Są różne wspomnienia - młode i stare, żywe i zasklepione... Nie chodzi tu o czas, który się wspomina, tylko o to, co z pamięcią się robi. Można bowiem za siebie patrzeć bez refleksji, można się też uczyć z własnej przeszłości...
 

  NR 21      21 WRZEŚNIA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

I ja mam w pamięci takie nieoczekiwane spotkanie. Łowiłem wówczas jazie na starych główkach wiślanych w podwarszawskiej Łomnej. Już się ściemniło, ryby wyszły ku powierzchni, więc cisza była warunkiem powodzenia.

Klasyka - trzask za plecami, osuwające się kamienie, tajemnicze ćlamkotanie, brzęk przewróconego termosu.

I potem chlupot, hałas kilkunastu nóg. Tuż koło mnie wybierała się na zarośniętą wyspę wataha dwuletnich dzików. Płynęły na wyciągnięcie wędziska. Ostra woń aż zatykała.

Nawet na mnie nie spojrzały - a zjawisko było niesamowite. W przodzie sapiący świński ryj, a niecały metr za nim postawiony na sztorc ogonek, niczym peryskop tnący ciemną wodę.

Przepłynęły. Kiedy wróciłem na brzeg, okazało się, że razem z siatką zjadły złowionego za dnia sandacza i ostatnią kanapkę. Niech im idzie na zdrowie. Tylko dlaczego któryś z nich nasrał mi na plecak? Od spodniej strony...

[jaj]
INTRUZ
     Dobre zdjęcia powinny zawierać taką nieprzemijającą wartość, że nawet po latach będzie ona aktualna... Znalazłem dwie fotki: jedna moja, a druga Jarka - niegdyś wielkiego zapaleńca, który, po latach nieobecnośc,i objawił się nad wodą jak ten syn marnotrawny.

     Jarek opowiadał mi, jak kiedyś podchodził po raz kolejny starego, cwanego pstrąga zamieszkującego niedostępny odcinek rzeki. W pewnym momencie spojrzał na brzeg i dostrzegł siedzącego na pniu małego pluszowego misia. Nie był to Miś Puchatek z dobrze znanej bajki, tylko trocinowo-pluszowy futrzak, z białym krawacikiem, dokładnie taki sam, jakiego każdy z nas zapamiętał z czasów dzieciństwa.
     Pierwsza myśl, to pytanie: co za czubek jeździ z misiem na ryby? Jednak pstrąg był ważniejszy, więc nie zaprzątał sobie głowy zabawką.
     Po kilku kolejnych pustych rzutach przypomniał o dziwnym znalezisku. W tym czasie miś przesunął się o kilka metrów do przodu i teraz przyglądał się mu uważnie... Dopiero wtedy ujrzał Jarek w całej krasie młodą kunę, która buszowała nad brzegiem rzeki w poszukiwaniu jedzenia. Nosiła tego misia, czy co?
    
Rzesorek w szkodzie     Moje wspomnienia łączą się z kąpielą w zimnej jesiennej wodzie. Wędrując wzdłuż Wdy dostrzegłem pod drugim brzegiem spokojne duże kółko. Tak potrafi zbierać tylko duży lipień. Jednak warunki brzegowe nie pozwalały na wykonanie dostatecznie długiego rzutu.
     Na szczęście, w odległości czterech metrów od brzegu wypatrzyłem w wodzie duży kamień. Brodząc na krawędzi nabrania wody do woderów dotarłem do niego. Utrzymanie równowagi na oślizgłym, obrośniętym glonami głazie też sprawiało pewne trudności, ale jak powiada przysłowie: "gdzie diabeł nie może tam wędkarza pośle..."
     Lipień okazał się starym wyjadaczem i po kilkukrotnym przeprowadzeniu muchy przestawał żerować. Widocznie coś mu nie odpowiadało w mojej muszce. Zabawa powtarzała się cyklicznie: on kilka zbiórek, ja parę rzutów i przerwa w żerowaniu.
     W pewnym momencie usłyszałem za sobą głośny trzask, obróciłem się i spadając z kamienia, zobaczyłem uciekającą sarnę. Jesienna zimna woda sięgała mi prawie po pas.
     Te dwa zdarzenia pozornie nie mają nic wspólnego ze sobą, za wyjątkiem jednego. Kolega i ja zachowywaliśmy się nad wodą tak cicho i spokojnie, że dzikie zwierzęta zbliżyły się do nas prawie na odległość wyciągniętej ręki. Nie byliśmy intruzami, brutalnie ingerującymi w przyrodę, byliśmy niemal stałymi elementami tej przyrody. Warto tak się zachować będąc nad wodą. Po pierwsze, mamy sznse na nieoczekiwane spotkania, po drugie, nasze wtargnięcie w nią nie pozostawi nad wodą trwałych śladów "cywilizacji".

Romek Wigura

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych