Co się dzieje nad wodami, co się stało w ostatnich dniach? Rzeki, jeziora, morza... Ryby, wędkarze i inne zwierzęta... Wygrzebane w internecie, w prasie, podsłuchane w mediach i na łowiskach... Czekamy na donosy Czytelników...
 
  NR 31      24 GRUDNIA
Wydawca: KROKUS ska z o.o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

Zwierzątka Świętego Mikołaja
Renifery spędzają całe swoje życie na niekończących się wędrówkach. Przemierzają obszary, na których przez większość roku leży śnieg, a temperatura spada nawet do 50 stopni poniżej zera. To najwytrwalsze z wędrujących ssaków. W czasie sezonowych migracji przemierzają tysiące kilometrów. Rekordzistka w ciągu roku pokonała dystans ponad pięciu tysięcy kilometrów! Nic więc dziwnego, że święty Mikołaj wybrał sobie te właśnie zwierzaki do świątecznego zaprzęgu - w końcu, cóż to dla nich za wysiłek w ciągu kilkunastu godzin przemierzyć całą kulę ziemską...
Renifery to zwierzęta z charakterem. Kiedy w czasie marszu samica czuje, że przyszedł czas porodu, po prostu zatrzymuje się i rodzi. Już dwie godziny później 4-kilogramowy maluch stawia pierwsze kroki, a po dalszych kilku godzinach jest gotowy do marszu. Takie tempo jest konieczne - po błyskawicznym porodzie trzeba niemniej szybko dogonić oddalające się stado.
Roślinożerne renifery radzą sobie na nieprzyjaznych obszarach... objadając pokryte porostami kamienie. Porosty są prawdziwymi koncentratami soli mineralnych i substancji odżywczych. Ale nadmiar soli odkłada się w organizmach zwierząt. Coś z tym nadmiarem robić. U renów (tak zdrobniale nazywa się renifery) sole odkładają się więc w... rogach, zrzucanych raz do roku. Może dlatego u tych zwierząt, jako jedynych z jeleniowatych, rogi mają zarówno panie, jak i panowie. Panie mogą się pochwalić co prawda mniejszym porożem, ale nie dlatego, że są gorsze. Po prostu lwią część zmagazynowanych soli mineralnych wykorzystują w czasie ciąży, gdy dokarmiają rozwijający się zarodek. Renifery często ryzykują życie dla zdobycia pożywienia. Wdrapują się wysoko na strome zbocza w poszukiwaniu miejsc wolnych od śniegu. Niestety, często się zdarza, że wejście pod górę jest łatwe, ale zejście - niemożliwe. Kto nie poradzi sobie z drogą w dół - ginie.
Według wierzeń ludów Północy renifery mają duszę, a nawet są duchami zmarłych przodków. Od najdawniejszych czasów wolno je było zjadać oraz wykorzystywać ich skóry i rogi, ale ponieważ są duszami zmarłych przodków, nie wolno ich było zabijać w celach handlowych. Jak sobie z tym radzą dzisiejsi hodowcy - nie wiadomo. Być może stale są nękani przez niezadowolone duchy?
Renifer to symbol mądrości, wytrwałości i siły. Kiedy koczownikowi urodzi się syn, najpierw pokazuje mu się renifera - niech zapatrzy się na zwierzę i przejmie jego najlepsze cechy, tak bardzo przydatne w ciężkich polarnych warunkach. Nasi praprzodkowie uznali swoją niższość wobec tych zwierząt. Zabijali je, ale jednocześnie starali się odkupić swoją winę odprawiając obrzędy. Bali się bowiem, że renifery, obrażone umyślnie czy przez zaniedbanie, odmienią szlaki swoich wędrówek, przeniosą się w niedostępne pustkowia albo sprawią, że strzała czy oszczep nigdy nie dosięgną celu...
SuperExpress

Gopło w opałach
W radziejowskiej oczyszczalni ścieków, do której przedostał się olej opałowy z uszkodzonej szkolnej kotłowni, zamarło życie biologiczne. Zajęcia w SP nr 1 odwołano do 22 grudnia, przedszkolakom zapewniono opiekę. Biegli nadal pracują nad ustaleniem przyczyny wybuchu. Potężna eksplozja zniszczyła częściowo gmach, w którym obok "podstawówki" mieszczą się gimnazjum oraz przedszkole. Z przyczyn, które nie są jeszcze ostatecznie znane, doszło również do pożaru, którego gaszeniem zajmowało się przez całą noc kilka jednostek straży pożarnej. (...)
Ekologiczne skutki wybuchu już są widoczne. Część rozlanego oleju opałowego przedostała się do kanalizacji i do miejscowej oczyszczalni ścieków, w której natychmiast zanikło życie biologiczne. Postawiono jednak zapory, które mają uniemożliwić przedostanie się trującej substancji do Gopła. Burmistrz jest przekonany, że nie dojdzie do zatrucia wód jeziora.
Gazeta Pomorska

Przez komin do lekarza
Wiele szczęścia miała złota rybka, która wpadła do komina, odbiła się o rozpalone kawałki węgla i wylądowała na podłodze ku ogromnemu zdziwieniu pewnej brytyjskiej rodziny. Sprawcą tego niesamowitego wydarzenia jest prawdopodobnie czapla, którą wcześniej widziano na dachu jednego z okolicznych domów. Rodzina Brewinów z Northampton podejrzewa, że czapla złowiła rybkę w pobliskim stawie, a następnie zrzuciła ją do ich komina.
Brewinowie natychmiast włożyli rybkę do miski z wodą i wezwali pracowników Królewskiego Towarzystwa Obrony Zwierząt przed Przemocą. Na szczęście okazało się, że rybka odniosła tylko nieznaczne obrażenia; ma lekko obdrapane łuski. "W życiu nie wzywano mnie do rybki, która wpadła przez komin" - skomentował cały incydent dyrektor Towarzystwa.
PAP


Bałtycki skansen
Stan klęski, według rybaków z Rewala, to określenie zbyt delikatne na opisanie sytuacji na Bałtyku. - Bałtyk jest już tak przełowiony przez duże kutry, że dla nas nic nie zostaje - w głosie Andrzeja Błachuty, zajmującego się rybactwem od wielu lat słychać rozgoryczenie. - Przez nasze sieci mała rybka przejdzie. Duże jednostki wyciągają wszystko, co się da. Używają do połowów echosondy. Jeśli taki proceder potrwa dłużej, to ryba się nie odrodzi. (...)
Rybacy twierdzą, że władza będzie musiała przedsięwziąć radykalne kroki w celu ratowania Bałtyku. Najlepszym sposobem byłoby całkowite zakazanie połowu na morzu, na co najmniej trzy lata. Tyle czasu wystarczyłoby na odrodzenie się ławic dorsza, sandacza, flądry, śledzia i innych ryb. W przeciwnym wypadku baza w Rewalu może zamienić się w skansen.
Głos Szczeciński


Karpie kontra olimpiada
W Penrith obok Sydney na miejscu starej żwirowni, zbudowano tor dla kajakarzy i wioślarzy. Czeka na olimpiczyków. Jest to podobno jeden z najlepszych tego typu obiektów na świecie.Trasa ma 2300 metrów długości i jest na niej dziewięć torów dla wioślarzy i dwanaście dla kajakarzy. Ma stałą głębokość pięciu metrów. Kanał zarybiono rodzimymi gatunkami i posadzono tam masę roślin wodnych. Rośliny te mają rosnąć do wysokości około trzech metrów, co ma pomóc w zmniejszeniu ruchów wody.
Obiekt wygląda bardzo imponująco i jest całkowicie ukończony. Odbyły się tam już zawody przedolimpijskie. Sporym problemem są natomiast ... karpie, które niszczą dno kanału. Karp został przed laty sprowadzony do Australii. Od tego czasu bardzo się rozprzestrzenił i jest traktowany jako szkodnik. Wędkarz, który złowi karpia, zgodnie z prawem nie może ... wpuścić go z powrotem do wody. Karp i węgorz nie mają tutaj żadnej wartości konsumpcyjnej. Odwrotnie jak w Polsce, gdzie przed zbliżającą się Wigilią karpie są szczególnie poszukiwane.
Kurier Szczeciński


Nie twoje - nie buduj!
W Bydgoszczy na Brdzie postawiono most, z którego nikt nie korzysta, na drodze leży bowiem prywatna działka z domkiem i wstrzymuje budowę. To nie jedyny taki przypadek w regionie.
Miasto walczy o działkę od kilku lat. Chciało wykupić, ale nie za cenę podaną przez właścicielkę. Obecny prezydent miasta i starosta powiatu - Roman Jasiakiewicz, wydał decyzję o wywłaszczeniu. Na działkę wjechały koparki. Właścicielka odwołała się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Kolegium przyznało jej rację, uchylając decyzję starosty. Buldożery nie wyjechały.
To nie jedyny, choć najbardziej spektakularny przypadek w regionie, gdy prawo własności jest w konflikcie z wielkimi inwestycjami. Rolnicy pod Włocławkiem chcą odszkodowań za tereny, przez które biegnie rurociąg. Pod Grudziądzem dwaj właściciele gospodarstw walczą o odpowiednią wysokość zapłaty za grunt, po którym ma biec autostrada. W Bydgoszczy przy ul. Kamiennej właściciele dwóch prywatnych działek toczyli boje z miastem. Efekt jest taki, że dopiero co wybudowana ulica Kamienna ma pośrodku stumetrowy objazd zbudowany z betonowych płyt, po których kierowcy omijają działki.
Gazeta Pomorska


Euroregion po raz drugi
Radni z Czarnej Dąbrówki zadeklarowali chęć wstąpienia do Stowarzyszenia Gmin RP "Euroregion Bałtyk". Gmina już raz członkiem tej organizacji była. Okazało się jednak, że nielegalnie.
Poprzedni wójt Jan Klasa zasiadał nawet w jego władzach. Wiosną br., kiedy okazało się, że dokument potwierdzający przystąpienie gminy do Euroregionu był sfałszowany, wybuchła afera. Ktoś podrobił podpis przewodniczącego Rady Gminy, Brunona Bojanowskiego, pod uchwałą, która w ogóle nie trafiła na sesję Rady Gminy. Sprawa trafiła do prokuratury, ale ta umorzyła dochodzenie ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu.
30.11. Rada Gminy Czarna Dąbrówka podjęła już legalną uchwałę o wstąpieniu do Euroregionu, w którego pracach wcześniej uczestniczyła.
W skład Euroregionu wchodzą nadbałtyckie samorządy z Polski, Danii, Szwecji, Rosji, Łotwy i Litwy. Stronę polską reprezentuje w nim kilkadziesiąt gmin z byłych woj. słupskiego, gdańskiego i elbląskiego. Z Ziemi Bytowskiej do Euroregionu weszły już Parchowo i Tuchomie.
- Stowarzyszenia tego typu mają duże szanse na pozyskanie pomocy z Unii Europejskiej, o ile mają dobrze przygotowane programy - wyjaśnia wójt Wojciech Gralak. Pieniądze przyznawane będą jednak na projekty ponadgminne, w które zaangażowanych jest co najmniej kilka samorządów.
Kurier Bytowski


Opowieść wigilijna
Niebo zamieszkuje 3 472 000 aniołów. W każdym razie według jednego z wyliczeń. Z liczbą aniołów jest duży problem. Wiadomo o niej, że się nie zmienia, a mimo to do dzisiaj nikt nie jest w stanie jej podać. Inna, bardziej skrupulatna anielska statystyka (pochodząca ze średniowiecza) mówi, że spośród 399 920 004 aniołów, 133 306 668 zostało strąconych razem z Lucyferem. Aż jedna trzecia! Była to więc prawdziwa niebiańska czystka.
Mimo że wyglądają tak młodo, są bardzo stare. Ich świetliste postacie wyłaniają się z mroku dziejów. Gdyby przejęte przez chrześcijaństwo wyobrażenia aniołów pochodziły tylko z Biblii, mielibyśmy nadzwyczaj ubogi anielski zbiór, na dodatek dość nieforemny. Choćby anioł z widzenia Ezechiela: nie jest pięknym mężczyzną (w Biblii aniołowie mieli płeć męską), ale pokraczną, skrzydlatą maszyną, huczącą i ciskającą iskry. Zaś inny starotestamentowy anioł ma nie jedną, ale sześć par skrzydeł. Aniołowie są jednak starsi także od judaizmu. Żydzi przejęli, zwłaszcza ich rozbudowane hierarchie, z innych religii Bliskiego Wschodu, w których istoty te miały ścisły związek z astrologią. Dzisiaj zarówno judaizm, jak chrześcijaństwo i islam każą wierzyć w "zastępy niebieskie" aniołów, którzy służą Bogu.
Najwięcej osobników "zaanieliło" niebo około III w. p.n.e. I to zgodnie z powiedzeniem, że "słowo stało się ciałem". Gotowy anioł powstawał następująco: na przykład do hebrajskiego słowa hod (chwała), dodawano przyrostek -el, by utworzyć Hodiela. Gewura (potęga) dała początek Gewuraelowi, a tiferet (piękność) Tiferetielowi. Co więcej, także dzięki dodaniu przyrostków chóry anielskie (cherubinów, serafinów) zyskały przywódców: Cherubiela i Serafiela. Poza aniołami, których zrodziła, można powiedzieć, gramatyka, inni wywodzą się z pogańskich mitologii perskich, babilońskich, greckich... Na przykład starożytne bóstwa asyryjskie: kerubim, w Księdze Rodzaju są już cherubinami. Anioły, według dzisiejszej doktryny kościelnej, są bezpłciowe. A dokładniej - nie rozważa się ich płciowości. Za to we wspomnianych czasach były jeszcze na ogół mężczyznami ale, rzadko bo rzadko, zdarzały się też anielice. Na przykład Pistis Sofia: rodzicielka największych aniołów, przykład dodatkowego, poza stworzeniem przez Boga, sposobu na pojawienie się aniołów na świecie.
Aniołowie są bezcieleśni, a mimo to młodzi, piękni, skrzydlaci i świecą. Tak w każdym razie mają zwyczaj objawiać się świętym i zwykłym śmiertelnikom. Są posłańcami: łącznikami między niebem a ziemią i zwiastunami: ich pojawienie się zawsze coś oznacza. W nauce Kościoła tworzą uporządkowany niebieski orszak dziewięciu chórów. Biblijny Jakub zobaczył we śnie drabinę sięgającą nieba i wstępujących i zstępujących po niej aniołów, co oddaje ogrom ich obowiązków. W islamie anioł towarzyszy każdemu człowiekowi, zapisuje jego uczynki, a potem donosi wyżej. Za to chrześcijański anioł stróż nie jest obojętnym sprawozdawcą, ale cichym doradcą. Usytuowanym najniżej w anielskiej hierarchii, bo... przebywa najbliżej człowieka.
Przeciwieństwem dobrych są anioły upadłe. Wczesne podania hebrajskie mówiły, że Jahwe dał początek wszystkiemu, a więc także złu. Wierzenia chrześcijańskie zaprzeczyły temu, by dobro mogło stworzyć zło. Przypisano je więc buntowniczym aniołom, którym przewodził ulubieniec Boga, Syn Poranka - Lucyfer. Sprowokowany przez Najwyższego, nie sprostał próbie wierności. Za karę został strącony z niebieskich wysokości w otchłań, dokąd pociągnął za sobą całą rzeszę niepokornych aniołów. Odtąd stał się tym, który kusi do buntu przeciw Bogu. Do tej wojny w niebie dołączył we wczesnym średniowieczu judaistyczny Szatan: anioł-oskarżyciel, który namawia Boga do surowego karania ludzi. I właśnie z tych dwu aniołów, z których jeden był upadły, a drugi nadgorliwy, powstał diabeł: ucieleśnienie zła. Zmieniła mu się karnacja, odpadły skrzydła, za to wyrosła para zgrabnych, rogowych wypustek. I pomyśleć, że aniołowie, nie rozmnażając się i nie podlegając przez to ewolucji, potrafią się tak przystosować!
SuperExpress


Wraca stare
Listopadowe plenarne posiedzenie władz opolskiego okręgu PZW opowiedziało się za zmianami oddalającymi opolskie wędkarstwo od "mięsiarstwa". Za rozsądne posunięcie należy uznać ustanowienie wymiaru ochronnego dla okonia. Gatunek ten, nie tylko w wodach opolskich, jest narażony na silną presję wędkarską. Okonie łowi się praktycznie przez okrągły rok, także w okresie tarła. Ani ustawa o rybactwie, ani przepisy autorstwa PZW nie stwarzają tu, poza limitem wagowym, żadnych ograniczeń. Efekt? Populacja okonia zaczęła się kurczyć w niepokojącym tempie. (...) Od przyszłego roku każdy okoń na Opolszczyźnie, który nie mierzy osiemnastu centymetrów, będzie musiał być wypuszczony do wody. (...)
Szczupak, sandacz - od paru lat można je było łowić także w styczniu i lutym. Na Opolszczyźnie, gdzie zimy bywają zwykle łagodne, skwapliwie korzystano z tej okazji. Żywiec, spinning lub wędka podlodowa, a potem pretensje do całego świata, że tych dwóch drapieżców coraz mniej w wodzie. Okręgowe władze związku zdecydowały się więc na wydłużenie okresu ochronnego o wspomniane miesiące. Niech ryby (dotyczy to także odłowów gospodarczych) spokojnie dojrzeją do tarła, w końcowym rozrachunku wszystkim wyjdzie to na dobre.
W mięsiarzy wymierzona jest kolejna innowacja, która na Opolszczyźnie wejdzie w życie od przyszłego roku. Uchwała plenum wprowadza oto rejestry połowów wędkarskich na zbiornikach w Turawie, Nysie i Otmuchowie. Z jednej strony pozwoli to zoptymalizować gospodarkę zarybieniową, z drugiej - ukróci ukryte kłusownictwo. Skończy się bowiem wypływanie łodzią po drugi lub trzeci komplet sandaczy w danym dniu, skończy się też naruszanie limitów wagowych. Złowiłeś rybę, umieściłeś ją w siatce, musisz to odnotować od ręki w rejestrze; będą one do odebrania w każdym z kół PZW. Niedopełnienie tego obowiązku będzie traktowane przez straż rybacką jako wykroczenie, zaś wybranie się na ryby bez rejestru - jako wędkowanie bez wymaganych uprawnień. Na identyczne jak w tych obu przypadkach sankcje narażą się również ci, którzy nie wykupią odrębnych zezwoleń na połów ryb z jednostek pływających. Pieniądze za wędkowanie z łodzi, pontonów itp zamierza się przeznaczyć na skuteczniejszą ochronę wód przed kłusownictwem.
Nowa Trybuna Opolska


Ucieczka w zaświaty
Uciekając przed nagonką straży rybackiej trzej kłusujący mężczyźni skoczyli do lodowatej wody rybnickiego zalewu. Dwaj z nich nie wypłynęli na powierzchnię. Strażnicy nie poinformowali o sprawie nikogo. Dopiero dzięki interwencji reporterów Trybuny Śląskiej DZIEŃ, na miejsce zdarzenia pierwszy raz przybyła ekipa płetwonurków. Wciąż nie wiadomo dokładnie, co stało się nad rybnickim zbiornikiem, w miejscu zwanym "kierownicą". Brat Tadeusza M., jednego z zaginionych, o wszystkim dowiedział się przypadkowo od znajomego, który służy w straży rybackiej.
- Zaniepokojony zniknięciem brata, który dwa dni wcześniej wybrał się na ryby, poszedłem do siedziby straży rybackiej w Chwałęcicach. Tam rozpoznałem kurtkę i sprzęt wędkarski mojego brata. Nikt jednak nie potrafił, czy raczej nie chciał, powiedzeć mi w jaki sposób i w jakich okolicznościach rzeczy te znalazły się w posiadaniu strażników - twierdzi M.
Teren rybnickiej elektrowni jest ogrodzony. Patrolują go funkcjonariusze zakładowej straży przemysłowej. Antoni Worwa, komendant Straży Przemysłowej Elektrowni Rybnik mówi, że sprawę zaginionych wędkarzy zna z relacji swoich podwładnych.
- W ubiegłą środę wieczorem nad brzegiem zbiornika nielegalnie łowiło ryby co najmniej pięciu mężczyzn. W pewnej chwili zaskoczyła ich prawdopodobnie straż rybacka. Strażnicy zatrzymali dwóch kłusowników. Trzej inni skoczyli do wody. Jednemu udało się dopłynąć do brzegu, a dwaj zniknęli pod wodą. Nawet gdyby w tym miejscu nie było głęboko, mógłby ich zabić szok termiczny. Woda nie ma tu więcej niż dwa stopnie Celsjusza - przekazuje relacje swoich pracowników komendant Worwa.
Jak udało nam się dowiedzieć, dwaj zatrzymani mężczyźni zostali przez straż rybacką odstawieni na komisariat mieszczący się na rybnickim osiedlu Nowiny. Policjanci spisali ich personalia i wypuścili do domu. Żaden z członków straży rybackiej nie powiadomił jednak funkcjonariuszy, że istnieje prawdopodobieństwo utonięcia dwóch innych mężczyzn.
Rybnicka policja dowiedziała się o zaginięciu dopiero od Bożeny Kuchaj, towarzyszki życia Tadeusza M. Młodszy aspirant Arkadiusz Szweda z Komendy Powiatowej Policji tłumaczy, że aby rozpocząć poszukiwania, funkcjonariusze musieli uzyskać zgodę na wejście na teren Elektrowni. (...) Rybnicka policja nie udziela na razie żadnych informacji na temat akcji poszukiwawczej. Policjanci nie mówią też, kogo w tej sprawie zamierzają przesłuchać.
Rodzina Tadeusza M. (personalia drugiego zaginionego nie są jeszcze znane) twierdzi, że to straż rybacka nie pomogła ludziom będącym w sytuacji zagrożenia życia. Strażnicy nie tylko nie próbowali wyciągać tonących z wody, ale nawet nie zawiadomili nikogo o zdarzeniu. Rajmund Zawionka z Polskiego Związku Wędkarskiego w Rybniku, przy którym działa straż rybacka, nie udziela odpowiedzi na żadne pytania. Twierdzi, że nic nie wie na temat domniemanej tragedii nad zalewem.
Trybuna Śląska


Przybywa łososiek
Po raz trzeci w tym roku fachowcy z PZW, a także przedstawiciele Uniwersytetu Szczecińskiego, pobierali z Regi ikrę troci, którą ma odebrać pan Jan Łabędzki, właściciel ośrodka hodowlanego, specjalizującego się w produkcji smoltów troci i łososi.(...)
Na jazie w Trzebiatowie wzniesiono tzw. samołówkę, czyli zbiornik-magazyn, w którym ryby jakiś czas pozostają. Osobno samice, osobno samce. Tak "uwięzione" trocie muszą przetrwać nawet kilka tygodni, bowiem w okresie tym następuje u nich dojrzewanie ikry i mlecza. Tegoroczny plan, to pozyskanie ogółem 900 tysięcy sztuk jajeczek. 600 tys. dla celów własnej wylęgarni w Goleniowie, 250 tysięcy z przeznaczeniem na sprzedaż na produkcję smoltów i 50 tysięcy na cele badawcze dla szczecińskiej Akademii Rolniczej i Uniwersytetu Szczecińskiego. Zarząd Okręgu PZW otrzymał zezwolenia na pozyskanie ikry i mlecza od ogółem 2,5 tony tarlaków. W ramach tegorocznego limitu może też odłowić odpowiednią ilość samców troci i pobrać o dniach mlecz dla Warszawskiej Wytwórni Szczepionek na potrzeby produkcji części substytutów różnych medykamentów.
Od dawna już, najpierw Akademia Rolnicza, a teraz Katedra Zoologii Ogólnej Uniwersytetu Szczecińskiego pod kierownictwem prof. Józefa Domagały, przeprowadzane są badania populacyjne łososiowatych ryb. (...) Już dziś śmiało można powiedzieć, iż stado tych łososiowatych ryb systematycznie powiększa się. W zlewniach Regi, Iny i Gowienicy populacja tych szlachetnych ryb nie tylko utrzymuje się na stałym poziomie, ale nawet rośnie.
Od trzech lat Rega jest zarybiana smoltem troci i łososi. Tylko w tym roku wiosną wpuszczono u ujścia rzeki około 80 tysięcy sztuk smoltów troci. Ważne jest to, iż po stosunkowo krótkim okresie spływają one do Bałtyku, a po roku, dwóch, wracają na tarło.
Głos Szczeciński


Pierwsza ofiara
5-letni chłopiec i jego ojciec zaginęli w czasie łowienia ryb na jeziorze koło Bytowa (woj. pomorskie). Czterdziestokilkuletni mężczyzna z dzieckiem wybrali się na połów ryb pod lodem. Ojciec chciał nauczyć syna tej sztuki. Prawdopodobnie słaby jeszcze lód załamał się pod nimi. Nieobecność obydwu zauważono po kilku godzinach.
Zaginionych poszukują strażacy i policja.
Dziennik Polski


Woda dla każdego!
Do Sejmu wpłynął obywatelski projekt ustawy o zachowaniu narodowego charakteru strategicznych zasobów naturalnych kraju. Określa jasno, że lasy państwowe, złoża kopalin, wody podziemne oraz w ciekach i zbiornikach, a także parki narodowe stanowią własność skarbu państwa i nie podlegają prywatyzacji i reprywatyzacji. Tym samym więc lasy byłyby nadal dobrem narodowym, szeroko dostępnym dla mieszkańców - do rekreacji i wypoczynku, zbierania grzybów, jagód itp. Jeden z punktów projektu mówi bowiem, że świadczenia pozaprodukcyjne lasów i wód państwowych, a także zbiór owoców runa leśnego mają charakter powszechnie dostępny i na potrzeby własne są zwyczajowo nieodpłatne.
Głos Szczeciński



Zaświniona Brda
Duńska spółka POLDANOR, właściciel pięciu ogromnych ferm trzody chlewnej na terenie gmin Przechlewo, Człuchów i Koczała (woj. pomorskie), zamierza wybudować następne dwie fermy na tym terenie. Przeciwko inwestycjom protestują mieszkańcy i zarządy gmin. Boją się smrodu i zanieczyszczenia środowiska gnojowicą.
- Wy też powinniście się bać - mówi pod adresem bydgoszczan Józef Sitarz, z-ca wójta gminy Przechlewo. - Gdyby inwestycje POLDANORU zostały zrealizowane, w czterech gminach roczna produkcja tuczników sięgać będzie 200 tysięcy sztuk. Gnojowica wylewana na pola spłynie do wód gruntowych, następnie do Brdy. A co wy w Bydgoszczy pijecie? Tak wysoka koncentracja chowu trzody chlewnej, a tym samym ogromna produkcja gnojowicy wykorzystywanej do nawożenia pól, stwarza zagrożenie dla środowiska, a szczególnie dla rzeki Brdy. Dlatego zamierzamy protestować przeciwko budowie nowych ferm - zapowiada J. Sitarz.
Gazeta Pomorska


Odrą popłynie woda
Do 2004 r. powstanie lub zostanie zmodernizowanych 138 oczyszczalni ścieków w dorzeczu Odry na terenie Polski, Czech i Niemiec. Dzięki temu Odra będzie miała drugą klasę czystości. Taką decyzję podjęli ministrowie ochrony środowiska Polski, Niemiec i Czech - uczestnicy Międzynarodowej Komisji Ochrony Odry przed Zanieczyszczeniami, która dyskutowała we Wrocławiu o stanie Odry, jej zanieczyszczeniu i zabezpieczeniu przeciwpowodziowym.
Na zakończenie 3-dniowego spotkania ministrowie trzech państw podpisali "Wspólną Deklarację Pierwszej Konferencji Ministrów Stron Umowy w Sprawie Międzynarodowej Komisji Ochrony Odry przed Zanieczyszczeniami". Ministrowie ustalili, że przedsięwzięcia związane z ograniczeniem zanieczyszczeń w Odrze i jej dopływach pozwolą na zauważalną poprawę jakości wody w dorzeczu. Jednak najwięcej do zrobienia w tej materii będą mieli Polacy, którzy na swoim terenie mają większość, bo 118 oczyszczalni do wybudowania lub zmodernizowania.
PAP


Środowisko trzeciej klasy
Zakończono prace nad kolejną, siódmą już edycją raportu o stanie środowiska województwa, tym razem kujawsko-pomorskiego. Opracowanie kompleksowo ujmuje aktualną wiedzę na ten temat, stanowi także pomost dla nowej polityki ekologicznej, która po roku 2000 będzie realizowana zgodnie z prawodawstwem unijnym.
W woj. kujawsko-pomorskim nie ma ani jednego kilometra wód o najwyższej klasie czystości, zła jest także jakość jezior. Pijemy wodę o stopniu zanieczyszczeń właściwym dla klasy trzeciej. Wiele jest do zrobienia w ochronie gleb, powietrza, walki z hałasem. Około 70 proc. wsi korzysta z wodociągów, ale zaledwie 4 proc. z kanalizacji. Pilnym zadaniem jest rozwiązanie problemu wysypisk śmieci oraz likwidacji 20 tzw. mogilników, przeznaczonych do przechowywania odpadów szczególnie niebezpiecznych - to tylko niektóre ustalenia podane w "Raporcie o stanie środowiska województwa kujawsko-pomorskiego". Opracowanie trafia właśnie do rąk zainteresowanych - placówek, służb i instytucji profesjonalnie zajmujących się zagadnieniami ochrony środowiska.
Gazeta Pomorska


Ptasi wyczyn...
Jastrzębie w pogoni za ofiarą potrafią rozpędzić się do 280 kilometrów na godzinę, gęsi latają na pułapie 8 000 metrów, gdzie każdy ssak udusiłby się z braku powietrza i umarł z przechłodzenia, czaszka dzięcioła podczas stukania w pień wytrzymuje nacisk 50 kg, inne gatunki nurkują na głębokość 150 metrów, gdzie zgnieceniu może ulec solidny, podwodny okręt. Morskie okazy umieją z 40 metrów dostrzec w sztormowych falach łup i precyzyjnie chwycić go w locie, biorąc poprawkę na wiatr i załamanie światła. Upierzeni łowcy słyszą 10 razy więcej dźwięków niż ludzie, oczy niektórych mają 360-stopniowe pole - czyli widzą wszystkie strony świata naraz! Potrafią zbudować solidne gniazdo z najprostszych materiałów. A jeśli odziedziczą po rodzicach śpiewaczy talent i chętnie uczą się od starszych ptaków - mogą zachwycać swoimi ariami. Gdyby człowiek oddychał na ptasią modłę, byłby 10 razy silniejszy.
Albatros potrafi w powietrzu, bez lądowania, spędzić kilka miesięcy. Unoszony przez prądy godzinami nie musi poruszać skrzydłami. Szybkość jego lotu wynosi średnio 80 km na godzinę, może dochodzić nawet do 160 km/h. To jeden z większych ptaków - osiąga 135 cm, waży 6-9 kg. Przed agresorem nie broni się skrzydłami, ani dziobem, lecz opluwa go oleistą wydzieliną żołądkową, zwaną tranem żołądkowym. Rozpiętość skrzydeł albatrosa wędrownego dochodzi do 3,5 metra: to rekord wśród ptaków. Albatrosy wędrowne są bardzo wierne: całe życie spędzają z jednym partnerem. Samiec i samica na zmianę wysiadują przez kilka tygodni jedno jajo. Występują na morzach półkuli południowej.
Struś ma 2,5 metra wzrostu, a jego waga dochodzi do 100 kilogramów. Całe życie spędza na ziemi. Jego krótkie skrzydła służą tylko do toków, nie przydają się nawet do przyspieszania biegu. Strusia spotkać można na pustyni. Tak przystosował się do warunków, że całymi dniami nie musi pić. Lubi za to kąpać się w suchym piasku. Uważany jest za wybitnego biegacza: rozwija prędkość do 50 km na godzinę. Jako jedyny ze współcześnie występujących ptaków ma na stopach tylko dwa palce. Pióra ze skrzydeł strusia były modną ozdobą hełmów średniowiecznych rycerzy i kapeluszy XIX-wiecznych dam. Jajo tego ptaka waży 1,5 kg, a skorupy są tak grube, że pisklę, aby je przebić, musi być przez naturę wyposażone w silne mięśnie karku. Strusie żyją do 50 lat. Do ich pokarmów zaliczają się także... kamienie. Połykają je, ponieważ ułatwiają im rozdrabnianie pożywienia w żołądku.
Pingwiny to nietypowe ptaki. Nigdy nie latają, za to często nurkują. Ich skrzydła bardziej są podobne do rybich płetw. Poszczególne osobniki rozpoznają się po niewielkich różnicach w ubarwieniu głowy. Przodkowie pingwinów potrafili latać. We wczesnym trzeciorzędzie żyło na ziemi kilka gatunków, z których wywodzą się współczesne pingwiny: jeden z nich był wzrostu człowieka. Pingwin białobrewy wyróżnia się tym, że jego jaj nie da się ugotować na twardo. Na Antarktydzie żyje pingwin cesarski. U tego gatunku całkowicie zanikł instynkt agresji. Pingwiny mogą przeżyć niskie temperatury i huragany tylko stojąc w zbitej grupie i ogrzewając się nawzajem.
Sekretarz - ptak o dość groteskowym wyglądzie - ma wyjątkowo długie nogi, a na karku luźną grzywę długich piór. Jego wygląd kojarzył się z urzędnikami, którzy zatykali pióra za ucho. Spłoszony sekretarz woli uciekać pieszo niż wzbić się w powietrze. Swój pokarm łowi w biegu. Zdobycz atakuje zawsze nogami, przydeptując ją stopą, a potem bierze w dziób i łyka w całości. Żywi się m.in. jadowitymi wężami. Podobno wynosi je wysoko nad ziemię, a potem upuszcza. Sekretarza można spotkać w stepach i sawannach na południe od Sahary.
Zawdzięczamy ptakom część naszej kultury i religii, dzięki nim zbudowaliśmy samoloty, ale jakoś nie okazujemy wdzięczności. W USA z powodu stosowania DDT, które przeniknęło do organizmów dżdżownic, zginęło kiedyś 86 procent ptaków. W ciągu ostatnich 4 lat zniknęło 60 gatunków, ponad 1000 jest już zagrożonych.
Dziennik Polski


... i ludzki.
Naukowcy obliczyli, że człowiek żyje średnio 70 lat. A w tym czasie przez trzy i pół roku pochłania pokarmy (m.in. 160 kg czekolady i 7.300 jajek) i ponad 8 miesięcy spędza w toalecie (gdzie wydala 40 tys. litrów moczu). Aż 12 lat tkwi przed telewizorem! Mruga oczami 415 mln razy. Gdyby nigdy nie obcinał włosów, ich łączna długość osiągnęłaby przez te 70 lat aż 950 km! "Zrzuca" 19 kg naskórka. Piechotą przebywa 22 tys. km. "Uśredniony" Ziemianin pracuje tylko 8 lat, za to gada aż 12. Zakochuje się "średnio" dwa razy, całuje dwa tygodnie, uprawia seks 2.580 razy - z pięcioma różnymi partnerami. Ma dwójkę dzieci i czworo wnucząt. SuperExpress


Zielono mi...
Na białostockich bazarach ostatnio pojawiły się w sprzedaży świeże... zielonki. To dość rzadkie w połowie grudnia zjawisko. Okazuje się jednak, że w tym roku grzyby te mają ostatnio bardzo dobre warunki do rozwoju.
- Wszystko spowodowały anomalie pogodowe - wyjaśnia Jeremi Szklarzewski, nadleśniczy Nadleśnictwa Dojlidy. - Jak na grudzień jest wyjątkowo ciepło i wilgotno, a przy tym ziemia nie jest zamarznięta. Stąd właśnie wysyp zielonek.
Grzyby w grudniu zdarzają się jednak bardzo rzadko. Sami zbieracze mówią, że są zaskoczeni zbiorami i zapowiadają, że "grzybowe el dorado" nie potrwa jednak długo. Wszyscy, którzy mają ochotę na świeże grzyby, muszą się więc pospieszyć.
Gazeta Współczesna


Gadająca pieczeń
23-letni student Chad Alvarez został skazany w amerykańskim stanie Wisconsin na 10 dni więzienia za uśmiercenie papugi znajomego w kuchence mikrofalowej. Student Uniwersytetu Wisconsin przyznał się do popełnienia tego czynu. Sędzia sądu okręgowego William Foust nie pojmuje dlaczego stworzenie zamknięto i pozostawiono w kuchence mikrofalowej.
Alvarez poczuł skruchę i wyraził ubolewanie z powodu cierpień zadanych właścicielowi papugi Iago - Cory Greenfieldowi. "Minionych siedem miesięcy było wyjątkowo ciężkich. Nie było dnia, bym nie ubolewał z powodu tego, co uczyniłem" - oświadczył student po ogłoszeniu werdyktu.
Alvareza skazano też na przepracowanie 250 godzin w służbie komunalnej, wpłacenie tysiąca dolarów na rzecz miejscowego stowarzyszenia dobroczynnego. Nakazano mu też zgłaszać się na porady psychiatryczne.
PAP


Ciprinus nasz świąteczny
W gospodarstwach rybackich kończą się "karpiowe żniwa". Jak co roku, hodowcy boją się konkurencji tańszych ryb z importu i przestrzegają, że nie zawsze jakość idzie w parze z niską ceną. Na razie nie ma sygnałów o lawinie importowanego karpia, która co roku stanowiła znaczną konkurencję dla droższych karpi krajowych, wymuszając tym samym ceny za rodzime ryby na granicy opłacalności.
- Przez trzy lata z rzędu obniżaliśmy cenę karpi, by obce karpie nie wyparły naszych z rynku. Bardziej już się nie da - mówi Tadeusz Nowicki, prezes zarządu Gospodarstwa Rybackiego w Szpetalu Górnym k. Włocławka. Tegoroczna cena zbytu prawdopodobnie przekroczy 6,5 zł/kg. Z gospodarstwa na rynek trafi ok. 60 ton wigilijnej ryby, mniej więcej tyle samo co przed rokiem. - Zmniejszyliśmy powierzchnię stawów ze względu na marną opłacalność, ale staramy się pokryć zapotrzebowanie stałych odbiorcówi.
Dla stałych odbiorców wyhodowano też kilkanaście ton karpi w Gospodarstwie Rybackim "Gopło" w Kruszwicy. Prezes Tadeusz Tondrych informuje, że ryby z tej hodowli kosztują 7-9 zł/kg, bo karmione są naturalnymi paszami i pływają w stawach, do których pompuje się wodę z jeziora. To daje znakomitą jakość. Ryby z "Gopła" biorą m.in. sanatoria.
Gazeta Pomorska


Bezsenność w górach
Tatrzańskie niedźwiedzie wciąż nie śpią. W ostatnich dniach pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego widzieli niedźwiedzia na Łysej Polanie, gdy przechodził przez szosę. Jan Krupski z informacji turystycznej TPN poinformował, że zwierzę przemaszerowało przez drogę w pobliżu przejścia granicznego na Łysej Polanie przed autobusem. Niedźwiedź wcale się nie spieszył. Pojazd musiał zwolnić, aby nie najechać na "króla Tatr".
Nie śpią również niedźwiedzie zamieszkujące Bieszczady. W ostatnich dniach jednego osobnika widziano w okolicach Rosochatego.
PAP


Dzikość udomowiona
Po salach amerykańskiego Instytutu Badań nad Zagrożonymi Gatunkami w Nowym Orleanie hasa mały kotek. To największa duma naukowców, bo ten zwierzak jest wymierającym gatunkiem dzikiego afrykańskiego kota. Cały sztab specjalistów sprawił, że futrzaka urodziła zwykła domowa kotka.
W pionierskim eksperymencie uczeni pobrali jajeczko i nasienie kotów afrykańskich, a następnie przez pięć dni hodowali powstałą z nich komórkę w laboratorium. Potem zalążek dzikiego kota wszczepili do macicy domowej kotki. Stało się to ponad dwa miesiące temu. Od tamtej pory z orleańskiego instytutu nie wychodziły żadne informacje. Aż w końcu bomba wybuchła: na świat przyszedł żywy, szaro-rudy egzotyczny kocurek.
SuperExpress


Milenijne loty
Organizatorzy obchodów milenijnych w Betlejem poinformowali o przezwyciężeniu poważnych trudności, mogących zagrozić scenariuszowi uroczystości - nauczyli gołębie latać.
Rok 2000 ma być w Betlejem - miejscu narodzin Jezusa - zainaugurowany wypuszczeniem w powietrze dwóch tysięcy białych gołębi. Pierwsza próba nie wypadła pomyślnie - ptaki nie chciały latać. Poproszono więc o pomoc ornitologów i okazało się, że fiasko było spowodowane tym, że ptaki były... głodne, a poza tym było za ciemno.
Nakarmiono więc gołębie, zapewniono iluminację i ptaki wzbiły się w niebo.
PAP


Szczecin bliżej rzeki
W obrębie szczecińskiego prawobrzeża, międzyodrza i w lewobrzeżnej części miasta znajdują się dziesiątki hektarów nad wodą i są to tereny nadające się do atrakcyjnego zagospodarowania. Aby stało się to realne muszą się pojawić atrakcyjne dla inwestorów propozycję, umocowane w planie przestrzennego zagospodarowania, oparte na architektonicznych i urbanistycznych projektach.
Przykładem nowego podejścia do zagospodarowania zbliżającej miasto do wody, nie tylko Odry, ale Regalicy i Jeziora Dąbskiego, będzie zagospodarowanie lotniska w Dąbiu wraz z sąsiednimi terenami, które można wykorzystać na "mariny", obiekty turystyczne i rekreacyjne. Dla lewobrzeżnego Szczecina wielką szansą może się stać zagospodarowanie starej Łasztowni. To rozległa wyspa położona tuż za Mostem Długim i mostami Trasy Zamkowej nie może być wykorzystywana przez port. Modernizacja rejonu nabrzeża "Starówka" byłaby nieopłacalna.
Głos Szczeciński


Soła po amerykańsku
Most na rzece Sole otwarty został w sobotę w Żywcu na Podbeskidziu. Budowa mostu, o długości 450 metrów i ponad 15 metrów szerokości, kosztowała 53 mln zł. Most, jako pierwszy w Polsce, ma trzy zmienne pasy ruchu. Na moście działa sygnalizacja świetlna, która zmienia kierunek jazdy na jednym z pasów w zależności od natężenia ruchu. Rozwiązanie to wzorowane jest na pomysłach stosowanych w Stanach Zjednoczonych. (...)
Do tej pory w Żywcu był tylko jeden most, poważnie uszkodzony w trakcie powodzi w 1997 roku. Dwa z czterech filarów mostu zostały podmyte przez rzekę i grożą zawaleniem. Stary most będzie czynny jeszcze do końca tego roku. W przyszłym roku władze miasta zamierzają rozpocząć jego generalny remont. Nowa przeprawa jest bezpieczniejsza od starej pod względem zagrożenia powodziowego, gdyż filary mostu postawione są za korytem rzeki.
PAP


Rosyjskie łowy
Do końca przyszłego tygodnia obradować będzie w Gdańsku polsko-rosyjska międzyrządowa komisja mieszana do spraw współpracy w rybołówstwie. Efektem tych obrad będą zapewne przyszłoroczne limity połowów dla polskich statków na rosyjskich wodach Dalekiego Wschodu, opłaty za każdą tonę złowionych tam ryb, a także propozycje współpracy pomiędzy naszymi firmami połowowymi, a rosyjskimi podmiotami gospodarczymi.
W gdańskich obradach wezmą udział przedstawiciele przedsiębiorstw rybackich z Pomorza Zachodniego, świnoujskiej "Odry" i szczecińskiego "Gryfa".
Głos Szczeciński


Zbudujemy nowy most...
Można przejść mostem Świętokrzyskim z jednego brzegu rzeki na drugi (wstęp na razie tylko dla robotników). Dwie części stalowej konstrukcji mostu przesuwane od połowy lipca z obu stron Wisły spotkały się na wysokości pylonu, na którym zawiśnie przeprawa. Pylon osiągnął już dwie trzecie wysokości.
Wykonawcy biją rekordy prędkości, dzięki temu nadrobili wielotygodniowe opóźnienie spowodowane ubiegłorocznymi powodziami. Teraz mają już dwa miesiące zapasu. Gdy stalowa konstrukcja mostu Świętokrzyskiego spięła oba brzegi Wisły, komisja przetargowa dopiero otwierała oferty chętnych do budowy mostu Siekierkowskiego. (...)
Poprzednie przetargi odbyły się w zeszłym roku, ale zostały unieważnione. - Czy stanie się tak i tym razem? - zastanawiali się obecni podczas ogłaszania ofert przedstawiciele pięciu konsorcjów startujących w przetargu na budowniczego mostu. Uważany za faworyta Mostostal Warszawa zgłosił dopiero czwartą cenę.
Gazeta Stołeczna, dodatek do gazety Wyborczej


 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusFundusz ETF - ciekawe linkiAukcje wędkarskieNazwisko.plCMS eZ PublishŻbikowski