Nie tylko fotografia jest pamiątką z wędkarskiej wyprawy. Pamięć, rzecz ulotna, ale papier lub publikacja elektroniczna uwieczni wszystko na lata i pozwoli się podzielić myślami. A więc wyjmujcie pióra z Waszych podbieraków. I do dzieła!
 
  NR 27/28      9 LISTOPADA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 



Leopold Staff:
To już... ta chwila jak przedświt powraca
Cienie wędki wirują ku przybrzeżnej toni
Moja dłoń ku nim w kształt dłoni Fidjasza
By utulić i kwitnąć w rytm wspólnych upojeń
Gdy tak stoję z tęsknotą za nieznanym w wodzie
Gdy nie daje się posiąść i wciąga pod barki
W serce obraz to suma, to karpia przychodzi
W końcu widzę - sumisko, lecz małe do miarki



Julian Tuwim:
Do głębokiej, do rzeczułki
Do zielonych wód kanału
Schyla zawiązane spółki
Moja wędka z futerału

Teraz trzeba ją ostrożnie
Ująć w dłonie, wygiąć szybko
Żeby ujścia w barki groźby
Przeciwstawić swoją chytrość

Kiedy czuję ją już blisko
Tak, że prawie jej dotykam
Wiem, że nie jest to karpisko
Tylko sumek - absztyfikant




Or-Ot:
Nad kanałem siedzę sobie
Wędkę trzymam w dłoni
I już widzę zgięcia oba
Ryba w głębię goni
Zacna sztuka, urodziwa
Karp to czy sum przecie
Teraz pode barki wpływa
Więcej wiedzieć chcecie?
Tedy macie: to sum zacny
Już prawie przy brzegu
Może nawet będzie smaczny
Bo niewiele jego
WARIACJE NA ZADANY TEMAT
W zeszłym roku powiesiłem to pisanie na swojej podstronie RO, jako prezent mikołajkowy dla Forumowiczów. Dziś już tej strony nie ma, ale wcale nie dlatego ukazuje się ono w Tygodniku w okolicach święta zmarłych. Myślę, że to po prostu fajna zabawa na jesienny czas. Pomysł oczywiście zerżnięty od Tuwima. Miłej lektury.

Piotrek Onikki-Górski

Jacek Jóźwiak:
Zadrgała szczytówka wędki z winniczkiem. "Poprawiło", gdy tylko położyłem dłoń na dolniku. I to jak poprawiło. Wygięła się cała górna sekcja kija. Tym razem na kiju coś większego. Przymurowało - to może być karp lub sum. Z trudem odrywam rybę od dna. Szarpnięcia są bardzo silne, ale mało dynamiczne. Więc nie karp. Ciągnie pod barki. Z terkotem pracuje hamulec mojej "Finessy". Bardzo dobrze wyregulowany hamulec i paraboliczna akcja wędziska pozwalają nie tracić nadziei. Udaje się zatrzymać rybę pod pierwszymi pontonami. Znów muruje do dna. Odrywam ją, idzie powoli, po dziesięciu minutach udaje mi się ją podnieść ku powierzchni. Sumek, jak okaże się po kolejnych dziesięciu minutach, to trzyipółkilogramowy małolat.


Adam Mickiewicz:
Przemyślny Jacek widząc, co się tu szykuje
Ją wędki w dłonie wkładać, do walki gotuje
Siebie i swoje oczy, ręce, nogi, głowę
Niby pod nosem a już rozpoczyna mowę:
"Żaden karpiarz prawdziwy nie zoczył tu jeszcze
Ni tego com ja widział i pokazał reszcie
Ni tego co na drugim końcu się wyrywa
I pod barką azylu swojego zażywa
"To i nic to"
Rzekł wędkarz poczciwy, ponury
Tylko podniósł szczytówki swego kija w góry
I tak rybę pociągnął do brzegu swojego
Bo dość miał już urazów od suma małego


Stanisław Przybyszewski:
Węda zwinęła się w kłębek i konwulsyjnie zadrgała. Raz. Drugi. Mózg kurczy się w paroksyzmie wątpliwości. To karp... To sum... Ryba chichocze szatańsko spod barek. "No bierz mnie, bierz!" Zapadają się oczodoły. J. histerycznie szarpie kijem i przecina dłonie cienką, ostrą linką. "Sumie! Ta krew! Odebrałeś mi zmysły. Ta krew!"
Sum podpłynął, wyskoczył na brzeg, ogłuszył się i zdechł.
J. patrzył... To tylko trzy kilo.

Mikołaj Rej:
Snadnie się wędka ku wodom ruchała
Dwakroć jako ma ręka na dół pokładała
Widać na haku ogromność wszelakiego zwierza
Aleć mowa rozważnie nie szuka pacierza
Naprzeciw sile zacz ta nie wiem czego
Karpia? Suma? Wżdy to pode łódą schowanego
Srodze umczęczony tako ja i ryba
Ku brzegowi przywiodłem ze trzy kila chyba


Edward Stachura:
Dzisiaj pójdę do skraju. Tam gdzie ziemia się z wodą łączy i moim się niezłomnym. Cudowne słoneczko przytula moją wędkę. A ona mi to ciepło zwraca w przygięciach dwóch do wody powierzchni. Dobrze. Tak jest dobrze wspaniale walczyć. O karpiu mój wysmukły przyjdź. Wołam cię tutaj samotny chłopczyku. Ja też jestem sam. Od rana ani jednego brania nie miałem. Popłakałem sobie cichutko, ale już dobrze. Dobrze, że jesteś. Przychodzisz, pomimo, że barki cię kuszą okrutnie. To nic. Jesteś. To dobrze, że jesteś sumem. Niech żyje sum! Niech żyje wiatr! Niech żyje ja!

Andrzej Stasiuk:
-Co złowiłeś?
-Nic.
-A wczoraj?
-Też.
-A tydzień temu?
-To samo. Jebane ryby nie chciały brać. To chuj. Nie - to nie. Łaziłem za karpiem tu i tam, jak popadło. Już miałem sobie jaja wypruć lewą ręką kiedy wziął. Wyciągnąłem go normalnie. Tak jest zawsze. A potem okazało się, że to był sum. Pierdolony.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusSystemy CMSInstalacja i konfiguracja OpenERPeZ PublishOpenERPWdrożenia OpenERP