      W Piławie dużym powodzeniem wśród ryb cieszył się - ten sam co nad Wartą - trzycentymetrowy, pływający wobler Sieka z ciemnooliwkowym grzbietem i jaśniejszym brzuchem, upstrzony na bokach złotym brokatem. Cóż z tego, skoro nie zdążyłem wymienić kotwiczek i brania kleni tylko mnie irytowały...
      Efektem łowów był jeden dwudziestopięciocentymetrowy potoczek. Drugi, z tego samego rocznika, wypiął się kilka metrów poniżej. Przynęta okazała się więc skuteczną. I to na tyle, że po zaczepieniu jej o zwieszone nad wodą gałęzie drzewa zdecydowałem się na kąpiel w zimnej wodzie. Pomógł mi w tym Andrzej Trembaczowski, który w swoim przepastnym ekwipunku miał również linkę asekuracyjną. Wcześniej, przez wzgląd na mój oryginalny strój kąpielowy (kolekcja "Adam in Eden") wymogłem na Andrzeju zakaz fotografowania.
******

      Piława tego dnia nie była łaskawą dla wędkarzy. Brak ryb wynagrodziła jednak z nawiązką swoją urokliwością. W tej rzece można się zakochać od pierwszego wejrzenia. Tylko czemu jest tak daleko?
      Po zbiórce w umówionym miejscu rozegraliśmy zawody w łowieniu ustawionej na masce samochodu zapalniczki za pomocą muchówki. Precyzyjne podanie nic nie ważącej przynęty wierzbową witką nie jest proste. Najcelniej rzucał muchą Zdzisiek Ptaszyński. Cóż, trening czyni mistrza... A grono muszkarzy po spotkaniu w Wałczu na pewno się powiększy.
******

      Po naszym obiedzie, w barowej lodówce w Szwecji pozostało tylko echo. Przy piwie postanowiliśmy zmienić plany. Zamiast nad Dobrzycę postanowiliśmy przetestować sprzęt na łowisku specjalnym w Tarnowie. Wbrew pogardliwym opiniom mityngowiczów na temat "tresowanych" tęczaków decyzja została podjęta jednogłośnie.
      Łowisko w rażący sposób kontrastowało z pięknem Piławy. Ale na efekty wędkarskie nie trzeba było czekać długo. W jednym z pierwszych rzutów Gosia straciła ulubiony, kijankowy paproch Rebela. Nie doceniła rozmiarów i siły ryb. Pomimo ustępliwości spinningu Avid ryba zerwała żyłkę 0,15.
      Mój super-wobler sprawdził się także na komercyjnych rybach. Tu jednak swoje "wady" ujawniła wędka. W czasie holu ryb wykonywała z niszczycielską dla ryb mocą całą pracę wędkarza. Wyciągnięte ryby były tak wymęczone, że nie miały sił na powrót do wody. Myślałem, że zdjęcie z woblera tylnej kotwiczki da szansę na gubienie ryb w czasie holu. Nic z tego. Kolejny rzut - kolejny pstrąg zacięty tak, że nie miał szans.
      Postanowiłem zmienić kij i przetestować "Furię" na blanku St. Croix. Z tym kijem szło mi gorzej. Nie mogłem zaciąć ryb. Może częściowo, przyczyną pustych zacięć było zdjęcie drugiej i zarazem ostatniej kotwiczki woblera?
******

      W wolnych chwilach wraz z Marcinem Strzeleckim testowaliśmy zestaw muchowy Darka Żbikowskiego. Biedny Darek - nie połowił sobie... Przy okazji odkryliśmy super przynętę na łowiska komercyjne. Była to jedna z suchych much w wersji bezgrotowej. Nie należy jej mylić z hakami bezzadziorowymi. Mniej więcej w połowie łuku kolankowego haczyk się niespodziewanie kończył. Dzięki temu wynalazkowi nie było problemu z odhaczaniem i wypuszczaniem ryb. Może to dobry pomysł na uzupełnienie oferty wędkarskiego sklepu internetowego? Mucha komercyjna?
      W tym samym czasie Zdzisiek Ptaszyński bezlitośnie uczył pstrągi, że nie każda mucha jest jadalna. Co i rusz holował następnego kabana, by dyskretnie go później uwolnić. Andrzej Trembaczowski pozostał wierny spinningowi. Dał się jednak przekonać i zmienił przynętę na inny z mojej kolekcji Sieków. Tym samym zwiększył częstotliwość brań. Został też zwycięzcą konkursu na największą rybę. Gosia uczyła pływać żuczki i biedronki. Jacek trenował podawanie rybom suchej muchy na sam pysk i zacinanie.
      Z Wałcza wszyscy wyjeżdżali bardzo zadowoleni. Niestety część, ja także, musiała opuścić mityng wcześniej. Być może kiedyś uda się powtórzyć tę wspaniałą imprezę, tak aby ci, którzy przyjechać nie mogli lub nie zdecydowali się na przyjazd, mieli szansę przekonać się jak wiele stracili.

Michał Sopiński

 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusHydroizolacja - Izolacje fundamentówOpen source ERP i CRM - Odoo (dawniej OpenERP)WszywkiŚwiat DrukuŻbikowski