Dokąd mamy pojechać i na jakie metody zdecydować się, kiedy już dojedziemy... W którym kącie, czy na którym zakręcie szukać wymarzonego okazu... Jeśli tylko możemy, podzielmy się naszymi łowiskami. Mięsiarze nas nie czytają!
 

  NR 24      15 PAŹDZIERNIKA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

SPEC-ŁOWISKO W DRZEWOCINACH
     Aby dotrzeć do łowiska komercyjnego w Drzewocinach - dobrze jest być posiadaczem czterech kółek. Problem rozwiązuje także zmotoryzowany kolega po kiju.

      Z Łodzi trzeba dojechać do Pabianic. Następnie przy domu towarowym "Trzy Korony" (nazwa pochodzi od herbu miasta) należy skręcić w lewo w kierunku Bełchatowa. Prostą drogą dojeżdża się przez m.in. Dłutów do pierwszych, poza granicami Pabianic, świateł drogowych w Wadlewie. Jest to

skrzyżowanie dróg Pabianice - Bełchatów

z trasą łączącą Warszawę i Wrocław. Na skrzyżowaniu tym należy skręcić w prawo, w stronę stolicy Dolnego Śląska.
      Po drodze warto uzupełnić zapas paliwa w jednej z najtańszych w regionie stacji benzynowych. Pozostające pod patronatem płockiej Petrochemii przedsiębiorstwo zlokalizowane jest przy południowym pasie ruchu. Droga od Wadlewa wiedzie przez niewielki mostek z charakterystycznymi niebiesko-białymi barierkami, przenoszący drogę nad małą rzeczką czy kanałem. Tuż przed drugim, identycznym jak pierwszy, mostkiem należy zjechać w prawo na wiodącą w dół brukową, a następnie piaszczystą, polną drogę wiodącą do Drzewocin.
      Przy pierwszych po lewej stronie drogi zabudowaniach skręca się w lewo. Następnie niezbyt dobrej jakości drogą jedzie się na wprost. Na obydwu jej rozwidleniach należy trzymać się lewej krawędzi.
      Końcowy, choć krótki odcinek drogi przebiega przez las. W ten sposób dociera się

do bramy łowiska,

opatrzonej tabliczką "teren prywatny zakaz połowu ryb".
      Opis powyższy może wydawać się mało klarowny, ale zabłądzić w rzeczywistości jest trudno. W razie jakichkolwiek kłopotów najlepiej zastosować starą zasadę "koniec języka za przewodnika".
      Na obiekt składa się kanał oraz kilka stawów. Wędkarzom udostępniono jedynie dwa z nich. Reszta, to ośrodek hodowlany karpi. Przy wejściu znajduje się barak, przy którym dobrze jest zameldować się osobie dozorującej łowisko. Tam też, w cieniu sosnowego lasku zostawia się pojazdy.
      Od baraku do stawów dla wędkarzy dochodzi się groblą. Na końcu, po jej prawej stronie rozpościera się mniejszy i płytszy akwen. Nie jest zbyt piękny, ma kształt prostokąta. Głębokość waha się od kilkunastu centymetrów do mniej więcej metra. Są w nim mniejsze karpie, takie do półtora kilograma, karasie, a także trochę płotek i okoni. W stawie tym najlepsze efekty miałem wędkując z płytszej, przeciwległej do grobli stronie. Brania miałem również od strony większego stawu, przy spuście wody. Było ich jednak mniej.
      Karpie dobrze reagują

na kukurydzę konserwową,

karasie zaś najchętniej zjadają czerwone robaczki. Z efektywnych atraktorów warto wymienić, standardowy w wypadku karpi, zapach truskawkowy.
      Stosowane metody to m.in. delikatny zestaw ze spławikiem. Wolne od zawad dno i niewielkie rozmiary ryb umożliwiają użycie cieńszej żyłki. Wielokrotnie kłute ryby są ostrożne, nie należy więc dawać im podstaw do podejrzeń. Warto też zarzucić zestaw dennej gruntówki ze sprężyną lub koszyczkiem zanętowym w stronę środka akwenu. Tam na brania można liczyć przez cały dzień.
      Większy staw, po lewej stronie grobli ma kształt nerki. O ryby tam trudniej, za to są one zdecydowanie większe i występują w większej różnorodności. Karpie dorastają do 10 kilogramów. Są duże amury a także liny. Co ciekawe i nieczęsto spotykane w wodach komercyjnych, w stawie, obok azjatów i białorybu są drapieżniki.
      Optymalne miejsca połowów karpi i amurów to obydwie zatoki przy końcach stawów. Największe jednak sztuki żerują przy przewężeniu przed bardziej oddaloną od parkingu zatoką. Ich ulubionym pokarmem są kulki proteinowe. Tam najczęściej zasiadają wędkarze stosujący nanizaną na włos tę selektywną przynętę. Jednakże każdy z nich do połowu i nęcenia używa kulek o innym składzie i zapachu. Właściwy atraktor należy więc dobrać empirycznie. Amury z kolei, oprócz kulek, zasysają pokrojone i nałożone na haczyk śliwki.
      W okolicach wyspy

żerują szczupaki.

      Niekiedy trafiają się sztuki ważące po kilka kilogramów. Jednak wobec obfitości karasi i płoci - naturalnego pokarmu, złowienie szczupaka jest często kwestią przypadku. Oprócz zębaczy spustoszenie wśród drobnicy czynią sumy. Padają czasem łupem wędkarzy łowiących z gruntu na pęczek czerwonych robaków lub rosówkę.
      Opłaty za możliwość połowu nie są wygórowane. Płaci się 3 zł. za możliwość połowu oraz za przyniesione do wagi ryby. Ceny kształtują się od 5 złotych za kilogram karasi, 8-9 za karpie i liny do kilkunastu za sumy. Co istotne, nie ma obowiązku zabierania złowionych ryb. Właściciel nie narzuca także limitu wędek. Spotykałem ludzi łowiących pięcioma kijami. Jak obsłużyć taki arsenał pozostaje tajemnicą łowiących. Miło jednak, że działa zasada "klient nasz pan".
      Zaletą tego spec-łowiska jest niebrzydkie otoczenie. Woda jest z kilku stron otoczona lasem. Wzdłuż obiektu meandruje malownicza Grabia. Spokój zakłócany bywa jedynie latem, przez młodych pensjonariuszy pobliskiego ośrodka kolonijnego Caritasu.
      Myślę, że czasem warto przejechać odległość około 40 kilometrów, która dzieli Drzewociny od centrum Łodzi po to, żeby poczuć pulsowanie wędki pod ciężarem kilku kilogramów walecznej ryby. Jednakże, tak jak i w łowiskach ogólnodostępnych, nigdy nie można być pewnym, że uda się doczekać brania. Gospodarz w racjonalny sposób prowadzi akcję zarybiania, traktując obiekt jako łowisko wędkarskie nie zaś sklep rybny.

Michał Sopiński

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych