Dziś w przeglądze prasy krótkie przedstawienie zawartości "Wędkarskiego Świata" z krótkimi recenzyjkami. Polecamy też tekst Piotra Onikki-Górskiego na temat artykułu wstępnego red. Macieja Ogrodzkiego, naczelnego WŚSŚiM.
 
  NR 24      15 PAŹDZIERNIKA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź w Wałcz
 

Lamiglas XTS 864, Robinson, s. 79 - sprzęt, technika, rynek.
Z tekstu można dowiedzeć wielu rzeczy, ot, choćby - co to jest kij zawodniczy:
"Nic dodać, nic ująć - bardzo fajne spinerki na sandacze, okonie, klenie i jazie - jednym słowem kije zawodnicze."
No, to teraz już wiadomo, co robić, żeby zapunktować. Byle nie szczupak, panowie i panie, byle nie szczupak...

M. Szymański: Składaki, s. 80 - sprzęt, technika, rynek.
Jacek Kolendowicz kontra wędka travelka. I o tym, jak dbać o taką wędkę... Pisownię pozwoliłam sobie, jak zwykle, zostawić orginalną.
"Najważniejsza jest trudność zachowania odpowiedniej "higieny" teleskopu. Piasek, ił, zaschnięte glony i woda, zawsze dostaną się do wnętrza składu i są stamtąd trudne do usunięcia. Zanieczyszczenia twarde najbardziej szkodzą złączom, natomiast pozostawienie zawilgoconego wędziska na dłuższy czas (...) może spowodować zniszczenie lakieru".
A więc - uwaga, kochane brudasy! Nie kupujemy travelek. Trzeba je czyścić, kiedy się uświnią... Kupujmy tylko normalne spinningi,takie z lakierem odpornym na wszystko, bo one nie wiedzą, co to flanelka, a i brud im niestraszny, i wilgoć..

M. Ogórek: Cold Steel Bird&Trout, s. 81 - sprzęt, technika, rynek.
Rzecz, wbrew pozorom, nie jest o ptaszkach i rybkach, ale o firmie produkującej broń białą. Dla ułatwienia - żeby czytelnik nie miał już żadnych wątpliwości - na zdjęciu ilustrującym artykuł umieszczono kołowrotek muchowy...

D. Mucha: Pierwsze echo, s. 82 - sprzęt, technika, rynek.
Tekst już na pierwszy rzut oka zapowiada się poważnie i ponuro. Białe litery na fioletowo-granatowym tle nie pozostawiają cienia złudzenia czy nadziei: to będzie artykuł czysto techniczny.
Czy tak jest naprawdę, nie miałam, niestety, okazji się przekonać. Nie doczytałam. Nie dałam rady. Nie po raz pierwszy...
Słowem - dla wytrwałych.

M. Narajczyk: Domowe kulki, s. 84 - sprzęt technika, rynek.
Tym razem białe litery na tle zielonym. A konkretnie na tle trawy. Artykuł traktuje o robieniu proteinowych kulek. Okazuje się, że nie trzeba wcale mozolnie lepić owych kulek, by oślepnąć. Wystarczy wiedza teoretyczna...
Jeśli redakcja zamierza utrzymać tę czarowną formułę graficzną, od przyszłego numeru powinna jako bonus dać każdemu po parze darmowych okularów.

B. Uryn: Palawan, raj i piekło tropików, s. 86 - wędkarski survival.
Daj Boże każdemu taki survival!!! Za oknem słota, jesień, a tu facet siedzi w ciepełku i łowi sobie egzotyczne ryby!

Z. Zalewski: Rozmaitości, s. 90 - rozmaitości.
Jedna goła baba, jedna Ewelina Wernicka ubrana w klipsy, trzech ekologów, jeden trup i jedno wierszydło.
I tyle.

Z. Zalewski: Z dawnych lat, s. 92 - z dawnych lat.
Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia...
Dla ludzi o mocnych nerwach.

Puławy'99, s. 93 - forum klubów.
Dzienno - nocne zawody spinningowe. Nazwa zawodów, broń Boże, nie nasza.

M. Szymański: Głupia woda, s. 94 - świat sportu.
Jeszcze jedne zawody.

W. Kamiński: Cabecao'99, s. 95 - świat sportu.
I jeszcze jedne zawody. Tym razem MŚ juniorów spławikowych w Portugalii.

DC, W. Kamiński: Puchar Warty, Puchar Łuczniczki, s. 96 - świat sportu.
I jeszcze jedne... Jedyną okrasą jest znajoma buzia Ani Gostyńskiej i jej osiągnięcia - trzecie miejsce w Pucharze Warty i czwarte w Łuczniczki.

M. Szymański: Mistrzostwa Polski Klubów Słubice, s. 98 - świat sportu.
Zawody. A co innego miałoby być?

Z. Zalewski: Uwiecznione błędy, s. 100 - 35/80.
Teoretycznie - jak nie robić zdjeć. W praktyce, zupełnie niechcący, na poparcie tezy autor umieścił kilka zdjęć całkiem niezłych. Reszta nie odbiega poziomem od tego, co prezentuje się nam wewnątrz numeru...

Rekordowa ryba, s. 102.
I znów - jak co miesiąc - ciekawe łowiska: parkan typu siatka, gdzie wziął piękny boleń, inna rapa - przydybana tle czegoś szarego, jaź na drzwiach od łazienki (widać spinacze), jaź bytujący wśród roślin i firanek oraz - rewelacja - karp z własnego ogródka. A może to był balkon?

P. Burzyński: Pora kapeluszy, s. 105 - poradnik lekarza.
Przykro mi to pisać - ale lepiej tego tekstu nie czytać. Fragmentami zawiera bzdury:
"Znam zapaleńców, którzy namiętnie zbierają olszówki nie wiedząc, że podczas gotowania część toksyn przechodzi do wywaru."
I cóż z tego, że przechodzi? Wywar się wylewa... Problem z jest toksynami, co zostają w olszówce, czyli z muskaryną - tą samą, którą zawierają np. muchomory...
"Spośród grzybów u nas występujących najczęstszą przyczyną zatruć są muchomory sromotnikowe, olszówki i borowiki szatańskie."
Gdyby tak było, dawno byśmy wszyscy trupem padli. Olszówki swoje jadowite działanie ujawniają po kilku latach jedzenia: zawierają stosunkowo mało muskaryny, która odkłada się w organizmie. Szatany szkodzą, owszem - ale tylko na żołądek. Wiele osób jadło szatana, struło się i nawet tego nie zauważyło, zwalając dolegliwość na pochłonięty równocześnie bigos... Na życie raczej grzybek nie nastaje i stawianie go obok muchomora sromotnikowego to kretyństwo. A najczęstszą przyczyną zatruć jest zeżarcie owego muchomora bądź jego dwóch pobratymców: muchomora wiosennego lub jadowitego.
Jest takich "drobiazgów" jeszcze więcej, o czym przekonać się może każdy, kto wejdzie do internetu, wklepie sobie w pierwszą lepszą wyszukiwarkę hasło "muchomor sromotnikowy" i porówna informacje sieciowe z tekstem.
Panu doktorowi życzymy smacznego. I rozwoju jego bulwiastego zgrubienia, którego posiadanie przypisał w tekście muchomorom sromotnikowym... Żeby było śmieszniej, one nie mają bulwiastego. Mają pochwę...

E. Wernicka: Babki, byczki, dziwolągi, s. 107 - z drugiej strony.
Na wędce wieszają się nam przeróżne stwory... Jakie? O tym w felietonie.

D. Wegner: Kuchnia WŚ, s. 110.

J. Kolendowicz: Krnąbrny wiceprezes, s. 113 - informatorek.
Ple, ple, ple. Zawody wędkarskie solą w oku PZW, związek nie opracował kryteriów sponsoringu zawodów i tym podobne doniosłości.
Niech J.K. lepiej łowi ryby...

VI Mistrzostwa Świata w Wędkarstwie Spławikowym Kobiet, s. 114 - informatorek.
Wstyd numeru. I tyle. Drugie miejsce naszych pań zasłużyło w oczach redaktorków na OSTATNIĄ stronę ich pisma... Może pora zmienić tytuł na Świat Redakcji?
Bez komentarza!
PAŹDZIERNIKOWY WĘDKARSKI ŚWIAT
Z. Zalewski: Rozdwojenie jaźni, s. 7.
Kilka słów o tym, do czego może doprowadzić z pozoru normalnego człowieka wędkarstwo muchowe:
"Obdarłem z piórek jedną z kupnych muszek i założyłem na nią złapaną, prawdziwą. Muszę wyjąć na muchówkę chociaż jednego z tych krnąbrnych jazi - usprawiedliwiałem się sam przed sobą."

Dzieci słońca, s. 8 - natura i my.
Co w trawie piszczy, czyli mini mikrokosmos:
"Prędzej czy później przychodzi taki dzień, że przypominam sobie (...) o ugorach, o tych jałowych, choć dziwnie kolorowo rozkwitłych wszelkim zielskiem nasypach kolejowych i wychodzę późnym popołudniem albo rankiem na spotkanie z przeróżnej maści i "narodowości" stawonogami."

I. Prosimii: Etyczny żywiec, s. 12 - łowy miesiąca.
Na "tych zza Buga" - a określenie to obejmuje sobą wszystkich, którzy mieli kiedyś pecha mieszkać w granicach ZSRR - patrzymy z pogardą. Ruskie wędkarstwo, ruski sprzęt, ruskie myślenie... Ten artykuł napisał jeden z "ruskich". I to, jak nas zobaczył, wywołuje we mnie rumieniec wstydu.
Piękny tekst, choć tytuł absolutnie na to nie wskazuje. Pewnie pochodzi od redakcji...
"Tam, gdzie się urodziłem, dorośli pracowali, mężczyźni chodzili do lasu po zwierzynę, a dzieci na ryby. (...) Łapaliśmy je koszami, wyjmowaliśmy spod kamieni rękami, czasami kupowaliśmy u sklepikarza trutkę... Bo węd jeszcze wtedy nie wolno było nam używać. Gdy skończłem czternaście lat, ojciec zrobił mi pierwszą wędkę z leszczynowego kija. To dopiero było łowienie!"

D.Małysz: Szczupak potokowy
, s.14 - łowy miesiąca.
Hmmm. Ci, którzy myślą, że autorowi udało się znaleźć potok ze szczupakami - lekko się rozczarują... Owe miałe ciurki to karpackie rzeki: San, Wisłoka i Wisłok. Na moje oko całkiem spore, ale może po Rządzy mam skrzywione patrzenie. Przynęta - twistery i woblery. Miejsce - doły, wydłubane w rzekach przez koparki, pozyskujące tamże żwir. Bardzo chciałabym zobaczyć potok, w którym mieści się koparka...
"Jeżeli dół jest odpowiednio rozległy (znam wykopane przez koparki doły o długości 150 metrów), to po obłowieniu wlewu koncentruję swą uwagę na wszelkich nierównościach dna. (...) Inne szczupakowe łowiska, których nigdy nie omijam, to żwirowe wyspy, a właściwie obszar spokojnej wody poniżej nich."
Żwir, żwir, żwir. Powiało nudą. Mi nie chciałoby się jechać przez taki kawał Polski, aby w Sanie odkryć wyrobisko pożwirowe...

G. Zegadło: Glizdowanie gnojakiem, s. 16 - łowy miesiąca.
Do czego służy glizda, wie każdy wędkarz. Jaka jest - też każdy widział. I bardzo dobrze, bo z tego artykułu niewielu ma szansę pozyskać o robalu informacje. Białe, chude literki na zielonym tle po minucie wpatrywania się w kartkę zlewają się w jedno i - takie zlane - zaczynają krążyć...
Cytaciku nie będzie. Nie wymagajmy cudów. Zresztą, sam tytuł wystarczy...

A. Bombola: Spławik, s. 18 - łowy miesiąca.
Spałwik na zimno. Brr... Zresztą, autorowi też zimno.
"Bo dni coraz krótsze i zimniejsze, a ryba coraz bardziej kapryśna. Siedzi teraz gdzieś w dołach ze spokojną wodą, z rzadka przekąszając grubsze i co bardziej smakowite kawałki. Oczywiście ta godna uwagi ryba. Bo drobnica, szczególnie w ciepłe dni, przy chwilowych przejaśnieniach, dalej okazuje się wiecznie głodna, koło resztek przybrzeżnej roślinności. Ale polować na drobnicę? Zgrabiałymi paluchami zakładać pojedyncze ochotki i maleńkie białe robaki na mikroskopijne haczyki?"
Mi też się wszystkiego odechciało.

T. Krzyszczyk: Szczupak z krzaka, s. 20 - łowy miesiąca.
Szczupacze bankówki: zwalone drzewa, podmyte korzenie i takie tam. Każdy normalny spinningista natychmiast musi wrzucić tu przynętę i dokonać penetracji. I często odchodzi z kwitkiem...
Zdaniem autora, popełniamy pewnien błąd. Jaki? Ano, o tym w tekście.
"W rzece, pode mną leżał zwalony dąb, a w samym środku plątanimy gałęzi niewielki zielonkawyszczupaczek. Po chwili szczupak przesunął się bliżej krawędzi zwaliska. Potem stanął na samym skraju, na granicy czystej wody. Powachlował trochę płetwami. Obrócił się. Znowu chwilę postał i przepłynął z drugiej strony drzewa."

T. Zalewski radzi, s. 22 - agora specjalistów.
Ochrona złącz wędzisk nasadowych, definicja metody bolońskiej, masa gruntomierza a rodzaj łowiska i inne frapujące zagadnienia.
Dla wytrwałych.

Pytania czytelników, s. 24 - agora specjalistów.
Odpowiadają Marek Szymański i Tadeusz Zalewski. Co odpowiadają - nie wiem, bo nie doczytałam. Widocznie nie jestem wytrwała...

WWF chce pomóc polskiej przyrodzie, s. 26 - forum ekologiczne.
W połowie sierpnia przetoczyła się przez Polskę kolejna fala dyskusji o kaskadzie dolnej Wisły. Lobby pro wzbogaciło się o ludzi AWS z sejmiku kujawsko - pomorskiego, lobby anty zasiliła międzynarodowa organizacja WWF.
Pod koniec sierpnia WWF-owcy: Jane Madgwick i Przemysław Nawrocki spotkali się z przedstawicielami redakcji WŚ...
I co? I nic. Zamiast wywiadu, ciekawego artykułu, fotoreportażu okraszonego komentarzem gości - powstał potwór. Wygląda to tak, jakby redaktorki przedrukowały na żywca materiały otrzymane od WWF, nie siląc się nawet na jedną orginalną myśl.
Szkoda.

M. Szymański: Upojna noc z Salmo, s. 28 - reportaż WŚ.
Nazwałabym to raczej sprawozdaniem. Ale może się czepiam. Może teraz tak się pisze reportaże?
Autor oraz ekipa Salmo próbowali łowić ryby na warszawskiej Wiśle. Trochę im nie wyszło, co - zapewne - skłoniło autora do czarnomyślenia. Zastanawia się on otóż, co stanie się z rybami przy berglu, jak popularnie nazywa się tutaj ujście bielańskiego kolektora, gdy na prawej stronie stanie wreszcie oczyszczalnia ścieków. Mieszkałam w Warszawie prawie 30 lat i gadanie o oczyszczalni słyszałam już od mojego dziadka. O ryby jestem więc dziwnie spokojna...

T. Krzyszczyk: Jezioro Mgieł, s. 30 - nasze łowiska.
Rzecz o zalewie Rybnickim, zwanym niekiedy Rybnickim Morzem. Zapewne przez złośliwość, w odróżnieniu bowiem od polskiego morza temperatura wody w zbiorniku rzadko kiedy spada poniżej piętnastu stopni. W tych warunkach ryby rosną jak głupie...

J.Czepnik: Zanim odlecą, s. 33 - natura i my
Jak w tytule:
"Jesień kocham z wielu powodów... Po pierwsze, jest to czas niezapomnianych "klimatów", tajemniczych, mgłami zasnutych wód, które choć czasami zazdrośnie strzegą tajemnic, nie tylko skrzydlatych mieszkańców, i niewiele "dają", to jednak zawsze "obiecują"..."
Wbrew pozorom, nie jest to tekst pornograficzny ani opowiadanie fantasy. Rzecz faktycznie dotyczy tego, co robią ptaki, zanim odlecą...

W. Maciejko: Moje mulaki, s. 36 - sekrety łowienia.
Ryby z rzecznych prostek, takich średnio głębokich i o niezbyt szybkim nurcie. Główni bohaterowie - jazie, certy, leszcze. Dlaczego mulaki? Nie wiem. Nie ja to wymyśliłam.
Zamiast cytatu jeden ze śródtytułów. "Polski worming". Prawda, że smaczne?

T. Krzyszczyk: Nocny jastrząb, s. 38 - sekrety łowienia.
Nocny spinning. I tyle. Co więcej można o tej metodzie, spełniającej w prasie wędkarskiej rolę zapchajdziury ostatnio, napisać? Dobrze, że tekst jest Tomka Krzyszczyka, bo by się się już zrobiło kompletnie bylejak. A tak - choć poczytać można...

P. Kozłowski: Brzany na serio - sekrety łowienia.
To TRZEBA przeczytać. Najlepsza parodia tekstu, jaką ostatnio widziałam. Szkoda, że na serio...
"W poprzednim numerze WŚ opisałem jeden z typowo wiślanych gatunków ryb - certę. Śmiało można powiedzieć, że jej bliską koleżanką jest brzana. Nie wiem jak wygląda sytuacja na innych wodach Polski, ale wiem jedno, że największe i najpiękniejsze certy są w Wiśle. Jeśli chodzi o brzanę, to stawiam "Rapę" z rzędem temu, kto wskaże miejsce, gdzie żyją większe brzany od wiślanych. Jeśli, Szanowny Czytelniku, masz jakieś wątpliwości to migiem je rozwiewam."
Pozwoliłam sobie zostawić orginalną interpunkcję i nazewnictwo, żebyście też mogli się pozastanawiać, za co sekretarz redakcji i korekta WŚ biorą pieniądze...
Na koniec złota myśl: Co lubi brzana? Brzana lubi wodę. Zgadnijcie, kto to powiedział...?

Z. Zalewski: Zakończenie, czyli gdzie szukać rekordu Polski, s. 42 - sekrety łowienia.
Fragment monografi pt. Sandacz. Kto nie czytał poprzednich odcinków - może sobie śmiało ostatni darować. Ilość odwołań do fragmentów wstecznych przechodzi ludzką wytrzymałość.

Dlaczego spadają, s. 44 - sekrety łowienia.
Praca zbiorowa na temat ryb źle trzymających się haczyka. Z problemem walczą Marek Szymański, Marek Kaczówka, Maciek Jagiełło i Mateusz Sobota. Z ich rozważań wynika zaś, że:

*   winna jest ryba, bo źle zeżarła,
*   kij był za miękki,
*   kij był za twardy,
*   żyłka była za luźna,
*   żyłka była zbyt napięta,
*   kotwice były tępe,
*   za duże,
*   za małe,
*   i tak dalej, i tak dalej...

A ryby i tak spadają.

M. Szymański: Ostry ripper, s. 49 - sekrety łowienia.
Rippera trzeba uzbroić, zanim się go rybie wetknie do pyska. Niewtajemniczeni wtykają w gumę hak z ołowianą główką i myślą, że głupia ryba da się na to naciąć. Co innego wtajemniczeni. Oni wiedzą, że jeden mały, nędzny hak, choćby nie wiem jak ostry - to zbyt mało na wędkarski SUKCES. Hakowi trzeba dołożyć kotwicę. Albo dwie. Albo dziesięć...
Przesadziłam. Skąd ci wtajemniczeni wzięliby taką rybę?

T. Krzyszczyk: Karp po piekarsku, s. 50 - sekrety łowienia.
Też KONIECZNIE do przeczytania, jeśli ktoś miał nieszczęście kupić tę gazetę. Tekst Tomka K. będzie znakomitą odtrutką na brzanowego speca... Aż się chce na te karpie pojechać!

M. Pokutycki: W tej rzece sumy gryzą, s. 54 - wyprawy WŚ.
Faktycznie, gryzą. Padł nawet sum o wadze 102 kg.
Gdzie? Nie łudźcie się. Nie w Polsce. W Kazachstanie...

A. Zdun: Gdy nie bierze na suchą, s. 60 - pod muchą.
Gdy nie bierze na suchą, to trzeba założyć mokrą. Albo nimfę. W każdym razie coś, co łazi pod wodą...
Wpadłam na to bez zaglądania do tekstu i nie pomyliłam się, co stwierdzam z satysfakcją.
Kto jednak jeszcze nie ćwiczył nimfy, przeczytać może. Nie jest tak źle.

A. Sikora: Muchy lipieniowe suche, s. 63 - pod muchą.
Obrazki, obrazki, obrazki. I rysunki. Rzecz jasna, much lipieniowych suchych.

M. Woźniewski: Szczupak w centrum uwagi, s. 66 - rybak, ichtiolog, wędkarz.
O szczupaku prawie wszystko. I o tym, jak to drzewiej bywało, i o tym, jak bywa teraz... Ze względu na owo drzewiej jest to tekst raczej dla ludzi o silnych nerwach:
"Przez wiele lat w katedrze w Mannheim był wystawiony szkielet szczupaka o długości 6 metrów. Znany systematyk francuski, książę Lacepede w monimentalnym dziele pt. Historia naturalna węży, ryb i wielorybów, która ukazała się ponad 200 lat temu na temat tego szczupachego szkieletu pisał tak: jakąż straszliwą liczbę słabszych od siebie zwierząt musiał pożreć, aby wykarmić swoje olbżymie cielsko...
Dzisiaj ta historyjka wywołuje uśmiech."


M. Szymański: Teraz jest najpiękniej, s. 68 - wędkarskie ABC.
Drapieżniki jesienią na rzekach i jeziorach. Przeczytałam i już wiem. Ale nie to, jak teraz łowić, ale to, skąd nad wodami biorą się ci faceci, którzy wielką szczupaczą trójką z chlupotem walą wprost w moje wypatrzone kleniowisko...
"W pudełkach, po wrześniowym, letnim jeszcze łowieniu przeprowadzam reorganizację. Z małych wirówek zostawiam tylko kilka srebrnych dwójek, które nocą bywają niezłą sandaczową konkurencją dla gum podczas obławiania płytkich, kamienistych rafek."
I pomyśleć, że do tej pory za małe uważałam wiróweczki "00". No, w ostateczności uszłaby jeszcze w tej klasyfikacji zerówka...

W. Kamiński: Nad kanałem, s. 69 - wędkarskie ABC.
Mistrz juniorów sprzed dwóch lat, jakby ktoś miał wątpliwości. Sam się tak pod spodem podpisał. I co takiego ma do zakomunikowania młodym ludziom ów Mistrz?
" Styl wędkowania prezentowany przeze mnie i moich kolegów zawodników jest odmienny. My zawsze łowimy ryby! Zarówno mniejsze, których jest w kanale więcej, jak również okazy. Jest to łowienie intensywne i co ważne, nie zajmujące zbyt wiele czasu."
Włoś się jeży na głowie, a nóż sam otwiera w kieszeni. Biedne dzieci, biedna młodzież. Co z nich będą za wędkarze, jeśli strzeli im do głowy posłuchać Mistrza? I co będą łowić, skoro Mistrz taki jest skuteczny?

T. Zalewski: Bolonka, s. 70 - wędkarskie ABC.
Bolonkowe ABC: kij, kołowrotek, żyłka, spławik, obciążenie. Całość sensowna, ale tak wyprana z uczuć, że nawet nie chce mi się tego komentować.

G. Dobiecki: Spinn' Brothers, s. 72 - spod dużego palca.
Korespondent z Francji tym razem o Polsce.

D. Dusza: Dlaczego, s. 74 - prosto z duszy.
Felietonik o korzeniach szaleństwa, zwanego wędkarstwem.

(KP): Nowości, s. 76 - sprzęt, technika, rynek.
Dragon, Dragon i jeszcze raz Dragon. A czego się spodziewaliście?

B. Kozłowski: RTS Show, s. 77 - sprzęt, technika, rynek.
Wbrew pozorom, też Dragon. Design Fishing, dokładniej rzecz biorąc.

M. Szymański: Nie ma złych silników, s. 78 - sprzęt, technika, rynek.
Adam Słodowy, czyli zrób to sam. A jak nie umiesz, to oddaj do naprawy na Wał Miedzeszyński w Warszawie. Oferta atrakcyjna, szczególnie dla tych ze Śląska...
Ale poczytać można. Może uda się nie oddawać?

przeczytała i spisała Gośka Jurczyszyn

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusDarmowy ERP i CRM - Odoo - dawny OpenERPEtykiety samoprzylepneWędkarstwoStowarzyszenie Wędkarzy InternautówHydroizolacja - Osuszanie bydynków