NR 17 - 18 SIERPNIA

RYBIE OKO
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 17
TW - Wejściówka

RAPA PO CHIŃSKU
Ileż razy nad niewielkimi rzekami spotkałem się z boleniem, nie wiem doprawdy. W każdym razie na Orzycu, Omulwii, Pilicy czy Wkrze uderzenia rapy robią niesamowite wrażenie. Adrenalina tryska uszami - jak pisuje Marek Szymański.

Na ogół na takich rzekach łazi się za kleniem albo szuka szczupaczego średniactwa. Obie ryby ujawniają się nieczęsto, a nawet jeśli, to nie robią tego w sposób godny pióra Putramenta. Natomiast rapa wali tak jak zazwyczaj. W tunelu z listowia, w krajobrazie słońca przebijającego się przez olszyny smugami, niczym w obrazach Szyszkina, bywa to tak zaskakujące, że przestraszyć się można.
Bolenie z niewielkich rzek - nawet w maju, miesiącu swych baletów - nigdy nie żerują gromadami. Warunki środowiskowe narzucają im odludny (odrybny?) tryb życia. Ot, kilka kamieni pośród wartu, gdzie tworzą się kliny zastoiska - kliniki raczej, w sam raz na jednego drapieżnika. Krzak wyrastający z brzegu, zwalisko, odbicie nurtu - to wszystko miejsca, gdzie rapy spodziewać się można, ale nie zawsze tam bywa.
Polowanie na bolenie na takich rzeczułkach nie ma sensu, dokąd nie zauważy się żerowania karpiowatego drapieżcy. Próby złowienia, jeśli wali w drobnicę, wymusza na wędkarzu sama ryba. Uderzeniom nie sposób się oprzeć. Większość z nas popełnia jednak stale ten sam błąd - natychmiast posyła w stron boleniowej czatowni swą przynętę, cokolwiek by na końcu zestawu wisiało. Lecą więc w stron rapy wściekle kolorowe woblerki, błystki obrotowe o paletce mielącej wodę niczym śruba rudowęglowca, czy wahadłówki o schizofrenicznej, szczupakowej akcji.
Tymczasem rapa na niewielkiej rzeczce - czy będzie to Noteć, dolny Bóbr, czy Wieprz - wymaga zgaszenia w sobie emocji, spowolnienia ruchów, niemalże medytowania w ruchu w stylu chińskiego tai-chi.
Opowiedział mi o tym mieszkający na stałe w Anglii mój przyjaciel z lat dziecięctwa, kompan pierwszych wędkarskich odkryć. Jeszcze w Polsce, w liceum, zafascynowały go dalekowchodnie tradycje.
Potem, gdy emigracyjne losy rzuciły go na obczyznę, to właśnie orientalne techniki pozwoliły mu przetrwać nostalgi , głupot współemigrantów oraz urządzić się w nowej ojczyźnie. Ale cała ta chińszczyzna pozwoliła mu także na pewną jazdę samochodem, na perfekcyjne opanowanie komputera, na osiągnięcie niesamowitych wyników wędkarskich.
Przyjeżdża czasem do starego kraju i zawsze obaj znajdujemy czas, by wybrać się na ryby. Na klenie w małych rzeczkach na przykład, gdzie często spotykamy bijące boleniowe odyńce.
Od niego właśnie nauczyłem się natychmiast po takim pobiciu i zlokalizowaniu rapy spowalniać się, dostojnieć. Ruszam się jak mucha w smole, aczkolwiek wszystkie poruszenia są celowe. Nie jest to łatwe, i z pewnością komuś stojącemu na brzegu wydać się może zabawnym bezsensem, lecz - proszę mi wierzyć - sens ma. Sensem jest rapa podprowadzana do ręki.
A więc - trzykrotnie chyba wolniej - doprowadzam do szczytówki przynętę, która była akurat w wodzie. Wymieniam ją na boleniowego woblerka pływającego - podłużnego, w naturalnych barwach i o bardzo drobnej, drżącej pracy. Potem podchodzę - jeszcze wolniej, jeszcze dostojniej - w miejsce, z którego bardzo celnie sięgnąć mogę do kryjówki drapieżnika. Jeśli jest to niemożliwe, to zamiast woblera zawiązuję na żyłce dalekosiężnego pięciocentymetrowego ripperka.
Rzuty konsekwentnie wykonuję w tempie zwolnionym, jakbym tańczył z wędką. Przyśpieszam dopiero wówczas, gdy na haku powiesi się mój boleń po chińsku. Rapowe tai-chi wciąga, po złowieniu bolenia kontynuuję medytację ze spinningiem.
Okazuje się, że dobrze wpływa na klenie i szczupaki. Zaś stan, jaki się osiąga, w jaki się wpada całym swoim spinningowym jestestwem, daje tak niesamowitą koncentrację, że nie ma mowy o pustych zacięciach.
(jaj)
 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusSklep wędkarskiOpenERPWędkarstwoZdjęcia wędkarskieOpenERP