NR 20 - 12 WRZESNIA

RYBIE OKO
FORUM RO
Sklep wędkarski

TW - Editorial nr 20
TW - Wejściówka

NABRAĆ TŁUSZCZU DO WĘDZENIA
Leszcze - jak wszystkie ryby - pragną pod koniec ciepłego sezonu najeść się na zapas, nagromadzić w postaci tłuszczyku zasób energii, która pomoże przetrwać chłodną porę roku. Żerują więc aktywnie niemal przez cały wrzesień. Jest jednak pewna różnica między rozkładem dnia z środka lata, a planem jesiennym.

Otóż leszcze dużo częściej pojawiają się na płyciznach - szczególnie podczas wrześniowych i październikowych ociepleń. Jak zwykle nie oddalają się nazbyt od śródrzecznej rynny, nadal bobrują w kantach, ale bardzo często i raczej w pierwszej połowie dnia wychodzą na wypłycenia. Na mniejszych rzekach warto ich szukać w środku koryta - na prostych odcinkach za pierwszą rynną z reguły takie wypłycenia występują.
Jesienią na spinningistów uganiających się

za jaziem i kleniem


czekają niespodzianki. Na wodzie nie głębszej nad metr w maleńkie woblery, miniaturowe obrotówki potrafi uderzyć potężny leszcz. W ciągu ostatnich lat kilkakrotnie przekonany byłem, że mam jazia na złoty medal - pobicie bywało silne, pierwsze chwile holu fascynujące, błysk ryby pod powierzchnią przyprawiał zaś o drżenie kolan... Dopiero po kilku minutach okazywało się, że mam na wędce nie jazia, a trzykilogramowego leszcza, zapiętego na trzech grotach albo wręcz z całą przynętą w czeluściach trąbkowatego pyska.
Duże leszcze niełatwe są do zlokalizowania, trudno je przytrzymać w łowisku zanętą. Ale warto. Ryby te potrafią dzielnie walczyć i potargać niepoprawnie skonstruowane zestawy. Umieją wykorzystać każdą niedoskonałość wędkarskiego warsztatu, nerwowość, brak refleksu, zbyt siłowe hole. Trzykilowy leszcz - a dużo ich w polskich rzekach - przynosi satysfakcję najbardziej nawet wymagającemu łowcy.
Okazuje się potem, że mięso pogardzanej dotąd ryby bywa wyjątkowo smaczne - niektórzy porównują je do prawdziwie delikatesowego karpia. Grube ości przestają przeszkadzać, śluz nie jest tak niemiły, jak u mniejszych osobników. Mitem okazuje się "brudolubność" leszczy - co prawda łowi się je regularnie przy każdym niemal "berglu", zrzucie ścieków komunalnych, ale więcej i większe trafiają się na pełnej wodzie, na nurcie wręcz.
Leszcze większość wędkarzy kojarzy

z grubą warstwą mułu

i rzecznymi zastoiskami. Niesłusznie. Te leniwe na pozór ryby po bliższym poznaniu okazują się wyjątkowo wytrwałymi wędrowcami. Leszcz otóż odżywia się przede wszystkim wodnymi bezkręgowcami. Bodaj największą część ich diety stanowią larwy owadów, przede wszystkim ochotkowatych. Te ostatnie z kolei występują masowo w partiach rzeki bogatszych w tlen, a więc po prostu w cienkiej warstwie osadów strefy pełnego, choć niezbyt szybkiego nurtu albo wśród filcowatych pasm glonów na kamienistych przelewach. Na głęboczkach za takimi przelewami można oczekiwać stad leszczy. W rzecznych rynnach o większej głębokości także łowi się duże sztuki - wystarczy dobrze zanęcić i poczekać cierpliwie.
Zła opinia o leszczach często myli wędkarzy, prowokuje do popełniania błędów. Ileż razy ujrzeć można na ostrogach większych rzek ludzi z ciężkimi gruntówkami podających zestawy na spokojną wodę w dole rzeki. Owszem, zdarza się, że złowi się na tak zarzuconą wędkę jakiś średniak, który odbił od stada w poszukiwaniu żeru, zdarza się, że podejdzie ich kilka zwabionych smakołykami z zanęty. Generalnie jednak łowi się wówczas leszcze na nieleszczowych stanowiskach.
Okolice ostróg mogą być jednak dobrymi łowiskami. Z reguły więcej ryb znajdzie się na napływowej stronie główek - głównie w niezbyt szerokim pasie nurtowego cienia, gdzie odkładają się namuły i gdzie żyją organizmy stanowiące leszczowe menu. Strona zapływowa także okazać się może ciekawym łowiskiem, ale raczej w partiach wody równomiernie płynącej, czyli w rynnie tworzącej się u szczytu każdej niemal ostrogi.
Najlepsze jednak rezultaty miewają wędkarze, którzy natykając się na szereg główek, moszczą sobie stanowiska pomiędzy nimi, na odcinkach, gdzie

nurt zbliża się do brzegu


lub biegnie prostą rynną równolegle do niego. Zlokalizowanie takiej rynny jest najważniejszą sprawą przy łowieniu leszczy. Wielu wędkarzy, szczególnie amatorzy gruntówki z ciężkim ołowiem dennym, zarzucają zestawy "byle dalej". Często przerzucają leszczowe stanowiska, łowią na "pustych" płyciznach. Najgorsze jest to, że od stanowisk dobrze żerujących ryb dzieli ich przynętę dosłownie kilka metrów. Być może w ciągu łowów raz, może nawet kilka razy, trafią przypadkiem w leszczową rynnę i wyholują sztukę czy dwie, ale - niestety - będzie to czysty przypadek, fuks, zrządzenie losu.
Łowiący z ciężkim ołowiem twierdzą, że przestawianie zestawu przy tej technice jest niełatwe, że zbyt częste zarzucanie powoduje płoszenie się ryb. I prawda - nie sposób ryb nie płoszyć wrzucając do wody kilkusetgramowe pecyny ołowiu. Ale nawet ciężkozbrojny grunciarz może przed rozpoczęciem łowienia w prosty sposób poznać strukturę dna w zasięgu rzutu, może też dobrać właściwie ciężarek uwzględniając odległość, siłę prądu, głębokość łowiska. Ciężka gruntówka może okazać się wędką pełną finezji, jeśli tylko wybierze się najlżejszy z możliwych kawałek ołowiu.
Aby poznać dno w zasięgu rzutu - co zastępuje sondowanie, bez którego nie potrafi się obyć żaden przyzwoity spławikowiec - wystarczy na koniec zestawu założyć niewielki (relatywnie oczywiście) gruszkokształtny ciężarek z oczkiem. Kilkanaście zarzuceń i wolne ściąganie "sondy" pozwoli na bardzo dokładne zlokalizowanie wszystkich dołków, wypłyceń oraz na opukanie każdego niemal fragmentu rynny. Dzięki temu i zanętę będzie można wrzucić we właściwe miejsce i przynętę podawać w sposób przemyślany, precyzyjny.
Doświadczony i otwarty na rzekę i ryby wędkarz jest w stanie - z dużą dozą prawdopodobieństwa - przewidzieć, gdzie w danej chwili, przy danej pogodzie, stanie wody i innych okolicznościach przebywają leszczowe stada. Szuka

miejsc lekko zamulonych

o niezbyt bystrym przepływie. Wystarczy przyjrzeć się budowie ciała tej ryby, jej wysuwającemu się ku dołowi trąbkowatemu ryjkowi, by pojąć jej tryb życia, zrozumieć dlaczego wybiera takie, a nie inne stanowiska.
Trzeba też pamiętać o tym, że leszcze zawsze gromadzą się tam, gdzie znajduje się obfitość pożywienia. Dla żarcia potrafią zrezygnować z rozkładu dnia, wpłynąć w miejsca rzadko odwiedzane. Stara wiślana prawda mówi, że łowienie leszczy bez zanęty nie ma sensu. I tak jest naprawdę. Leszczowe stado pędzej czy później natknie się na pojedyńczego robaka postawionego na jego trasie. I co?
Połknie go jeden jedyny leszcz, pozostałe kontynuować bądą swoją orkę, pójdą pod prąd, dotrą do krańca rewiru, spłyną i za kolejnym "nawrotem" znów może jakiś pojedyńczy osobnik zapnie się na haku. Można zatrzymać leszczowe stado na dłużej, jeżeli dość obficie zanęci się stanowisko i jeśli po pierwszych braniach dorzucać się będzie co pewien czas niezbyt wielką porcję dobrze skonstruowanej zanęty.
Powinna być ona dość ciężka, by prędko osiągała strefę dna i nie ściągała w łowisko drobnicy. Powinna być odpowiednio spoista, by kule nie rozbijały się po uderzeniu o powierzchnię wody czy dno. Muszą się one rozkruszać pod wpływem nieznacznego prądu, smużyć i pobudzać apetyt. Winny zawierać ok. 20 procent komponentów o dość grubej frakcji - mogą to być całe płatki jęczmienne, owsiane, kasze i śruty albo markowy granulat.
Leszcze rzeczne nie będą się kręcić po łowisku w poszukiwaniu drobin pokarmu, aby się zatrzymać, stado musi natknąć się na coś godnego uwagi. Warto więc do "wegetariańskiej" mieszanki dodać nieco "potraw mięsnych", a więc siekanych dżdżownic, zanętowych białych robaków, larw ochotkowatych...
Mimo że leszcze lubią pokarm pochodzenia roślinnego, to jednak ich naturalnym pożywieniem są głównie wodne bezkręgowce. To właśnie ich szukają w osadach dennych, do ich odcedzania natura wyposażyła je w trąbkowate ryjki. Najlepsze efekty osiągają przede wszystkim ci koledzy, którzy łowią na przynęty zwierzęce. Z wiosny najlepszy będzie czerwony robaczek, latem biały, jesienią pęczek ochotek. Niezłe mogą być fragmenty mięsa z małży, ślimaków, oraz wszystkie larwy owadów przebywające do przeobrażenia w wodzie. I - zawsze - duże dendrobeny oraz rosówki. To właśnie one potrafią przynieść medalowego leszcza.

Jacek Jóźwiak

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych


Reklamy KrokusZdjęcia wędkarskieeZPublishWszywki i metki odzieżoweBlog o CMSWszywki