W każdym wędkarzu tkwi mały Edison. Jak usprawnić kołowrotek, jak stworzyć nieplątliwy zestaw do DS - wszystkie te patenty są równie epokowe jak żarówka...
 

  NR 31      24 GRUDNIA

Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 


WĘDKARSKIE TROFEUM
     Czasem spełniają się skryte marzenia i oto masz wielką rybę na wędce! Hol, ta esencja wędkarskich doznań, zawsze jest czymś niezapomnianym. W końcu wielka ryba jest twoja. Nic nie może dorównać szczęściu tych kilku sekund. Chciałoby się zachować je w pamięci długo, jak najdłużej. Zdjęcia, ważenie, mierzenie, gratulacje. Szczęśliwe chwile przemijają. Zacierają się w pamięci. Pozostają fotografie, czasem kilka łusek. Niewiele...

      Myśliwi w swej kilkusetletniej tradycji wypracowali przeróżne formy zbierania łowieckich pamiątek: oręż dzików, wieńce jeleni, czaszki i skóry drapieżców... To nie tylko pamiątki, lecz także muzealne eksponaty, podziwiane na niejednej wystawie. Wędkarze nie gorsi, też mają swoje trofea. Płetwy, zębate paszcze, czasem całe spreparowane ryby. Szczególnie efektownie prezentują się rybie głowy, i to nie tylko drapieżników, i niekoniecznie medalowych okazów.
      Preparowanie może wydawać się kłopotliwe, zwłaszcza z dala od domu, na kilkudniowej wyprawie. Brak doświadczenia oraz niechęć do każdego dodatkowego trudu powodują, że często niedoszłe trofeum ląduje na śmietniku. Żałujemy później zmarnowanej okazji... A przecież każdy z nas może sprawić sobie pamiątkę udanych łowów nawet bez pomocy specjalisty. To naprawdę nic trudnego!
      Istnieją różne sposoby preparowania rybich okazów. Przedstawię prostą, możliwą do stosowania nawet w prymitywnych warunkach. Jedyne, co będzie potrzebne, to 100 ml - 200 ml stężonej formaliny, strzykawka, igły i kilka spinaczy do bielizny. Resztę niezbędnych akcesoriów zwykle znajdziemy pod ręką. Metoda polega na wysuszeniu rybiej głowy. Formalina jest potrzebna tylko do tego, aby powstrzymać procesy gnilne, zanim łeb wyschnie.
      Na

zachowanie rybiego łba

najlepiej zdecydować się, zanim jeszcze rozpoczniemy skrobanie i patroszenie. Trzeba zaznaczyć na skórze linię cięcia. Nie warto być skąpym. Ciąć trzeba z zapasem. Ładniej prezentują się głowy razem z płetwami piersiowymi. Linia cięcia powinna więc przebiegać za płetwami i dalej lekko skosem ku grzbietowi. Uciętą głowę trzeba posolić obficie i odłożyć na kilka godzin w chłodne miejsce (w domu do lodówki). Z solą nie przesadzajmy - niszczy. (Uwaga, jeżeli nie ma czasu, by zająć się dalszą preparatyką, można głowę zamrozić). Po kilku godzinach trzeba spłukać sól i umyć dokładnie rybi łeb, uważając, żeby nie uszkodzić płetw i łusek.
      Nie usuwam płatków skrzelowych ani oczu, wolę naturalny wygląd. Pozostawiam też w rybiej paszczy haczyk, błystkę, wobler. Jeżeli głowa jest uszkodzona, zszywam rozdarcia białą nicią.
      Teraz najważniejsza czynność - modelowanie. Od tego zależeć będzie ostateczny wygląd naszego trofeum. Odpowiedni kształt trzeba uformować, zanim nastrzykamy rybi łeb formaliną. Formalina powoduje stwardnienie mięśni i już się takiej głowy nie ukształtuje. Od naszej wyobraźni zależeć będzie

kształt rybiej głowy.

      Paszczę można otworzyć maksymalnie - można zostawić ją półotwartą. Pokrywy skrzelowe można mocno odchylić na boki. Zwłaszcza łeb pstrąga wygląda wtedy efektownie i dziko (postawa grożąca). Można też odchylić pokrywy skrzelowe częściowo. Płetwy możemy skierować w bok, w dół, skosem. Wszystko zależy od estetycznego wyczucia. Pożądany kształt uzyskamy za pomocą drewienek, papieru, pianki, tektury i podobnych materiałów. Pamiętajmy, po potraktowaniu głowy formaliną, a także po jej wyschnięciu, nie da się już zmienić kształtu.
      Modelowanie nie jest trudne. Zwykle zaczynam od rozchylenia szczęk. Szczupakowi wkładam np. jakiś patyczek, chodzi tylko o otwarcie paszczy. Następne patyczki powinny być jednak starannie dobrane. Muszą być sztywne, więc nie za cienkie, ale takie, by można je było potem łatwo przeciąć. Poza tym patyczki pozostawiają po sobie wgłębienia.
      W domu zamiast patyczków najchętniej używam pienistego tworzywa, podobnego do styropianu, pociętego na klocki. Pierwszy klocek (patyczek, zwitek tektury) umieszczam pionowo w tyle paszczy. Drugi poziomo, w kącie szczęk, trzeci znów pionowo z przodu. Następny, malutki umieszczam pod językiem i opieram o ten przedni. Głowę ryb karpiowatych, o małym pysku, napycham zwitkami papieru.
      Modelowanie to najtrudniejsza część całej preparatyki. Wymaga staranności i fantazji. Trzeba przy tym uważać, by nie uszkodzić trofeum i aby nie pokaleczyć sobie rąk o rybie zęby. Tył głowy wypycham papierem, wkładam jakieś usztywnienie (tektura, styropian, zwitki papieru) pod pokrywy skrzelowe. Rozpinam płetwy. Właśnie, to także delikatna czynność... Płetwy rozpinam pomiędzy tekturkami i spinam spinaczami od bielizny.
      Teraz należy

nasączyć rybi łeb

formaliną. W domu zanurzam ukształtowaną głowę do wiadra i zalewam roztworem kilkuprocentowej formaliny. Dokładna znajomość stężenia nie jest ważna.
      Formalina jest trująca! Silnie drażni drogi oddechowe, niszczy ręce. Zalanie oczu może być groźne. Ostrożność jest zatem konieczna. Radzę stosować okulary, gumowe rękawiczki i pracować w przewiewnym miejscu. I mieć obok wodę do szybkiego opłukania np. oczu!
      Moczenie rybiego łba nie musi trwać długo. Dwie doby powinny wystarczyć. Po tym czasie rybie mięso stanie się gumowate. Poza domem, gdy nie mam ani dużego wiadra, ani dużej ilości formaliny, korzystam ze strzykawki. Strzykawkę stosuję także wtedy, kiedy rozmiary rybiego łba przekroczą pojemność wiadra. Nakłuwam wszystkie umięśnione części rybiej głowy raz koło razu. Ślady po igle nie będą widoczne. Zastrzyki robię formaliną stężoną, uważam więc, by nie trysnęła spod igły w oczy.
      Po nastrzykaniu głowę lekko płuczę, przeciągam wewnątrz linkę i zawieszam do obeschnięcia. Tak samo postępuję z wyjętym z kąpieli łebkiem - płuczę, wymieniam zmoczone zwitki papieru oraz tekturki na suche i wieszam łeb do obeschnięcia w przewiewnym lecz ocienionym miejscu. Unikam miejsc gorących i słońca. Wysoka temperatura przyśpiesza obsychanie, ale może powodować deformacje.
      Ważna jest pozycja, najlepiej zawiesić łeb poziomo. Wówczas płetwy przyjmą pozycję naturalną. Czasem trzeba poprawić ich ustawienie. W tym celu owijam spinacze nicią i jej napięciem reguluję ustawienie płetw. Wąsy suma odciągam w bok też przy za pomocą spinaczy, dolne obciążam spinaczami.
      To wszystko trzeba zrobić, zanim

głowa zacznie obsychać.

      Schnięcie trwa kilka - kilkanaście dni. W tym czasie głowę trzeba codziennie doglądać i w razie potrzeby korygować jej kształt. Szczególnie płetwy i pokrywy skrzelowe mogą podczas obsychania zmienić położenie.
      Rybie mięso szybko traci wodę. Czasem już następnego dnia skóra marszczy się, a oczy zapadają. Według niektórych metod zaleca się w tym czasie zastrzyki z rzadkiego gipsu albo żywicy akrylowej. Zastępują one ubytki wody i pozwalają na zachowanie kształtu. Niektórzy wyjmują oczy i zastępują je szklanymi.
      Po dwóch dniach, kiedy skóra stanie się twardsza, usuwam z tylnej części głowy mięso. Delikatnie oddzielam je od skóry na karku i wyskubuję tak, by pozostała sama skóra.
      Na czas dalszego obsychania zastępuję ten ubytek papierem toaletowym - inaczej skóra karku pozwija się i pomarszczy. Głowę wieszam do dalszego schnięcia. Trwa to kilka - kilkanaście dni. Po tym czasie usuwam papier i patyczki: przecinam je w połowie sekatorem lub małą piłką. Jeżeli preparuję poza domem, pozostawiam całe to usztywnienie na czas transportu. I to już prawie wszystko.
      Teraz trzeba jeszcze poczekać cierpliwie przez kilkanaście dni, czasem kilka miesięcy, aż przestanie wydzielać się tłuszcz. Potem należy

odtłuścić łeb acetonem

albo benzyną i polakierować lakierem bezbarwnym (stosuję wodoodporny lakier do drewna). Lakier nie tylko nadaje połysk, lecz także zabezpiecza wysuszony preparat przed szkodnikami.
      Oczywiście kolor wysuszonej rybiej głowy się zmieni. Barwy przyszarzeją, zbrązowieją. Trudno. Nie lubię malowania. Raczej nie umiałbym podrobić natury i łeb wyglądałby kiczowato. Czasem retuszuję tylko miejsca uszkodzone. Można delikatnie zakleić niewielkie rozdarcie skóry i zamalować to miejsce ciemną farbką. To wszystko trzeba zrobić jeszcze przed polakierowaniem!
      Głowę można przymocować do drewnianej deseczki wkrętem do drewna, drutem albo zawiesić ją wprost na ścianie. Na deseczce (można kupić w sklepie myśliwskim tzw. tarczę) warto umieścić datę, wymiary i inne godne upamiętnienia fakty. I już. Wszystko. Rybia paszcza będzie cieszyć nasze oczy w smutne zimowe wieczory, a za ileś tam lat nabierze nawet wartości muzealnej.

Andrzej Trembaczowski

 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdjęcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokusŁowiskaWędkarstwo morskieŻbikowskaNazwisko.plOsuszanie bydynków - izolacja pionowa