Przede wszystkim muszkarze wiedzą, że łowić z łbem zanurzonym pod wodą się nie da. Ci, którzy otwarci są na naturę, zagapiają się na nadwodny świat bez względu na uprawianą metodę. Więc trochę o tym, co w pobliżu nas...
 

  NR 24      15 PAŹDZIERNIKA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

STROFY O PÓŹNYM LECIE

1
Zobacz, ile jesieni!
Pełno jak w cebrze wina,
A to dopiero początek,
Dopiero się zaczyna.

2
Nazłociło sie liści,
Że koszami wynosić,
A trawa jaka bujna,
Aż się prosi, by kosić.

3
Lato, w butelki rozlane,
Na półkach słodem się burzy.
Zaraz korki wysadzi,
Już nie wytrzyma dłużej.
4
A tu uwiądem narasta
Winna jabłeczna pora.
Czerwienna, trawiasta, liściasta,
W szkle pękatego gąsiora.

5
Na gorącym kamieniu
Jaszczurka jeszcze siedzi.
Ziele, ziele wężowe
Wije się z gibkiej miedzi.

6
Siano suche i miodne
Wiatrem nad łąką stoi.
Westchnie, wonią powieje
I znowu się uspokoi.

7
Obłoki leża w stawie,
Jak płatki w szklance wody.
Laską pluskam ostrożnie,
Aby nie zmącić pogody.

8
Słońce głęboko weszło
W wodę, we mnie i w ziemię,
Wiatr nam oczy przymyka.
Ciepłem przejęty drzemie.

9
Z kuchni aromat leśny:
Kipi we wrzątku igliwie.
Ten wywar sam wymyślilem:
Bór wre w złocistej oliwie.

10
I wiersze sam wymyślilem.
Nie wiem, czy co pomogą,
Powoli je pisze, powoli,
Z miłoscią, żalem, trwogą.

11
I ty, mój czytelniku,
Powoli, powoli czytaj
Wielkie lato umiera
I wielką jesień wita

12
Wypiję kwartę jesieni,
Do parku pustego wrócę,
Nad zimną, ciemną ziemię
Pod jasny księżyc się rzucę.


Julian Tuwim, Rzecz czarnoleska
CZERWONA EKSPANSJA
     Jesień zaczęła się w tym roku nagle. Pewnego dnia upały po prostu się skończyły, drzewa pozółkły, a na niebie zagościły ołowiane chmury... Ciekawe, jak się z takim obrotem sprawy pogodzą warszawskie kasztanowce?

      Dlaczego właśnie one? Ano, dziwaczny, letni początek jesieni nieco je zmącił. Poczuły, iż pogoda bliższa jest wiosennej, majowej - i zakwitły. Na łysych gałązkach pojawiły się nieśmiało, małe, zielone listki i bialutkie kwiatki.
      Niestety, cyklu pór roku nie dało się oszukać. Z kwiatków nie będzie nowych kasztanów. A szkoda... Może, gdyby się pośpieszyły, udałoby im się tak, jak udało się truskawkom, poziomkom i malinom, które zaowocowały po raz drugi. Bo przecież owady, niemrawo, bo niemrawo, latają jeszcze...
      Tak czy siak, z owadami czy bez, zielone listki kasztanowca nie wyparły właściwych tej porze roku, brązowych. Chemia jest bowiem silniejsza od słonecznych bodźców. I pomyśleć, że - paradoksalnie - powiada się, że to słońce maluje barwy jesieni...
      Jest w tym trochę prawdy, jak w każdym porzekadle. Ale nie ma to nic wspólnego z opalaniem, jak chcieliby ludowi bajarze. Prędzej z zimnem. I ze snem, bo drzewa jesienia "zasypiają".
      Z początkiem października dnie stają są coraz krótsze, noce chłodniejsze, kąt padania promieni słonecznych mniejszy. A to oznacza dla naszych drzew jedno: koniec z fotosyntezą! Chlorofil, dający zieleń, przestaje być wytwarzany.
      Moment, w którym drzewa zaczynają się szykować do zimowej wegetacji zoabserwować jest bardzo łatwo - dzięki brzozie, która bardzo źle znosi niedobory słońca. Wystarczy, by promień tylko ciut się "ujesiennił", by na jej listach pojawiły się drobne, żółte centki. Za nią pójdą następne.
      Chlorofil jest dominującym barwnikiem. Gdy znika - do głosu dochodzą inne: żółty ksantofil, pomarańczowy karoten i inne. Niektóre potrzebują do przemiany liści chłodu i... tłuszczu (wiadomo, jesień). To właśnie dlatego cudne przemiany zielonych liści na ciemnoczerwone na przykład zdarzają się najczęściej nocą.
      A potem - cóż. Spadają. I znów nie do końca tak, jak chciałaby potoczna opowieść: od wiatru. Liście po prostu przestają się gałęzi "trzymać": więź między komórkami przestaje istnieć.
      Nie przestaje natomiast trwać jesień i jej kolory. Orgia barw przenosi się na krzaki, których owocki są teraz o wiele bardziej widoczne niż we wcześniejszej gęstwie liści. Łatwiej wpadną w oko szykującym się do zimy ptakom. Obskubane, powędrują w ich żołądkach długie nieraz kilometry, by potem, wydalone, zająć dla rośliny nowe terytorium.
      Jesienne owocki z reguły są czerwone, rzadziej czarne. Dlaczego? Otóż ptaki są wzrokowcami i preferują czerwień właśnie...
      Darami jesieni nie gardzą i zwierzęta, nawet tak duże jak niedźwiedzie. Ale ich filozofia podjadania jest inna: przekąska ma nie tyle wpadać w oko, ile być trwała, przetrwać kilka miesięcy i nadal nadawać się do jedzenia. Ich wybór pada więc na bogaty w tłuszcze głóg, cierpka jarzębina, dzikie jabłka. A że zwierzęta również są dla tych roślin jedynie "pojazdem" - kuszą je. Nie urodą wszakże, a zapachem, bo zwierzaki wybierają na niuch, nie na oko.
      A gdy mimo wszystko coś zostanie - będzie jak znalazł dla tych ptaków, które u nas właśnie zimują.
      Właśnie, zimowanie. Ptaki potrafią niekiedy wykonywać manewry nieprawdopodobne... Weźmy taką sójkę. Z wierszyka Jana Brzechwy wiadomo, iż za morze wylecieć chciała, ale jej się nie udało. Z badań ornitologicznych wynika co innego: wyleciała. Na jej miejsce do Polski przybyła za to jej bardzo bliska kuzynka z północy - też sójka.
      Nie udałoby się tego stwierdzić prawdopodobnie nigdy, gdyby nie obrączkowanie. A jest to rzecz pracochłonna: trzeba ptaka złapać, zaobrączkować i liczyć na szczęście - na to, że może ktoś, kiedyś, takiego zaobrączkowanego ptaka złapie i zgłosi to w stacji ornitologicznej. Jak duże musi to być szczęście, można sobie łatwo wyobrazić, zapoznając się z dwiema tylko liczbami. Otóż, na 25 tysięcy ptaków zaobrączkowanych 15 lat przez studentów na Wiśle w okolicy Czerska zgłoszono dotychczas 32 informacje...
      Ale wracając do jesieni. Mniejszy kąt padania promieni słonecznych odmienia nie tylko na drzewa. Nas, ludzi, też. I to niezbyt sympatycznie - z miłych, pogodnych osobników stajemy się ponurakami, smutasami, zrzędami. Niektórzy dostają wręcz deprasji, targają się na życie albo całą zimę przesypiają z głową pod kołdrą. Rada jest na to jedna - więcej światła, więcej spacerów, więcej aktywności. Słowem - trzeba na ryby!
     Żeby było śmieszniej - choć temat raczej ponury - zimowe depresje to efekt naszego rozwoju, tzw. wyższości cywilizacyjnej. Zwierzaki na to nie cierpią. Ale o tym - za tydzień.

Gośka Jurczyszyn

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych