Największa organizacja wędkarska w Polsce w przededniu wejścia do UE nie ma angielskiego tłumaczenia swoich wewnętrznych przepisów. Na Twardej mówią z dumą, że "przecież jest tłumaczenie niemieckie".
 
  NR 30      24 LISTOPADA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
REKLAMA - DŹWIGNIĄ HANDLU
     To oczywiste, zdawałoby się, hasło winno mieć odzwierciedlenie również w turystyce wędkarskiej. Niestety, sprawdza się to jedynie lokalnie, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i kilku innych krajach lub regionach, nastawionych na ten rodzaj turystyki, jak Szwecja czy Anglia.

      W Polsce (choć nie oszukujmy się - w innych regionach Europy również) zdobycie podstawowych informacji dotyczących zasad połowu (w najbardziej międzynarodowym języku - angielskim) wymaga długich i uciążliwych poszukiwań, nawiązywania kontaktów, często przez prywatnych znajomych i znajomych tych znajomych. Stąd też amerykańskie organizacje odpowiedzialne za turystykę wędkarską są tu niedoścignionym wzorem dla ich odpowiedników w innych krajach.
      Poszukując niedawno wszelkich informacji dotyczących przepisów wędkarskich w innych krajach (pokłosiem tego jest artykuł w 10 nr TW - "Prawo Polskie i inne") miałem okazję porównać poziom informacji wędkarskiej w Stanach i gdzie indziej. Najwięcej informacji zdobyłem korzystając ze stron internetowych wszelkich departamentów i komisji zasobów naturalnych, rybactwa, wędkarstwa i temu podobnyych organizacji amerykańskich, a także Ministerstwa Środowiska Kanady.
      W Europie większość organizacji tego typu posiada jedynie strony w języku narodowym, zaś angielskojęzyczne strony hobbystów ograniczają się zwykle do opisu łowisk, lub podania okresów i wymiarów ochronnych. Ponadto amerykańskie organizacje rządowe na prośbę zainteresowanego (np. wysłaną e-mailem) przysyłają informatory dotyczące przepisów i łowisk w poszczególnych stanach. Najlepszym przykładem może być tu Alaska Department of Fish and Game, skąd odpisano mi, że chwilowo nie posiadają interesujących mnie przepisów, ale postarają się jak najszybciej je zebrać. Po dwóch tygodniach otrzymałem pocztą kopertę grubości 4 cm, zawierającą regulacje i przepisy, obowiązujące na terenie całego stanu.

*****

      Podstawowe informacje o przepisach obowiązujących na danym terytorium to mniej więcej to samo, co zawiera "Regulamin Amatorskiego Połowu Ryb". Pisałem o tym w TW nr 10, więc tylko w skrócie:
  • Wymiary ochronne
  • Okresy ochronne
  • Limity ilościowe
  • Ochrona gatunkowa
  • Ograniczenia metod wędkarskich
  • Ograniczenia dostępu do łowisk (to już raczej w "Informatorze wód krainy pstrąga i lipienia". Choć i tam są niezłe kwiatki. A co z wodami nizinnymi? Wszak "Wykaz wód użytkowanych przez (g)PZW" nie mówi nic o dodatkowych opłatach, zakazach czy nakazach
  • Inne ograniczenia
      Dla wędkarzy łowiących na jakimś obszarze, znających obowiązujące tam przepisy, co roku podaje się zmiany, jakie nastąpiły w przepisach w porównaniu do obowiązujących poprzednio. A ponieważ ichtiolodzy zatrudnieni w Stanach nie zasypiają gruszek w popiele, odpowiedni departament jest w stanie podać przepisy, jakie będą obowiązywały w danej wodzie w następnym okresie. W Polsce nawet wykaz wód górskich (wyznaczanych co 3 lata) musi być uzupełniany w trakcie obowiązywania informatora.
      Aby nie było niedomówień ze strony wędkarzy, zawarte są również definicje występujących w przepisach zwrotów. Może rzeczywiście w Stanach trzeba wytłumaczyć, co to jest haczyk, linka, wędka, a poza tym dopływ, przynęta, przewodnik wędkarski i inne (niektóre zawierają kilkadziesiąt pozycji), ale dzięki temu nie można się tłumaczyć brakiem dostępu do odpowiednich przepisów, ponieważ przy zakupie licencji otrzymuje się odpowiedni informator. W tym samym celu często w skład informatora wchodzą rysunki lub zdjęcia gatunków ryb występujących na danym obszarze.
      W części informatorów zawarte są mapy terenów objętych regulacjami. Są to na ogół mapy poglądowe, ale wykonane na tyle dokładnie, że nie sposób nie odnaleźć interesującego nas zbiornika. Jeśli do tego dodać wykaz wszystkich wód objętych regulacjami szczegółowymi, odmiennymi od powszechnie obowiązujących, to przy odrobinie dobrej woli nie sposób złamać obowiązujących przepisów. Poza tym niektóre departamenty proponują zakup szczegółowych map (np. w skali 1:100000 lub 1:50000) wykonanych specjalnie dla wędkarzy (np. w stanie Minnesota można zakupić mapy 3700 jezior, w stanie Wisconsin - 3000). A w (g)PZW mówią, że najlepszą metodą jest "koniec języka za przewodnika". I co tu dodawać?

*****

      Połowy ryb łososiowatych są z reguły obwarowane dodatkowymi obostrzeniami, jak np. zakaz połowu ryb dzikich (ryby pochodzące z zarybień mają na ogół usuniętą płetwę tłuszczową) lub ostrzejszy limit, a także obowiązek rejestracji połowów na specjalnych drukach zwrotnych. Na podstawie tych druków możliwe jest zaplanowanie zarybień odpowiednimi gatunkami. U nas jedynie na Śląsku (a może się mylę) prowadzi się statystykę połowów wędkarskich i tamtejsi wędkarze jakby mniej narzekają na przełowienie wód. A gdyby tak wprowadzić rejestrację na wodach pstrągowo-trociowych? Ale kto by się tym przejmował, gdy i tak kłusole (złodzieje) łowią więcej od wędkarzy...
      Oczywiste jest, że w informatorach zamieszczone są dane dotyczące cen i możliwości zakupu licencji, a także korzystania z usług przewodników wędkarskich. Często też znajdują się w nich reklamy firm, sklepów, czy też niewielkich ośrodków (lodge) dla wędkarzy i myśliwych. I tu nie musimy się wstydzić - (g)PZW ceny za łowienie na swoich wodach wyeksponował na swojej stronie internetowej (www.pzw.org(...).pl), bo przecież o to chodzi, by wędkarz wpłacił pieniądze na konto, a o resztę niech się martwi sam.
      Z informatorów można dowiedzieć się jakie są obecne rekordy poszczególnych gatunków, a także w jaki sposób można zgłosić informację o własnym połowie okazu. W informatorach kanadyjskich spotkałem się z ciekawą wiadomością, dotyczącą zawartości substancji szkodliwych (rtęć, pestycydy) w ciałach ryb, dyskwalifikujących je jako obiekt konsumpcji. A w WW nr 5/99 prof. Siwicki (na podstawie próbki 50 ryb) pisze:"Obecny stan dopuszcza rybę z Wisły (na wysokości Burakowa) do spożycia". Widocznie nie jadł rybki spod Bergla w żoliborskich restauracjach.

*****

      Kolejnym problemem poruszanym w informatorach amerykańskich są wszelkie programy badawcze i wychowawcze, prowadzone przez departamenty (m.in. programzachowania w stanie naturalnym potoków z dzikimi populacjami pstrągów, czy program Hooked On Fishing Not On Drugs - adresowany do dzieci i młodzieży zagrożonych narkomanią). Aż dziw bierze, że Związek nie chwali się osiągnięciami Rady Naukowej (chyba tak to się nazywa), działającej pod kierunkiem m.in. prof. Penczaka i Bartla.
      Instytucje amerykańskie reklamują również swoje wydawnictwa i publikacje dotyczące ich działalności. Na witrynie (g)PZW znajdujemy zaś jedynie link do strony organu prasowego Związku - WW. Mało kto zaś wie na przykład o tym, że wydawane są (a przynajmniej były w latach 1988-96) "Roczniki Naukowe (g)PZW", publikujące wyniki badań prowadzonych za pieniądze ze składek członkowskich.
      Wreszcie na stronach internetowych zawarte są FAQ-i, czyli najczęściej zadawane pytania i odpowiedzi na nie. Ja zaś przez trzy miesiące oczekiwałem na odpowiedź od Generała z Twardej (list skierowany na oba adresy podane na stronie WWW, a dotyczący przyszłości (g)PZW).
      Generalnie poziom polskiej informacji wędkarskiej znacząco odbiega od wyznaczającego kierunek działań w tej kwestii modelu amerykańskiego. Na jedno tylko nie można narzekać - tak w Polsce, jak i w Europie Zachodniej i Ameryce zawsze można liczyć na pomoc kolegów wędkarzy, którzy na privie (choć nie tylko - vide Forum RO) zawsze pomogą znaleźć odpowiedź na dręczące nas pytanie. I chociaż tak trzeba trzymać.

Paweł Kobyłecki

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusMetki i wszywki odzieżoweGetSimpleWszywki i metki odzieżoweOdooWszywki