Pora, by poważnie porozmawiać o wyprawach kwalifikowanych, o łowieniu konkretnych ryb. Warto się zastanowić nad dość pospolitym błędem popełnianym przez niektórych kolegów. Nie będzie to bynajmniej wytyk w ich stronę...
 
  NR 29      WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałczcz
 
W GRUNCIE RZECZY...
     Niemal każdy, także i ja, miał w swojej wędkarskiej karierze taki krótki okres pseudospecjalizacji. Jeździłem wówczas na nieznane miejsca, twierdząc buńczucznie, że jadę łowić konkretne ryby, na przykład brzany właśnie. Docierałem nad jakąś wodę, pilnie wypatrywałem na powierzchni rzeki zwarów i zawirowań, lokalizowałem rynnę przy rafie i montowałem ciężką gruntówkę. Wracałem potem o kiju, bądź z rybami, które z brzanami nie miały nic wspólnego.

      Po latach dopiero zmieniła się sytuacja. Po latach - doświadczeń oraz pilnego notowania w pamięci, a nawet w rozlicznych zeszytach, spotkań z konkretnymi rybami.
      Teraz, gdy przyjaciele proszą mnie o poprowadzenie wyprawy na konkretne ryby, eździmy w miejsca, gdzie z oczekiwanym gatunkiem spotykałem się już wiele razy. Jeżeli więc jadę w nowe miejsce, nad nieznaną rzekę, to uzbrajam się w komplet kijów pozwalających mi na elastyczność, na dowolny wybór metody, odszukanie stanowisk tych ryb, które dają się w danym łowisku złowić.
      Nie oznacza to, że obarczam się niepotrzebnym bagażem podczas każdej wyprawy w nowe miejsce - jeżeli znajomi gwarantują obecność np. brzan, to właśnie na nie się szykuję. Warunek - to nie mogą być przypuszczenia, to musi być pewnik. Koledzy musieli brzany łowić osobiście lub przynajmniej być świadkami barwenowej kośby.
      Brzany można kosić w środku lata

dobrze zmontowaną gruntówką.

      Uprawianie techniki z ciężkim ołowiem dennym może być komfortowe i eleganckie. Mam znajomych, zaprzysięgłych grunciarzy, którzy na swój sprzęt wydali majątek. Współczesne osiągnięcia techniczne połączyli z rzetelną wędkarską wiedzą i są teraz niezwykle skuteczni. Łowią na morskie wędziska do połowu z plaży, tzw. surf castingowe. Są to długie kije, z reguły 4,20 - 5 m, bardzo wytrzymałe, pozwalające posłać daleko potężne zestawy. Na morskich kołowrotkach snujących nawinięta bywa trzydziestofuntowa plecionka - wystarczająco mocna, by wytrzymać wyrzucenie 250 g ciężarka i na tyle cienka, by nie pozwolić na spłynięcie zestawu pod naporem prądu. Niektórzy wolą multiplikatory - można nimi wykonać rzuty nieprawdopodobnej długości, aczkolwiek stosowanie tych kołowrotków wymaga treningu i nie lada wprawy.
      Ciężarki stosowane przez nich mają bardzo wyszukane kształty i z zasady nie posiadają przelotowego kanalika, lecz jedno czy dwa oczka, przez które przewleka się żyłkę. Są dostępne w naszych sklepach gruszkowate ołowiane baryłeczki, zdarzają się" batoniki" z podwójnym uszkiem, ołowiane pręty, które nie grzęzną między kamieniami, "jeże" z wystającymi kawałkami dentalu, kotwiczące się w piachu czy żwirze.
      Niektóre ciężarki ozdobione bywają drucianymi lub plastikowymi telewizorkami albo drobnooczkowymi siateczkami z tkaniny. Zdarzają się potężne sprężyny na rurkach antysplątaniowych...
      Większość tych rozwiązań

pochodzi z prywatnego importu.

      Ciekawostką jest fakt, że wiele znakomitych akcesoriów obciążająco-podkarmiających dostaje się do ich pudełek zza naszej wschodniej granicy. Na Ukrainie, Białorusi oraz w Rosji ciężka gruntówka doczekała się wielu odmian i całej masy pomysłowych "patencików". Nieco inny od naszego charakter mają tamtejsze giełdy wędkarskie - na targowiskach sprzedawane są ogromne ilości wyrobów wykonanych metodami chałupniczymi. Niemal każdy "wynalazek prywatny" po kilku miesiącach od ukazania się na giełdzie znajduje producenta na dużą skalę.
      Zupełnie inny, mniej życzliwy dla klientów charakter mają nasze giełdy. Polscy zwolennicy nowoczesnej gruntówki muszą więc siłą rzeczy sami odlewać swoje obciążniki i znajdować kształty, które pozwalają na jak najlepsze trzymanie się dna albo sprowadzać z zagranicy ciężarki przeznaczone do uprawiania surf castingu.
      Nie oznacza to jednak, że nowoczesna gruntówka jest wyłącznie w zasięgu posiadaczy wypchanego portfela. Także "bambusowi tradycjonaliści" bardzo skutecznie łowią brzany w ich letnich ostojach. Posyłają w przyrafową rynnę ciężarki odlewane w łyżce, stosują żyłki o przekroju o,30-0,35 mm i w swoich sadzach miewają barweny przyprawiające o dreszcz każdego wędkarza.
      Brzany ze śródrzecza łowi się na rosówki, pęczki czerwonych robaków lub świetnie trzymające się haka dendrobeny. Także białe robaczki wabią te ryby skutecznie, zaś na wysokości Warszawy łowi się je na namoczony w mleku żółty ser. Na górnej Wiśle natomiast zakłada się na hak drobnego kiełbia. Duże brzany bardzo chętnie urozmaicają swoją dietę sporymi rybkami.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusPozycjonowanieSystemy CMSMetki odzieżoweFishingeZ Publish