Różne rzeczy, zjawiska, fakty, wydarzenia powinny wyrastać na cover story kolejnych wydań wędkarskiej gazety. Z pewnością dla środowiska łódzkiego, pozbawionego, wody łowiska komercyjne są taką sprawą.
 
  NR 22      27 WRZEŚNIA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

Z komercją jest jak z psami. Wszyscy właściciele śpią z nimi w łóżku, ale nie wszycy się do tego przyznają.
Ja postanowiłam się przyznać.

Owszem, korzystam. Z paru powodów, z czego najważniejszym jest chyba fakt, iż jestem zakamieniałym rybożercą. Wszystko, co ma płetwy i pęcherz pławny - to mój wróg. Pochłonę co się da, od rekina do uklejki. Zeżarłabym pewnie i ciernika, gdyby tylko ktos mi powiedział, gdzie przebywają te egzotyczne stwory...

Na łowisku komercyjnym mam tego dobra w bród. A jest to dobro świeżutkie, nie zaś przechodzone barachło ze sklepów. Na dodatek ze sklepem tym konkurujące cenowo... No, i pokażcie mi taki sklep, w którym człowiek może sobie połowić!!!

Ale to nie jedyna korzyść z komerchy. Równie ważne jest zdrowie psychiczne. Na łowisku za pieniądze można je sobie doskonale podreperować...

Ile to już razy, przedzierając się przez chaszcze, męcząc łapy do omdlenia, skradając się po krzakach i łowiąc NIC, myślałam sobie - a może ja nie umiem łowić ryb. przecież one tu muszą być, miejscówka jak złoto, dlaczego one nie biorą?

Odpowiedź na to pytanie znaleźć można na łowisku specjalnym. Otóż, żeby łowić ryby, one muszą w wodzie być...

Jest jeszcze i trzeci powód. Na łowisku komercyjnym czuję się człowiekiem. Płacę, i za moje pieniądze jestem jednostką potrzebną, oczekiwaną, wręcz pożądaną.

Mogę wyrzucać śmieci do kosza. Mój małoletni potomek może sobie pospinningować i nikt mi za to łba nie urwie. Na głowie nie siedzi mi banda pijanych, wulgarnych i wrzaskliwych wędkarzy. Nie muszę potykać się o stada pudełek po robalach. A na dodatek mam jeszcze kibelek, miejsce na ognisko, grilla, zimne piwo z lodówki i świeżo wędzone ryby, z jesiotrem włącznie. I nikt się nie dziwi, że jeśli płacę, to wymagam takich rzeczy.

Bo przecież PZW też płacę...


Gośka



KOMERCJA PO ŁÓDZKU
     Prawie milionowa aglomeracja łódzka zrzesza wielu wędkarzy. Widać to choćby po liczbie sklepów wędkarskich i ilości kół tutejszego Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego. Bolączką wszystkich amatorów tego hobby jest niedostatek łowisk: w okolicy trudno znaleźć ciekawą wędkarsko wodę.

      Nad Pilicę jest około siedemdziesięciu kilometrów. Mniej więcej taka sama odległość dzieli Łódź od Warty. Obydwie rzeki są jednak obstawione, poza miejscowymi, również wędkarzami z Łodzi. Trochę spokoju znaleźć można nad mniejszymi rzeczkami, jak Mroga czy Grabia. Ale, by zająć ciekawsze miejsce, zwłaszcza podczas weekendu, nad wodą trzeba być sporo przed świtem.

Specjalnie dla mas

      Okoliczne łowiska specjalne, pozostające pod nadzorem PZW, nie odbiegają od tej zasady. Popularne obiekty "Krzywie" na pograniczu łódzkich Łagiewnik i Zgierza, Kotliny koło Kurowic, zlokalizowany niemalże w centrum Łodzi staw przy ul. Przędzalnianej, a także inne okupowane są przez stałych bywalców.
      Na ryby można tam liczyć przede wszystkim wczesną wiosną. Dzieje się tak za sprawą praktykowanej w naszym kraju zasady, nazwanej przez kogoś trafnie "odwróconą catch and release". Najpierw wody się zarybia, głównie karpiami, potem w ciągu kilku tygodni wyławia niemal do cna. Przyzwyczajone do hodowlanych warunków i regularnego karmienia ogłupiałe ryby biorą wszystkim i na wszystko. Niewiele zdąży się nauczyć, co oznacza kłujący pokarm, uwiązany na żyłce i przeżyć kilka sezonów.
      Wędkowanie w łódzkiem przypomina nieco łowy trociowe. Nie ma szansy na choćby chwilę samotności. Stoi się ramię w ramię z innymi wędkarzami, bez mała zarzucając na hasło - by nie splątać zestawu z żyłką sąsiada. Nierzadko dochodzi też do konfliktów na tym tle. Sam kiedyś na jednym z łowisk PZW miałem scysję z "kolegą po kiju", który oświadczył mi, że zająłem jego miejsce. Wkoło pełno "działaczy", ale wszyscy położyli uszy po sobie, żaden nic nie widział. Przecież to kolega, a Regulamin... Jako, że hołduję zasadzie, iż g... się omija, a nie wdeptuje w nie - ustąpiłem. Ale niesmak pozostał do dziś.

Płaci tylko głupi?

      Alternatywą do utrzymywanych z naszych pieniędzy wód są łowiska komercyjne. Większość "szanujących się" wędkarzy, jeśli o nich mówi - to z reguły z pogardą. Czy słusznie? Ponoć o gustach się nie dyskutuje... Ale czy znacie wędkarza, który nie chciałby powędkować w rzekach Szwecji lub irlandzkich jeziorach? Tam warunkiem łowienia jest przecież wykupienie licencji.
      Co przesądza o zakwalifikowaniu łowiska do komercyjnych? Zgodnie z zasadami gospodarki rynkowej - nastawienie właściciela (użytkownika) na czerpanie dochodów. Według tego kryterium można by jednak pokusić się o zaliczenie do komercyjnych wszystkich łowisk, użytkowanych przez gospodarstwa rybackie, a może nawet i PZW. Czy nie odnosicie czasem wrażenia, że nie wszystkie pieniądze ze składek przeznaczane są na zarybienia i ochronę wód?
      Załóżmy więc, że kryterium zakwalifikowania łowiska do komercyjnych jest obowiązek wniesienia dodatkowej, poza składką PZW, opłaty. Prywatni właściciele lub dzierżawcy wód udostępniają je do wędkowania wszystkim, którzy skłonni są za to zapłacić. W zamian możemy oczekiwać przede wszystkim ryb w wodzie, czystych brzegów dzięki koszom na odpadki, spokoju i kultury.
      Niekiedy wędkującym oferuje się dodatkowe atrakcje w postaci mini-sklepu (choćby sprzedawanych przez jednego z gospodarzy podłódzkiego spec-łowiska niemieckiego piwa z przemytu oraz nad wyraz polskiej prymuchy) czy możliwości skorzystania z grilla.

Wolność za pieniądze

      Kwestia odpłatności za możliwość połowu wygląda na łowiskach komercyjnych różnie. Na niektórych płaci się jedynie za możliwość wejścia na teren, są takie, które wysokość opłaty uzależniają od ilości zarzucanych wędek. Niekiedy łączy się symboliczną opłatę za wejście (możliwość połowu) z odpłatnością za złowione ryby. Gdzieniegdzie wchodzi się jak do hipermarketu. Zamiast koszyka czy wózka dostaje się wiadro i zależnie od jego zawartości, przy wyjściu uiszcza się stosowną opłatę.
      Inną ważną kwestią dotyczącą regulaminów łowisk komercyjnych jest możliwość uwalniania złowionych ryb. W zależności od źródeł dochodów właścicieli, wypuszczanie ryb jest dozwolone lub nie. Z reguły wyższej opłacie za wstęp i możliwość wędkowania towarzyszy swoboda decydowania o losie połowu. Niższa opłata lub jej brak pociągają za sobą konieczność przyniesienia wszystkich ryb do wagi. Niektórzy gospodarze narzucają wymogi dodatkowe jak zakaz stosowania haków zadziorowych lub obowiązek posiadania podbieraka.
      Miałem kiedyś okazję obserwować wyśmienitą organizację łowiska komercyjnego w okolicach Lądka Zdroju. Amatorzy pstrągów tęczowych nie musieli posiadać ani wędkarskiej wiedzy, ani nawet sprzętu. Dostawali od gospodarzy dwumetrowy, leszczynowy kij z solidną żyłką i haczykiem na końcu. Do tego pajdę chleba w charakterze przynęty.
      Na taki zestaw wyciągało się ryby. Po złowieniu, jeden z pracowników przychodził je odhaczyć i zabierał do wypatroszenia. Po paru chwilach pstrąg już skwierczał na rozgrzanym tłuszczu. Serwowany z obowiązkowym piwem, smakował wyśmienicie. Z wędkarstwem miało to może niewiele wspólnego, ale znam kilka osób, które po tej przygodzie zapaliły się do łączącego nas hobby...

Komercja? Tak!

      Czy łowiska komercyjne istnieć powinny czy nie? Czy są potrzebne? W moim odczuciu tak. Z kilku powodów.
      Płatne prywatne łowiska dają możliwość połowu osobom wędkującym "od święta". Tym, które nie opłacają składek PZW i nie posiadają legitymacji wędkarskiej. Zwiększają szanse na kontakt z rybami wędkarzom mniej wprawnym lub pokrzywdzonym przez los za sprawą bezrybnej okolicy. Pozwalają na większy komfort łowienia, zgodnie z założeniem: płacę, więc wymagam. Przyczyniają się do popularyzacji wędkarstwa.
      Uważam, że nawet zagorzali przeciwnicy "tresowanych ryb" powinni błogosławić ich istnienie. Nawet, jeśli wędkarska duma zabrania im wstępu na spec-łowiska. Wędkarstwo komercyjne w pewnym stopniu zmniejsza presję wędkarską na wody udostępnione członkom PZW.
      W moim odczuciu wszystkie powyższe argumenty są równie istotne.
      Ja sam co jakiś czas bywam klientem podłódzkich łowisk komercyjnych. W następnych numerach Tygodnika postaram się je opisać i podzielę się moimi na ich temat spostrzeżeniami.

Michał Sopiński

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokuseZ PublishŚwiat DrukuMetki i wszywki odzieżoweeZ PublishStowarzyszenie Wędkarzy Internautów