NR 19 - 3 WRZESNIA

RYBIE OKO
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 19
TW - Wejściówka

DURA LEX SED LEX

Od redakcji:
Serdecznie prosimy o przeniesienie tej sprawy na Forum Dyskusyjne Rybiego Oka. Nie jesteśmy za relatywizmem prawnym, ale nam też wydaje się, że organa przeznaczone do pilnowania przepisów ścigają nie tych, których powinny. Przypomina nam się kawał o milicjancie, który schwytał groźnego przestępcę i tak mu dołożył, że mu się kredki z tornistra wysypały...

Ostatnimi czasy sporo jeżdżę rowerem. Kolega wyjechał na mazurski rejs więc zostawił mi swojego "górala". Czasu mam nie za wiele, więc nie mogę sobie pozwolić na dalekie wypady. Jednym z odwiedzanych więc przeze mnie miejsc jest łódzki park "Zdrowie".


      Lubię usiąść na ławce nad tamtejszym stawem i oddać się kojącemu nerwy urokowi wody. W stawie tym kilka lat temu były ładne liny, przyzwoite szczupaki, karasie, płocie i wzdręgi. Niestety poddano go remontowi, a to wymagało spuszczenia wody. Upłynie wiele lat zanim rybostan zdąży się odrodzić. W tej chwili są tam jedynie płotki i małe okonie.
       Przez kilka dni z rzędu obserwowałem

kilkunastoletniego chłopaka

łowiącego tam ryby. Próbowałem z nim zamienić kilka słów, ale nie był zbyt rozmowny.
       Był skromnie - by nie rzec ubogo - ubrany. Nie używał wyrafinowanego sprzętu. Używał leszczynowej, nieco topornej wędki i dość starego, NRD-owskiego kołowrotka Rex. Łowił odległościówką, na spławik ze stosiny gęsiego pióra.
       Wędkował niezwykle dostojnie, płynnymi ruchami zarzucał zestaw, zacinał w tempo. Nigdy nie widziałem, żeby coś złowił, ale w dużej mierze było to sprawą niewielkich rozmiarów ryb. Były zbyt małe.
       Przyznam, że obserwując go nawet przez moment nie zastanawiałem się nad tym,

że łamie prawo.

       W stawie tym połów ryb jest zabroniony. Jednak młody człowiek był tak zafascynowany swoim wędkarskim hobby, że nie przejmował się przepisami. Podejrzewam, że rówieśnicy z jego otoczenia spędzali wolne chwile popijając tanie wina w bramach. Ale on był ponad to. Miał coś, co pozwalało się oderwać od złego towarzystwa. Tym czymś było wędkarstwo. Właśnie. Było.
       Pewnego dnia pojawił się w towarzystwie dwóch kolegów. Chłopcy wyglądali na nieco zamożniejszych. Byli lepiej ubrani, mieli rosyjskie teleskopy kupione na rynku. Ale nie umieli łowić. Większość czasu spędzali na rozplątywaniu zestawów, które nie chciały słuchać przy zarzucaniu zwijając się w potworne "brody". Tak jak nie szata zdobi człowieka, tak i nie sprzęt czyni wędkarzem.
       W pewnym momencie

łowiący zostali dostrzeżeni

przez przejeżdżający opodal rowerowy patrol straży miejskiej. Panowie strażnicy zażądali dokumentów. Jakiś czas rozmawiali z przerażonymi wędkarzami. Podszedłem, próbując interweniować.
       Po raz pierwszy w życiu wziąłem w obronę, jak by na to nie patrzeć, kłusowników. Tłumaczyłem, że nie są w stanie zaszkodzić rybom. Odwoływałem się do "niewielkiej szkodliwości społecznej". Nie chciałem, żeby zabrano im wędki. Ta przygoda mogłaby ich zniechęcić do łowienia. Jeden ze strażników w sposób bardzo grzeczny, acz stanowczy uświadomił mi, że to nie moja sprawa. Że chłopcy nie mają kart wędkarskich i łowią w miejscu niedozwolonym. I w zasadzie miał rację.
       Nie wiem, czym zakończyła się sprawa - ale chyba konfiskatą wędek i mandatami. Mam mieszane uczucia i nie ukrywam, że pozostał mi po tym pewien niesmak. Oby przemysłowi kłusownicy byli tępieni z taką samą skutecznością... Z drugiej jednak strony prawa należy przestrzegać. Zgodnie ze starą, łacińską sentencją: dura lex sed lex - twarde prawo, ale prawo.

Michał Sopiński

 
All righs reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusWędkarstwo - archiwumDarmowy ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooeZPublishZez - Blog zez.plŚwiat Druku