Zanim lód nie skuje rzeki, nie warto upychać spinowych wabików w ciemny kąt i chować ultralajtki do szafy...
 
  NR 31      24 GRUDNIA
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 

CZY TYLKO ZIMOWISKA?

W ubiegłym roku podczas poszukiwań styczniowych kleni trafiłem na długą opaskę na zewnętrznym łuku rzeki. Za opaską zaś rozpościerała się rozległa i stosunkowo płytka zatoka z kilkoma głęboczkami. Aura jak na styczeń - przepiękna. Ciepło, z lekkim słonkiem. Temperatura grubo powyżej zera. Postanowiłem obłowić to miejsce. Może trafi się jakiś okonek...
Na agrafkę założyłem twistera na leciutkiej, 3,5-gramowej główce. Zacząłem łowić. W niedużym dołku za zwalonymi gałęziami drzewa mam branie. Tnę - i coś siedzi...
Okazało się, że zatoka ta zasiedlana była przez całkiem już przyzwoite szczupaki - sześćdziesiątaki. Przebywały one w nieco głębszych dołkach o zamulonym dnie. W ramach eksperymentu wybrałem się tam kilka razy. Szczupaki (wszystkie wracały do wody) były i brały nadal, do czasu, gdy zatokę zaczął ścinać lód.
Opisana przygoda, bo tak potraktowałem te ubiegłoroczne łowy, wyleczyła mnie z grudniowego, uporczywego i często bezmyślnego czesania głębszych dołów. Okazuje się, że wykazanie odrobiny elastyczności może szybko uświadomić nam że ryby są, że gryzą, że pogoda jest jednak właściwa.

T.K.

ZIMOWE SPACERY
     Zastanawiam się czasem, co jest intrygującego w zimowej nizinnej rzece. Pogoda? Raczej nie, ona bardziej zniechęca do wypadów nad wodę. Ryby? Też odpadają. Łowi się co nieco, ale zbyt poważne podejście do tematu może wpędzić w kompleksy natury czysto wędkarskiej. W następstwie może to mieć ujemny wpływ na resztę naszego sezonu.

      Ale jest jednak coś, co każe mi być nad wodą. Zastanawiam się tylko, co? I myślę, że to specyficzny i niepowtarzalny urok zimowej rzeki. "Martwa" i klarowna woda, prószący śnieżek, przykryte białym puchem plaże. Gdzieniegdzie tropy leśnej zwierzyny. Cicho, pusto, biało... Jednym słowem - pięknie.
      I chyba właśnie dlatego gotów jestem godzinami wałęsać się wzdłuż brzegów "swojej" rzeki. Śnieg przykrywa wszystkie brudy cywilizacji. Jest czysto, dziewiczo. Ludzi spotyka się sporadycznie. Za dwa, trzy miesiące będę mógł sobie o tym tylko pomarzyć. A ryby? Ryby są tylko dodatkiem, co prawda - bardzo miłym i niekiedy długo oczekiwanym.
      Nie każdy jednak styczniowy dzień będzie tym wymarzonym dla naszej wyprawy. Długotrwałe i duże mrozy mogą skutecznie przyhamować nawet najbardziej zatwardziałych spinningistów. Zresztą, rzeka wtedy "lubi" okryć się grubym lodem. Jakby i ona chciała od nas trochę odpocząć. Staram się jej wtedy nie przeszkadzać. Bardziej przychylne dla spinningisty będą lekko odwilżowe, cieplejsze dni, połączone z małym przyborkiem na rzece. Wówczas mamy szansę na pierwszą rybę sezonu.
      W tym okresie staram się już nie zakłócać spokoju szczupakom i sandaczom (choć nie zawsze mi się to udaje, widać to w tekście obok). Ryby te są już mocno zaikrzone. Co prawda, według postanowień (już nie tak) nowego regulaminu PZW możemy łowić je w majestacie prawa... Ja jednak w tej materii pozostałem przy starej opcji. Sandacze i szczupaki mają u mnie dyspensę. Pozostają mi więc klenie i rapki. I tym rybom poświęcam tych kilka styczniowych wypraw.
      O zimowego klenia w dużej rzece jest dość trudno. Płytkie przelewy o tej porze roku są opustoszałe. Na opaskach ryb także nie widać. Tak na dobrą sprawę, to nie wiadomo gdzie ich szukać. Moją uwagę przyciągają wszelkiego rodzaju przynurtowe głębsze spowolnienia. Przykładowo takie, które występują na niektórych napływach rozmytych główek, raf. Częściej jednak podobne miejsca znajdziemy za rafami, przelewami - czyli na "zapływie". Nie omijam też spowolnień na opaskach i głębszych, kamienno-faszynowych klatek pomiędzy ostrogami.
      Przyznam się jednak szczerze, że nie mam "pewnej" miejscówki na tę porę roku, a styczniowy kleń stanowi dla mnie nie lada wyzwanie. Jeden "z zimy" jest na wagę pięciu, może nawet dziesięciu takich samych z lata. Jeśli więc zima tylko trochę odpuści, wyciągnę z szafy ultralajta, wrzucę do pudełka garść woblerków, kilka małych wahadłówek, cykad i gumek. Godzinami będę się włóczył wzdłuż brzegu rzeki. Tu i ówdzie zatrzymam się na dłużej. A nuż, po którymś z kolei rzucie, poczuję upragnione walnięcie pierwszego klenia?
      A jak ryba nie weźmie? To i tak będzie wspaniale. Bo przecież nie o klenie tu chodzi...

Tomasz Klimek

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusZez - Blog zez.plŻbikowskaOsuszanie bydynków - izolacja pionowaMetki i wszywki odzieżoweMetki