Brzana nigdy nie jest celem moich wypraw ze spinningiem. Namierzyłem, co prawda, kilka znakomitych miejscówek, gdzie ryba ta jest od zawsze i uwzględniam ją w planach, gdy wybieram się w ich pobliże.
 
  NR 29      WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałczcz
 
NA CELOWNIKU
     W moich pudełkach znaleźć można kilka woblerów, które uważam za brzanowe hity. Towarzyszą mi one z reguły podczas eskapad, których celem są klenie, jazie lub... sandacze. Jednak, jako że barweny łowię niejako przy okazji, nie wymyśliłem jeszcze kompletu sprzętu specjalnie przeznaczonego na tę rybę.

      Myślę jednak, że moja miłość do wędzisk delikatnych, takich, które podczas holu i lądowania przyjmują kształt paraboli, w przypadku tej silnej ryby sprawdziła się zupełnie nieźle. Generalnie wolę kije dłuższe, ułatwiające spinningowanie podczas brodzenia - pozwalają one na precyzyjne i w pełni kontrolowane prowadzenie przynęty na rozmaitych rafach, łowiskach, czy innych miejscach rojących się od zaczepów.

Wędziska, jakich używam

mają charakterystykę, którą dość trudno opisać na blanku. Mimo miękkości podczas walki z rybą i głębokiego ugięcia, są jednak na tyle sztywne, by rzuty wykonywane przy ich pomocy były dalekie i bardzo celne.
      Brzana jest rybą bardzo silną. Nazywa się ją mocarzem rzeki - i słusznie, gdyby tylko chciała i była odrobinę "sprytniejsza", mogłaby zerwać każdą żyłkę, rozgiąć haki i pozostawić najtęższego wędkarza z "kocią mordą".
      Pozostawia wielu. Przede wszystkim tych, którzy posługują się prostolinijną logiką i wysnuwają słuszne poniekąd wnioski. Na bardzo silne ryby - bardzo mocny sprzęt.
      Mimo niezłej znajomości z wiślanymi, pilickimi czy nawet sanowymi brzanami i ja miałem niedawno krótki okres "mocarności". Kiedy popularne w naszym kraju stało się używanie plecionek, bywało że na jakiejś pachnącej barwenami rafie zmieniałem szpulę na tę plecionkową. Był to akurat czas, kiedy przeżywałem "nawrót" sympatii do sztywniejszych wędzisk.
      Z bezkrytycznego zachwytu plecionkami wyleczyły mnie właśnie brzany. Pojąłem wówczas, że ryby, mimo rozmaitych uczłowieczeń, cech nadawanych im przez wędkarzy i wędkarskich publicystów, posługują się instynktem i najprostszymi odruchami. Nieledwie fizycznymi -

akcja rodzi reakcję...

      Na mocarnym kiju, na plecionce nie do zerwania i praktycznie nierozciągliwej barwena potrafiła uruchomić całą swoją moc. Jej "odjazdy" różniły się diametralnie od tych, z którymi spotykałem się podczas łowienia na cienkie żyłki i finezyjne wędziska. Kiedy tak szła skosem w dół rzeki, to nie pomagało żadne dokręcanie hamulca, doprowadzanie wędziska na pogranicze wytrzymałości i przytrzymywanie dolnika oburącz. Regularnie zacząłem przegrywać pojedynki z dużymi barwenami. Traciłem woblery - już to pozostawały, nad czym boleję, w mięsistych wargach mamuciego kiełbia, już zaczepiały się na kamieniach, faszynie, na które walcząca o życie ryba zawsze się natykała i zawsze zapinała w nich kotwice.
      Jeśli udało mi się po takiej siłowej bitwie z brzaną uratować przynętę, to z reguły musiałem smętnie spoglądać na rozprostowane kotwice, porozginane kółka łącznikowe, połamane stery, czy inną demolkę, jaką sprzętowi potrafiła wyrządzić rozjuszona ryba.
      Na warszawskim odcinku Wisły jest niesmowite kamienisko. Latem przebywają w tym miejscu brzany na rekord Polski. Miałem na kiju te giganty. I przegrywałem nieodmiennie - właśnie przez próby rozwiązań siłowych...
      Jestem facetem o naturze cyklofrenicznej. Tłumacząc to na język potoczny - lubię przeginać wajchę. Jeśli odchodzę od tęgich kijów i mocarnych linek, to brnę w ich przeciwieństwo. I trafiam niekiedy.
      Okazało się, że

najdelikatniejszy spinning,

cieniutka żyłka - czyli zestaw, którego używam podczas polowań na klonki i jaziki - w zupełności wystarcza do pokonania potężnej brzany.
      Rzut, przypominające zaczep branie barweny, jej parcie pod prąd, zawrócenie i kilkanaście minut ciężkiej pracy. Ryba w nieskończoność kreśli w pobliżu elipsy, muruje do dna, zmyka z nurtem, zawraca. Nie wpada jednak w determinację wywołaną zbyt sztywnymi oporami - gdy się zezłości, to przecież z łatwością wysnuje z kołowrotka kilka metrów żyłki. Natomiast jeśli ja zobaczę, że zaczyna się wściekać, to zwolnię drag i pozwolę odejść jej niemal bezoporowo. A ona, głupia ryba, jak przestanie czuć opór, to natychmiast odpuści sobie walkę. To ja wtedy drag przykręcę i zaliczę sobie parę punktów na korzyść. Kilka takich operacji i brzana bez specjalnej walki da się doprowadzić do podbieraka.
      Bez znaczenia jest więc fakt, czy posługuję się sandaczówką o masie wyrzutu do 25-30 g, czy witeczką w rodzaju Senso de Luxe, Avidem St. Sroix, Zero GGravity Mitchella, "superlajtką" Silstara, czy zabaweczką RST do 5 g wyrzutu. Jeśli tylko kij będzie miał paraboliczne ugięcie, to brzana ma małe szanse. Nie dlatego, że jest słaba, głupia - jest po prostu rybą.
      Pisałem już, że barwena nie jest celem moich wypraw. Trudno jednak nazwać ją przyłowem, bowiem jeśli stwierdzę w łowisku obecność tych wspaniałych ryb, to natychmiast

zmieniam taktykę

i poluję przede wszystkim na nie. Przyznaję, że często pierwsza bywa przypadkiem - zapina się głównie podczas polowanie na klenie, czy zostaje najechana przy okazji szukania sandacza.
      Kiedy przydarzy się coś takiego, albo gdy ujrzę spławy czy usłyszę furkotanie, to rzucam wszystkie inne ryby i zabieram się za brzanowe podchody. Wiem bowiem, że szykuje się prawdziwa wędkarska przygoda. Hol tej piekielnie mocnej ryby na delikatnej wędce nie daje się porównać z niczym. Kilkanaście minut walki na granicy wytrzymałości sprzętu, mięśni ramienia i przedramienia, kombinowania, szukania miejsca dogodnego do podebrania - to wspaniała sprawa. I potem jeszcze inna bardzo przyjemna chwila - spojrzenie w smutne ślepia pokonanej ryby, wzruszenie się skomleniem, które bardzo często usłyszeć można podczas lądowania i delikatne zwrócenie jej rzece.
      Nie jestem zwolennikiem gestów w rodzaju całowania każdej ryby w mordę przed jej wypuszczeniem, ale w przypadku brzany jestem przynajmniej w stanie takie dziwactwo zrozumieć. Barwena bowiem ma przecudną mordkę, niesamowite ślepka i przeurocze wąsiki, które nieodmiennie kojarzą mi się z wąsikiem tych najciemniejszych brunetek - tylko całować!
      Powzruszałem się, nazachwycałem własną szlachetnością i dość hipokryzji - gdyby brzana miała odrobinę smaczniejsze mięso, to pewnie napisałbym, że mordę ma głupią i bezmyślną. Tymczasem jest praktycznie nie do zjedzenia - zelówa, przy której potrawa z bolenia jest rarytasem na miarę sushi w najlepszej orientalnej knajpie.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusForumFundusz ETF - ciekawe linkiOpen source ERP i CRM - OpenERP - obecnie nazywany OdooeZ PublishOpen source ERP i CRM - Odoo (dawniej OpenERP)