Zasługa serwera wędkarskiego w krzewieniu muszkarstwa jest niewątpliwa. Dopóki Roman Wigura będzie z nami, dopóty nowych fanów tej "powietrznej metody" będzie coraz więcej i więcej...
 

  NR 21      21 WRZEŚNIA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

Ale japa!
Konieczność rozwiązań nietypowych i działań ratunkowych jest w muszkarstwie niezbędna, bowiem ryby czasami jeść nie chcą, choć je widać w stuprocentowych miejscówkach...

Lipiec, Piława, jeszcze nie całkiem zarośnięta. Kilka dni chłodu, więc woda klarowna, niczym górski kryształ. Lipienie widać - na skrajach wewnętrznych przykos, w póltorametrowych dołkach po kilka wymiarków.

Na suchą nawet nie spojrzą, krótka nimfa też się na nic nie zdaje. Tylko cholerne piekielnice co i raz wychodzą do wszystkiego, co drobne. Szlag by to trafił - kolejny dołek i to samo.

Na środku rzeki, w wąskich, wolnych od roślin rynienkach coś zbiera. Z chlupotem. "Ki czort" - myślę - "chlapie zupełnie jak wiślany jaź...". Ale jaź, tutaj, niemożliwe...

To nie były jazie, a jeszcze większa niespodzianka. Do drobnego suszu wychodziły w sposób bardzo zdecydowany 25. centymetrowe certy. To właśnie na nich, a także na mniej licznych świnkach, ćwiczyłem pierwsze moje muchowe zacięcia po latach przerwy.

A że obie rybki mają pyszczek od spodniej strony? Cóż, podczas zbierania muszą bardziej od wierzchówek wystawać nad wodę. Stąd ten chlupot...

(jaj)
Grubasek
CO POTRAFIĘ, CZYLI ZAWODY
Nimfa     Sprzęt mam dobrany zgodnie z numeracją AFTM, muszki też, niczego sobie kolekcja - na każdą pogodę, rzuty opanowane, a z rybami różnie bywa. Raz coś tam złowię, częściej nic i nasuwa się pytanie: czy ja nie potrafię łowić, czy też źle trafiam z pogodą, okresem aktywności żerowania ryb, lub innymi tego typu okolicznościami?
     Najlepszym sprawdzianem naszych umiejętności są zawody wędkarskie. Znając miejsce, gdzie będą one rozgrywane, dobrze jest potrenować sobie w tym miejscu, sprawdzając skuteczność wszystkich metod na charakterystycznych odcinkach wody. Jednak często się zdarza, że najlepiej nawet rozpoznane łowisko

nie chce nas obdarzyć.

     Jeszcze parę dni temu łowiliśmy jakieś tam ryby, a teraz te miejsca są puste.
Nowicjusz rozpoczyna nerwowy przegląd pudełka w poszukiwaniu tej jedynej skutecznej muszki, która zapewni mu zwycięstwo. Nie jest to najlepsza metoda taktyczna - a, w sumie, sposób postępowania.
     Posłużę się najbardziej aktualnym przykładem, zawodami na Welu, odbytymi w ostatnią niedzielę sierpnia.
     Towarzyski charakter tych zawodów, jak również udział w nich młodzieży spowodował drobne odstępstwa od regulaminu. Do klasyfikacji dopuszczono wszystkie ryby, a nie, jak zazwyczaj, tylko łososiowate.
     W wiosennej turze bezapelacyjnie wygrał kolega łowiąc 28 jelców, które nie potrafiły oprzeć się pokusie posmakowania jego suchej muchy. Tylko, że wtedy woda była wysoka i o innej temperaturze.
     W końcówce sierpnia woda była niska i dużo cieplejsza. Do suchych muszek startowały wszędobylskie piekielnice będące pod ochroną, natomiast w miejscach obfitujących w jelce pojawiły się duże ilości małych kleni, takich po 20 cm.
     Część zawodników pracowicie przerzucała te ryby licząc na szczęście w postaci wymiarka. Tylko, że ryby te występują zawsze w gromadzie rówieśników. Tam, gdzie są 20-taki nie znajdziemy większej ryby.
    Wniosek jest prosty - musimy jak najszybciej

opuścić takie miejsce

Nimfai spróbować swojego wędkarskiego szczęścia gdzie indziej. Pytanie tylko - gdzie?
Po trzech godzinach szukania ryb na różnych wypłyceniach, pod nawisami drzew i w rynnach postanowiłem sprawdzić głębokie miejsca poniżej bystrzy.
     Łowienie rozpoczynałem od tzw. garbu, czyli załamania gruntu i spowolnienia nurtu przechodzącego w głęboczki. Przecież ryby powinny gdzieś być.
     W tym czasie minęło mnie kilu zawodników zniechęconych wynikami, bo "nikt nic", czyli ryby nie żerują.
     Też nie bardzo wierzyłem w sukces, toteż kolejne zatrzymanie nimfy potraktowałem jako zaczep i zamiast zaciąć podniosłem kij do góry chcąc je uwolnić. Mocne targnięcie uświadomiło mi, jak bardzo się myliłem. Nie zacięty pstrąg błyskawicznie uwolnił się.
     Branie pozwoliło mi na odzyskanie wiary we własne możliwości i po kilku minutach zapiąłem wymiarowego pstrąga. Siedział, jak na tę porę roku, w miejscu

zupełnie nietypowym.

Nimfa     Niestety, dwa następne brania przyniosły mi krótkie pstrągi.
     Mojemu łowieniu przyglądał się sympatyczny Szkot, uczestniczący w zawodach jako gość. Po raz pierwszy widział łowienie na "polską nimfę", którą znał tylko z opisu w prasie wędkarskiej. Postanowiłem pokazać mu tę metodę na płytkiej i bardzo szybkiej wodzie i ku mojemu zdziwieniu, a jego podziwowi w ciągu 5 minut złowiłem 4 piękne i grube jelce. Tuż po zawodach spróbował łowienia tą metodą i udało mu się złowić jeszcze jednego jelca w tym miejscu. Był szczęśliwy.
     A ja przypomniałem sobie o starej zasadzie, że należy walczyć do końca, a jeżeli nie ma ryb w spodziewanych miejscach należy szukać ich w całkowicie innych warunkach. Tylko przez skromność nie wspomnę, że wygrałem tamte zawody.

Romek Wigura

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych