Przyznam, że zawsze irytowały mnie przepisy obowiązujące na zawodach spinningowych. Nie liczą się otóż do klasyfikacji ryby tzw. spokojnego żeru. Ma to jakoby zapobiec podczepianiu leszczy, krąpi i innych ryb zbijających się w stada.
 
  NR 29      WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałczcz
 
BRZANOWY SPINNING
     Podczepiać sandacze, okonie czy sumy wolno, brzany natomiast nie można przynieść do wagi. Istnieje bowiem podejrzenie, że została podhaczona. Za grzbiet, za płetwę, za ogon. Ustalający te przepisy muszą nie mieć specjalnego pojęcia o tej rybie.

      Owszem, zdarza się, że po lokalizacji brzanowego łowiska i kilku rzutach zahacza się ją woblerem czy obrotówką - ale po pierwsze równie rzadko, jak drapieżniki, po drugie barwena ma silnie osadzone, bardzo twarde łuski, tworzące coś na kształt pancerza. Niezmiernie rzadko - mi nie zdarzyło się to nigdy - grot kotwicy przenika przez łuskę i grzęźnie w skórze. Najczęściej łuska ustępuje, odrywa się i jest przez spinningistę wyjmowana na haku, by poinformować go, że gra i tak nie była fair.
      Tymczasem wprawny i znający rzeki spinningista może świadomie, regularnie i fair łowić brzany na spinning. I choć trudno podniecić się brzanowym pobiciem, które nie ma w sobie najmniejszej nawet gwałtowności - ot, zawada, która raptem rusza pod prąd - to sam hol i lądowanie w ręku czy w podbieraku zapewnia niepomiernie więcej podniecenia od holu ryb powszechnie uznawanych za sportowe. Z barweną nie może przecież równać się boleń, choćby i największy, sandacz czy rzeczny okonek.
      Najtrafniej brzanowe pobicie opisuje pełne zdziwienia zdanko, jakie usłyszeć można z ust mniej doświadczonych spinningistów:
     - Idzie wobler, idzie, nie ma ryby i jest!

Na barweny poluje się

ze spinningiem na kamienistych i dość rozległych rafach wielkich rzek, na rzekach jej krainy - także nad kamieniami długich bystrzyn i na granicach szybkich płani. Na pogórzach łowi się je - jak nakazuje miejscowa tradycja - na obrotówki z ciemnymi akcentami na skrzydełkach, niekiedy wręcz całkowicie pokrytymi czernią czy ciemnym brązem. Równie skuteczne okazują się w czystej wodzie brzanowych rzek woblery, których zawzięcie na nizinach używają najlepsi barwenowcy.
      Miejsca do uprawiania spinningu inne są niż stanowiska do przepływanki czy ciężkiej gruntówki. Przede wszystkim płytsze, bardziej wartkie i zaburzane przez podwodne przeszkody. Wobler w szybkim nurcie nie osiąga nigdy przesadnie dużych głębokości, dlatego też warstwa wody nad dnem nie powinna przekraczać półtora metra. Brzany śródrzecznych bystrzyn, bełtów i przelewów doskonale czują się nawet na siedemdziesięciocentymetrowej płyciźnie.
      Chociaż są to ryby nie unikające ostrego nurtu, to i one lubią przytulić się w miejscach zapewniających im mniejszy wysiłek. Doświadczony spinningista łażąc po rafie, szuka więc wszelkiego rodzaju głazów wystających z wody, nagromadzenia ukrytych tuż pod powierzchnią kamieni, wszelkiego rodzaju wąskich gardzieli, uskoków dna, pokrytych żwirem muld w iłowych płytach i tam kieruje przynętę.
      Dobrze jeśli ostro schodzący wobler z długim językiem, zabezpieczającym nieco przez zaczepami, uderza co i raz o twarde wysłanie dna. Barwena potrafi co prawda wyskoczyć do przynęty poruszającej się blisko powierzchni, ale chybia wówczas dość często. Trzeba o budowie łba tej ryby pamiętać podczas polowania na nią.
      Jej oczy wpatrzone są przed siebie i górę. Do penetrowania dna służą jej komórki czuciowe na mięsistych wargach i figlarnych wąsikach. Bardzo często biedactwo nie ma możliwości obejrzenia tego, co bierze do pyska. Pół biedy, jeśli jest to ośliczka spod kamieni, racicznica odrywana od kolonii czy jakiś jadalny kąsek, który ugrzązł wśród kamieni. Trudniej brzanie schwytać błyskawicznie spływający kęs niesiony przez prąd. Ryba ta żyje jednak pośród bystrzyn i nauczyła się chwytania zdobyczy niejako na pamięć, tuż po straceniu jej z oczu.
      Duże barweny - niemal nie zdarza się w dużych rzekach złowienie na spinning sztuki mniejszej od dwóch kilo - bardzo

chętnie pożerają rybki,

które porywa prąd. Drobnica walczy zazwyczaj z nurtem, stara się jak najprędzej znaleźć spokojniejsze miejsce. Z całych sił płynie w poprzek nurtu.
      Nie jest trudno osiągnąć podobny ruch woblerem na cienkiej żyłce. Wystarczy rzucić go w poprzek rzeki, wprowadzić zdecydowanie pod wodę i bardzo wolno kręcąc korbą, pozwolić mu swobodnie spływać po łuku. Zaskakująca bywa wielkość przynęt, na które brzany się łakomią. Łowiłem je zarówno na czterocentymetrowe jugolki czy krewetki firmy Rebel, ale lepsze efekty miewałem na wąskie piątki a nawet siódemki Gębskiego, zwane potocznie gębalami. Wymieniam tu konkretne typy przynęt, bowiem podczas polowań na barweny właśnie te kształty są wzorcowe.
      Nie tylko rozległe kamienne rafy bywają stanowiskami naszych bohaterek. Można je łowić także na rozmytych przez rzekę ostrogach, na zatopionych opaskach. Niezłe okazać się też mogą bystrzyny pomiędzy ostrogami, pod warunkiem że nurt jest bardzo silny i wypłukał dno aż do skalistej opoki.
      W mocnym prądzie woblery dają się precyzyjnie prowadzić wyłącznie na cieniutkich żyłkach. Brzanowym standardem jest przekrój 0,16-0,18 mm. Taka delikatność w zderzeniu z siłą ryby wymaga stosowania wybitnie miękkich wędzisk. Bardzo przyzwoicie spisują się tu wszelkiego rodzaju jigówki z wklejoną pełną szczytówką węglową, choć najlepsze są specjalistyczne, dość długie wędziska o akcji parabolicznej i minimalnej masie wyrzutowej.

Podczas holowania

dużych i mocnych ryb warto pamiętać fizyczne prawo mówiące, że akcja rodzi reakcję.       Brzana na twardym kiju potrafi podczas pierwszego odjazdu wysnuć z kołowrotka kilkadziesiąt metrów żyłki. Pozwala jej to znaleźć się poniżej wędkarza, w dole rzeki. W obronie pomoże jej nurt. Barwena niżej - to niemal na pewno oznacza utratę ryby, przynęty a czasami całego zapasu żyłki.
      Miękki kij zapewnia - wbrew powszechnie utartej opinii - spokojny i bardzo precyzyjny hol. Zaraz po zacięciu brzana niemal zawsze rusza pod prąd. Niewielki stosunkowo opór parabolicznego wędziska nie budzi w niej paniki i nie powoduje histerycznych odjazdów. Nie jest trudno doprowadzić do sytuacji gwarantującej zwycięstwo - ryba powinna znaleźć się powyżej wędkarza, w górze rzeki.
      Po kilku chwilach uporczywego dążenia pod prąd barwena miewa chwilę oprzytomnienia - jak gdyby nagle zdała sobie sprawę, że coś jest nie w porządku. Zaczyna się pierwszy, najpoważniejszy atak. Ryba wyciąga żyłkę z kołowrotka zawsze w przeciwnym kierunku do wyczuwanego oporu. Jeżeli znajdzie się powyżej, to przeć będzie pod prąd, co zmęczy ją dużo szybciej i dużo mocniej. Jeśli pierwszy atak nastąpi w dole rzeki, to jej odjazd wspomagany będzie przez nurt i doprowadzenie jej do ręki czy podbieraka może okazać się trudne lub wręcz niemożliwe.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusSystemy CMS eZPublishDarmowy ERP i CRM - Odoo - dawny OpenERPPrzygotowanie drukuWędkarstwoŻbikowski