Przegląd zawartości Wędkarskiego Świata, okraszony króciutkimi recenzyjkami, umieszczamy zaraz za spisem treści Wędkarza Polskiego celowo. Wnioski niech każdy wyciąga sam...
 
  NR 27/28      9 LISTOPADA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

LISTOPADOWY WĘDKARSKI ŚWIAT
(z przyległościami)
J. Kolendowicz: Wstępniak, s. 3
Problem prawa i etyki, czyli okoń odgrzewany. Problem słuszny, argumentacja taka sobie...
"Najwięcej dostaje się, jak zwykle, uczestnikom zawodów wędkarskich, którzy wykorzystują (jak w każdej dziedzinie sportu) obowiązujące przepisy, "ratując się" okonkami."
No, no... Chciałabym zobaczyć piłkarzy, ratujących się okonkami. Albo takich, na przykład, bokserów... To byłby widok!

M. Szymański: Zimna rzeźnia, s. 7
Rzecz o szarpanych sumach. I nie tylko sumach. Rzecz smutna...

T. Ogrodowczyk: Z ukrycia, s. 8 - natura i my
"Maj jest - a szczególnie jego druga połowa - takim miesiącem w cyklu rocznym bagna, kiedy większość ptaków wodno-błotnych (pomijam tutaj drobne ptaki śpiewające) odbyła już lęgi i wodzi pisklęta."
Hmm... Myślałam, że mamy listopad...

P. Berger: Miętusowe ostatki, s. 12 - łowy miesiąca
"W rzekach zasiedla dolne odcinki krainy leszcza, głównie wolne wsteczne prądy w sąsiedztwie zatopionych drzew, rumowisk kamieni, faszyn z gałęzi. (...) Późną wiosną oraz wczesną jesienią zalecam sprawdzenie wszystkich miejsc, gdzie wybija lub wlewa się zimna woda ze źródeł, dlatego często miętusa spotykamy w wodach pstrągowych, gdzie przy swej żarłoczności (dobowo do 20% masy ciała), podobno jest wielkim szkodnikiem(?)."
Bez komentarza. To już nawet nie jest śmieszne...

M. Sobota: Tylko i aż miętus, s. 14 - łowy miesiąca
Śmieszno i straszno. Zaczniemy od strasznego.
"Listopad, grudzień - krótkie, deszczowe dni i długie, mokre noce. Na łamy wszystkich czasopism wędkarskich powraca ciągle ten sam temat: miętus."
Zaćmiło mi się w oczach. Naprawdę. Nie sądzę bowiem, by jakakolwiek SZANUJĄCA SIĘ gazeta wędkarska puściła w grudniu tekst, zachęcający do łowienia miętusa - a to z tej prozaicznej przyczyny, iż rybka ta od pierwszego grudnia podlega ochronie i łowić jej zwyczajnie nie wolno...
I drugi cytacik. Też trzaskający po wędkarskim sumieniu.
"Szukając ewentualnego łowiska należy popytać wśród dawnych... kłusowników o rzeki, w których trafiał się miętus. Czas przeszły jest tu zamierzony. Dziś ryba ta jest już tak rzadka, że przestaje być nawet celem złodziejskiego rzemiosła."
Biedni kłusownicy. Żeby tylko z głodu nie umarli...
Na koniec obiecane śmieszne.
"Jako przynęty używam zdechłego jazgarza. Zwykle zbieram je dosłownie spod nóg w miejscu, w którym łowię."
Ja tam bym zmieniła łowisko...

R. Siwek: Duża rzeka, duży miętus?, s. 14 - łowy miesiąca
A to akurat niegłupie i można sobie przeczytać.

M. Szymański: Miesiąc potworów, s. 16 - łowy miesiąca
"Czasami śni mi się taka scenka. Wjeżdzam samochodem na parking usytuowany na wygodnej betonowej ostrodze, rozwijam wędki, siadam na wygodnej ławeczce tuż nad wodą, na solidnym stoliku rozkładam przynęty i łowię. (...). Szkoda, że takie scenki mogą się tylko przyśnić."
A mnie jakoś nie żal... Kto by lubił nocne koszmary...?
Ale na poważnie... A na poważnie, to rzecz nie tyczy totalnej komercjalizacji i przeludniania naszych łowisk ponad ich wytrzymałość, a późnojesiennych rzecznych łowów. Odra, Wisła... Miejscówki stałe, miejscówki zmienne... Warkocze, klatki, opaski. Słowem - spinningowa codzienność, niekoniecznie jesienna.

P. Piskorski: Oazy na jeziorze, s. 19 - łowy miesiąca
Listopadowe szczupaki. Ale jeszcze nie z tej części listopada, którą mamy. Trzeba poczekać do pierwszych prawdziwych chłodów, zawieruch i innych obrzydliwości. Jeśli spełnią się autorskie obietnice - rozgrzejemy się i tak!

J. Drzewiecki: Blisko stołu, s. 20 - łowy miesiąca
Druga sztandarowa ryba spinningowego listopada - sandacz.

G. Dobiecki: Zapłać za płoć, s. 21 - spod dużego palca
Dziecinny no kill. Dosłownie i w przenośni...

T. Zalewski: Tadeusz Zalewski radzi, s. 22 - agora specjalistów.
Jak umieszczać zanętę w kanale żeglownym. Nie wiem jak, bo agory czytać już nawet nie próbuję, do czego przyznaję się bez bicia.
Dwie strony dalej odpowiada Marek Szymański. Co i jak - patrz jak wyżej.

A. Zdun: Lofoty, morskie łowisko marzeń, s. 26 - wieści z importu
Dorsze, dorsze, dorsze. Dorsze suszone, dorsze jak tuńczyki... Może każda pliszka swój ogonek, ale ja tam wolę cykl Marcina Jóźwika. Przynajmniej coś się dzieje!

T. Krzyszczyk: Odrzańskie leszcze, s. 30 - nasze łowisko
"Dla kogoś, kto po raz pierwszy trafi nad brzegi Odry, może się ona wydawać na całym swym biegu niemal jednakowa. Główka, główka, główka i tak aż do Szczecina. Pozory jednak mylą."
Tekstów Tomka Krzyszczyka zachwalać nie trzeba. Ganić nie ma za co... Miłego leszczowania w jesienne poranki!

G. Zegadło: Guru mi pokazał... jezioro Probarskie, s. 33 - nasze łowiska
Bardzo fajny... reportaż.

A. Zdun: Rurzyca i jej ujście, s. 36 - nasze łowisko
Gdyby ktoś, kiedyś, miał zamiar zapolować na owej Rurzycy - to warto. Jeśli nie - to nie. Chyba, że się lubi teksty instruktażowo - techniczne...

G. Zegadło: Pogrzeb wikinga, s. 38 - ludzie i ryby
Mogło być tak pięknie. Listopadowy, wspominkowy tekst, ładna puenta. A w puencie - ortograf. Mówiąc językiem szkolnym - byk. A mogło być tak pięknie...

J. Czepnik: Czas wielkich zmian, s. 40 - natura i my
Bardzo ładne.
"Większość naszych małych stworzeń w listopadzie zapada w letarg, anabiozę, życie utajone. Zasypiają owady, pajęczaki, płazy, gady, ryby, a nawet ssaki. Drobne gryzonie zaszywają się teraz w dobrze wymoszczonych i ocieplonych, zimowych kryjówkach. Pod grubą warstwą opadłych liści, w labiryntach korytarzy wydzielone są komory sypialne i nieźle zaopatrzone spiżarnie..."
Dobranoc... Wiosną znów się zobaczymy.

M. Kaczówka: Bo sąsiad sobie kupił nową gumę, s. 42 - sekrety łowienia
"Wygląda więc na to, że nie mamy innego wyjścia niż regularne wydawanie zaskórniaków na przynętowe nowości oraz comiesięczną lekturę "Wędkarskiego Świata". No, ale przecież obydwie rzeczy należą do przyjemności."
Naprawdę?

T. Krzyszczyk: Mój biały przyjaciel, s. 42 - sekrety łowienia
Ten jeden, jedyny wabik... Teoretycznie nie istnieje, a w praktyce... może go na nas wymusić ekonomia.

M. Szymański: Miej świadomość, s. 44 - sekrety łowienia.
Mam świadomość. Określa ją byt.
Przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymać... Jak tekst jest dobry, to tytuł skopany...
A rzecz dotyczy tego, co powyżej, czyli łowienia tylko jedną przynętą, co samo w sobie zdaje mi się pomysłem bez sensu. Jeśli ktoś nie wie, dlaczego, to niech sobie poczyta.

M. Kaczówka: Ostry dyżur, s. 46 - sekrety łowienia
Nie należy dać się zwieść sandaczową mordą, okraszającą ten artykuł. Nie ma drapieżników! Nie latamy za wstrętnymi zębolami i mlecznookowcami. Łowimy klenie... Jak miło.

P. Piskorski: Z rękami w kieszeniach, s. 48 - sekrety łowienia
Trolling na Mazurach. Jeśli ktoś lubi...

W. Maciejko: Niedostępne srebro, niedostępne złoto, s. 50 - sekrety łowienia
Karasie na spinning. Można, oczywiście. Tylko po co?

M. Szymański: Rejs, s. 52 - reportaż
Pychówką z Warszawy do Bydgoszczy. Można, czemu nie...
Wyprawa obfitowała w odkrycia. Jestem litosierna i nie skomentuję...
"Gdy wypływaliśmy z Warszawy, niemal w ostatniej chwili i bez większego przekonania, wrzuciliśmy do łodzi foliową płachtę malarską o wymiarach 7x6 m. Błogosławiliśmy ten wynalazek od pierwszego do ostatniego dnia. Płachta taka pozwala utrzymać niezbędną higienę całego ekwipunku."
"Nie ma sensu zabierać ze sobą większej ilości jedzenia. Nad wszystkimi dużymi rzekami można przynajmniej co dwadzieścia kilometrów zaopatrzyć się w świeżą żywność, a wilgoć jaka panuje nad wodą nie sprzyja jej długiemu przechowywaniu."
"Od połączenia Wisły z Bugonarwią woda zaczyna się powoli czyścić. (...) Trzeba uważać na mielizny. Nie można polegać na bojach wyznaczających tor wodny. Nie dość, że odległe są jedna od drugiej czasem o dwa kilometry, to jeszcze rozmieszczone w taki sposób, jakby komuś zależało na tym aby nas wpakować w piach. Tak naprawdę zresztą nie wiadomo po co stoją, skoro nikt tu nie pływa. Wisła jest tu potężna, ZAPOMNIANA, ZUPEŁNIE NIEEUROPEJSKA i jakże inna od UCYWILIZOWANEJ Odry."

No nie, jednak nie wytrzymam. Podkreślenia moje, a pana Szymańskiego zapraszam do Europy... Europa to nie tylko to, co Niemcy zrobili z Menem we Frankfurcie...
Wracamy na wycieczkę.
"Cały czas wieje. Nie chce nam się łowić, ale brak ryb rekompensuje bogactwo skrzydlatych mieszkańców. Niepokoją nas trochę olbrzymie stada kormoranów. Wygląda na to, że przeniosły się nad Wisłę znad jezior, gdzie nie mają już co jeść."
"Dopływamy do Płocka. (...) Na brzegu las gruntówek. Widać, że wszyscy się tu znają nie od dzisiaj, więc miejsce cieszy się dobrą renomą. Co i raz powierzchnię wody burzą pobicia grubych rap, które mają gdzieś naszą przynęty. Rozmawiamy trochę z wędkarzami. Narzekają na spółdzielnię Sum, która gospodarzy na tym odcinku Wisły. Mówią, że spółdzielnia Sum jest, tylko suma w wodzie nie ma."

Pewnie kormorany wyżarły...

D. Dusza: Jest lepiej, s. 60 - prosto z duszy
Dariusz Dusza, jak Dariusz Dusza. Miło sie czyta. I malutki Panas na okrasę... Ach, gdzie się podziały niegdysiejsze Panasy...?

G. Pul: Listopadowe kardynały, s. 61 - pod muchą
"Długie jesienne wieczory. Na nogach ciepłe kapcie. Wygodny fotel. Nostalgiczne wspomnienia pstrągowo-trociowego sezonu. Wyskoki, młyny, odjazdy - widziane oczami wyobraźni. Gdzieś w oddali słychać jazgot kołowrotka. Coraz cichszy... Pytanie: co dalej?"
Ano - na lipienie! Poczułam się zachęcona...

A. Zdun: Tajana Biało- Brązówka, s. 62 - pod muchą
To nimfa. I każdy może sobie taką zrobić. Następnie - choć "pewnych rzeczy nie należy robić" - z ową nimfką każdy, kto ma odrobinę zmysłu detektywistycznego, trafić może na tajny drawiański dołek autora, który uważa on niemal za swój...
I niby nie ma się czego czepiać. Tyle, że ja nie lubię tajnych dołków. Albo się o nich milczy, albo się je upublicznia. Bo tak - to tajemnicza twarz...

A. Sikora: Muchy suche, Red Spinner, s. 63 - pod muchą
Muchy. Suche. Przydadzą się, bo lipionki zbierają, zbierają... Ta druga zaś to "zrób to sam" ze skrzydełkami.

W. Kamiński: Koniec sezonu, s. 66 - wędkarskie ABC
Mój ulubiony Mistrz tym razem nie trzebi pogłowia, a do trzebienia się przygotowuje. Z sensem, co przyznać muszę. Jeszcze trzy wystąpienia z sensem i może daruję Mistrzowi październikowe popisy...

T. Zalewski: Odległościówka angielska, s. 68 - wędkarskie ABC
Wszystko, co o odległościówce winni wiedzieć ci, co jeszcze nigdy nie widzieli takiego cudeńka na oczy. Ci, co widzieli - mogą sobie darować. To bardzo TECHNICZNY tekst.

M. Sobota: Nie łam się, s. 70 - wędkarskie ABC
Jak łowić. Faktycznie ABC...

M. Grzybowska: Główne danie - ochotki, s. 72 - natura i my.
Zanim ochotka trafi na haczyk... no właśnie. O tym jest ten artykuł.

P. Burzyński: Zastrzyk rozsądku, s. 75 - poradnik lekarza.
Rzecz o grypie. Chcecie - to czytajcie. Chcecie - nie. Ameryki nie odkrywa, a pomóc, nie pomoże.
Ale gdyby was już dopadła - to polecam stary, sprawdzony sposób. Ordynowali go angielscy lekarze w ubiegłym wieku: bierzemy litr whisky i kapelusz. Kładziemy się do łóżka, kapelusz kładziemy przed pyskiem, otulamy pierzyną. Wpatrzeni w nakrycie głowy wypijamy łyk. Potem drugi. Trzeci. Czwarty. Pijemy tak długo, aż miast jednego kapelusza ujrzymy dwa. Wtedy zasypiamy... Budzimy się, rzecz jasna, chorzy - ale to już inna choroba...

K. Paszkowski: Wolność dla szpuli, s. 77 - sprzęt, technika, rynek
Nowe spinnery Dragona. A do tego nowe Quicki DAMM-a. Tfu, na psa urok! Jeszcze mi się przyśni...

M. Ogrodzki: Urok i moc ruchomej szpuli, s. 78 - sprzęt, technika, rynek
MUltiplikatory jako tajna broń na jesień. Tekst niezły, ale cytacik będzie.
"Jesień i początek zimy to okres, w którym najczęściej wykorzystuję moje multiplikatory. Zabieram je na jeziorowe dorożkowanie z downriggerem."
No, no. Niech no tylko zobaczą to twórcy ustawy o języku.

D. Mucha: Pierwsze echo, s. 80 - sprzęt, technika, rynek
"Zakładam, że dokładnie przeczytaliście instrukcję obsługi i potraficie obsługiwać sonar z zamkniętymi oczami. Z własnego doświadczenia wiem, że nie wszystko jest jednak zrozumiałe, a z instrukcji niezawsze jasno wynika jak działają i do czego służą poszczególne systemy"
To czytać, czy nie czytać? Ale tekst polecam. Ciut, ciut w głowie rozjaśni.
A, "niezawsze" - nie moje.

M. Ogórek: Noże do filetowania, s. 83 - sprzęt, technika, rynek
Co tu dużo gadać. Rzecz jest o nożach do filetowania...

J. Miłkowski: Minimalizacja sprzętu, s. 84 - sprzęt, technika, rynek
"Marek Szymański poruszył w sierpniowym WŚ ważny problem - embarras de richesse - kłopot z nadmiarem sprzętu. Istotnie jest tak, że sprzęt jaki trzeba zabrać na odległą wyprawę rośnie w kosmiczne objętości, a wędkarz jawi się niczym nepalski tragarz. (...) Przed 7 laty straciłem cierpliwość i uczyniłem z tej sprawy podstawowy problem wędkarski. Dziś chciałbym się podzielić doświadczeniami w kwesti sprzętu zabieranego na wyprawy jeziorowe."
Przeczytałam, obejrzałam zdjęcia i tak sobie myślę, że wiem, jak facet rozwiązał swój wędkarski problem. Sądząc po ilości taskanego sprzętu - najął nepalskiego tragarza...

A. Kaczmarek: Pamiętajmy o wahadłówkach, s. 86 - warsztat wędkarski
Wędkarzu, zrób to sam. Teoretycznie w kuchni. W praktyce - nie polecam. Ilość potrzebnego majdanu przekracza wytrzymałość i przeciętnej polskiej żony i przeciętnego polskiego metrażu. Ale w piwnicy - czemu nie?

B. Uryn: Palawan, raj i piekło tropików, s. 88 - wędkarski survival
Tak jak w poprzednim numerze - daj, Boże, każdemu z nas taki survival!!!
Tekst dla odpornych psychicznie. Nie dlatego, że zły, a dlatego, że listopad, plucha, a i ryb coś z roku na rok ubywa. A tam...

Z. Zalewski: Rozmaitości - rozmaitości
WŚ (z przyległościami) odkrył w dalekiej Kanadzie Polsko-Kanadyjski Związek Wędkarski. Pogratulować refleksu!

Ale jaja, s. 93
Panas. Taki sam jak wszystkie Panasy ostatnio. Jak się widziało jednego...

Z. Zalewski: Z dawnych lat, s. 94 - z dawnych lat
Jak zwykle dla ludzi o silnych nerwach.

Z. Zalewski: I Spinningowe Mistrzostwa Polski Juniorów, s. 95 - świat sportu
Jak w tytule. Dla znawców tematu.

E. Wernicka: Egzotyka za ścianą Rumunia'99, s. 96 - sport
Dowód na to, iż relacje "na gorąco" trzeba pisać na gorąco...

J. Kolendowicz: Spinningowe Mistrzostwa Polski Grudziądz'99
O czym jest, każdy widzi. Ale nie każdy wie, że pan Trener Kadry Narodowej, jak sam o sobie pisze pan Prezes Wydawnictwa Jacek Kolendowicz, jest również psychologiem...
"Gdzie są duże ryby? To pytanie zadałem przede wszystkim organizatorom. Bili się w piersi, że woda rybna, że wszystko przez katastrofalnie niską wodę, że zwykle łowią tu spore ryby bez problemu. "Śledztwo" przeprowadzone przeze, starego niedowiarka, wykazało, że na terenie zawodów działają - no, kto? No oczywiście - zawodowi rybacy. - E, panie, siatki to oni stawaiją na środku, na przykosach - stwierdził miejscowy - przy brzegach to jadą agregatem... Jakby na potwierdzenie, dwaj kadrowicze, którzy po południu, po drugiej turze wybrali się na ostatnią lustrację łowiska, "nakryli" rybaków, którzy właśnie szykowali się do połowy. A więc ten sam problem, co wszędzie. Wierzę gospodarzom, że normalnie łowią w Wiśle duże ryby. Ale co byś zrobił, drogi Czytelniku, gdybyś był rybakiem i miał świadomość, że na twoim łowisku przez trzy dni będzie grasować prawie 150 osób, które na łowieniu ryb znają się jak nikt inny?"

K. Chmielewski, T. Krzyszczyk: Bieganie nie wyklucza myślenia, s. 100 - wywiad WŚ
O wyczynie tym razem na poważnie.

Rekordowa ryba, s. 102
Smutno, prawie wszystkie ryby pochodzą z wody. Jedna tylko utrzymała się w tradycji i wzięła nocą, w ogródku, w pobliżu białego, drewnianego płotka...

P. Berger: Kontrapaszkwil, s. 107 - z drugiej strony
Teoretycznie felieton. Dla BARDZO wytrwałych.

Daniel Wegner poleca, s. 110 - kuchnia.
Zupa rybna, na drugie skowronki, herbata z masłem na deser...

J. Kolendowicz: Znów ten Majewski, s. 113 - informatorek
Boleń Odry. A co padło łupem wyczynowców naszych kochanych? Oddajmy głos panu Trenerowi Kadry Narodowej:
"Kto więc połowił? Ci, których nie zwiodły wyniki treningów z ostatniego tygodnia, kiedy grube klenie brały jak głupie, dając się wyholować nawet na woblery bez kotwic. (...) Co połowili? Oczywiście niewielkie szczupaki (...) i oczywiście niewielkie, lecz wymiarowe okonie."
Oczywiście. To przecież jasne. Cóż innego można bowiem trafić, będąc na Boleniu Odry...

T. Zalewski: Pięć ton przez pięć dni, s. 114 - informatorek
Nędzny ten wynik to obraz Mistrzostw Świata Seniorów w spławiku. Na szczęście pustoszono Hiszpanię. Na szczęście także - tym razem dla mnie - to już ostatni tekst w tym numerze...

ku przestrodze innych przejrzała Gośka Jurczyszyn

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusDTPŁowiskaWędkarstwoPozycjonowanieMetki