O brzanie nie da się pisać bez emocji. To chyba - oczywiście, mierząc tę siłę proporcjonalnie do wielkości i masy ciała - najsilniejsza polska ryba. Potęga w nurcie i na kiju. Wspaniałość, adrenalina tryskająca uszami, ból mięśni ramion...
 
  NR 29      WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałczcz
 


TYLKO SPOKOJNIE...
     W dorzeczu Bugu i Narwi nazywają ją mamucim kiełbiem. Jak większość lokalnych nazw i ta jest niezwykle celna. Kształt kiełbia, walcowate ciało, mocny wąski łeb, niewielkie, hydrodynamiczne wygrzbiecenie. I wąsiki w kącikach typowo dolnego pyska. Siła słonia, czy jak kto woli mamuta. I wielkość w porównaniu do kiełbika słoniowa.

      Warszawscy spinningiści na wiślanych rafach miewali szóstki. Wyciągali je. Miewali siódemki - wyciągali je niezwykle rzadko. Ósemki - o, tych nie doprowadził do ręki czy podbieraka żaden ze znanych mi wędkarzy.
      Na brzanie trzaskają przypony, prostują się haki i kotwice, palą teflonowe podkładki kołowrotkowych hamulczyków. W arsenale obronnym ma brzana - oprócz siły i uporu - masę sposobów, by zemknąć z wędki. Potrafi "zrobić łososia", czyli tuż po zacięciu, jeśli wędkarz zapomni opuścić ku wodzie szczytówkę wędziska, wyskoczyć nad powierzchnię niczym tarpon czy żaglica. Wysoko, niekiedy na metr, półtora. Niewielu jest mistrzów, którym podczas powietrznej ewolucji brzana się nie wyczepia. Mi nigdy się nie udało zatrzymać jej na hakach. Z kotwiczek robił się widelec albo po prostu - jakimś cudem, bo przecież wargi ma mięsiste i mocne - haki były "wypluwane"...
      W trakcie walki brzana potrafi

przymurować do dna.

      Siedzi przy kamieniach jak przyklejona. Oderwać ją niezwykle trudno. Wymaga to cierpliwości. I wyczucia. Czasem trzeba kij trzymać w maksymalnym naprężeniu nawet kilka minut. Nie pomagają żadne pukania w blank, modulacje napięcia żyłki, pstrykania czy tremola wygrywane na niej.
      Murowanie jest niebezpieczne dla wędkarza. Zdarza się, że walcząca o życie brzana rozpaczliwie trze mordą po kamieniach. Nie ma linki, która wytrzyma takie tarcia. Dlatego hol mamuciego kiełbia wymaga kunsztu i zimnej krwi. I stałego napięcia wędziska na max, ustawienia hamulca na najwyższą, wytrzymywaną przez linkę wartość. Nie wolno pozwolić, by brzana szorowała pyskiem po głazach i żwirze.
      Ale mocny hamulec bywa niekiedy wędkarską zgubą. Przyciśnięta zbyt ostro brzana "staje na głowie", wbija się w żwir czy w piach i walczy, obracając się wokół własnej osi. Miałem okazję zaobserwować to w krystalicznie czystej wodzie przyujściowej Solinki. Kręci się więc w tę i z powrotem - i trąca

niebezpiecznie napiętą żyłkę

płetwą grzbietową.
      A wielkie to zaiste zagrożenie - pierwszy promień jest poząbkowany niczym nóż używany przez facetów ze szkoły przeżycia. Zasuszoną płetwą można przeciąć wierzbową witkę. O brzanowej grzbietówce stworzono legendy. Szczególnie na warszawskim odcinku Wisły, gdzie woda mętna i ryby nigdy nie widać. Starzy wędkarze twierdzą ze śmiertelną powagą, iż zacięta brzana staje na głowie i dotąd jeździ swoją piłką po żyłce, dokąd jej nie przerżnie. I choć w czystej wodzie widać, że jest to raczej kwestia przypadku, to przepiłowanie żyłki zdarza się często.
     Łowcy brzan starają się znaleźć wyjście z sytuacji. Mają nie lada orzech do zgryzienia - pamiętają przecież o konieczności mocnego dokręcenia hamulca. Ale możliwość gwałtownego odpuszczenia jest podczas holu tych ryb niezbędna. Jedni więc "korbują" brzany, czyli podczas polowań na nie nie blokują wstecznego biegu kołowrotka i mogą skontrować "piłowanie" przez odpuszczenie żyłki korbką. Inni zaopatrują się w kołowrotki z dodatkowym dragiem, tzw. hamulcem walki lub dorabiają go w standardowych maszynkach (samodzielny sposób wykonania "draga" przedstawiam na dolnym rysunku na marginesie strony).Wystarczy ruch kciuka, by poluzować hamulczyk...
      Jeszcze inni do łowienia barwen (bo i tak się brzany nazywa) używają wyłącznie bardzo miękkich wędzisk i cieniutkich żyłek. Wydaje się to paradoksalnym bezsensem - w praktyce okazuje się jednak, że delikatne kije i często uruchamiany hamulczyk zdecydowanie mocniej forsują rybę od sztywnych standardów. Poza tym w holowanej rybie rzadko uruchamia się wówczas pełna detrminacja, zaś większość technik obronnych okazuje się na takiej witce niemożliwa do zastosowania.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusŚwiat DrukuPozycjonowanie stron WWWPozycjonowanieŚwiat DrukuTygodnik Wędkarski