Buble potrafią zepsuć najpiękniejsze nawet połowy. Pękające blanki, tnące żyłkę przelotki... A nieskuteczne wabiki? Znamy to wszyscy. I wszycy chcielibyśmy tego uniknąć...
 

  NR 27/28      9 LISTOPADA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 


TRZY KOLORY
     Spinninguję wzdłuż starorzecza, obławiając przybrzeżne trzcinki. Jestem w tym miejscu po raz pierwszy, wypadało by więc zaczerpnąć języka u jakiegoś miejscowego. Dochodzę wreszcie do starszego wędkarza, który wydaje mi się tutejszym autochtonem. Zagaduje go trochę, pytam o wodę i w końcu o ryby. Po chwili dowiaduję się, że gryzą tu okonie, ale tylko na żółte wirówki w czarne kropki i w dodatku z czerwonym chwostem na kotwiczce. Robię poważną minę, kiwam głowom i odchodzę. No tak, nie mam takiej blachy...

      Taki scenariusz zna chyba każdy wędkarz. W następnej kolejności należało by udać się do najbliższego sklepu i wykupić całą kolekcje wymienionych przynęt. Muszę się przyznać, że w początkach swojego spinningowania czasem ulegałem takim poradom. Teraz już nie. Po kilku latach doświadczeń wyniesionych z nad wody odnoszę się do takich "superprzynęt" z wielką rezerwą. Nawet jeśli jestem świadkiem podobnego zdarzenia, to i tak nie mam pewności, że głównym czynnikiem wabiącym ryby był kolor przynęty. Równie dobrze mogła to być jej praca, sposób prowadzenia i tym podobne rzeczy. Dlatego też ograniczyłem znacznie barwy swoich przynęt.
      W moich pudełkach pozostały tylko podstawowe, czyste jej formy. Mogę śmiało powiedzieć, że w tej materii jestem prawie daltonistą. Odróżniam tylko podstawowe barwy. Ich różnych odcieni, drobnych kolorowych akcentów - już nie widzę. Oczywiście, w przenośni. W rzeczywistości wygląda to tak, że pozbyłem się wszelkich dodatków w postaci kropek, paseczków, czy innych smaczków...
      W zasadzie opieram się na trzech podstawowych kolorach. Tylko w sporadycznych przypadkach ilość barw nieco się powiększa. Tak właśnie jest w pudełku z obrotówkami. Znaleźć tu można czyste srebro i złoto, bez żadnych udziwnień. Trzecim podstawowym kolorem jest fluo. Nie jest dla mnie ważne, czy na paletce więcej jest oranżu, czy seledynu. Od tego koloru oczekuję tylko jednego. Ma ostro dawać po oczach. Nic więcej. Czwartym ostatnim już kolorem jest popularny black fury.
      Podobnie wygląda moje pudełko z błystkami wahadłowymi i cykadami. Zamykam je w trzech klasycznych kolorach, czyli srebrnym, złotym i fluo. Tak właściwie to i w woblerach nie znajdziemy wielkiej rewolucji. Srebrne, lub pochodne stalowe, czy białawe boki z czarnym grzbietem. To kolor numer jeden. Złote boki i czarny grzbiecik to kolor numer dwa. Trzeci, ostatni, to oczywiście fluo. Tu także nie mam konkretnych typów. Wszelkie kombinacje seledynu, oranżu - są mile widziane. Całość wrzucam do jednej fluo przegródki. Mają one szokować oczy - najpierw moje, później ryb.
      I wreszcie gumy. Muszę powiedzieć, że w tym przypadku pozwoliłem sobie na pewną ekstrawagancję. Tu znaleźć można aż pięć kolorów - biały, perła z brokatem, żółty, seledyn i motor oil. W wypadku ripperów mile widziany jest jeszcze czarny grzbiecik, podobnie jak przy woblerkach. Nie dotyczy to jednak seledynu i motor oil.
      Podany zestaw barw jest, moim zdaniem, w zupełności wystarczający. Ma on zastosowanie na dużych rzekach typu Wisła, Bug, czy Narew. Dzięki niemu nie popadłem w manię zbieractwa. Obce są mi także stresy, spowodowane brakiem jakiegoś konkretnego koloru. Poza tym, dzięki tej selekcji, bardziej zwracam uwagę na wodę, a nie na to, co mam poukładane w pudełku. Zapewniam, że staranne obłowienie dobrze rokującego miejsca wymienionymi klasykami przyniesie identyczne (a wręcz jestem przekonany, że lepsze) wyniki, niż kombinowanie wielobarwnymi cudakami, na które to w dodatku wydaliśmy cały majątek.

Tomasz Klimek

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych