Co się dzieje nad wodami, co się stało w ostatnich dniach? Rzeki, jeziora, morza... Ryby, wędkarze i inne zwierzęta... Wygrzebane w internecie, w prasie, podsłuchane w mediach i na łowiskach... Czekamy na donosy Czytelników...
 
  NR 21      21 WRZEŚNIA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

Zbyszek Woźniak: Zima (nie lubię jej), hmmm... Mam nadzieję kupić podstawowy sprzęt do kręcenia much i aby w pełni poczuć muchowego bakcyla, będę uczył się kręcić jakieś "kacze dupy" czy "Red Tagi". No i oczywiście oczekiwał będę na wiosnę (którą lubię). I wreszcie pojadę z Andrzejem Trembaczowskim na pstrągi na Bystrzycę. Czyli będę w zimie marzyl o wiośnie:)))

Michał Sopiński: Ostatnio stwierdziłem, że spieszno mi do wędkarskiej starosci. Wciąż żyję nadziejami, że następna pora roku będzie wędkarsko bardziej udana.
I choć jeszcze nie zaczęła się na dobre jesień drapieżników, już czekam na pierwsze mrozy, które skują zalewy: Jeziorsko i Sulejowski. Uwielbiam, odczuwając dreszczyk emocji, ślęczeć nad wywierconą w czystym, przejrzystym, "pierwszym" lodzie dziurą z podlodowym spinningiem. Po pierwszych mrozach doskonale biorą okonie, a czasem trafia się sandacz lub szczupak. Tego ostatniego trudno jednak wyjąć na cienkiej żyłeczce bez szczupakowego przyponu.
Potem skuteczniejszą staje się mormyszka. Zabawa jest jeszcze lepsza.
Z wędkarstwa podlodowego, nigdy nie próbowałem jeszcze łowić ze spławikiem. Może w tym roku. Choć nie ma to jak dreszcz "kiwoka" z dziczej siersci. Choćby nawet po braniu jazgarza.
Och, zima...

Robert Cembalski: Zima, to dla mnie okres wspomnień i rozmyślań nad rybami. Niestety, zimno działa na mnie jednokierunkowo tzn. trudno mnie wyciągnąć nad wodę. Nie to, że czuję się już stetryczały, lecz uwielbiam zapach wody, a ten można poczuć gdy jest ciepło i przyroda bije pełnym sercem.
Ale do rzeczy. Po tegorocznej przerwie przyrzekłem sobie, iż w lutym z pewnością zawitam na pilskie rzeczki w poszukiwaniu pierwszych potokowców. Jest to dla mnie swoistą tradycją i od wielu lat w taki sposób rozpoczynałem sezon. Być może zostanę też skuszony perspektywą złowienia troci i wypad nad Drwęcę wydaje się możliwy. Do połowów podlodowych nie mam cierpliwości, więc jeziorka będą dla mnie bardziej areną łyżwiarską niż wędkarską. A tak naprawdę, to przez całą zimę będę wyczekiwał wiosny.


Piotr Regiec: Zima - rzecz paskudna:), zimno - trzeba się ubierać ciepło i dużo. Ryby (przynajmniej mi) nie biorą, lub biorą malutkie i z rzadka - oczywiście z lodu. Na rzekach nie lubię i nie umiem łowic, choć co roku obiecuję sobie, że zacznę - może w końcu znajdę kogoś, kto mnie nauczy i wyciągnie nad wodę.
Jeśli zaś chodzi o marzenia, to oczywiście wyprawa na TROĆ lub ŁOSOSIA. Niestety, pewnie się na marzeniach skończy:(, a rzeczywistość będzie taka: 3-4 wyprawy na lód - w zależności od pogody - i odliczanie dni do WIOSNY !!!

Paweł Czapla: W zimie, jeśli czas na to pozwoli, planuję wybrać się kilka razy nad zalew w Chańczy. Pierwszy lód to błystka i okonie. Poźniej mormyszka i co się na nią skusi. Może zapoluję też na leszcza ze spławikówką. Jeśli będzie z kim, spróbuję również na Zalewie Zegrzyńskim.
Uwielbiam zimowe wyprawy. To moja ulubiona pora roku.


Janusz Barczyk: Jeszcze nie wiem tak do końca. Ale myślę, że trzeba zająć się konserwacją sprzętu a jak Pan Bóg da, to spróbować coś spod lodu. Choć mam niemiłe wspomnienia z takiej jednej wyprawy. Było się pod lodem... No, może niezupełnie.
Ale na pewno będę czytał regularnie TW oraz Forum. Może coś napiszę - wspomnienia z lata. Zawsze to miło sobie powspominać szcześliwe dni wędkowania. Bo nawet jak nic nie brało i padał deszcz to i tak było fajnie.
Zresztą, ja w samochodzie zawsze mam sprzęt wędkarski. Latem i zimą. A ponieważ dość czesto bywam w terenie, to myślę, że mimo wszystko będę moczył kija. Zima, np. na Mazurach, jest piękna. I sama obserwacja przyrody gdzieś nad jeziorem też jest wspaniałą przygodą.


Jacek Naliwajek: Jaka zima? Już od dawna nie pamiętam prawdziwej zimy nad Bałtykiem. Ech, gdzie te mrozy siarczyste, gdzie te zaspy śnieżne po pachy, kóre pamiętam z białostocczyzny. Mielibyśmy co z Andrzejem Trembaczowskim wspominać...
Październik i listopad to dobre miesiące dla spinningisty łowiącego, jak ja, na żuławskich kanałach. Nareszcie to cholerne zielsko, tak beztrosko rozrastajace sie latem, gnije, odsłaniając niedostępne do tej pory kryjówki okoni. Jesienne sztormy dodatkowo napędzają do kanałów zalewowe pasiaki. To będzie zabawa.
Grudzień, niestety, jest martwym dla mnie miesiącem. Końcówka roku wyzwala w moich szefach potrzebę podumowania wszystkiego co się da. Krótko mówiąc, miesiąc spędzony od rana do nocy przy klawiaturze.
Byle do stycznia, byle do pstrągów!

Kuba Chełmicki: Hmmmm, wędkarsko to niewiele będę robił. Pewnie raz pojadę na ryby na Świetajno (to koło Olecka). Co prawda jest tam wiecej kłusownikow niż ryb, ale zabiorę ze sobą łyżwy.
W domowych pieleszach będę się przygotowywał do przyjścia potomka na świat (luty), a w wolnych chwilach pewnie będę strugał woblerki z lipowego drzewa. Któryś w końcu musi dobrze pracować :-))))
Może, jak już nie będę mógł wysiedzieć w domu, to wreszcie się zdobędę i pojadę na Pilicę zapolować na miętusa. Aaaaaaa, jeszcze jedna z moich ulubionych rzeczy na zimowe wieczory - rozkładam mapy (Polski) i planuję wyprawy wędkarskie: jak, gdzie i kiedy...
Realizacja tych planów w moim przypadku wynosi słownie: zero %
IDZIE ZIMA :)
     Temat tej ankietki jest nieco przewrotny. Zazwyczaj cofaliśmy się w przeszłość, wspominaliśmy sukcesy, rekomedowaliśmy sprawdzone sposoby... Dziś wybiegniemy nieco w przyszłość. W zimowy czas. Dla jednych to pora aktywnego wędkowania, dla drugich - sprzętowych remontów, jeszcze inni w długie mroźne wieczory wolą poświęcić na "rękodzielnictwo".
     A dlaczego przewrotny? Cóż, gdy pytaliśmy o zimowe plany, za oknem świeciło wrześniowe słońce, a temperatura przekraczała 20 stopni...




Sławek Rybicki: Jakoś nie mogę się przekonać do podlodowego łowienia. Zostaje tylko spinning.
A na długie zimowe wieczory mam pomysły na nowe woblery i splawiki. Taki zimowy przestój pozwala mi nadrobić braki w sprzęcie. W ciepłym sezonie będę miał co rwać.

Romek Wigura: Mój wędkarski rok nie kończy się nigdy. Do końca września będę kusił trocie na Drwęcy moimi muchami. Potem październik do grudnia pogoń za "Białą Damą" naszych wód z suchymi muszkami. 1 styczeń otwieram spotkaniem z kolegami na Drwęcy. Itd. itd. itd...

Darek Studziński: Zima to dla mnie czas jałowy. Nie łowię pod lodem, czekam więc na styczeń i rozpoczęcie sezonu trociowego. To również czas na zakupy różnych drobiazgów i ewentualne naprawy. Zwłaszcza grudzień obfituje w wiele promocji sprzętowych (nie u nas niestety, lecz za oceanem). Warto więc pogrzebać w sieci i może znajdziemy Sage'a czy Loomisa za pół ceny.
Byle do wiosny!

Paweł Wielądek: Zamierzam spróbować sił w robieniu woblerów. Do tej pory kiepsko mi to wychodziło, ale w zimę bedzie duuużo czasu. Oprócz tego może wybiorę sie z podlodówką, o ile będzie lód tej zimy... Wydaje mi się, że będzie:)
No, a poza tym pewnie zrobię przegląd sprzętu i gazet wędkarskich...

Grzegorz Laszuk: Jeżeli zimowe dni są łagodne, wówczas chętnie siadam z wędką nad rzeką. Delikatna przystawka ze spławikiem lub DS dają dużo miłych wrażeń - w zimie nawet mały krąpik sprawić może sporo radości. Czasami niespodziewanie "powiesi" się leszcz lub jaź.
Mimo to wybieram zawsze lód, jeżeli tylko da się z niego łowić.
Podlodowe łowienie najczęściej zaczynam na j. Wytyczno - na pierwszym lodzie można tam trafić ogromne okonie. Poza tym łowię na j. Piaseczno, Zagłębocze, a ostatnio Rogóźno - tu w ubiegłą zimę złowiłem piękną sieję.


Piotr Hrehorowicz: Zima to dla mnie dość smutny wędkarsko okres. Moje ulubione jeziora są zamarznięte. Jako, że nie łowię spod lodu, przepraszam się z Wisłą, Skawinką - czyli z rzekami, które z rzadka tylko zamarzają. Dunajec też przed końcem grudnia jest raczej wolny od lodu, więc jak zwykle będe się starał złowić coś na wigilijny stół. I w tym roku przygotuję się solidniej niż w zeszłym, i jak już będę miał rybę na haku - to nie pozwolę jej zejść.
Generalnie będę łowił rzadziej - wyjazdy na narty z synem. Więcej razy wrócę o kiju niż latem. I będę wyczekiwał wiosny.
Powrócę też do strugania woblerów, postaram się skończyć te które zacząłem zeszłej zimy. Dodatkowo zawiążę z półtorasta przyponów na kolejny sezon. I jeszcze będę oglądał Rexa Hunta, i przeglądał katalogi Cabelasa, i kupował wędkarską prasę, i... będę wyczekiwał wiosny.


Jarek Ziarnicki: Okres jesienno-zimowy to dla mnie czas drobnych porządków w sprzęcie, konserwacji, napraw, itd. Ale nie tylko. Sporo czasu poświęcam na kręcenie much, aby uzupełnić braki w pudełku.
Natomiast nad wodą gdzieś do połowy grudnia uganiam się za ostatnimi szczupakami (zdarzało się, że spuszczałem na wodę łódkę, gdy znaczna część jeziora pokryta już była pierwszym lodem). Ponadto w tym czasie spotkać mnie można nad rzekami, gdzie uganiam się za walecznymi lipieniami.
A od stycznia oczywiście troć. Ponieważ w bieżącym roku dwukrotnie zasmakowałem, czym jest trotka na muchówce, tak więc spodziewam się, że na zimowych wyprawach częściej towarzyszyć mi będzie mucha niż spin.
Zima to także czas wyczekiwania wiosny i pierwszych pstrągów. Zaczynam je kusić najwcześniej od drugiej połowy marca - wcześniej, moim zdaniem, jest to nieporozumieniem. Ale to już inna historia.

Piotrek Onikki-Górski: Ten rok jest dla mnie wędkarsko stracony. Ile razy byłem na rybach? Dwa, trzy... Tragedia. Ale jak już, to już. Zmarnuję rok do końca. Ponieważ jestem za obie nogi przywiązany moimi dziewczynami do domu, postanowiłem poświęcić długie zimowe wieczory na urządzenie sobie superowskiej wędkarskiej piwnicy. Z lodówką pełną piwa, zdjęciami na ścianach, szafami na sprzęt i ubiory, stołem majsterkowicza (może nauczę się wiązać muchy?) itd.
Pamiętam też, że zima, zima i po zimie. A wtedy... wiosna!!!

Andrzej Trembaczowski: W zimie na jeziorach jest lód. A pod nim ryby!
Przez wiele lat zima była dla mnie czymś ohydnym. Potem odkryłem zimę jako czas intensywnej pracy. Krótkie, ponure dni grudniowe, mrozy albo chlapy - czyż może być lepszy okres na długie nasiadówki i intensywną pracę? Nie żal wtedy niczego.
Tak było, dokąd nie odkryłem mormyszki. Własnie mormyszki i przyjemności łowienia zimowych okoni, płoci, jazgarzy.
Ale o tym wszystkim jeszcze sobie pogadamy. Do zimy daleko. Jeszcze cały piękny złoty październik, przedtem jeszcze nieuchronne wrześniowe załamanie pogody (i szczupaki, sandacze, może trocie), a potem listopad i polowanie na dużego sandacza. Potem dopiero zima.
Aaa, jeszcze jedno. Nowy Rok tradycyjnie rozpoczynamy na pstrągach. Od rana.

Anka "Aga" Gostyńska: Okres zimowego "niełowienia" jest dla mnie tak krótki, że nie pozwolę, aby dopadły mnie smutki. W wolnych chwilach zmienię żyłki na zestawach, może powiążę przypony...

Wojciech Żbikowski: Zima, wyśmienity czas do pracy... Po pierwsze poligrafia, po drugie sprzęt wędkarski.
Z rozrywek: 4-dniowy wyjazd wędkarski (listopad) na szczupłego w okolice Czaplinka (wieloletnia tradycja). Nie wiem, czy to już zima? Grudzień - dwa, może trzy wyjazdy nad Wartę - bez względu na temperaturę otoczenia.
Troć - fajna wędkarska ryba, tylko bez natłoku ludzi, znaczy - nie u nas!!! - Siedzę przed telewizorkiem!
Koniec stycznia - zabawa z pstrągami spod lodu (II Ogólnopolskie Zawody Wędkarskie "Pstrąg spod Lodu" - Toruń). Nic wyczynowego, przepyszna zabawa z fajnymi ludźmi, bez PZW - uff.
Luty - dwa wyjazdy (średnia z wielu lat) nad pilskie i wałeckie rzeki.
A potem już wiosna:)

Przemek Pilaszek: U mnie z zimą jest zawsze jednako - kije kurzą się w kącie. Choć tej zimy pod wpływem ludzi z rybiego oka ciągnęło mnie na rozpoczęcie trotki - ale, zdaje się, z SWI cosik się porąbało i nic z tego nie wyszło.
Chętnie jednak spróbowałbym na jakiejś niezamarznietej rzeczce troszkę pospiningować, chociaż mrozu się boję...
Miałem niegdyś kolegę który imał się wędkarstwa podlodowego na Kotlinach (mały zalewik k. Łodzi) ale pierwej się przestaliśmy lubić, niż na ryby się wybraliśmy. Skrótem - jeśli będzie SWI zimą - będę zimą łowił - choć w tym roku przez misiaka może nie być to takie proste.
No chyba, że nie bedzie zimy albo wybiorę ciepłe kanały :)


Krzysztof Michalak: Ja zimą odpoczywam, gromadzę przynęty, robię plany na lato itp.
Daję rybom spokój.


Robert Łukomski: Do tej pory zimą gapiłem się smętnie na sprzęt. W tym roku jeszcze nie wiem - ale może cos wymyślę.

Piotr "Skubi" Jakubowski: Zima jest czadowa!
Można nadrobić wszystkie wędkarskie i niewędkarskie lektury.
Do wyjazdu na ryby zwykle brak mi odpowiedniej determinacji, ale jeśli znajdzie się drugi z większym przekonaniem - to kto wie :)
Zwykle jeszcze przygotowuję, segreguję, czyszczę sprzęt na nowy sezon.
Zawsze można poza tym poczytać forum i dowiedzieć się, że nie tylko mnie się nie chce jechać:) Może ktoś zapoczątkuje wątek o letnich przygodach...

Tomek Klimek: Hmm, tak naprawdę to zima jest dla mnie ciężkim wędkarsko okresem. Jeśli będzie łagodna, spędzę ją nad Wielką Rzeką. Wisła w zimie jest równie piękna jak latem. Nawet dlatego warto ją odwiedzić. Ryby schodzą na dalszy plan, ale wcale mi to nie przeszkadza. Z uporem maniaka będę szukał przemarzniętych kleni i boleni.
Jeśli zaś Wisłę skuje lód to... nie wiem, co będę robił. Rzucę się do wędkarskich porządków, a może nawet upiorę kamizelkę. Po raz setny przeczytam wędkarskie pisemka i własny kalendarzyk. Będę się wałęsał po domu, wzdychał, patrzył za okno i czekał. Na co? Na pierwsze oznaki nadchodzącego ciepełka.

Andrzej Kundro: Co będę robił zimą? Marzył o rybkach.
Może troszę Słupii, może troszkę obrazków:)))

Wojciech Stańczak: Będę kupował woblery, twistery... i będę tęsknił i marzył.
A, pewnie poprzyginam trochę zadziorów.


Sławek Hein: Zimą wykonuję chyba standardowe czynności, tak jak wiekszość wędkarzy. Na pewno dokonam przeglądu i czyszczenia sztucznych przynęt oraz naostrzę groty kotwic i haków. Poukładam wszystko, jak trzeba.
Może wreszcie spiszę sobie na karteczkach braki w przynętach, by później nie przypominać sobie o nich nad wodą.
Przesmaruję kołowrotki, przeczyszczę wędki. Sięgnę też po ulubione książki wędkarskie, przejrzę stare roczniki WW, WS, WP, a w szczególnosci Świata Spinningu:)
Zima jednak nie jest dla mnie jakimś szczególnym okresem przestoju. O ile tylko nie panują tęgie mrozy, staram się być choć raz w tygodniu nad wodą. Ot, choćby dla zaczerpnięcia swieżego powietrza.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusEtykiety odzieżoweNazwisko.plWszywkiPozycjonowanie stron WWWFishing