Fotoaparat w wędkarskim plecaku, to dla wielu równie ważna sprawa, jak kij z IM 1000. I o ile zwolennikom wędkarskiego hi-tech pozostają wspomnienia, to fanom fotografii dana jest pamięć chwili. Która da się przywołać tu i teraz...
 

  NR 25/26      26 PAŹDZIERNIKA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 



















ZACZEP HIPOTETYCZNY, CZYLI MAZOWIECKIE SWI
     Zaczęło się banalnie. Zatrzymaliśmy się - ja, Rafał Życzkowski, Piotr Górski, Paweł Czapla, Paweł Ejsmond, Sławek Hein i Andrzej Nielepiec w Zegrzu, koło sklepu wędkarskiego, aby dokonać ostatnich zakupów... Zaopatrzywszy się wcześniej, patrzyłem na oferowane dobra bez emocji. Rafał, za radą Piotra i Sławka, wyszedł ze sklepu bogatszy o białe gumki.

      Dojechaliśmy na miejsce, wypłynęliśmy na wodę, poszwendaliśmy się tu i tam. Rafał i Sławek zaliczyli po szczupaczku, ja zaliczyłem skubnięcie... I naraz Rafał zaanonsował zaczep. Zwolniłem łódź z kotwicy, Rafał zaczął wybierać żyłkę.
      Okazało się, że zaczep znajduje się pod łodzią. Rzuciłem kotwicę i słuchałem, jak zaczep powoli wyciąga żyłkę z kołowrotka Rafała. Rafał to fachowiec: topowy sprzęt, precyzyjnie nastawiony hamulec - w zasadzie wszystko wyglądało, jak w pracowni zegarmistrzowskiej.
     Żyłki było dużo ale - na wszelki wypadek - wciągnąłem znów kotwicę i podążałem na wiosłach za zwolna oddalającym się zaczepem.
      Wreszcie stanął. Po krótkim pościgu dogoniliśmy go - a on znowu ruszył. Trochę skręcał, a raz - jak stwierdził Rafał - podszedł do góry, ale potem znowu opadł na dno.
      I tak było przez dłuższy czas. Dołączyli do nas Piotr i Sławek na swojej łodzi, po chwili Andrzej z echosondą. Sławek wspierał nas dobrymi radami, co pewien czas dzwoniąc do znajomych informując, że zacięliśmy wielkiego suma i szukając wsparcia. Piotr pstrykał zdjęcia, a Andrzej robił rozpoznanie.
      Kiedy podpłynął blisko nas i poinformował, że echosonda pokazuje coś wielkiego, udało mi się zauważyć kształt zbliżony do łodzi podwodnej, sunącej po dnie. Kształt ów zajmował jedną trzecią ekranu w pionie i całą szerokość w poziomie.
      W pewnym momencie zaczep zastygł w bezruchu. Na echosondzie nadal wyglądał pokaźnie, nie dawał się wypłoszyć tupaniem ani opuszczaniem kotwicy w pobliżu.
      Podciągnąć do góry także się nie dawał. Rafał zdecydował się zerwać żyłkę i emocje się skończyły. Popływaliśmy jeszcze jakiś czas i wróciliśmy na stały ląd.
      Na grillu Piotr i Sławek wręczyli ufundowana przez siebie nagrodę - zestaw przynęt - Rafałowi jako Wielkiemu Łowcy Sumów.
      Sumów hipotetycznych, gdyż teorie na temat ruchliwego zaczepu mieliśmy różne. Pierwsza, skrajna, autorstwa samego Rafała, głosiła, że od początku był to zaczep, a oddalanie się od łódki było pozorne. To łódka oddalała się od zaczepu, popychana wiatrem. Druga, autorstwa Sławka, twierdziła, że był to jakiś konar, sunący powoli z prądem pod wiatr, który wreszcie osiadł na dnie. Trzecia, którą w końcu przyjęliśmy jako obowiązującą, zakładała, że na początku był to sum, który po prostu wpłynął w zaczepy, oplątując o nie żyłkę, po czym urwał się i dał w długą.
      Jednak - co by to nie było - wierzcie mi, że przeżyłem chwile prawdziwych emocji.

Krzysztof Michalak

foto: Piotr Onikki-Górski


 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach intenetowych