NR 20 - 12 WRZESNIA

RYBIE OKO
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 20
TW - Wejściówka

MUNDUREK
Warta tuż poniżej zalewu Jeziorsko to miejsce ohydne. Zatłoczone, zaśmiecone, rojące się od kłusowników i... ryb. Jest ich z każdym rokiem coraz mniej - ale są. Dla wielu łódzkich wędkarzy to jedyne łowisko, z którego wracają z rybami. Po kilku wyprawach w miejsca ładniejsze i mniej ludne i ja z reguły jeżdżę nad Wartę, żeby odreagować wędkarskie niepowodzenia.

I właśnie tam postanowiliśmy pewnej niedzieli skoczyć z kolegą, by "podłubać" nieco okonki, a może i trafić jakiegoś sandała. Pasiaste nie sprawiły zawodu. Brały na - zawsze tu skuteczne - brązowe, pięciocentymetrowe twisterki "z pieprzem" czyli czarnym brokatem. Z sandaczami było gorzej. Ale trudno się dziwić. Niedziela - a więc nad wodą tłok jak na łódzkim deptaku, ulicy Piotrkowskiej. Do tego samo południe.

Okoniową nudę przerwało pojawienie się jeszcze jednego wędkarza. Kolejny człowiek więcej w tłumie - niby nic nadzwyczajnego, ale...

Ubrany był w wykrochmaloną, białą koszulę zapiętą na ostatni guzik. Na wierzchu przystrajał go dżinsowy mundurek - spodnie i kurtka w bardzo modnym wówczas kolorze blue (taki błękicik). Łowił spinningiem a'la kij od szczotki, tyle, że krótszym. Żyłka była grubości naciągu tenisowego, zaś całość uzupełniał niezwykle solidny kołowrotek. Podejrzewam, że chłopak był leworęczny, gdyż kołowrotek podczas łowienia znajdował się powyżej wędziska. Coś jak w zestawie trollingowym. Przynętę stanowiła kilkunastocentymetrowa błystka wahadłowa.

Osiągnięcie pełni szczęścia łowiącemu umożliwiał walkman. Tyle że miał słuchawki wielkości dwóch solidnych budzików przytwierdzonych do uszu. Pewnym być nie mogę, ale nie zdziwiłbym się, gdyby z maszyny grającej sączyły się rytmy disco-polo. Ten "gatunek" muzyki po prostu pasował do całej sytuacji.

Obaj z kolegą tarzaliśmy się ze śmiechu zapominając o rybach i kulturze. Nie mogliśmy się wprost opanować. Jeśli dobrze pamiętam, zrobiliśmy wręcz przerwę na piwo i papierosa (wtedy jeszcze paliłem).

Chłopak nie przejął się wcale naszą radością. Może nie zauważył... A na pewno (walkman) nie usłyszał. Łowił przez jakiś czas w zasięgu naszego wzroku, po czym zniknął na jakieś cztery godziny.

Gdy zobaczyliśmy go ponownie idącego w naszym kierunku, powrócił nam dobry nastrój. Nie na długo. Naszym oczom ukazała się bowiem przytroczona do paska sznurkowa siatka z dwoma sandaczami. Ich wielkość oceniliśmy na trzy, cztery kilogramy każdy. A my wciąż tylko z okoniami...

I jak tu nie wierzyć w "prawo frajera"? Była to dla nas niezła lekcja wędkarskiej pokory.

Michał Sopiński

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusKominiarki strażackieDarmowy ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooWdrożenia OpenERPWszywki tekstylnePozycjonowanie