Co się dzieje nad wodami, co się stało w ostatnich dniach? Rzeki, jeziora, morza... Ryby, wędkarze i inne zwierzęta... Wygrzebane w internecie, w prasie, podsłuchane w mediach i na łowiskach... Czekamy na donosy Czytelników...
 
  NR 27/28      9 LISTOPADA
Wydawca: KROKUS ska z o.o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 




Śnięta Mienia:
Rzeka Mienia zamieniła się w ściek. Wszystkie ryby wypływają na powierzchnię. Nie mają czym oddychać. Najpierw na powierzchnię wypłynęły olbrzymie szczupaki. Po kilku godzinach pojawiły się karpie, okonie i płotki. Wszystkie ryby zachowywały się, jakby chciały uciec z brudnej wody. Woda była mętna, pełna jakichś białych farfocli.
Strażacy przyjechali na miejsce zaraz po otrzymaniu zgłoszenia. Niestety, nie mogli nic zrobić - jedynie monitorować brzeg rzeki i wyławiać męczące się ryby. Badania wykażą, co im jest.
Strażacy złapali w podbierak wielkiego karpia.. Nad rzeką zebrał się tłum. Mieszkańcy żalili się, że ścieki w rzece pojawiały się już wcześniej. Ich zdaniem, obecne zatrucie nie jest jeszcze najgorsze - ryby są żywe. W ubiegłym roku mleczarnia tak zanieczyściła rzekę, że wszystkie ryby pozdychały.
Gdy po kilku godzinach na miejsce przyjechała delegacja wojewódzkiego inspektoratu ochrony środowiska, okazało się, że źródło zanieczyszczenie wypływa z przetwórni warzyw. Rzeka była zanieczyszczona na odcinku Wiązowna - Dębe Wielkie. O tym, czy i jakie kroki podjąć wobec firmy-truciciela, zdecydują pracownicy ochrony środowiska.
SuperExpress


Stopień zamiast kaskady?
W Ministerstwie Ochrony Środowiska trwają końcowe prace nad projektem budowy w rejonie Nieszawy-Ciechocinka kolejnego stopnia wodnego na Wiśle. jeśli szef resortu zaakceptuje projekt, wkrótce trafi on pod obrady Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów.
Budowa stopnia nie oznacza jednak powrotu do koncepcji skaskadyzowania dolnej Wisły. Polsce nie są bowiem potrzebne nowe elektrownie - energetyka już teraz dysponuje ok. 30-procentowymi nadwyżkami.
Gazeta Pomorska


Nie chce, ale musi...
- Na Zachodzie wydaje się ogromne pieniądze na przywrócenie stanu naturalnego rzek, większe niż na regulację koryt. Jeśli przeforsujemy kaskadyzację, Zachód będzie patrzył na nas niechętnie, co odbije się też na wysokości środków pomocowych. Jednak w przypadku dolnej Wisły jestem przekonany, że nie ma innego wyjścia. Trzeba budować nową tamę, trzeba na to znaleźć pieniądze. Chroniąc środowisko nie możemy zapominać o ludziach. Włocławianie nie mogą żyć w ciągłym zagrożeniu. Za dwa, trzy lata będzie za późno. W tym przypadku nie możemy ulegać skrajnym proekologicznym poglądom.
minister środowiska, Antoni Tokarczuk, w wywiadzie udzielonym Gazecie Pomorskiej.


Rosołu nie będzie:
Łabędzie ze stawów hodowlanych w Halinowie nie odnalazły w sobie w tym roku dość siły, by odlecieć. Zwierzakom groziła wcześniej czy później śmierć: albo zamarzłyby, albo skończyły w garnku z rosołem. Pracownicy Ośrodka Zarybieniowego poprosili o pomoc redakcję SuperExpresu, zwłaszcza, iż znaleźli się już pierwsi chętni do zjedzenia ptaków.
- Przyleciała para z dwójką młodych. Niestety, ojciec nie mógł później wzbić się w powietrze, a jeden z młodych uderzył chyba w jakieś druty, bo krew sączyła mu się spod skrzydeł - opowiada pracownik ośrodka. - Oba ptaki snuły się po stawach, z których już spuściliśmy wodę. Rano przyleciała po nich reszta rodziny, ale to nic nie pomogło.
Chore łabędzie nie wzbiły się w powietrze. Ptaki spokojnie przenocowały na stawach. Jednak na drugi dzień wzbudziły apetyt halinowskich smakoszy pieczystego. Udało się ich przepędzić w ostatniej chwili. Redakcyjny bus "Super Expressu" zabrał łabędzie do zoo.
SuperExpress


Kajman znów w domu:
Kajman Buczyniak, który we wrześniu uciekł z prywatnego stawu, został złapany na brzegu innego akwenu. Według właściciela czworonóg ma się dobrze, tylko nieco schudł. Uciekiniera złapali - używając podbieraka - właściciel gada Jan Solarz oraz miejscowy wędkarz, Józef Chmura.
Długi na ok. 120 cm gad nie chciał rezygnować z wolności; gdy pękła końcówka podbieraka, zwierz omotany siecią zmierzał do wody. Właściciel, rzucając się desperacko, zdołał jednak złapać podbierak. Nie puścił już zdobyczy i krótko potem obaj panowie nieśli gada (jeden za pysk, drugi za ogon") do odległych o ponad kilometr Buczyn.
PAP


Rusza Euroregion Bug:
W Brześciu na Białorusi spotkali się przedstawiciele jednostek administracyjnych, które zainicjowały powstanie i nadal działają w ramach Związku Transgranicznego "Euroregionu Bug". Po podpisaniu aneksu do wcześniej zawartego porozumienia między stroną białoruską, ukraińską i polską spotkanie jest kolejnym krokiem w kierunku wznowienia trójstronnej współpracy w ramach "Euroregionu Bug". Głównym zagadnieniem, które przedstawiciele poszczególnych jednostek administracyjnych zaplanowali zrealizować w Brześciu było oficjalne powołanie nowych członków Rady "Euroregionu".
Podstawowymi zadaniami Rady Związku Transgranicznego jest opracowywanie kierunków współpracy członków - sygnatariuszy, poszukiwanie pieniędzy na finansowanie poszczególnych projektów realizowanych w ramach "Euroregionu", nawiązywanie współpracy z innymi podobnymi związkami i instytucjami międzynarodowymi, które w swej statutowej działalności zajmują się zagadnieniami rozwoju procesów integracyjnych w Europie.
Tygodnik Siedlecki

Wściekła ryba:
W Lubuskiem trwa szczepienie lisów. To kolejny, po okolicach Warszawy, Łodzi, Jeleniej Góry i Lubina, szczepiony z powietrza teren.
Lisy przywabić ma zapach ryb. Kiedy lekarstwo, przypominające duże kostki czekolady zostanie zrzucone, mączka rybna z woskiem, z której składa się jego obudowa, zacznie się powoli topić i rozkładać. Wtedy dość przykra dla ludzi woń przyciągnie lisy. Zwierzaki rozgryzą wabik i zjedzą umieszczoną w nim białą ampułkę z osłabionymi wirusami wścieklizny.
Gazeta Wielkopolska, lokalny dodatek do Gazety Wyborczej.


Szyszko klimatyczny:
Jan Szyszko, pełnomocnik rządu ds. konwencji klimatycznej, został wybrany na przewodniczącego V konferencji państw-stron Konwencji Klimatycznej ONZ. Konferencja odbywa się w Bonn.
Jan Szyszko był do niedawna ministrem ochrony środowiska. Otrzymał wówczas zaproszenie objęcia przewodnictwa konferencji klimatycznej. Kilkanaście dni przed jej rozpoczęciem Szyszkę z funkcji ministra zdymisjonował premier Buzek. Obawiano się, że Polska może stracić możliwość przewodniczenia konferencji. Aby tak się nie stało, premier utworzył dla Jana Szyszki specjalne stanowisko - pełnomocnika rządu ds. konwencji klimatycznej.
SuperExpress

Choroba nad wodą:
W Ożannie ma Rzeszowszyźnie, w rejonie zbiornika wodnego, lekarze weterynarii wykryli przypadek wścieklizny. Zdarzenie ujrzało światło dzienne, kiedy do miejscowego lekarza zgłosiła się osoba pogryziona przez kota. Chore zwierzę zostało uśpione. Na zapowietrzonym obszarze (w promieniu 5 kilometrów od miejsca, gdzie znaleziono zarażonego kota) Sanepid wprowadził zaostrzone wymogi sanitarne. W okolicznych gminach rozwieszono plakaty informujące o tym, że występuje wścieklizna. Powiadomione zostały koła łowieckie. Stan zagrożenia wścieklizną będzie obowiązywał aż do odwołania go przez wojewodę.
Super Nowości


Białe jest samotne:
Albinosy wśród zwierząt są rzadkością. Białych lwów jest nie więcej niż 30 na całym świecie. Jeden z nich to 7-tygodniowy Thandile - mieszkaniec rezerwatu pod Johannesburgiem w Republice Południowej Afryki. Jego imię w języku Zulusów znaczy "coś, co kochasz" i znakomicie do niego pasuje. - Mały jest rozkoszny - twierdzi Frank Wessels, jego opiekun i bez obaw pozwala bawić się z Thandile swojemu 2,5-letniemu synkowi, Christianowi.
Wiele albinoskich zwierzaków ginie tuż po narodzinach. Najczęściej z łap bądź zębów samych rodziców, którzy nie akceptują własnych dzieci - odmieńców. Pana Woo, maleńkiego kangurka, znaleziono przypadkiem. Mama kangurzyca wyrzuciła go ze swojej torby. Na szczęście małego udało się uratować. Dziś ma osiem miesięcy i bezpiecznie mieszka w specjalnym, podgrzewanym plecaczku, w rezerwacie w Somerset w Australii. W tym samym rezerwacie przebywa Pan Bryan, malutki biały jeż. Chociaż otoczony wspaniałą opieką, jest bardzo smutny, bo nie może sobie znaleźć towarzyszki życia. Te "normalne" stronią od niego, a białej pani jeżowej, po śmierci ostatniej w zeszłym miesiącu, jeszcze nie znaleziono.
Z kolei w rezerwacie w Miami na Florydzie w USA żyje biały aligator, jeden z 18 na świecie. Lubi wygrzewać się na słońcu, ale niestety nie wolno mu na to pozwalać ze względu na jego białą skórę.
SuperExpress

Warszawa zamiast Afryki:
Na jednej z posesji przy ul. Zdrojowej w Kleosinie (okolice Białegostoku - przyp. red) pojawił się... bociek. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że o tej porze roku powinien on znajdować się już w tzw. ciepłych krajach. Mieszkańcy postanowili więc uratować ptaka przed nadchodzącą zimą.
Poproszeni o pomoc policjanci i strażacy długo zastanawiali się jak złapać boćka. W końcu jednak znaleźli sposób. Ze specjalnej strzelby, będącej na wyposażeniu policyjnej kompanii antyterrorystycznej, z zachowaniem maksymalnej ostrożności aby boćkowi nie wyrządzić krzywdy, funkcjonariusze wystrzelili siatkę. Ptak nie mógł się wyplątać. Wkrótce zostanie przetransportowany do hoteliku dla zwierząt w Warszawie.
Gazeta Współczesna


Pierzaste zderzenie:
Podczas manewrów we Francji polski samolot zderzył się ze stadem gęsi. Su-22 "zamienił się w sito". Mimo to polskiemu pilotowi udało się bezpiecznie wylądować, a maszyna do końca pracowała bez zarzutu.
Polski samolot myśliwsko-bombowy Su-22 i francuski Jaguar leciały ok. 150 metrów nad ziemią w odległości 1,5 kilometra od siebie. Wszystko szło dobrze. Kiedy jednak miały lądować, pilot Su-22 poczuł silne uderzenie z przodu samolotu. Szybę samolotu zachlapała mu krew i szczątki ptaka. Jak zwykle w takich przypadkach, pilot sprawdził pracę silnika i zachowanie się samolotu w powietrzu. Wszystko było w porządku. Tyle że miał ograniczoną widoczność przez zachlapaną szybę.
Niczego nie podejrzewając, kontrolując cały czas przyrządy pokładowe, pilot, kapitan Wyrzykowski, wylądował na lotnisku bazy i dokołował na swoje miejsce. Dopiero jak wysiadł, ugięły się pod nim nogi. Samolot wyglądał, jakby przeszedł ostrzał artylerii przeciwlotniczej. Uszkodzony został silnik i prawa strona samolotu.
Kilogramowy ptak uderzający w samolot z prędkością 800 kilometrów na godzinę jest jak artyleryjski pocisk. A Su zderzył się prawdopodobnie z całym stadem gęsi...
SuperExpress


Dramat zazdrości:
Rozjuszony hipopotam zabił w dyrektora ogrodu zoologicznego w Pessac w regionie Bordeaux. O tragedii poinformowało radio France-Info. 60-letni Jean Ducuing, ojciec trojga dzieci, jechał alejką zoo, kiedy siedmioletni hipopotam Komir pognał w jego kierunku i stratował go.
Według wyjaśnień jednego z pracowników zoo, hipopotam wydostał się z wybiegu, przeskakując przez ogrodzenie, mimo iż było ono pod napięciem. Stało się to wkrótce po porannym karmieniu. Żywność dla zwierząt rozwożona jest w Pessac niewielkim traktorem, o który zwierzę było ponoć od dawna zazdrosne, upatrując w nim konkurenta.
PAP

Trocie będą sprawdzone:
Kilka dni temu w programach telewizyjnych, m.in. Panoramie i Teleexpresie, nadano materiał o trociach i słupskiej przepławce. Poruszono w nim - oprócz kwestii swobodnej wędrówki troci - także problem kłusownictwa. Oglądający relację mieli okazję zobaczyć dwóch czternastoletnich wyrostków, którzy wyciągnęli rybę z wody za pomocą osęki, a następnie pozbawili ją życia - skacząc jej po głowie.
Naszym zdaniem, popełniono przestępstwo, a materiał telewizyjny jest na to dowodem. Nasi koledzy: Piotr Onikki-Górski i Sławek Hein złożyli w Prokuraturze stosowne zawiadomienie. Można je oglądać pod adresem http://www.tygodnik.fishing.pl/donos.htm


Strefa interesu:
Wojewoda warmińsko-mazurski Zbigniew Babalski chce zmniejszyć strefę ochronną wokół jezior ze 100 m do 50 m. Motywuje to złą sytuacją finansową gmin. Gdyby udało się zmniejszyć strefę, gminy zarobiłyby więcej na sprzedaży atrakcyjnych terenów.
Projekt rozporządzenia został przedstawiony do zaopiniowania wojewódzkiej komisji ochrony przyrody. Samorządowcy popierają projekt wojewody. Przyrodnicy i naukowcy są mu przeciwni. Stumetrową strefę ochronną wprowadził w 1991 roku wojewoda olsztyński Roman Przedwojski. Miała powstrzymać degradację przyrody i zapobiec lawinowemu rozwijaniu się budownictwa letniskowego tuż nad samą wodą. Od początku lat siedemdziesiątych mazurskie i warmińskie jeziora były obudowywane daczami, najczęściej o bardzo brzydkiej architekturze, nie spełniającymi podstawowych wymogów sanitarnych (jeśli miały szamba, to przeciekające, ścieki spływały do jezior).
Utworzenie strefy powstrzymało proces degradacji jezior, choć nie zlikwidowało całkowicie dzikiej zabudowy. Szczególnie uciążliwe stało się grodzenie działek aż do samego brzegu i stawianie pomostów, które właściciele uważają za własność prywatną. Jedno i drugie jest niezgodne z prawem.
Wojewódzka komisja ochrony przyrody wyda swoją opinię w tej sprawie na początku listopada. Nie będzie ona obligatoryjna dla wojewody. Poprzednik Zbigniewa Babalskiego, wojewoda Janusz Lorenz, który także chciał zmniejszyć strefę, wycofał się z pomysłu, po otrzymaniu negatywnej opinii komisji.
Rzeczpospolita


Zostawcie jeziora w spokoju!
Harcerski Ruch Ochrony Środowiska im. Św. Franciszka z Asyżu protestuje przeciwko propozycji wojewody warmińsko-mazurskiego, Zbigniewa Babalskiego. HROŚ uważa, że projekt zmniejszenia stref ochronnych to działanie niekorzystne dla środowiska.
Istnienie strefy ochronnej wiąże się m.in. z możliwością zabudowywania terenów w pobliżu jezior. Jak twierdzi komendant HROŚ, Dariusz Morsztyn, na terenie Mazur intensywnie rozwinął się proces zagospodarowywania gruntów nad jeziorami. Doprowadza to w konsekwencji do niszczenia cennych przyrodniczo terenów. Zabudowa wokół jezior ogranicza też dostęp do jezior mieszkańcom oraz turystom. Tym samym zmniejsza atrakcyjność turystyczną terenów.
- Wojewoda podejmuje niekorzystne decyzje - mówi Komendant HROŚ, Dariusz Morsztyn. - Za dziesięć lat to będzie kraina 1000 zabetonowanych i martwych jezior. Doprowadzi to do wycięcia wielu drzew rosnących nad jeziorami oraz naruszy linię brzegową. Jednorazowe zyski ze sprzedaży tych gruntów, są niewspółmierne do strat, jakie ten projekt może spowodować w przyszłości. Według mnie, zmniejszenie strefy ochronnej spowoduje także wzrost samowoli budowlanej.
Na razie HROŚ i inne organizacje ekologiczne, np. Komitet Ochrony Orłów, ograniczają się do wysyłania pism protestacyjnych. Jednak jeśli to nie odniesie skutków, to protest może się zaostrzyć. Ekolodzy chcą organizować pikiety przed Urzędem Wojewódzkim w Olsztynie.
Gazeta Współczesna


Nowa woda:
W gminie Jasionówka na Białostocczyźnie powstaje dwuhektarowy zbiornik retencyjny, który ma również pełnić funkcje rekreacyjne. W pięknej scenerii parku, tuż przy zespole szkół, wiosną ma pojawić się spore jeziorko. Inwestycja w znacznej części powstaje ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Wojewody Podlaskiego. Szacunkowy koszt budowy opiewa na około 660 tys. zł, z czego z kasy gminnej Jasionówki pochodzić będzie ponad 100 tys. zł. W planach przewidywane jest utworzenie wokół zalewu infrastruktury, służącej rekreacji. W kompleksie rekreacyjnym znajdzie się kąpielisko, boiska, park i miejsca na odpoczynek. No i, oczywiście, w zbiorniku pływać będą ryby...
Gazeta Współczesna


Biała i siwa w jednym stały domu:
Na stawach hodowlanych w Objezierzu k. Obornik pojawiła się czapla biała. Ptak spędzał czas w towarzystwie czapli siwych, pospolitych w Polsce.
Czapla biała jest spotykana w Polsce bardzo rzadko. Gatunek ten mieszka w tropikalnej Azji, Afryce, Ameryce Południowej i Australii. Jest obieżyświatem, ale w Europie gnieździ się tylko w Austrii, na Węgrzech, Ukrainie i na Półwyspie Bałkańskim. Ostatnie gniazdo czapli białej na ziemiach polskich znaleziono ponad 100 lat temu pod Głogowem. Ptak ten przylatuje czasem do Polski z południa - są to jednak rzadkie przypadki. W tym sezonie czaplę białą widziano także nad jeziorem Gopło na Pałukach.
Gazeta Wielkopolska, lokalny dodatek do Gazety Wyborczej.


Kanał tylko ekologiczny:
Gmina Orzysz opracowuje projekty utworzenia kanału łączącego jezioro Trykło z jeziorem Buwełno oraz uregulowania rzeki Orzysze. Dzięki temu powstałyby atrakcyjne, wodne szlaki turystyczne. Kanał ten miałby długość 1800 metrów. Żeby rozpocząć realizację projektu, konieczna jest ocena oddziaływania na środowisko. Jeśli okaże się ona negatywna, to kanał nie powstanie.
Innym projektem zmierzającym do uatrakcyjnienia pod względem turystycznym gminy Orzysz jest uregulowanie rzeki Orzysze. Byłaby to atrakcyjna trasa kajakowa. Uregulowaną rzeką Orzysze płynęłoby się do jeziora Orzysz, rzeczkami na jeziora Rostki, następnie kanałami na jezioro Roś i Śniardwy. W tej sprawie również jest konieczne opracowanie oddziaływania na środowisko.
Środki na realizację tych projektów gmina chce pozyskiwała z funduszy unijnych, jak również z pozarządowej pomocy innych państw. W tej chwili gmina prowadzi rozmowy z w tej sprawie z ambasadą Kanady. Natomiast projekty i opracowania kanałów wykonane zostaną ze środków gminy.
Jak powiedział Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, Krzysztof Szymiańczyk trudno jednoznacznie określić wpływ na środowisko kanału łączącego jezioro. Natomiast regulacja rzeki ma generalnie negatywny wpływ na środowisko przyrodnicze. Niszczy się przez to skupiska roślin i siedliska zwierząt. Jest to poważna ingerencja w środowisko naturalne.
Gazeta Współczesna


Zaraczone PZW
450 raków szlachetnych wpuszczono do wód w pobliżu Przybiernowa. W akcji, której celem było wprowadzenie do naszych wód owych raków, brało udział m.in. koło PZW "Pstrąg" w Szczecinie. Raki wpuszczono do wybranych wód otwartych w pobliżu miejscowości Czarnogłowy z inicjatywy dr. inż. Przemysława Śmietany z Katedry Ekologii Zwierząt Uniwersytetu Szczecińskiego. Ważyły w sumie15 kg. Cena rynkowa kilograma tych raków w państwach Europy Zachodniej sięga 100 USD. Dlatego tam hodowla raków szlachetnych stale się rozwija.
Wybór wód do "zaraczenia" tym gatunkiem nie był przypadkowy. Akweny będące pod opieką koła PZW "Pstrąg" znalazły uznanie naukowców, którzy spodziewają się, że po około pięciu latach populacja raków zdecydowanie wzrośnie.
Rak szlachetny dorasta do 40 cm i osiągnąć może wagę 1 kg! Jest zatem dużo większy od najliczniej występującego w Polsce raka amerykańskiego.
Dr. Śmietana liczy na współpracę z Polskim Związkiem Wędkarskim - z kołami i pojedynczymi wędkarzami. Współpraca ta ma polegać nie tylko na udostępnianiu wód do których można będzie wpuszczać raki. Chodzi także o ich ochronę w pierwszych 4 - 5 latach po wpuszczeniu.
Głos Szczeciński

Czysto w Pakosławiu
Pakosławska gmina otrzymała 1 mln zł dotacji na budowę oczyszczalni ścieków i kanalizacji sanitarnej. Dzięki tak dużej kwocie inwestycja w podrawickiej gminie zostanie znacznie przyspieszona.
Pakosław od wielu lat przywiązuje dużą wagę do ekologii. Od kilku lat działa oczyszczalnia ścieków w Chojnie, wokół której zbudowano 17 km kanalizacji sanitarnej. W ubiegłym roku rozpoczęto budowę drugiej oczyszczalni oraz kanalizacji sanitarnej Pakosławia i Osieka. Inwestycja w Pakosławiu zostanie zakończona w przyszłym roku, a na ten cel gmina zaciągnęła ponad 1 mln zł pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska. Pieniądze te musi spłacić w ciągu 6 lat.
Panorama Leszczyńska


Bałtyk w "musztardzie":
Kilkanaście 200-litrowych beczek z iperytem spoczywa w Kołobrzegu ok.100 m od brzegu, 5-6 m pod powierzchnią Bałtyku - twierdzą rosyjscy wojskowi. Przypuszczalnie widać je z pokładu samolotu, który lata z turystami nad morzem i sąsiednimi miejscowościami. Polacy nie chcą wierzyć w kołobrzeską bombę ekologiczną.
- Ten temat jest w Kołobrzegu bardzo drażliwy - mówi wysoki urzędnik i prosi o zachowanie anonimowości. - O beczkach opowiedział mi ktoś, kto tam nurkował i widział składowisko. Dobry widok jest z góry - z wysokości 30-50 m. Wiadomo o kilku takich miejscach na Bałtyku. Stan metalowych opakowań nie pozwala na ich wydobycie.
Zatopiona w Bałtyku broń chemiczna wciąż jest groźna i aktywna. Szacunkowe wyliczenia mówią o 250 tys. tonach substancji toksycznych zalegających w morzu. Co 5 tona spoczywa na terenie polskiej strefy. W Podczelu, by rozwiać wszelkie wątpliwości, potrzebne są analizy dna. Przemilczenie kwestii iperytu może okazać się niebezpieczne dla mieszkańców, turystów i przyszłych inwestycji.
Iperyt jest bojowym środkiem trującym (inne nazwy: gaz musztardowy, żółty krzyż, lost, HS, HD), po raz pierwszy zastosowanym przez Niemców, w 1917 r. Substancja jest bezbarwną, oleistą cieczą, o ostrym zapachu. W wodzie rozpuszcza się 1 proc., znacznie lepiej - w rozpuszczalnikach organicznych, tłuszczach, smarach. Wnika głęboko w drewno, beton, cegłę. Dla iperytu siarkowego znamienny jest długi okres utajnienia - czas od skażenia do wystąpienia objawów - który wynosi nawet do kilkunastu godzin. Poza miejscowym skażeniem - informuje "Encyklopedia techniki wojskowej" (MON, 1987) - iperyt wchłonięty do krwi może wywołać działanie ogólnotrujące. Początkowym objawem jest zaczerwienienie, które przemienia się w drobne pęcherzyki. Po ich pęknięciu powstaje bolesna, trudno gojąca się rana.
Głos Szczeciński

Łapać kłusola!
Bytowska policja wypowiada wojnę kłusownikom. O pomoc zwraca się do wszystkich mieszkańców. W minionym tygodniu w lesie na terenie gminy Borzytuchom jeden z grzybiarzy natknął się na uwięzionego we wnykach jelenia. Umęczone zwierzę wisiało na drzewie. Mężczyzna powiadomił o tym najbliższe leśnictwo. Gdy wrócił na miejsce z leśniczym, jeleń był już martwy.
Do policji co jakiś czas docierają podobne sygnały. Najwięcej przypadków kłusownictwa notuje się w lasach w pobliżu Jutrzenki i Krosnowa. - Postanowiliśmy wzmożyć kontrole. Niech nikt się nie dziwi, jak ujrzy w lesie mundurowego - mówi zastępca komendanta bytowskiej policji, Zbigniew Skorwider.
Policja zwraca się z apelem do wszystkich o zgłaszanie informacji, które pomogą schwytać kłusowników. Gwarantuje anonimowość i nagrody pieniężne.
Kurier Bytowski

Przejrzał na oczy:
Półtorej godziny trwała operacja usunięcia zaćmy z prawego oka warana z Komodo - największej jaszczurki na świecie. Unikalny zabieg przeprowadzono wczoraj w Sydney (Australia). Pochodzące z Indonezji zwierzę żyje w zoo w Sydney. Kłopoty ze wzrokiem zaczęło mieć w sierpniu. Weterynarze zdecydowali się na operację, bo jaszczurka szybko traciła wzrok. Na szczęście zabieg zakończył się sukcesem. Już wkrótce będzie dokładnie widział szczury, które zjada na obiad.
SuperExpress


Gryzonie w służbie narodu:
Wybuchające szczury były groźną bronią wojenną Brytyjczyków. Agenci brytyjskiej organizacji SOE, powołanej na początku II wojny do dywersji na tyłach wroga, korzystali z urządzeń technicznych, które na ich potrzeby projektowano w specjalnym laboratorium w Stevanage pod Londynem. Jak wynika z odtajnionych właśnie dokumentów SOE (Special Operations Executive - Kierownictwo Akcji Specjalnych), do najbardziej wybuchowych pomysłów, w dosłownym sensie tego słowa, należał zdechły szczur.
Pracownik Kierownictwa Akcji Specjalnych podający się za studenta medycyny masowo kupował szczury pod pretekstem badań laboratoryjnych. W rzeczywistości uśmiercał je i obdzierał ze skóry. W miejsce wnętrzności wkładał materiał wybuchowy z zapalnikiem, po czym zszywał zdechłego gryzonia. Plan zakładał, że zdechłe szczury zostaną wymieszane z węglem używanym przez nieprzyjaciela do palenia w kotłach parowych na kolei lub na okrętach wojennych. Przewidywano, że maszynista zauważywszy wśród kawałków węgla zdechłego szczura z obrzydzeniem wrzuci go do pieca, a tym samym wywoła eksplozję, która uszkodzi pociąg lub statek.
Planu nie udało się zastosować, ponieważ transport zdechłych szczurów przechwycili Niemcy. Jednak nie poznali się na wybuchowym potencjale zdechłych gryzoni i doszli do wniosku, że Brytyjczycy wysyłają je w celu wywołania epidemii.
Pomysłowości innych urządzeń nie powstydziłby się James Bond. W laboratoriach SOE skonstruowano jednoosobową łódź podwodną, wymyślono wiązkę rózeg na opał, która maskuje ukryty w środku radioodbiornik, pompkę rowerową, która wybucha przy próbie zrobienia z niej użytku, but, który pozostawia odcisk bosej stopy. Agenci SOE udający handlarzy pamiątek w okupowanej przez Japonię Indonezji sprzedawali japońskim marynarzom na portowym nabrzeżu drzeworyty z Bali, które wybuchały, gdy okręt był już na pełnym morzu. Wykorzystywano tradycyjne urządzenia, takie jak walizka z podwójnym dnem, ale też znaleziono nowe zastosowanie dla butelki włoskiego wina chianti, która od góry zawierała wino, a od dołu ładunek wybuchowy. Było to możliwe, ponieważ butelkę chianti u podstawy pokrywała gęsta plecionka.
PAP

Psi bilet:
Jeśli radni Warszawy zgodzą się, stołeczne bagaże, rowery i psy będą mogły posiadać swój własny... bilet miesięczny. Wprowadzenie ich nie wiąże się z nakładami finansowymi ze strony ZTM. Dlatego też Zarząd chce skierować do władz miasta odpowiedni projekt.
Miesięczne bilety na zwierzę, bagaż czy rower byłyby w takiej samej cenie jak normalne bilety dla ludzi. Nawet jeśli osoba wykupiła bilet ulgowy, jej bagaż lub zwierzę będzie musiało mieć normalny - mówi Krzysztof Kulig. Bilet będzie na okaziciela. Trudno byłoby rozpoznać ze zdjęcia psa czy rower - uzasadnia dyrekcja ZTM.
SuperExpress


Bieszczady są piękne!
- Nie muszę jechać na koniec świata, aby szukać nieskażonego środowiska. W Bieszczadach tę wspaniałą i pierwotną przyrodę mam na wyciągnięcie ręki - wyznała Elżbieta Dzikowska, która przez ostatnie kilka dni przebywała na odpoczynku w Ustrzykach Górnych oraz w Sanoku, gdzie była gościem konferencji ekologicznej. E. Dzikowska, znana dziennikarka, podróżniczka, a także współtwórczyni z niezapomnianym Tony Halikiem, popularnych cykli telewizyjnych "Z wiatrem przez świat" oraz "Pieprz i wanilia", od 20 już lat upodobała sobie Bieszczady. Odwiedza je regularnie : wiosną, kiedy kwitną łąki oraz jesienią, gdy czerwienieją buki.
Elżbieta Dzikowska jest posiadaczką najbardziej prestiżowego odznaczenia ekologów, jakim jest "Zielone Serce Przyrodzie". Została nim wyróżniona kilka lat temu w Sanoku. W minioną środę (27 bm.) uczestniczyła w odbywającej się w tym mieście konferencji ekologicznej. W wykładzie, jaki wygłosiła mówiła na temat turystki, która powinna się stać szansą Bieszczadów.
Super Nowości


Kot jak jamnik:
Kiedy Lorna Sutherland, mieszkanka Ellon (Anglia), idzie ze swoim kotem na spacer, ciągnie za nimi tłum gapiów. Nic dziwnego - Snowbie jest najdłuższym kotem świata. Od nosa po koniuszek ogona mierzy 104 centymetry. Waży też niemało - 14,2 kg.
Snowbie był, podobnie jak jego siostra - Boo Boo Bear, normalnym, małym kociakiem. Gwałtownie zaczął rosnąć i przybierać na wadze po wizycie u weterynarza. Było to zwykłe kontrolne badanie. Ale ani właścicielka superkota, ani lekarz nie mają wątpliwości: właśnie po tej wizycie mały kociak zaczął przemieniać się w rekordzistę. Zaczął coraz więcej jeść i rósł jak na drożdżach. Weterynarz podejrzewa, że przyczyną był najprawdopodobniej stres, jaki przy okazji wizyty w lecznicy przeżył koci pacjent.
Jako najdłuższy kot świata Snowbie został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. I być może znajdzie się w niej ponownie, ale tym razem z powodu wagi. Aktualny kot rekordzista w tej kategorii waży 21 kilogramów. Snowbiemu brakuje więc 7 kilogramów, żeby go zdetronizować...
SuperExpress


Podwodna balanga:
- Niemieccy płetwonurkowie kradną alkohol z wraku promu "Jan Heweliusz - twierdzą polscy płetwonurkowie. Sprawę bada Urząd Morski.
"Jan Heweliusz" zatonął na Bałtyku sześć lat temu. Niemieccy nurkowie zaczęli ćwiczyć tam już kilka miesięcy po katastrofie. Polscy płetwonurkowie uważają, że Niemcy wyławiają ze sklepiku na promie wartościowe rzeczy oraz butelki z alkoholem. Podobno robią też pod wodą imprezy. Sprawą zajął się Urząd Morski. W prawie innych państw, np. Norwegii, jest możliwość ustanowienia wraku podwodnym cmentarzyskiem. Wówczas nie można byłoby go zwiedzać. Polskie prawo tego nie przewiduje.
SuperExpress


Białe maleństwo:
Diuna, samica nosorożca białego szerokopyskiego z poznańskiego ZOO, spodziewa się potomstwa. Przez całą dobę na rozwiązanie czeka pracownik ogrodu monitorujący zwierzę dzięki zamontowanej na wybiegu kamerze.
Narodziny nosorożca białego w ZOO określane są mianem ewenementu. To pierwszy taki przypadek w 125-letniej historii poznańskiego ZOO.
PAP

Darłowo rośnie:
Zarząd Miasta w Darłowie przyspieszył pracę nad komunalizacją darłowskiego portu morskiego. Na ostatnim posiedzeniu ZM podjęto uchwałę o utworzeniu spółki Zarząd Portu Morskiego Darłowo. Jej kapitał zakładowy wynosi 10 tys. zł i w całości należy do gminy i miasta. Nowy zarząd zajmie się przede wszystkim przejęciem od Urzędu Morskiego w Słupsku i Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa terenów portowych, przejrzeniem umów dzierżawy gruntów oraz wdrażaniem strategii rozwoju portu.
Darłowski jest drugim co do wielkości po kołobrzeskim, małym portem morskim z bogatymi tradycjami handlowymi i rybackimi. Przeznaczony jest głównie do obsługi małych statków pasażerskich i handlowych do 77 m, kutrów rybackich i jachtów. Rozciąga się na 9 km i obejmuje 110 ha, w tym akweny liczą 27 ha, a tereny lądowe - 83 ha.
Głos Szczeciński


Eksmisja:
Trzy bezsenne noce przeżyła pewna pani z Londynu. Nieustanny ból głowy i tajemnicze szmery nie dawały jej zmrużyć oka. Gdy wreszcie wyczerpana poszła do lekarza, po usłyszeniu diagnozy o mało nie spadła z krzesła. Okazało się, że przyczyną jej cierpień jest... pająk, który zamieszkał w jej uchu! Pająk został oczywiście natychmiast usunięty, a lekarz stwierdził, że kobieta miała wiele szczęścia. Nieproszony gość był bowiem rodzaju żeńskiego i zamierzał złożyć w uchu jajeczka.
SuperExpress


Atlas na dysku:
Województwo warmińsko mazurskie przygotowuje się do opracowania pierwszego w Polsce komputerowego Atlasu Ochrony Środowiska. Potrzeba na to kilkuset tysięcy dolarów. Współpracę przy tworzeniu Atlasu zaproponowali Szwedzi z prowincji Halland.
Przedstawiciele Halland realizują ten program od kilku lat. Chcą do niego włączyć Warmię i Mazury oraz Obwód Kaliningradzki w ramach "Projektu Ochrony Basenu Morza Bałtyckiego".
Radio Olsztyn


Pierwszy taki ciągnik:
Ekipa z Tomaszowa Mazowieckiego wydobyła z Pilicy wrak niemieckiego pojazdu pancernego. Takich pojazdów wyprodukowano zaledwie 20. W polskich zbiorach nie ma żadnego.
Wydobyty ciągnik jest w dobrym stanie, mimo iż przeleżał w Pilicy 54 lata. Saperzy znaleźli w nim 5 pancerfaustów, 6 granatów oraz amunicję karabinową. Po konserwacji można będzie go odrestaurować. Tym bardziej że zachowały się odlewane z gumy koła i gąsienica. Brakuje trochę elementów silnika, ale być może uda się je uzupełnić.
Ciągnik został przetransportowany do skansenu Stowarzyszenia Przyjaciół Pilicy i Nadpilicza.
SuperExpress


Mafia z satelity:
Włoskie miasto Ankona chce ostro wziąć się do walki z plagą nielegalnego zrzucania toksycznych odpadów, czym - jak się podejrzewa - parają się bandy przestępcze, nazwane już nawet "ekomafią". Władze Ankony postanowiły kupować zdjęcia satelitarne, na podstawie których możliwe będzie zlokalizowanie nielegalnych składowisk odpadów.
We Włoszech każdego roku zrzuca się nielegalnie co najmniej 152 tysiące ton odpadów, z których znaczna część jest trująca.
PAP
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusBlog o CMSSystemy CMSEtykiety samoprzylepneOsuszanie budynków - osuszanie ścianWszywki i metki odzieżowe