Nie tylko fotografia jest pamiątką z wędkarskiej wyprawy. Pamięć, rzecz ulotna, ale papier lub publikacja elektroniczna uwieczni wszystko na lata, a i pozwoli się podzielić myślami. A więc wyjmujcie pióra z Waszych podbieraków. I do dzieła!
 
  NR 31      24 GRUDNIA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół Łódź i Wałcz
 
DZIECIACZKIEM JESTEM
     Która chwila przyniesie nam w tym roku bożonarodzeniowe zamyślenie, refleksję nad przemijającym rokiem i nadzieję na przyszły...? Czy zadumamy się podczas przystrajania choinki, czy może wypatrując pierwszej gwiazdki na grudniowym niebie... A może spadnie to na nas podczas łamania opłatkiem albo wśród szelestów obieranych z papieru prezentów...

      Wędkarskie podsumowania i nadzieje dzieją się na ogół nad wigilijną rybą. Różne bywają - inne nad kupionym przez żonę karpiem, inne nad wyjętym z przerębla szczupakiem czy okonkami, jeszcze inne nad zamrożoną na jesieni trotką czy sumem.
      W ogóle do tej ryby zasiada się w wędkarskim nastroju. Rok w rok ten sam problem. Rodzina tak rzadko widzi w nas wędkarza. Nasze kobiety zastanawiają się nad wyborem prezentu. Szukają jakichś ciuchów, jakichś kosmetyków, krawatów, teczek czy płyty, jeśli lubimy słuchać muzyki. Szczytem babskich wymyśleń jest jakiś młotek czy francuski klucz zawinięty w ozdobny papier.
      Przez lata wędkarze czekają na błysk rozumu u najbliższych. Uśmiechają się krzywo, wyjmując z paczuszek skarpety, szetlandzkie swetry, "afterszały" i "odekolony". Wielu z nas już wie, choć jeszcze pierwsza gwiazdka nie zaświeciła, że w jednym z mikołajowych pakunków znajdzie na przykład komplet Legendary Harley Dawidson, bowiem kapitalista zatrudniający żonę zwykł był polewać się obficie tymi kosmetykami.
      Nasze panie doskonale zdają sobie sprawę, czemu na półce pod lustrem trudno wypatrzeć markowe płyny i pianki. Przecież niełatwo wędkarzowi wydać ciężkie pieniądze na pachnidła, skoro za wodę kolońską może sobie kupić kilka woblerów czy błystek, spławik na sensorach albo szpulę do kołowrotka. Dostanie więc od żony prezent, który tak naprawdę nie będzie przeznaczony dla niego, a dla niej. Przyjemniej jej będzie własnego wędkarza obwąchiwać, kiedy wychodził będzie do pracy. Woda kolońska pozowoli na przyjęciach i rautach ustawiać go w przeciągu - tak by wszystkie jej koleżanki czuły jego legendarną harleyowość.
      To nie koniec prezentów, które kupią sobie panie pod pretekstem obdarowywania skromnej osoby własnego wędkarza. Otóż dostanie także krawat. Cholernie drogi. Taki, za który mógłby nabyć pudełko przynęt albo i pół wędziska nawet. Na dodatek krawat ten nie będzie mu się podobał... Wędkarz wie o tym doskonale, bowiem kilkakrotnie słuchał podczas telewizyjnych "Wiadomości" żoninego wykładu o krawatowej modzie polityków.
      Dostanie więc zwis męski elegancki (tak zwało się w poprzedniej epoce owe zawieszki na szyję) od jakiegoś Kardena czy Lałrenta w regularne, ohydne ciapki, zbyt szeroki na wędkarskie, konserwatywne podejście do krawatowej problematyki, na dodatek z jedwabiu, a więc tkaniny, która nie daje się za nic w świecie oczyścić po zanurzeniu w zupie.
      Ci z nas, którzy wiedzą już o krawacie, nienawidzą nawet myśli o nim. Będzie bowiem narzędziem babskiego terroryzmu. Każde wspólne wyjście do miasta wyglądać będzie przez najbliższe miesiące tak samo. Mąż z uporem maniaka zakładać będzie swój ukochany, niezbyt szeroki krawat w ukośny, stonowany wzór, żona będzie się krzywić z dezaprobatą i z kwaśną miną wypowiadać słowa, których on już nie może słuchać:
     - Jakże to tak, masz przecież taki piękny, modny krawat, który dostałeś ode mnie na gwiazdkę...
      No i kto nie założy po takowym dictum najpaskudniejszego nawet zwisu...? Wielu z panów stać będzie przed lustrem, przeklinać Bernarda Forda Hanaokę, który za pośrednictwem telewizora zrobił pani wodę z mózgu i zacznie marzyć o idealnej kochance...
      Już widzę ten moment, kiedy w wigilijny wieczór wędkarz zapętla się w łazience tym nowym krawatem i marzy o małżeńskiej zdradzie. Być może pomyśli wtedy sobie nawet, że idealna kochanka wcale nie musi być młoda i śliczna... Może mieć nochal czarownicy i łapy drwala, byle na gwiazdkę kupiła mu wędkarski prezent. Niechżesz to będzie chociażby jeden woblerek, jedna obrotowa blaszka, czy nawet spławik - nawet, gdy ofiara krawata to spinningista... Niechże to będzie krętlik pojedyńczy, kółko łącznikowe, drut zwykły czy pecyna ołowiu...
      Cokolwiek to by było, byle tylko miało coś wspólnego z wędkarską szajbą...
      Od najbliższych wędkarz tego nie dostanie. I, choć smutny z tego powodu - czasami stara się nawet tych najbliższych zrozumieć. Wszak jego pasja bywa dokuczliwa. Wędkarz znika w weekendy, wydaje masę forsy, niechętnie udziela się towarzysko, zapomina, jak wygląda teatralne "fuaje" (ja zapomniałem nawet jak to się pisze po francusku, zgroza!) czy filmowa premiera, o koncercie nie wspominając...
      Ba, nie spisuje się w zakresie małżeńskich obowiązków, bo i jak je wypełniać, kiedy po powrocie z ryb złechany jest niczym wojak z karnej kompanii.
      Wędkarz zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę i miewa przecież wyrzuty sumienia, aczkolwiek mijają one szybko. Bo jak mają nie mijać, skoro partnerka od lat stara się naszego maniaka przekonać o przestępczym charakterze jego hobby. Kiedy podczas rozmaitych "decybelnych" wymian przeciwstawnych opinii kończą się racjonalne argumenty, sprawa wędkarstwa wraca niczym ciężki, bojowy bumerang. Okazuje się, że żona lepiej jest zorientowana w cenach wędkarskiego sprzętu niż się to wędkarzowi wydaje.
      Na nic więc zdają się odklejania metek, na nic zaprzyjaźnieni sprzedawcy, gotowi na kij za pięćset złotych nakleić cenę dziesięciokrotnie mniejszą. I tak podczas pierwszej małżeńskiej "pogadanki" usłyszy się kalkulację precyzyjniejszą od bilansu przeprowadzonego przez biegłego księgowego...
      W taki sposób właśnie wędkarz dowiaduje się o kwotach, jakie wydaję na sprzęt i akcesoria. Sporo tego, cholera. On nawet nie wiedział, że to tyle forsy połyka. Złości się jednak, bowiem liczby te padają nie podczas rzeczowej rozmowy, lecz podczas kłótni, która wyklucza racjonalne myślenie.
      I znów oto wędkarz czuje się skrzywdzony. Gada jak idiota. Zionie debilizmami w rodzaju:
     - A co, wolałabyś, żebym chodził na wódkę, żebym szlajał się po barach czy "pipszołach"...
      Piszę sobie ten felieton i stwierdzam, że pisanie ma dla mnie terapeutyczny charakter. W założeniach spłodzić miałem paszkwil na bezduszne wędkarskie żony, nie dające wędkarskich prezentów. Tymczasem wyszedł tekst świadczący o tym, że "w temacie wędkarstwa" jestem dziecinnym, rozkapryszonym i egoistycznym chłopaczkiem.
      Zamiast tedy wyrzekać, przyznaję się do tego zdziecinnienia i proszę wszystkich, by w tej materii traktowali mnie niczym małe bobo. Mnie i podobnych mi maniaków. Upraszam więc najbliższych oraz przyjaciół owych maniaków, by w dziedzinie prezentów traktowali ich jak własne dziecko. Obiecuję, że gdy dostaną oni pod choinkę jakikolwiek prezencik związany z ich wędkarską przypadłością, to ucieszą się zeń tak spontanicznie, tak szczerze, że być może wypadnie im z gęby smoczek.

Jacek Jóźwiak

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusWszywkiSystemy CMSSprzęt wędkarskiHydroizolacja - Izolacje fundamentówFishing