Przedzimie. Tak nazwałbym ten czas między złotą jesienią a srebrną zimą. Czas chłodu, szarości, martwoty, Czas wyczekiwania. Skończyło się lato, przeszła jesień. Koniec roku, koniec sezonu.
 
  NR 27/28      9 LISTOPADA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
PRZEDZIMIE
     Wędki idą do szafy. Wody pustoszeją. Pozostają tylko najwytrwalsi, najwierniejsi, najbardziej zapaleni. Ci, co to naprawdę mają szajbę. Takim zawsze mało. Tacy wyjdą nad wodę w najgorszą zawieruchę, choćby w śnieg z deszczem, bo kto wie? Może właśnie sandacz się ruszy?

      I mają rację. Zawsze jest na coś sezon. Teraz akurat nastał czas zimnolubnych drapieżników: szczupaków, sandaczy, okoni, miętusów. Teraz można upolować rybę życia. Te jednak trafiają się rzadko i nie każdemu. Przedzimie, to czas dla wytrwałych.
      Dzień krótki, czasu mało. Odpadają więc wyjazdy na dalekie łowiska. Pora docenić to, co blisko. A blisko mam Zalew Zemborzycki. Właśnie schłodziła się w nim woda, opadły glony, a drapieżniki nabrały apetytu. Sezon sandaczowy trwa. Korzystam więc, póki łódź na wodzie.
      Tak już jest, że Zalew kojarzy mi się z zimną porą roku. I z sandaczami. Kapryśna to ryba, chimeryczna. Jak jakiś karaś, nie drapieżca. Całkiem nieobliczalna. Trudno ją wyczuć. Trudno trafić w ten krótki okres żerowania. Trudno ją znaleźć w naszym zalewie. Woda rozległa, prawie jednakowa. Nie ma gwałtownych spadków dna, dołów, wypłyceń, kamieni. Różnice są niewielkie, ledwo wyczuwalne. Charakterystyczne miejsca sandaczowe są tu mało charakterystyczne. Półmetrowe obniżenie dna, ćwierćwiekowe resztki po karczach. Szukać więc trzeba cierpliwie i dokładnie. Obławiać szmat wody z wiarą w swoją przynętę - też trudno ją dobrać. Sam nie wiem, ile w tym wszystkim wiedzy i doświadczenia, a ile loterii?
      Sandacze są dla wytrwałych. Takich, którym się zechce penetrować wodę metr po metrze, dzień w dzień, i zapamiętywać miejsca brań. Sandaczowych maniaków nie odstraszy podły, dżdżysty dzień, ani wiejba. Co tam pogoda, trzeba się dobrze ubrać. Wbić w ciepłe bety i przyoblec na to nieprzemakalną kurtkę. I wziąć termos z gorącą herbatą, jak w zimie. Zresztą, wiosłowanie także rozgrzewa.
      Nieraz sam sobie się dziwię. Tyle zachodu, tyle poświęcenia dla ryby? Nie, tego nikt nie zrozumie, tylko wędkarz. Sandacz jest piękną zdobyczą, ten gruby, ciężki klocek wynagrodzi z pewnością wszystkie trudy. Trzeba go tylko trafić. Tylko...
      Zawsze, nawet w najgorszy dzień, można zobaczyć kilka łódek na zalewie - to ci najwytrwalsi. Nałogowcy. Będą łowić aż do mrozów. Póki łódka nie przymarznie. Później, gdy lód się umocni, wyjdą z pierzchnią. Na pierwszym lodzie brania są bardzo intensywne!

Andrzej Trembaczowski

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusOpen source ERP i CRM - Odoo (dawniej OpenERP)Sklep wędkarskiSprzęt wędkarskiDarmowy ERP i CRM - Odoo - dawny OpenERPWędkarstwo