Wędkarstwo - Portal Serwera
Tygodnik Wędkarski

Od patyczka do
kosmicznych
technologii


Dwa w jednym -
wędkarski
"wash & go"


Wędkarska
paczuszka -
wyposażenie
pikerzysty


Organizacja
stanowiska


Reguły gry - połowy na konkretnych łowiskach - jezioro

Małe zbiorniki i żywcowa DS

Kanały i zalewy

DS i rzeki

Drgające świetliki - noce z pikerem

Zrób to sam

Swing tip

 

Kanały

Właśnie na nich uczyłem się "drgającej szczytówki" i do dzisiaj uważam je za idealne łowiska do uprawiania tej metody. Z reguły w kanałach występuje duża obfitość i różnorodność ryb. Bytują w nich gatunki charakterystyczne dla jezior (a nawet stawów) oraz dla rzek. Na tym samym stanowisku można tego samego dnia wyciągnąć karasia, lina, karpia oraz w chwilę potem jazia czy klenia. Na sandaczówce zdarza się nawet boleń, a to z racji płytkości łowiska.

Na kanałach łowi się podobnie jak w bardzo wolno płynącej rzece, z tym że na kanale zdarzają się zmiany siły nurtu a nawet jego kierunku. Można więc zastosować bardziej stabilny zestaw z nieco cięższym obciążeniem i twardszą szczytówką albo dość często zmieniać ustawienie kija, by zapobiegać zbyt dużemu ugięciu miękkiej szczytówki.

Na ruchliwych kanałach łowię z reguły bliżej brzegu, nie w farwaterze. Żadna ryba nie lubi, gdy co chwilę jakaś turbina czy śruba przepływającego statku młóci wodę nad jej głową.

Uchodzi wówczas na wszelkie szersze odcinki kanału - na mijanki, łuki, do niezbyt ruchliwych basenów bocznych, czasem wręcz między przycumowane na stałe barki.

Na kanałach zdarzają się bardzo przykre dla wędkarza wydarzenia - przepływający holowniczek potrafi zniweczyć kilkudniowe nęcenie. Dlatego też najbezpieczniejsze jest stosowanie podkarmiaczy i ewentualne podsypywanie niewielkiej ilości zanęty grubokęsowej w trakcie łowienia. Na kanałach charakteryzujących się sporym uciągiem zasadne jest sporządzanie zanęty smużącej, stosunkowo łatwo wymywanej z koszyczka. Można też zakładać bardzo krótkie przypony - ok.15 cm.

Zbiorniki zaporowe

Chyba wszystkie zalewy są dla wędkarzy szalenie atrakcyjne. Występuje w nich - jeszcze widoczniej niż w kanałach - fauna i flora charakterystyczna i dla jezior, i dla rzek. Z reguły tek są to zbiorniki, na których prowadzi się planową i rozsądną gospodarkę rybacką. A więc zarówno zarybianie, jak i odłowy sieciami. Te ostatnie - wbrew opinii niedzielnych wędkarzy - są sanitarną koniecznością. Rezygnacja z nich w krótkim okresie doprowadzić może do skarłowacenia populacji leszcza i masowego zarażenia ligulozą (rybim tasiemcem), co z atrakcyjnych łowisk czyni ich karykaturę.

Zdrowe zalewy są prawdziwym eldorado dla łowiących metodą "drgającej szczytówki" - z reguły masowo odwiedzane przez pragnących wypoczynku ludzi nie obfitują w dobre przybrzeżne łowiska. Lepsze wyniki daje posłanie przynęty dość daleko "na wodę". Czyli najwygodniejsze jest stosowanie zestawów z podkarmiaczami i stałe lokowanie ich w tym samym miejscu.

Zbiorniki zaporowe mogą być niezapomnianą przygodą, jeśli zarybione są amurem i tołpygą. Niestety, mimo protestów ekologów wciąż wprowadza się do polskich wód ryby obce. Oba wymienione gatunki dorastają do bardzo dużych rozmiarów, więc wydają się atrakcyjne wędkarsko. Oba są roślinożerne, tołpyga przy tym odżywia się przede wszystkim planktonem.

Znęcić amury na konkretne łowisko jest niezbyt łatwo - wśród obfitości pożywienia nie bardzo dają się przyzwyczaić do jednego miejsca. Specjaliści łowiący amury zapewniają jednak, że skuteczne okazuje się długotrwałe nęcenie dużej wielkości przysmakami. Nęcą więc słodką kukurydzą, wywożąc jej ogromne ilości daleko od brzegu, wsypują do wody wiadra śliwek, wiśni, osobliwie z kompotu czy soków. Ale trudno mi powiedzieć, czy naprawdę wabi to te potężne ryby...

Sam nastawiam się na amury w każdym zbiorniku, w którym żyją. Jedną wędkę traktuję tradycyjne - jak lekki, rozrywkowy "piker" do połowu ryb średniej wielkości, zaś drugi, wybitnie mocny, zarzucam bardzo daleko. Stosuję tzw. pachnący podkarmiacz, najczęściej bardzo zwięzłą gulę kaszy manny na sprężynie z bardzo dużą ilością atraktora.

Liczę na łut szczęścia - zakładam na hak nr 4 gulałę wielkości gołębiego, czasem nawet małego kurzego jaja.

Przygotowuję wówczas trochę bardzo mocno ugniecionej kaszy manny z dodatkiem sporej ilości wonnego atraktora (miód, karmel, anyżek, nostrzyk). Czasem przynętę łykają wielkie karpie, czasem znudzone planktonem tołpygi, a z rzadka duży amur.

Branie jest bardzo charakterystyczne - jak gdyby hak zaczepił o przepływający holownik. Amury żerując przemieszczają się niezbyt pośpiesznie - wszak odżywiają się roślinami, za niczym nie gonią. Potrafią niczym koparka wygrzebywać i zjadać kłącza tataraku i strzałki wodnej. Gdy natrafia na podrzuconą przez wędkarza gulałę, chwytają ją i niespiesznie płynąc, smakują. "Tip" przygina się wówczas jednostajnym, powolnym ruchem. Zdarzają się samozacięcia, choć jeśli nie zareagujemy natychmiast, ryby najczęściej wypluwają przynętę poczuwszy opór "całego kija".

Jeśli jednak ryba zatnie się sama, zaś przednia podpórka znajduje się zbyt blisko szczytu wędziska, to wędka złamie się z całą pewnością, mimo dobrze wyregulowanego hamulca.

Takie ustawienie podpórek jest dość powszechnie popełnianym błędem. Nie tylko grozi zniszczeniem sprzętu, ale znieczula wędzisko i pozbawia metodę owego dreszcza. Pamiętajmy o tym, by nawet nastawiwszy się na niewielkie rybki, nie opierać kija powyżej połowy jego długości.

Wracając do amura - natychmiast po zacięciu ryba bez specjalnego przyspieszenia (mowa o dużej sztuce) odchodzi "na hamulcu". Często potrafi wysnuć niemal cały zapas żyłki ze szpuli. Należy jej na to wysnuwanie pozwolić, co najwyżej nieco przykręcić hamulczyk. Dopiero, gdy stanie, by odpocząć, staramy się powolnym "pompowaniem" podciągnąć go ku sobie. Na każdy atak - a może być ich nawet kilkanaście - reagujemy natychmiastowym podniesieniem kija, tak by głównie on amortyzował amurze harce.

A potem należy uczynić wszystko, co opisano w literaturze poświęconej amurowi, czyli po prostu po długiej bitwie wyjąć go na brzeg. I już na zawsze pokochać ten zalew, z którego wyciągnęliśmy pierwszego, wielkiego amura. Można się bowiem nie zgadzać z polityką introdukcji obcych gatunków, ale amur na kiju, amur w siacie, to niesamowite przeżycie...
 


Reklamy KrokusOsuszanie bydynków - izolacja pionowaFishingWdrożenia OpenERPOpenERPWszywki odzieżowe