Rzecz dotyczy przede wszystkim tych szczęśliwców, którym udało się odszukać w jeziorze zimowisko dużych leszczy, zgromadzenie medalowych krąpi lub największych płoci.
 
  WYDANIE SPECJALNE
Wydawca: KROKUS ska z o. o. oraz Zespół - Łódź i Wałcz
 
ANGIELSKI PRZERĘBEL
     W przypadku zacięcia - nawet zimą - ryby powyżej kilograma, hol przy pomocy rąk zawsze jest ryzykowny. Nawet najbardziej wyczulone palce nie zastąpią dobrze amortyzującego kijka i precyzyjnie uregulowanego hamulca kołowrotka.

     Duże ryby zimują na dużych głębokościach - w jeziorach polodowcowych nawet na 15-18 m. Aby wyciągnąć je na krawędź przerębla z wykorzystaniem kołowrotka, należy łowić

w brytyjskim stylu

- ze spławikiem przelotowym lub miniaturowym waglerem. Najlepiej sprawdzają się w przeręblu nieduże waglery typu Insert Peacock - podłużne, wykonane ze stosiny pawiego pióra z wklejoną antenką. Świetne są także waglery typu Canal - w kształcie bardzo wydłużonej kropli. W tym ostatnim przypadku mamy do czynienia z paradoksem - latem służą one podczas łowienia odległościówką na płytkich łowiskach o małym uciągu. Zimą natomiast sprawdzają się doskonale na łowiskach o głębokości ok. 10 m, doskonale sygnalizują najlżejszy nawet kontakt ryby z przynętą.
     Generalnie oba typy waglerów - przypominam, miniaturek o wyporności 0,30-0,60 g - mają pewną wadę: trudno odklejają się od powierzchni wody i trzeba je "pionować" palcami bądź łyżką do wybierania wody. Dlatego też - jeśli to możliwe - wybierajmy raczej modele samogruntujące, z wklejonym metalowym kilem.
     Zatrzymany na najdrobniejszym stoperze waglerek zupełnie

inaczej znaczy brania,

niźli dwupunktowo zamocowany, stały spławik. Szczególnie model z wklejonym ciężarkiem, charakteryzujący się dużo większym bezwładem (inercją). 0 ile spławik stały podryguje wpada w rezonans, trzęsie się po zanurzeniu, o tyle wagler pracuje leniwie - przechyla się, przegłębia spokojnie, wykłada antenę nad powierzchnię... Trzeba nieco czasu, by nabrać wprawy i reagować zacięciem we właściwym momencie. Ale kiedy już zdobędzie się nieco doświadczenia, to angielską metodę przedkładać się będzie nad tradycyjną. Zacięcie, przytrzymanie przez sekundę ryby na kiju, by zorientować się jak jest duża i można zacząć skręcanie żyłki...
     Wędzisko w zasadzie nie różni się specjalnie od tego tradycyjnego choć z zasady powinno być dłuższe - szczytówka robocza winna mieć ok. 75 cm i mieć co najmniej 5 przelotek. Kołowrotek o stałej szpuli musi być sprzętem najwyższej klasy. Płynna akcja, dobrze obracająca się rolka kabłąka i niesamowicie precyzyjny hamulczyk - to podstawowe wymagania. Kołowrotków mogących zapewnić komfort podczas podlodowych łowów jest obecnie na rynku cały wybór. Z czysto estetycznego (proporcje!) punktu widzenia najlepsze są

wszelkiego rodzaju miniaturki.

     Produkuje je Daiwa, Silstar, Shimano. Zupełnie nieźle sprawdza się też mały Viking pod warunkiem, że niż zostanie zamoczony podczas mroźnej pogody.
     O ile w sezonie letnim w zupełności wystarczają dwa, trzy łożyska w mechaniźmie kołowrotka, o tyle podczas mrozu i pięć nie jest za wiele. Łożyska są bowiem gwarancją, że nawet po zamoczeniu i zamarznięciu praca kołowrotka nie ulegnie zakłóceniom... A kołowrotek w metodzie angielskiej jest równie ważny jak wędzisko, a może nawet najważniejszy w całym zestawie. Hamulec musi działać idealnie - przesunięcie regulatora o jedną pozycję powinno bardzo nieznacznie zmieniać opór jaki stawia szpula przy wysnuwaniu się żyłki podczas rybich zrywów. Nieco precyzyjniejsze bywają hamulczyki przednie. Regulować trzeba je na lekki luz - poniżej wytrzymałości żyłki.
     Ryba zacięta zimą walczy z determinacją właściwie tylko tuż po zacięciu - zdarzają się jej zrywy podczas holu, ale nietrudno je skontrować, kiedy dysponuje się precyzyjną wędką. Taką... angielską właśnie.
 
All rights reserved, teksty, rysunki i zdięcia powierzone przez autorów do publikacji wyłącznie na tych stronach internetowych


Reklamy KrokuseZ PublishPozycjonowanie stron WWWWszywkiStowarzyszenie Wędkarzy InternautówPrzynęty wędkarskie